P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istnieje?

30.09.04, 20:38
Ostatnio miałam przyjemność rozmawiać z panią przez telefon i z tej rozmowy
wywnioskowałam,że nie ma problemu małej ilości mleka.
Z tego co zrozumiałam,jeżeli kobieta karmi od porodu,ma mleko,to później musi
je mieć i nie może być go za mało (oczywiście przy częstym przystawianiu do
piersi i nie stresowaniu się).
W związku z tym moje pytanie brzmi :
Czy te wszystkie obawy kobiet o małą ilość pokarmu są bezpodstawne?
Karmię od początku,przystawiam często dzidziusia,nie przeżyłam żadnej
sytuacji stresowej,stosuję wszystkie "mlekopędne" rady dziewczyn z forum
i ..Moja córeczka przybiera po 300,400g na miesiąc.
???
    • mamuskanr1 Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 30.09.04, 20:43
      Zapomniałam jeszcze dodać,że byłam w poradni laktacyjnej i doradca laktacyjny
      stwierdził,że ZUZIA bardzo dobrze ssie.
      Ostatnio preży się ,wygina i jest niezadowolona w czasie karmienia,dlaczego?
      Mało mleka?Wzmożone napięcie mięśniowe?A może coś jej nie pasuje w moim mleku?
      Proszę o radę.
    • monika_staszewska Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 01.10.04, 14:34
      Problem istnieje, tyle że przyczyna bardzo, bardzo, bardzo rzadko tkwi w
      piersiach. Właściwie tylko przy niedorozwoju gruczołu mlekowego przyczyna za
      małej laktacji tkwi wyłącznie w piersiach. Ta przypadłośc nie jest dziedziczona
      i naprawde rzadko wystepuje. na dodatek niezbyt wyrafinowanymi sposobami można
      potwierdzic lub wykluczyć ów niedorozwój.
      Najczęściej jednak problem niedopasowanej do potrzeb dziecka laktacji wynika
      albo z nienajlepszej czy wręcz złej techniki ssania. Czasami są to naprawdę
      detale i nawet doświadczony doradca laktacyjny ma problem z ich wychwyceniem.
      Jesli na przyklad maluch był po porodzie odśluzowywany (obojetnie czy gruszką
      czy ssakiem) i sprawiło mu to ból to zapamiętuje, ze jak pojawia się coś w buzi
      to boli. I zaczyna po troszeczku cofać język tak, by uniemożliwić powtórkę tego
      niemiłego doświadzenia. I tu problem, bo jeśli brodawka nie dotknie miękkiego
      podniebienia to nie uruchamia się fala perystaltyczna na języku niezmiernie
      potrzebna dla prawidłowego ssania. W efekcie młody czlowiek może nie dojadać,
      bo nie wysysa tyle mleka ile porzebuje, tylko tyle le samo wypłynie. Jesli taka
      sytuacja trwa to piersi dostają nieprawdziwy sygnał i nie produkują tyle mleka
      ile potrzebuje dziecko. Podobnie ma się sprawa ze smoczkami uspokajaczami czy
      takimi na butelce - choć nie o ból tylko o inny sposób ssania wtedy chodzi.
      Przyczynami, które mogą zmniejszyć laktację bywają też: palenie papierosów,
      przyjmowanie leków z estrogenami, długotrwały stres czy przemęczenie, sztuczne
      wydłużanie przerw między karmieniami (przetrzymywanie, dopajanie, dokarmianie),
      nieefektywne ssanie (takie stałe dziamlanie zamiast aktywnego ssania).
      Pozostałości łożyska w macicy też mogą spowodować zmniejszenie laktacji - ta
      uwaga dotyczy wyącznie połogu.
      Trudno mi na odległość powiedzieć jaka jest przyczyna niskich przyrostów masy
      ciała Pani córeczki. (napisałam niskich byc może trochę na wyrost - nie
      pamiętam ile miesiecy ma córcia, jesli nie ma sześciu miesięcy to podtrzymuję
      to stwierdzenie) Przyczyn niewątpliwie może byc co najmniej kilka, więc nie
      bardzo chcę gdybać. Niewątpliwie dobrze by było, gdybyście obie Panie były pod
      opieka doświadczonego daradcy laktacyjnego. Być może poprzez obserwowanie
      dziecka, jego ssania, badania labolatoryjne, pełny wywiad uda się znaleźć
      przyczynę. Może się okazać też tak, że nic złego sie nie dzieje ipo prostu
      taka jest natura PAni córki.
      pozdrawiam
      monika staszewska
      • rosiee Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 03.10.04, 22:50
        Zastanawiam sie nad tym od jakiegos czasu.
        W latach mojego niemowlectwa tj. w latach 70-tych z tego co slysze b. duzo
        kobiet nie karmilo piersia lub karmilo ale krotko. Ciotki, sasiadki dopytuja
        mnie czy ja karmie piersia? albo czy JESZCZE karmie? (Kamilka ma 4 mies.)
        Moja mama karmila mnie piersia b. krotko, bo podobno mleko bylo za chude!? Inne
        kobiety twierdza, ze nie mialy mleka lub cos innego bylo z nim nie tak.
        Prosze Pania o komentarz w tej sprawie.
        • mamuskanr1 Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 04.10.04, 12:26
          Przyłaczam się do pytania poprzedniczki.Mojej mamie z kolei lekarz
          powiedział,że ma za tłuste mleko i przestała mnie karmić piersią.
          Czy przez 30 lat tak wiele się zmieniło?
        • monika_staszewska Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 04.10.04, 14:06
          W skrócie wygląda to następująco. W czasach, o które Pani pyta był wymóg
          karmienia co trzy godziny z sześciogodzinną przerwą nocną. Już samo to
          uniemożliwiało dopasowanie produkcji mleka do potrzeb dziecka. Wszak rytm
          ssania dzieci jest bardzo różny i nawet u jednego malucha zmienia się
          kilkakrotnie w czasie kolejnych miesięcy. Częste karmienie jest bardzo ważne
          szczególnie w początkowym okresie karmienia dla ustabilizowania podstawowego
          poziomu laktacji. A tu nie dość, że nie pozwalano przystawiać dzieci do piersi
          tak często jak one się domagały, to jeszcze opóźniano pierwsze karmienie.
          Zresztą jest to jeden z powodów powstania mitu o braku mleka po cięciu
          cesarskim. Jeśli kobiecie po porodzie fizjologicznym przynoszono malucha do
          karmienia powiedzmy po 12 godzinach to jeszcze była szansa na
          porządne ”rozkręcenie” laktacji, ale jeśli mama dostawała dziecko np. w
          trzeciej czy piątej dobie po porodzie to było to znacznie trudniejsze, a
          czasami wręcz niemożliwe, bo: w czasie tych kilku dni dziecko dostawało mleko z
          butelki i po pierwsze nie wiedziało do czego służy pierś, po drugie nie umiało
          jej prawidłowo ssać, a po trzecie denerwowało się, że leci po trochu i za
          wolno. A przecież pierś nie wiedziała, ze trzeba wzmóc produkcję, bo nie miała
          sygnału od dziecka. W efekcie maluch się złościł przy piersi, mama się
          denerwowała i jedynym ratunkiem wydawała się butla. A wystarczyło wcześniej
          przynieść mamie malucha do karmienia (synteza mleka rozpoczyna się ok. 16
          tygodnia ciaży - oczywiście jest wówczas na bardzo niskim poziomie, a
          wyprodukowany pokarm nie jedzony wchłania się na powrót; natomiast urodzenie
          dziecka i łożyska i następujące w efekcie tego zmiany hormonalne uruchamiają
          wzrost produkcji mleka, natomiast największym i najlepszym sygnałem dla
          wzmożenia owej produkcji jest rozpoczęcie ssania piersi przez dziecko lub - jak
          się dzieje w przypadku bardzo małych wcześniaków na przykład - rozpoczęcie
          intensywnego odciągania), pozwolić na ssanie wg potrzeb dziecka, a jeśli była
          konieczność dokarmiania to wystarczyło zmienić naczynie na kieliszek (taki od
          leków), łyżeczkę czy kroplomierz chociażby. Dodatkowo sprawę utrudniało mleko,
          którym dzieci były karmione. Trawienie mleka ludzkiego jest bardzo szybkie,
          natomiast mleko krowie (czy to wówczas stosowane ”niebieskie” czy mieszanki)
          trawione jest znacznie dłużej, a to natychmiast powoduje wydłużenie przerw
          między karmieniami. Czyli dziecko coraz rzadziej domagało się piersi, więc one
          chcąc dopasować produkcje do potrzeb zmniejszały ją. Czyli chociażby z tego
          powodu maluch nie miał szans się najeść. Całą sytuacje utrudniała jeszcze zła
          technika ssania (nagminnie używany smoczek zwykle jednak rozrabia) - to znowu
          nie tylko przeszkadzało dziecku w wyssaniu odpowiedniej ilości mleka, ale też
          nieodpowiednie ssanie było kolejnym błędnym sygnałem dla piersi.
          Nawet jeśli komuś udało się przejść pierwsze dni po porodzie bez problemu i
          trwać przy wyłącznym karmieniu piersią to te godzinne zalecenia uniemożliwiały
          wytrwanie na dłuższą metę. Powiedzmy, że dziecko dobrze ssało i się najadło,
          ale przecież zjadało to szybko trawione mamine mleko, wiec kolejnego karmienia
          domagało się dużo szybciej niż zalecane 3 godziny. No ale przecież mama nie
          mogła go przystawić wcześniej, więc maluch płakał, oboje się denerwowali, a
          kiedy w końcu mijały owe w3 godziny maluch po paru łykach usypiał utulony w
          ramionach mamy niekoniecznie najedzony. I jak już się zdrzemnął i uspokoił to
          budził się i chciał wreszcie zjeść porządnie, ale wtedy znowu nie mógł dostać
          piersi, bo mama musiała czekać kolejne trzy godziny.
          wszystko to oczywiście prowadziło do powstania teorii o za małej ilości -
          szkoda tylko, ze nikt nie wyjaśniał dlaczego tak się działo. Że to nie wina
          kobiety czy jej piersi ale błędnych zaleceń.
          Co do za chudego mleka - mit ma głównie dwie przyczyny (niestety niewiedza leży
          u podstaw oby):
          1. krótsze przerwy między karmieniami u dzieci karmionych mlekiem mamy (przy
          karmieniu mlekiem modyfikowanym zwykle są one dwukrotnie dłuższe) co wynika jak
          już wspomniałam z łatwego, szybszego trawienia
          2. wygląd mleka szczególnie tego tzw. I fazy - niewątpliwie jest ono nawet
          wizualnie inne niż mleko krowie.
          Myślę, że taki komentarz wystarczy. Jeśli nie to proponuję rozmowę telefoniczną.
          pozdrawiam
          monika staszewska
          • rosiee Re: P.MONIKO!!Problem małej ilości mleka nie istn 04.10.04, 22:31
            Bardzo dziekuje za obszerny komentarz w tej sprawie.
            Pytanie zadalam, bo mnie to po prostu interesowalo.
            Na szczescie nie mam problemow tego typu, bo z powodzeniem karmie corke
            piersia.
            Smutne jest tylko to, ze nasze mamy chyba nadal zyja w nieswiadomosci i czesto
            sugeruja nam brak pokarmu, za chude mleko czy za tluste itp. Czesto namawiaja
            do dopajania czy dokarmiania. Mlode niedoswiadczone mamy natomiast czesto
            ulegaja rada starszym i doswiadczonym, a tu okazuje sie ze nie koniecznie
            trzeba slepo we wszysko wierzyc. Zreszta podobnie rzecz sie ma co do ubierania
            niemowlat czy kapania, ale to juz inne problemy.
            Pozdr
Pełna wersja