plinko
08.05.15, 19:04
Witajcie, szukam porady a w zasadzie utwierdzenia sie w tym, ze dokarmiac nie musze ;)
Na wstepie powiem, ze syn byl dokarmiany od 2 do 6 doby, za namowa doradcy laktacyjnego w szpitalu. Spowodowane to bylo moimi komplikacjami po porodzie - mialam krwotok, utrata ok 2l krwi, potem transfuzja, no ale i tak wyszlam ze szpitala z anemia. Syn pierwszy raz byl przystawiony na dolownie 5-10min po ok3 godzinach, potem go zabrali na noc (costam dostal po palcu na noworodkach), bo ja lezalam monitorowana na pooperacyjnej pod kroplowkami. Zaczelam go przystawiac od rana (po jakichs. 14godz po porodzie), ale kolejnej nocy po karmieniu odrywal sie z placzem od piersi, wiec wtedy doradzili dokarmianie. Mm generalnie dostawal w strzykawce z wezykiem przy piersi, raz w domu dostal butelka. Ja stymulowalam sie laktatorem, nawalu nie odczulam szczegolnie, ale widze ze mleko leci, myslalam ze juz sie laktacja rozkrecila. Piersi dostaje ile chce, smoczek poszedl w ruch ze 3razy w kryzysowych sytuacjach, kiedy musialam zajac sie czyms innym.
No i do rzeczy, bylismy dzis na pierwszej wizycie u pediatry, syn ma 16dni. Ogladala go tez polozna. No i jak powiedzialam ze od 3dni gorzej spi, ze ma tylko jeden sen ok 3,4h, a reszta to drzemki roznej dlugosci no i ze ciagle domaga sie piersi , no to ona na to "dac butelke, raz lub dwa razy dziennie po karmieniu, bo moze nie byc najedzony, moze ma pani za malo mleka" :/
Dodam jescze ze waga urodzeniowa 3730, w 3 dobie 3520, a dzis 3840. Czyli w 13 dni 320g, to chyba nie za malo?
Co myslicie dziewczyny? On rzeczywiscie jest glodny, czy to raczej potrzeba ssania i ogolny bol egzystencjalny?
Bede wdzieczna za odpowiedz.