mamapsiara
02.11.15, 15:19
Zakładam ten wątek własnie po to, żeby sobie pomarudzić :) Spektakularnych rad się nie spodziewam i nie oczekuje. Wiem, że wszystko mija, czasem wystarczy jedna noc, coś się dziecku w głowie "poprzestawia" i sprawy zmieniają swój bieg, na co skrycie liczę, ale...
Karmię 5 miesięczną córkę, do tej pory bez większych problemów. Karmiłam łatwo i wszędzie, w pociągu, na plaży, w filharmonii i na ławce w parku ;) Młoda jadła chętnie i łapczywie.
A od niedawna jakaś MASAKRA!!! W dzień wszystko jest ciekawsze od mleka. Namówienie młodej na cyca graniczy z cudem. Śpiąca nie zje, tylko się obudzi i wścieknie.
Głodna- przyssie się, ale wystarczy głośniejszy oddech męża (nie żartuję), dzwonek telefonu, szczeknięcie psa, żeby się odczepiła i "awantura" gotowa. Drugi raz przystawić nie sposób. Chodzę wściekła i zabijam wzrokiem wszystkich wydających z siebie dźwięki domowników.
Ba! Rozprasza ją też moja odzież, a nawet jeśli już się przyssie i je, to nie zdzierży jeśli ja siedzę. Powinnam chodzić. Ba! Tańczyć najlepiej!
Tak więc spędzam ostatnio dni topless w domu, próbując nakarmić swoje dziecko. Strach otworzyć drzwi listonoszowi, strach wyjść na dłuższy spacer ;)
W nocy z 2-3 karmień zrobiło się 7. I to nie na leżąco! Muszę siedzieć i nie drgnąć. Przesunięcie ciała o nanometry powoduje wściekłość córeczki. Co jest przeciwieństwem karmienia w dzień, które winno odbywać się przy pląsach, do muzyki najlepiej ;)
Czasem mam ochotę zamknąć się w ciemnej jaskini.
Czasem spotykam znajome matki butelkowe, co to butle dają o 22, a potem rozkoszne bobo budzi się o 8 rano, po przespaniu nocy w swoim łóżeczku i zaczynają mi one pier**** jak to rozbestwiłam dziecko śpiąc razem z nim i karmiąc "na żądanie". Jezu Chryste! Tych uwag właśnie mi brakuje do pełni ekstazy:D
Karmić będę i tak, napiszcie po prostu, że tak bywa i że mija :D