joaska7
03.10.04, 21:52
Mój problem wygląda tak:
Ponad cztery miesiące temu urodziłam córeczkę i karmiłam ją piersią. Ładnie
przybywała na wadze aż do 4 tygodnia, kiedy to pani pediatra stwierdziła, że
w ciągu tygodnia, za mało przybyła. I rzeczywiście ja od jakieś czasu czułam,
że dziecko jakby za krótko ssie, oprócz tego robiła sobie dosyć długie
przerwy. Ale pediatra, kiedy jej to powiedziałam, nie zareagowała. Pewnego
dnia córka miała podwyższoną temperaturę, i tu też właściwie nie było
reakcji. W każdym razie pediatra zdecydowła, że trzeba dziecko dokarmiać.
Dokarmianie skończyło się niepowodzeniem, ponieważ dziecko po nim
wymiotowało. I od tego dnia mała właściwie przestała prawie jeść. Przerażona
na drugi dzień udałam się do poradni laktacyjnej, gdzie dziecko już wogóle
nie chciało ssać piersi, więc pani powiedziała, że ma złą technikę. Dziecko
było coraz bardziej apatyczne i właściwie przestało jeść. Wieczorem udaliśmy
się z moim mężem do szpitala bo sytuacja wydała nam się krytyczna. Do
szpitala przyjęto nas natychmiast z podejżeniem infekcji. Dziecko potwornie
odwodnione dostało antybiotyk i kroplówkę i powoli z dnia na dzień zaczynało
jeść coraz więcej, choć było dokarmiane mieszanką. Wypisano nas ze szpitala i
zalecono karmienie piersią i dokarmianie, choć teraz właściwie wiem, że nie
było takiej potrzeby, ponieważ mala wyciągała z piersi wtedy (5 tyg.) ponad
800 ml. na dobę. I tu zaczął się mój koszmar. Ponieważ w szpitalu wiedziałam
ile je, bo kazano mi ją ważyć, to w domu natychmiast spanikowałam, że dziecko
się napewno nie najada. Z dnia na dzień zaczynałam podawać coraz więcej
butli, choć dziecko po karmienieu z piesi właściwie tej butli nie chciało, a
ja nie wiedziałam, czy nie chce bo jest niejadkiem, czy nie chce bo ma słabą
technikę ssania i przysypia przy cycku, czy może nie chce bo poprostu się
najadło. Każdy płacz wydawał mi się płaczem z głodu więc ciągle ją
przystawiałam, a mała reagowała na to histerią. Dzisiaj wiem, że może wcale
nie była głodan, a np. chciała spać, albo była znudzona. Co tydzień ją
ważyłam i gdy tylko decydowałam się na to by więcej ją karmić z piersi to ona
mało przybywała, ale przybywała (w bilansie miesięcznym raczej była w tzw.
normie). Ale do mnie nic nie przemawiało, poprostu wpadłam w taką histerię,
że zdecydowałam się ją karmić z piersi tylko w nocy. I tak jest do
dzisiaj,prawie drugi miesiąc, w dzień butla z odciąganym pokarmem w nocy
pierś. Raz jeszcze próbowałam wrócić do piersi i pożyczyłam wagę, żeby
sprawdzić czy ona wogóle cokolwiek je. I czasami zjadała 120, a czasami 30,
ale też często nie udawało się przystawić, bo dziecko płakało. Moja prośba
jest taka: Pani Moniko, czy może wie pani, gdzie można znaleźć dobrego
doradcę laktacyjnego w Warszawie i czy w ogóle jest szansa do wrócenia do
piersi po tak długim czasie (chociaż w nocy ta pierś ciągle jest), a może to
wszystko nie ma już sensu?