jestem w szoku...

03.01.16, 20:40
czytam to forum i jestem w szoku.... w zasadzie mój pierwszy post o karmieniu bliźniąt dla większości z was pewnie jest śmieszny... pewnie pomyślałyście że macie do czynienia z kimś kto ma zupełnie zerowe pojęcie o kp. no cóż, chyba tak jest.
mam w takim razie do was pytanie: czy mam jakąkolwiek szansę na kp w sytuacji gdy dziewczynki od urodzenia ssąsmoczek i sama widzę, że odruch ssania pogarsza im się z dnia na dzień, dokarmiłam kilka razy mm i w ogóle ledwo zipię i nie mam za bardzo wiary że się uda?
jeśli jest tak jak mówicie przy jednym dziecku to ja z dwójką w zasadzie mogę nie wychodzić z domu i być tylko gotowa na wezwanie do karmienia?
    • panizalewska Re: jestem w szoku... 03.01.16, 21:11
      Piękna, nie łam się. Większość z nas ma po jednym dziecku, zdarzają się tandemy z małą różnicą wieku, ale dobrze wiemy, że NIE WIEMY. Jak to jest mieć dwoje małych wiotkich dzieci do karmienia jednocześnie. Bywają czy też bywały tutaj mamy bliźniaków, ba! była nawet jedna amazonka, która wykarmiła jedną piersią! Także przekopuj forum, pewnie znajdziesz wpisy tych mam. Na forum Niemowlę też jest aktywna mama bliźniaków (nie pamiętam, czy kp, czy mieszanie)

      A smoczek niestety nie pomaga. Najczęściej, bo niektórym się udaje, ale jeżeli widzisz to, co opisujesz, znasz rozwiązanie i jesteś świadoma konsekwencji, to po prostu będziesz musiała sama wybrać.

      Dla pocieszenia może dodam, że karmiłam dzieci w tandemie, różnica 2 lata bez 22 dni. I pierwszy miesiąc - karmiłam jednocześnie oboje (tak, 2-latka ssała jak noworodek ZA KAŻDYM RAZEM), bekali jak chłopy spod budki z piwem, tak się laktacja rozkręciła. Wyjść było ciężko, ale wychodziłam np na plac zabaw (lato) i wtedy karmiłam tylko młodszego w razie potrzeby. Kolejne 3 miesiące spędziłam w zasadzie w domu, bo karmiłam oboje na zmianę, piersi na wierzchu cały boży dzień, myślałam, że uświerknę. Też miałam byc gotowa na każde karmienie. Kończyłam jedno, chciało drugie i tak w kółko. Także troszkę znam ten ból. Na szczęście po 4 miesiącach było lepiej. Oboje się jako tako odessali, miałam pomoc w postaci rodziców, co gorąco polecam. Albo nianię, sąsiadkę, kogokolwiek, żebyś mogła odsapnąć, wyjść na chwilę po cholerne bułki na pół godziny BEZ DZIECI. Ale tutaj kp jest wtórne jako problem, bardziej dowala zmęczenie i niemożność rozdwojenia się i zadowolenia dwójki krzykaczy jednocześnie ;) Kombinuj z pomocą dla siebie, a kp się ułoży, o ile wywalisz smoczka
    • niuniek3 Re: jestem w szoku... 03.01.16, 22:18
      forum.gazeta.pl/forum/w,570,159668262,159668262,W_kobietach_sila.html
    • niuniek3 Re: jestem w szoku... 03.01.16, 22:23
      forum.gazeta.pl/forum/w,570,154798194,154798194,Rok_z_bliznietami_i_jade_dalej_Da_sie_Dziekuje_.html
    • niuniek3 Re: jestem w szoku... 03.01.16, 22:30
      forum.gazeta.pl/forum/w,570,156830331,156830331,Bliznieta_czyli_i_mnie_dopadla_plaga_egipska_.html
      Wkleilam Ci powyżej 3 wątki które kojarzę z ostatnich kilkunastu miesięcy.

      Nie mam pojęcia co to jest mieć 2 ssaki. Ale z doświadczenia macierzyństwa wiem ze potrzebne są chwile wytchnienia bez dziecka. Wtedy inaczej podchodzi się do trudności. Więc niezależnie czy pójdziesz wynieść śmieci czy na spacer czy spać - znajdz babcie ciocia koleżankę. Niech wsadzą dzieci do chusty. Żebyś była wolna. Niech pół godziny. Ale wolna.
      Gratulacje. I wszystkiego dobrego.
    • yumemi Re: jestem w szoku... 03.01.16, 22:46
      jeśli jest tak jak mówicie przy jednym dziecku to ja z dwójką w zasadzie mogę n
      > ie wychodzić z domu i być tylko gotowa na wezwanie do karmienia?

      Na poczatku tak to wyglada, pierwsze miesiace. Tyle ze to nic w skali calego zycia i da sie przezyc - a niektore z nas nawet za tym tesknia bo takie karmienie non stop oznacza ze mozna leniuchowac przed tv albo z ksiazka:)
      W domu siedziec nie musisz - jak sie ogarniesz z karmieniem zacznij normalnie wychodzic, w koncu w kawiarni czy u kolezanki na spotkaniu tez nakarmisz dzieci. Moja bliska kolezanka z blizniakami tak robila, siedzialysmy w kawiarni tylko ze ja z jednym dzieckiem a ona karmila na przemian :)
      No i korzystaj z pomocy w domu ile sie da.
    • tommama Re: jestem w szoku... 04.01.16, 10:03
      Jarzebinka podziwiam. Większość mam na początku ledwo daję radę z jednym dzieckiem. Nic dziwnego, że masz wątpliwości i jesteś zmęczona, Pocieszę cię, że to wiszenie nie trwa wiecznie. 3-4 miesiące i karmienia stają się krótkie i rzadsze. Warto przeczekać ten okres i zawalczyć. A na ten czas, niech ci ktoś pomoże. W domu nic nie rób, obiady szykuj na cały tydzień i zamrażaj, itd.
      Pamiętam, jak w 2 miesiącu życia córki, zalewałam się łzami, bo byłam przykuta do fotela i karmiłam 24 godziny na dobę. Nie mogłam do toalety, nie mogłam zrobić sobie kanapki, itd. Nie wierzyłam, że się skończy. Ale się skończyło. Teraz młoda zaraz kończy rok, dalej się karmimy.
      Ze smoczkiem to ciężka sprawa. U jednego dziecka podałam i karmiłam tylko 6 tygodni. U drugiego nie podałam i karmie do tej pory. Nie wiem tylko, czy to kwestia smoczka, czy po prostu przy drugim dziecku byłam bardziej zdeterminowana, bo problemy z techniką i karmieniem się pojawiły się też u drugiego dziecka, pomimo braku smoczka. Są na tym forum mamy, które dały smoczek i karmiły nadal. Sama znam takie mamy. Także smoczek nie musi popsuć ssania, ale może. Decyzję musisz podjąć sama. Albo ryzykujesz, albo próbujesz bez smoczka. Ja bym spróbowała odstawić. Jest ciężko, ale się da.
      Powodzenia, trzymam kciuki. I głowa do góry.
    • zoo38 Re: jestem w szoku... 04.01.16, 21:07
      Dasz radę, musisz uwierzyć. Dobrą poduszkę do karmienia masz? Piersi zmieniasz, tzn. przystawiasz małe naprzemiennie do prawej/lewej? Resztę napisały już dziewczyny:) (i ja trochę też w Twoim poprzednim wątku). Jeżeli masz możliwość, zorganizuj tę dodatkową pomoc. Trzymam kciuki:)
    • kasik-wroc Re: jestem w szoku... 08.01.16, 22:58
      Co do smoczka to powiem tyle. Pierwszy był bezssmoczkowy bo byłam zagorzałym przeciwnikiem. Z drugim stwierdziłam, że się katować nie będę (nie o kp chodziło, ale o wrzaski, zasypianie, bo go pierś nie uspokajała nigdy) i smoczka dałam. Po tygodniu zabrałam bo technika leciała na łeb na szyję. Przetrwałam 3,5 miesiąca, młody się wytrenował. Smoczka oddałam i teraz jest bardzo smoczkowy i bardzo cycowy jednocześnie. Ma 5,5 miesiąca. Nie sądzę żeby na tym etapie smoczek mógł jeszcze cokolwiek zepsuć.

      Natomiast czytając to forum miałam podobne odczucia, że większość stawia wszystko na ostrzu noża. Albo masz 3-4 miesiące z głowy i spędzasz je na kanapie z dzieckiem przy cycyu 24h albo nici z karmienia. Ja uważam, że jest coś pośrodku, że faktycznie pierwszy czas trzeba poświęcić ale jak dla mnie są to raczej tygodnie niż miesiące. Czas połogu max. Potem moim zdaniem naprawdę da się przekonać dziecko, żeby jadło regularnie co 2-3h np, da się usypiać dziecko kp bez piersi. Sama uważam że ca,lkowite poświęcenie matki jest najlepsze dla dziecka, ale nie każda matka tak może i chce. Z tego forum trochę wynika, że jeśli nie ma z jej strony woli całkowitego poświęcenia to zostaje tylko mm. Tak nie jest. Karmiłam syna 3 lata, teraz karmię prawie pół roku i nigdy w dzień (pomijając pierwsze tygodnie) nie pozwalałam dzieciom na ssanie 24H. Nie potrafię tak. Kocham karmić ale na nieaktywne wiszenie przy cycu mam nerwa strasznego. W nocy mogę - w dzień mnie nosi. Zawsze delikatnie "nastawiałam" dzieci żeby robiły sobie przerwy w jedzeniu. Obecnie 5,5 miesięczniak jest na 50 centylu. Nigdy nie miał mm ani nic innego w ustach do jedzenia. Butelki w ogóle nie umie - nawet z moim mlekiem.
      • Gość: Yumemi Re: jestem w szoku... IP: 213.205.251.* 08.01.16, 23:48
        Pierwsze slysze zeby karmienie non stop w pierwszych miesiącach to było jakies poświęcenie matki :-))
        To raczej luz i pełne lenistwo :-)) Ja z dzieckiem przy piersi non stop w chuscie prowadziłam super życie kawiarniano-towarzyskie :-) Albo ogladlam filmy na DVD lub czytałam. Lub drzemałam.

        Z ciekawosci czystej i bez ironii - co Ty robiłas w tym czasie? :-) Tzn kiedy nie pozwalalas na to ssanie oczywiscie. Bo zawsze mnie zastanawia jak matki piszą ze nie moga pozwolić na to wiszenie na piersi - co one wtedy takiego robią??
        • melancho_lia Re: jestem w szoku... 09.01.16, 09:20
          Zwykle jest jakiś dom do ogarnięcia i obiad do ugotowanua i starsze dzieci którymi trzeba się zająć.
          Bo chca zająć się chwilę sobą bez ssaka przy piersi przez pare chwil.
          Zaraz napiszecie ze chusta- ja np. mam kiepskie doświadczenia z chustami, moje dzieci wybitnie chust nie znosiły i nie dało się ich tam wpakowac za żadne skarby.
          • zoo38 Re: jestem w szoku... 09.01.16, 09:44
            Chusta może i jest rozwiązaniem przy pojedynczym dziecku, ale autorka wątku ma bliźniaki... O ile są wiązania dla dwójki, to raczej na krótko i chyba tylko na elastyku. Próbowałam, ale wytrzymałam tylko kilka razy. Natomiast da się bez chusty i bez smoczka. Po pierwszych kulku tygodniach dzieci mogą przebywać już dłuższą chwilę w leżaczkach, i wcale niekoniecznie będą domagać się piersi non stop. Często rodzicom czy (częściej) dziadkom trudno jest wyobrazić sobie życie bez smoczka, ale ono istnieje:)
            • jak-kania-dzdzu Re: jestem w szoku... 09.01.16, 10:25
              zoo38 napisał(a):

              > i wcale niekoniecznie będą domagać się piersi non s
              > top. Często rodzicom czy (częściej) dziadkom trudno jest wyobrazić sobie życie
              > bez smoczka, ale ono istnieje:)

              Dokładnie tak! O ile owszem przez kilka pierwszych tygodni byłam na każde kwęknięcie dziecka i nawet wybiegałam spod prysznica z pianą na głowie żeby nakarmić, bo był tyk noworodka, to po tym IV trymestrze bez smoczka i butelki dało się bez problemu.
              Jak byłam sama w domu, a dziecko miało maraton, to jak chciałam sobie zrobić coś do jedzenia, to dziecko do wózka i bujałam w kuchni, popłakało trochę - trudno, krzywda mu się nie działa, matka karmiąca musi jeść i nie trzeba na każdy jęk buzi smoczkiem zatykać.
              Chciałam do łazienki, wyjmowałam pierś z buzi i szłam po prostu, dziecko zostawało na łóżku, wracałam i karmiłam dalej.
              Dom, pranie ogarnialiśmy razem z mężem po jego powrocie z pracy, w weekend większe sprzątanie.
              Tak samo w weekend wykorzystywałam obecność męża lub odwiedziny dziadków żeby wzięli syna na spacer w porze drzemki, a ja miałam wtedy wytchnienie od dziecka na godzinę, półtorej. Babcie panikowały, że bez smoczka się nie da wziąć dziecka na spacer, ale dało się. Karmiłam pod korek i śpiącego wkładałam do wózka, szybki marsz go usypiał, jak się przebudził, to dziadkowie śpiewali, brali na ręce, szuszali do uszka, a czasami nic nie trzeba było robić, bo leżał i oglądał świat.
              I też mi się wydawało tuż po porodzie, że jak to tak leżeć i tylko karmić, tak nie można!
              I 2 tyg po porodzie, w apogeum połogowym, nakarmiłam i uśpiłam dziecko, odłożyłam i wyszłam z domu skopać ogródek, bo to przełom marca i kwietnia był i grządki trzeba było przygotować pod nasiona!
              Po 10 min kopania w tej ziemi stwierdziłam, że głupia jestem. Mam noworodka, na którego chuchałam i dmuchałam przez 9 miesięcy w brzuchu i sporo wyrzeczeń zniosłam żeby był zdrowy i dobrze się rozwijał, pół roku wyprawkę przygotowywałam. A teraz jak się urodził to co, nagle nie mogę, nie chcę, nie mam czasu, szybko się muszę ogarnąć i nie pozwolić mu 'wisieć na sobie', bo co?
              I uświadomiłam sobie, że niemowlakiem dziecko jest tylko raz, okres upierdliwego wiszenia na piersi trwa kilka miesięcy, czym jest te kilka miesięcy w stosunku do mojego i dziecka całego życia? I skoro ja teraz się irytuję i nie mam czasu i próbuję się 2 tyg po porodzie od dziecka uwolnić, to co będzie później.
              Broń Boże nie mówię nikomu jak ma postępować i co robić z własnym dzieckiem, opisałam tylko moje własne przemyślenia i postępowanie po porodzie i to, że zamiast za wszelką cenę walczyć z dzieckiem i naginać go pod siebie, to po prostu zaakceptuję to, że jestem mu potrzebna, bo jestem przez te kilka pierwszych miesięcy dla niego całym światem :)
          • yumemi Re: jestem w szoku... 09.01.16, 11:36
            Ja mialam starsze dziecko w domu - to okazja aby robily wiecej w domu :) Niewiele rzeczy jest ktorych dziecko troche juz starsze zrobic nie moze.
            Nauka chustowania zajela mi troche czasu ale efekt byl, na plus.

            Da sie ze starszym dzieckiem tak zorganizowac - kiedy moj syn byl w szkole, ja po prostu mialam luz o ktorym pisalam wyzej. A obiady powinien gotowac partner kiedy jest w domu :)
            • melancho_lia Re: jestem w szoku... 09.01.16, 12:06
              Moze i powinien, ale zwykle tez ma swoje obowiazki- np. pracę.
              I rozumiem ze przejmuje wiekszosc obowiązków gdy kobieta jest w połogu ale zrzucanie wszystkiego na faceta gdy kobieta jest juz "na chodzie" jest nie fair. Takie jest moje zdanie. Popatrzylam na męża, który przez ostatnie tygodnie zajmuje się wszystkim (odwozi, przywozi dzieci, robi zakupy, pierze, gotuje i sprząta, załatwia moje sprawy urzędowe, a takze swoja prace) i naprawdę uważam ze to jest ponad sily dla jednej osoby.
              Dlatego jesli jest możliwość to trzeba tez sie zaangazowac a nie leżeć plackiem.
              • kremka2014 Re: jestem w szoku... 09.01.16, 13:45
                Dla mnie karmienia non stop to bylo akurat wielkie poswiecenie. Tu na tym forum królują odgorne zasady i porady, które mają działać i stosować się do wszystkich, niezależnie od relacji w rodzinie, malzenstwie, temperamentu dziecka i matki, ukladu życiowego. To co pasuje jednej kobiecie, nie oznacza, ze wszystkim pasuje.
                Autorko, jeśli jesteś gotowa na poswiecenie, to dasz radę. Ja bym pewnie nie dsla rady bez smoka i butli na noc, przy jednym dziecku bylam bliska takich rozwiazan, w sumie je wdrazalam, ale syn nie chciał. Starszak natomiast mial smoka i kp 11 miesięcy.
                • yumemi Re: jestem w szoku... 09.01.16, 14:22
                  Kremka, nie podciagaj tutaj rozmowy zwyklej na 'zasady panujace na forum' - tutaj nie ma zasad tylko informacje i rozmowy, kazdy decyduje sam.
                  Wiele matek na tym tutaj skorzystalo, bo stereotypy co do roli matki bywaja koszmarne i kobiety czesto biora sobie na glowe wszystko.
                  Ja nadal nie uzyskalam odpowiedzi na moje pytanie co do tego 'poswiecenia' jakim jest siedzenie na kanapie z dzieckiem przy piersi i czytanie ksiazek, badz pogaduchy z kolezankami przy kawie :) Jaka jest ta opcja bez poswiecenia? Co robi matka ktora sie nie poswieca? Ciekawa jestem, bo moze cos mi umknelo:)
                  • ela.dzi Re: jestem w szoku... 09.01.16, 16:08
                    Szczerze są też inne opcje, zależy co kto lubi i rozumiem, że każdy lubi inaczej :) Dla mnie po porodzie bezcenne były chwile całkiem bez dziecka - wyjście do sklepu czy na zakupy. Ba, nawet pójście do przychodni i zarejestrowanie starszego dzień po wyjściu ze szpitala :) Teraz inaczej na to patrzę i pewnie teraz więcej spedzę na kanapie w 1 części dnia, ale tak bedzie tylko dlatego, że wiem co mniej wiecej mnie czeka po porodzie.

                    A z innej beczki, gdyby nie CC, to pewnie szybko po porodzie byłabym na hali. Jak tylko lekarka potwierdziła, że mogę iść się poruszać, to tego samego dnia miałam piłkę w rękach.
                  • ally Re: jestem w szoku... 13.01.16, 02:05
                    Dla mnie to by było poświęcenie, mimo że niby jestem strasznym leniem i mogłabym spędzić 3/4 życia z nosem w książce lub gazecie. Po prostu by mnie nosiło. Dobrze, że synek od początku najadał się dość szybko.

                    Kiedyś przeczytałam tutaj wypowiedź forumki, która przez ileś tygodni z powodu kp nie wyszła z domu, a po tym czasie wybrała się na spacer dookoła bloku. U mnie coś takiego na mur beton skończyłoby się depresją, zwłaszcza że okna mieszkania wychodzą u nas na północ ;-)

                    No i te historie o książkach i życiu towarzyskim często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Jeśli dziecko ma trudności ze ssaniem, to raczej nie poczytasz, tylko się użerasz ;-) A jeśli wszystkie koleżanki siedzą w pracy, to życie towarzyskie raczej też nie będzie bujnie rozkwitać.
              • yumemi Re: jestem w szoku... 09.01.16, 14:15
                Kobiety tez maja prace i male dzieci. Facet z pracy wraca do domu i wtedy moze zabrac sie za gotowanie obiadu, ktory parnerka sobie odgrzeje na drugi dzien:)
                Niestety nie wiedziec czemu wiele kobiet uwaza ze facet jak pracuje to juz nic innego zrobic nie moze, ale kobieta owszem, moze tyrac 24/7. I jeszcze nazywamy siedzienie z dzieckiem na kanapie przy piersi jako poswiecenie :))
                Z tego co piszesz Twoj maz robi to co ja i moj maz na co dzien, majac dzieci, wiec nie widze nic w tym niewlasciwego, biorac pod uwage ze czas kiedy trzeba sie z malym niemowlakiem na kanapie nasiedziec to gora 3 miesiace, bo potem sila rzeczy sie zaczynaja bardziej swiatem interesowac.
                • kremka2014 Re: jestem w szoku... 09.01.16, 17:04
                  Ano już wyjaśniam. Jestem typem ruchowca, nie usiedze w miejscu zbyt dlugo, wiesz, takie małe ADHD. Ciężko było zjeść razem z rodzinką kolacje, obiad, śniadanie, ciężko poświęcić czas starszemu, tak na maxa, tesknilam za nim, naszymi rozmowami, spacerami. Bo spacery tez z wrzaskami mlodziaka. I tak minimum 4 miesiace. Zaczelam pracę 2h dziennie, stres moj i męża kosmiczny, jakies kluskowanie strzykawka, bo n8e chciał z niczego innego pić, a ryczal z glodu. Nie muszę wyjaśniac w jakim stresie pracowałam. Dostawalam już przeczulenia od cisglego kontaktu dotykowego, marzyłam o byciu sama.... Oczywiście są i plusy, które powodują, że to kontynuowałam i one przeważają, ale nie o tym mowa, bo ta bliskość, dotyk, odpornosc, zależność, leżenie z dzieckiem sa p8ekne, niepowtarzalne, cudowne i nic nie da się zctym porownac. Ale nie mozna zamykać oczu i udawac, ze nie ma tejvtrudnej strony. Bo ona jest! I nie neguje tego forum. Dzięki niemu ja również wiele skorzystalam. I mam nadzieję, że i trochę pomoglam. Jednakowoż uwazam, że na polu " człowiek " nie ma pewnikow, dogmatów. Trzeba doradzać elastycznie i nie oceniać. Jesteśmy kobietsmi i powinnyśmy się wspierać. Przede wszystkim wspierac.
                  • ona1983.10 Re: jestem w szoku... 09.01.16, 20:32
                    Tak czytam i czytam ;) - jedno jest pewne wszytko mija bo dzis noworodek jutro bedzie nastolatkiem. Wszystki da sie zorganizowac jak sie tylko chce ;). Przychodzi czas kiedy dziecko przestaje wisiec, kiedy zaczyna przesypiać noce itp. Moja corka jest bezsmoczkowa i bezbutelkowa - przy kp przeszlysmy bardzoooo wiele i co i nic minelo. Prawda jest taka, ze co to jest rok, dwa czy trzy ;) - wszystko mija.
                  • Gość: Yunemi Re: jestem w szoku... IP: *.9-3.cable.virginm.net 10.01.16, 01:30
                    Wiesz, tez jestem typem 'ruchliwym' :-) Uwielbiam zycie towarzyskie, uprawiam duzo sportu (nawet bardzo duzo). I dlatego cenie sobie wsparcie kobiet ktore kazały mi dac sobie luz przy małym niemowlaku i zamiast poświęcania sie np domowi czy innym rzeczom, dac sobie luz na tej kanapie z ksiazka i karmic :-) To były 3 mce z mojego zycia przy każdym z dzieci - moj syn konczy teraz 13 lat, i nawet nie wiesz jak za te rady jestem wdzieczna:-) Bo juz nigdy pozniej nie miałam i nie bede miała okazji zeby z moimi dziecmi tak czas spędzić, na tuleniu i poznawaniu. Wiadomo ze inaczej spędzamy czas, np syn chodzi ze mna biegac ale tamte chwile miały swój sens.
                    I trzeba czasem dla samej siebie sie zmusić do tego zeby przystanąć i zwolnić. Szczególnie takie ruchliwe typy :-) Nic sie na tym nie traci :-)
                • melancho_lia Re: jestem w szoku... 09.01.16, 20:05
                  Sorry, ale na co dzień dzielimy sie obowiązkami domowymi praktycznie po równo. Sama piszesz ze robicie to razem- spróbuj robić absolutnie wszystko sama- zmienia postac rzeczy- sama przyznasz.
                  Dlatego uważam, ze należy taki czas ograniczyć do niezbędnego minimum. I tyle.
                  • Gość: Yumemi Re: jestem w szoku... IP: *.9-3.cable.virginm.net 10.01.16, 01:24
                    No bywa ciezko i bywa ze musiałam - mam prace na pełen etat plus długie dojazdy. Jak maz wyjechał albo pare razy był mocno chory. Tak samo jak on kiedy ja byłam po operacji i miałam 6 tygodni lezenia (nie zwiazane z dziecmi) . Nikt nie mowi ze jest łatwo ale jest duzo łatwiej wiedząc ze to jest tymczasowe :-)
                    • kremka2014 Re: jestem w szoku... 10.01.16, 11:42
                      No z perspektywy czasu to wygląda zupełnie inaczej, wiem, bo z pierwszym synem też nie bylo sielanki, a teraz wspominamy jego niemowlectwo jak bajeczke.... Szczególnie w zderzeniu z wymagającym mlodszym😀. Ale jak jestesmy w środku tego dziania się to czasem ma się dość. I yo zupełnie normalne.
                      • yumemi Re: jestem w szoku... 10.01.16, 13:20
                        Kremka, zgadza sie, jak jest sie w srodku tego to bywa roznie. Sama tez mialam momenty sporej frustracji, ale z perspektywy ciesze sie ze sobie wtedy prorytety poustawialam. Mam bardzo intensywny tryb zycia i moze dlatego cenie sobie to ze wtedy przystopowalam :) Na dobre mi wyszlo!
                    • melancho_lia Re: jestem w szoku... 10.01.16, 12:34
                      Ale jesli mozna to ograniczyć do tych 6 tyg. To trzeba. A nie rozciągać to na całe miesiące (pomijając jakies sporadyczne maratony :) )
    • jarzebinka_80 Re: jestem w szoku... 10.01.16, 15:13
      tak, ja wiszenie na piersi przez klika tygodni/ miesięcy przez 2 dzieci postrzegam jako poświęcenie i moja psycha słabo to znosi. kocham swoje dzieci ale przebywanie z nimi 24h na dobę i czekanie na każde wezwanie do karmienia jest ponad moje siły.
      w przeciwieństwie do mamy pojedynczego dziecka, korzystanie z chwil gdy dziecię jest na cycu z technicznego punktu widzenia jest dość trudne. jeśli karmię naraz - muszę pilnować żeby ładnie jadły i najadały się każda z osobna - w przeciwnym razie nigdy nie skończymy się karmić. ( a kończy się tym że jedna ciamka, druga usypia albo jest problem ze złapaniem brodawki u jednej, drugiej albo obydwu...)
      karmienie osobno (które lepiej mi wychodzi technicznie) jest masakryczne bo wtedy dosłownie karmię cały czas. owszem, mogłabym zacisnąć zęby i zabrać smoczka ale musiałabym mieć kogoś do pomocy w domu - a takiej osoby niestety nie mam.
      co robię wtedy gdy nie karmię? sprzątam, gotuję, piorę i staram się choćby odrobinę czasu poświęcić swojej starszej córce. i jeszcze staram się trochę poruszać bo nie jestem typem kanapowca.

      • Gość: niuniek3 Re: jestem w szoku... IP: *.dynamic.chello.pl 10.01.16, 19:13
        Z mojego doświadczenia i mnóstwa frustracji- jasne ze potrzebujesz czasu bez dzieci i kp. Pisałam już o tym wyżej - to bardzo ważne. Ale wykorzystaj ten czas lepiej niż na pranie sprzątanie i gotowanie. 1h dziennie mąż niech to zrobi. W weekend zrobicie resztę. Zycie stało się o wiele łatwiejsze kiedy dotarło do mnie ze zapiekana kanapka dla strszego na obiad czasem musi wystarczyć . A góra prania może sobie rosnąć.... jak najwięcej odpuszczaj. To tylko kilkanaście tygodni.
      • yumemi Re: jestem w szoku... 11.01.16, 19:57
        Ale to tylko pierwsze tygodnie takie sa - jakby sie dzieci nauczyly ssac to potem byloby o wiele latwiej. Warto sie zastanowic, pare tygodni pracy nad ssaniem i owszem duzo sesji karmienia - a potem bedzie duzo latwiej.
        Ja karmiac mlodsze ze starszym spedzalam bardzo duzo czasu, czytalismy bajki, syn budowal lego a ja mu pomagalam, etc :) Jedynie biegac z nim nie moglam po domu :)
Pełna wersja