katica1
02.07.15, 23:45
Za miesiąc, jak w temacie, prawdopodobnie wracam do pracy w systemie zmianowym, tydzień od 7 do 15 lub od 12 do 20. Córeczka ma obecnie prawie 9 miesięcy. Jedzenie - blw - to wciąz tylko zabawa (szatkowanie dziąsłami i dwoma zębami). Z łyżeczki nic nie przyjmie. Córką zajmie się na razie mąż, który od dwóch miesięcy nie umie już młodej uśpić (zbiegło się to chyba z ząbkowaniem) i mimo codziennych prób wciąż nie ogarnia tematu. Do tego oczywiście nie nakarmi. Co radzicie, czy jest to do ogarnięcia? Dodam, że córka ma skazę białkową i przyrosty w normie, ale bez szału. Było niskie żelazo i hemoglobina, ale jest lepiej po odstawionym juz actiferolu. Kombinujemy, co zrobić, bo jak się zapewne domyślacie, mąż stracił pracę i dla nieprzejadania oszczędności myślimy o tym, bym wcześniej wróciła z urlopu, ale boimy się konsekwencji. Co radzicie? Czy to ma szansę się udać? Córka przeżyje? Mąż, mimo obaw, cieszy się na czas z córką. Ogólnie jednak jestem podłamana - nagły powrót do nienajlepszej pracy, piersiofilne maleństwo, mąż, który przy maluszku będzie mieć małe szanse na znalezienie i podjęcie pracy... No po prostu jesteśmy w kropce.