naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestrodze

06.12.05, 15:52
4 tyg temu urodziłam zdrowego, duzego synka. po 2 tyg okazało sie, ze maly
nie przybiera na wadze. pani pediatra kazala budzic w nocy na karmienie
(pisalam o tym w innym watku) i przyjsc za 10 dni. zapisala na kartce nazwy 2
odzywek, nie raczyla dodac, ze jedna z nich jest tylko na recepte. nie
zuwazyla, ze maly jest odwodniony. karmilam wiec piersia, ale maly coraz
czesciej plakal, choc generalnie jest spokojny. maz byl za dokarmianiem,
zanim skonsultujemy po raz 2 z lekarzem, ja uwazalam, ze mam pokarm-
karmilam przez kapturki i bylo w nich mleko... pierwsza butle dalam 3 dni
przed wizyta u lekarza. co sie okazalo? waga synka spadla jeszcze o 100 gram.
i co na to pani pediatra? karmic sztucznie. ja na to- tylko, ale mam pokarm!
no to dawac piersi i dokarmiac/ no i dala skierowanie do specjalisty -
poradnia oceny rozwoju noworodka. okazalo sie, ze w zasadzie powinnismytrafic
gdzie indziej, do szpitala, w ktorym synek sie urodzil. Ale skad ja mam to
wiedzieć? nie ma termnow - na styczen. w styczniu, mowi maz, moze o juz nie
byc/ przyjmuje nas pani doktor i co sie okazuje? dziwi sie, ze ta poprzednia
nie postawila diagnozy, tylko od razu do specjalisty. kaze zbierac 24h mleko,
zey zobaczyc ile faktycznie jest pokarmu. podaje normy- ile maly powinien na
raz wypijac, jak uzupelniac - powoli- pokarm moj sztucznym. Zapytala o kupki,
kazala zrobic badanie moczu, zeby wyeliminowac inne - poza karmieniem -
przyczyny. Czy musze dodawac, ze pierwsza pediatra nic z tych rzeczy - ani
pytania o kupki, ani o siusianie. I co - okazalo sie, ze pokarmu mam malo
zdaje sie, ze w ogole mniej, niz na poczatku karmienia, wiekszosc musze dawac
z butelki, maly sie najada, jest spokojniejszy dzieki temu. Dodam, ze
pierwsza pani doktor zaczela mnie straszyc szpitalem - jesli w ciagu 4 dni
(sic!) od podania sztucznego nic nie drgnie - obserwacja w szpitalu.
Po co to pisze? po pierwsze - nie mozna miec zaufania do swoich suiektywnych
odczuc na temat laktacji i ilosci mleka, poza tym to sie zmienia bardzo
szybko, nawet z dnia na dzien - i dzidzia sie moze po prostu nie najadac.
Dalej - ostrzegam przed checia karmienia piersia za wszelka cene - chcialam
odwlec dokarmianie - i zle zrobilam. No i - zaufanie do pediatry - do tej
pierwszej - rodzinnej tzw. - juz nie pojde za zadne skarby, odradzam tez
innym - dr Chylak, poznań, poradnia na slowackiego. Wypisac skierowanie do
specjalisty, do szpitala- najlatwiej. Bardzo fachowa zas, konkretna i
bezinteresowna - dr Sobczak - z poradni na polnej. Chcialabym karmic piersia
jak najdluzej, ale coz, skoro pokarmu brak. Przystawialam malego w ostatnie
dni co godzine, niby ssal, ale pokarmu, jak pokazuje lalktator - malo. Chyba
tu nie ma zadnych regul. Teraz daje synkowi piers i reszte z butli. mam
nadzieje, ze za tydzien, na kontroli u p. Sobczak, waga drgnie.
Pozdrawiam!
mama z poznania
    • e5121 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 15:59
      Nie mnie oceniać pediatrów, bo ich nie znam.Ale po pierwsze- spróbuj karmic bez
      kapturków, po drugie laktatorem mozna nic nie odciągać,a to nie znaczy,ze
      pokarmu nie ma. Ja na Twoim miejscu, skoro chcesz karmić piersią, skoczyłabym
      do poradni laktacyjnej.Niewątpliwie pokarmu mozesz nie mieć, ale zdarza się to
      praktycznie tak rzadko,że prawie nigdy. A może mały źle łapie brodawkę?Gorąco
      namawiam na wizytę w poradni jeśli masz taką możliwość.Zanim do końca stracisz
      pokarm...
      • mart44 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 16:12
        Eeeeeeee, Agata ma rację, ja jestem zła na siebie, że zwlekałam dodatkowy
        tydzień z dokarmianiem, zamiast po 3tygodniach dać mu mieszankę gdy tylko
        zostały stwierdzone problemy... Umówmy się - kłopoty z laktacją zdarzają się
        częściej niż byśmy chcieli, a dziecko jest najważniejsze. Przez głód, moje
        biedactwo prawie nie spało przez pierwszy miesiąc, przybrał jakieś 250g...
        Szkoda gadać.
        Poradnia laktacyjna - tak, ale niezależnie od dokarmiania. Są dziewczyny, które
        tylko ściągają i mają mnóstwo pokarmu - można pracować nad laktacją, ale to nie
        znaczy, że dziecko ma w tym czasie czekać aż moje leniwe piersi zaczną
        produkować wystarczającą ilość pokarmu.
      • ledzeppelin3 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 16:23
        Taaa, oczywiście zaraz zaroi się od kolejnych fanatyczek-przeciwniczek
        dokarmiania, bo "niedobór pokarmu prawie się nie zdarza"..Co za bzdury! Owszem,
        zdarza się, i nie ma powodu głodzić dzieci w imię chorych teorii.
        • mart44 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 16:46
          ledzeppelin3 napisała:

          > Taaa, oczywiście zaraz zaroi się od kolejnych fanatyczek-przeciwniczek
          > dokarmiania, bo "niedobór pokarmu prawie się nie zdarza"..Co za bzdury! Owszem,
          >
          > zdarza się, i nie ma powodu głodzić dzieci w imię chorych teorii.
          No właśnie, gdyby mi ktoś wspomniał w którejś z tych niezliczonych ulotek, że
          ZDARZA się tak, że o pokarm trzeba walczyć i jak to robić, to walczyłabym jak
          lwica od samego początku, a nie "ufała naturze". A potem, nawet gdybym i tak
          musiała dokarmiać, to bym sie nie czuła jak matka wybrakowana...
          • agata19753 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 18:15
            Dzieki za komentarze!
            generalnie - cokolwiek sie wie o laktacji - pochodzi to z doświadczenia
            osobistego - nawet nie innych mam, bo u każdej z nas wygląda to inaczej. NP.
            Teorie o odżywianiu w czasie karmienia - połozna na pierwszej wizycie
            wygłosiła litanię, czego mi nie wolno jeść (Generalnie niczego, wszystko jest
            albo alergenem, albo wzdyma, ciemny chleb np tez niekoniecznie, bo zakwasza, a
            szczytem było - margaryna zamiast masła - bo mleko krowie), laktacje kazala
            regulowac plynami. Ile dziecko powinno wyssac, jaka poznac, ze sie nie najada,
            tego juz nie dodala. Teraz, po kilku tygodniach, rozpoznaje płacz pt. jestem
            głodny i płacz - jestem zmeczony. Po przyjściu ze szpitala niewiele sie wie.
            Pomogła trochę lektura Tracy Hogg. zanim jednak czegos sie nauczylam - dziecko
            zdazylo dramatycznie spasc na wadze. Moge walczyc o pokarm - w miare sil i
            mozliwosci organizmu - Ale nie kosztem dziecka! I wkurza mnie, kiedy wszyscy
            mowia mi, co powinnam jesc, zeby pokarm byl 'tlusty'. Oczywiscie co czlowiek -
            to teoria - w pokoleniu naszych rodzicow mleko i przetwory mleczne były Ok,
            teraz niekoniecznie. Ale ten watek nie raz tu byl poruszany. Wierzcie mi, ze
            czuję sie paskudnie wiedząc, że nie tylko przez niedostatek pokarmu, ale także
            przez niepotrzebna zwloke moje dziecko 'chodzilo' glodne.
            I jeszcze jedno. Przez to, że wszystkie znajome młode mamy karmia piersia i to
            co najmnie pare m-cy - nie dopuszczalam mysli, ze moze byc inaczej - blokada w
            mozgu czy co. A tu takie rozczarowanie. I co - trzeba dzialac na biezaco, nie
            sugerujac sie niczym... A i intuicja slawetna potrafi niestety zaawiesc.
            pozdrawiam
      • magob to nieprawda 07.12.05, 19:39
        to nieprawda, że brak pokarmu zdarza się rzadko. Duże znaczenie ma to wjaki
        sposób rodziłaś. Jeśli przez CC to prawdopodobieństwo utraty pokarmu jest bardzo
        duże. Ja rodziąłm naturalnie, ale z powodu krwotoku dostałam całą butelkę
        oksytocyny i róznież zaskutkowało to brakiem pokarmu. Prawie od początku
        musiałam dokarmiać córeczkę butelką, ale do 12 tygodnia jeszcze przystawiałąm ją
        do piersi, chociaż ssała już tylko dwie lub trzy minuty...
        • jakw Re: to nieprawda 08.12.05, 12:31
          Miałam 2 x cc, za 1-szym razem dziecko do karmienia dostałam dnia następnego, za
          2-gim razem ileś tam oksytocyny mi wlali - problemów z brakiem pokarmu nie
          miałam. Więc może bez przesady z tym wielkim prawdopodobieństwem utraty
          pokarmu po cc. Myślę, że nie zdarza się dużo częściej niż w przypadku normalnego
          porodu. W Twoim przypadku wpływ mógł mieć krwotok, osłabienie itp. W przypadku
          autorki wątku może wpływ miało karmienie przez kapturki - to też zaburza
          mechanizm laktacji!
      • aners Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 12:32
        Ja odradzam poradnie laktacyjne... Za to wydaje mi się że można pobudzić
        laktacje (wiecej pić, zioła - ja osobiści epiję fitomix herbapolu), mnie na
        początku też się wydawało że synek za mało wciąga ale teraz (piąty miesiąc)
        widzę że taki z niego pulpecik że na pewno dojada. A laktator wskazywal na coś
        zgoła innego...
    • anusia151 agata19753 06.12.05, 19:07
      pisze odnośnie pani lekarki rodzinnej.Nie uwazasz,że skoro podałaś jej nazwisko
      na forum również powinnas podac swoje dane??
      • 1alfa1 Re: agata19753 06.12.05, 22:02
        A to niby dlaczego. Jak ktoś pisze pozytywnie o lekarzu też nie podaje danych
        osobowych. A lekarka widocznie zasłużyła na ujawnienie danych swoim zachowaniem.
    • mama_helenki Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 22:36
      Oto moje, smutne niestety doświadczenia z karmieniem piersią: w ciąży BYŁAM
      PEWNA że będę tak karmić, miałam pretensje do siostry, że karmiła krótko (bo to
      jej wina, najwyraźniej jej się nie chciało). A potem poród (10 rano, dziecko
      jeszcze na sali porodowej przyssało się do mojej piersi, ja szczęśliwa że ma
      odruch i jest wszystko tak jak chciałam, jak mnie uczono w szkole rodzenia na
      Karowej i jak pisza we wszystkich podręcznikach i gazetach). Ale po tym
      optymistycznym początku była koszmarna noc: dziecko ssało przez kilka sekund,
      po czym dłuższą chwilę płakało. Płakało coraz bardziej zrozpaczone, takim
      cienkim, rozdzierającym głosikiem... oczywiście całą noc nie zmrużyłam oka,
      nosiłam maleństwo po całej sali, zmieniałam pozycje karmienia i nic to nie
      dawało (a to była moja pierwsza noc po porodzie bez znieczulenia i trzecia
      nieprzespana, do tego zero snu we dnie, bo w szpitalu jak pewnie wiecie kwitnie
      życie towarzyskie, i przez sale na patologii ciąży przewalają się tłumy ludzi).
      W końcu poszłam do położnej prosić o pomoc. Pani ta, zamiast mnie jakoś
      wspomóc, miała pretensje, sama nie wiem o co, chyba o to że zawracam jej głowę
      w środku nocy, w każdym razie była dla mnie bardzo niemiła, i chociaż nie
      podała powodów, nie ukrywała złości na mnie. (Instytut Matki i Dziecka -
      lekarze świetni, bardzo dobrze rozumiejący kobiety, natomiast położne to jakieś
      straszne, złośliwe babsztyle). A więc nie otrzymałam pomocy w karmieniu...
      W drugiej dobie (!) wypisano nas do domu. Żadnych wskazówek dotyczących
      karmienia piersią, techniki itp. (szkoła rodzenia i teoria z innych źródeł to
      jednak za mało). W domu traciłam przytomność ze zmęczenia, bo karmiłam "na
      żądanie", czyli po 1,5 godz. (!) co 2 godz. (mąż zaczął się bać, że zemdleję i
      krzywdę zrobię dziecku, na zdjęciach z tego okresu wyglądam jak
      ucharakteryzowana do filmu grozy), ale próbowałam zawzięcie karmić piersią. A
      dziecko płakało, płakało... widziałam, że Z GŁODU! Wiem, że lakatator to nie
      najlepszy wyznacznik ilości mleka, bo dziecko ma inną technikę itd., ale ja
      przez 40 min. pompowania (Avent) ściągałam 20 mll. mleka!!! Kiedy moje brodawki
      robiły się coraz bardziej poranione i krwawiące, tylko zaciskałam zęby.
      Wszystko dla córeczki. Dla niej ręke dałabym sobie odciąć, więc jakie znaczenie
      miało trochę krwi. Poradnia laktacyjna i dwóch lekarzy ginekologów nic nie
      zmienili. W końcu zaczęłam dokarmiać mlekiem NAN HA. Na początku płakałam na
      samą myśl, że nie karmię piersią.
      A teraz wściekłość mnie ogarnia, jak słyszę te bzdury: że wystarczy chcieć, że
      każda kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko, że to warunek zdrowia.
      NIEPRAWDA! Bardzo chciałam. I próbowałam. Gdybym tylko mogła, karmiłabym
      piersią, ale mój upór teraz uważam za jakieś szaleństwo, za które mogło
      zapłacić moje dziecko (odwodnieniem np. albo jeszcze gorzej, gdybym w końcu
      zemdlała). Karmię butelką, mlekiem NAN, i moja córeczka ślicznie mi rośnie -
      przybiera średnio kilogram miesięcznie, nie choruje, nie ma alergii, jest
      radosna i bardzo energiczna. A koleżanki karmiące piersią mają jednak problemy,
      bo jak się okazuje my nie jesteśmy tak idealnie zdrowe (same też przecież mamy
      alergie, nasze pożywienie ani środowisko nie jest zdrowe itp.) żeby uwazać, że
      karmienie piersią jest dla naszych dzieci bezwzględnie zdrowe i konieczne. A
      tak nam przecież sugerują media. Co za bzdury! Popytajcie w przychodni dzieci
      chorych, ile matek karmi piersią - zdziwicie się, jak ich tam dużo!

      Jeśli którejś mamie się udało i to bezproblemowo, to gratuluję. Ale niech nie
      mówi, że wystarczy chcieć, i że problemy z karmieniem praktycznie się nie
      zdarzają - bo to naiwność i nieznajomość rzeczy.

      Pozdrawiam
      Monika
      • bemark76 do mama_helenki 06.12.05, 23:49
        jakbym czytala swoja historie...
        tyle ze u mnie w szpitalu zalecili karmienie mieszane po tym jak corcia caly
        czas albo wisiala na cycu albo plakala...
        poza tym spadala z wagi a jak dali jej sztuczne mleko to od razu waga drgnela w
        gore - wiec sie nie patyczkowali tylko zalecili dokarmiac.
        no ale ja bylam w szpitalu 5 dni - z powodu cesarki (rodzialm na Madalinskiego
        w Wwie).
        oczywiscie myslalam tak jak ty - bede karmic, koniec kropka, zaden problem...)
        no ale problemy sie pojawily - tylko tam w szpitalu jakos normalnie podchodzili
        do tego tematu.
        oczywiscie w domu to dopiero byl koszmar - mala wisiala 3h przy cycku a ja
        zaplakana z bolu trzymalam ja przy piersi zeby tylko glodna nie byla...
        brodawek nie mialam zakrwawionych ale za to bolace okropnie.
        sadze ze wlasnie ten bol i towarzyszacy mu stres zahamowal laktacje u mnie
        (prawdopodbnie u cebie tez - adrenalina obniza poziom prolaktyny co hamuje
        laktacje)

        tylko ze ja sie nie poddalam - dzwonilam do kolezanek, do poloznych ze
        szpitala, chodzilam do lekarki co tydzien - szukalam wsparcia gdzie tylko
        moglam - oczywiscie omijalam mame i tesciowo ktore sugerowaly porzucenie
        laktacji.

        problem w tym ze zanim urodzilam powinnam dobrze poznac mechanizm laktacji - a
        niestety uznalam ze natura pomysli za mnie. gdybym miala te wiedze co teraz to
        zupelnnie inaczej bym tym wszystkim pokierowala.

        potem kontrolowalam wage co tydzien - zeby nie przegapic najmniejszego chociaz
        spadku.
        jak pierwszy raz siegnelam po laktator to myslalam ze on sie popsul - nic nie
        lecialo.
        dokarmialam corke przez pierwsze 3 tygodnie, w tym czasie porzucilam odciaganie
        pokarmu - uznalam ze co ma byc to bedzie, dalam na luz... (wg zasady - mniej
        stresu - wiecej pokarmu)
        w 4tym tygodniu wreszcie siegnelam po laktator bo cycki chcialy mi odpasc... no
        i sie zdziwilam jak z jednej piersi leciutku uciagnelam 100ml i jeszcze bym
        ciagnela ale mi sie nie chcialo....

        udalo mi sie - wiem - karmie do dzisiaj - aczkolwiek w 4tym miesiacu zaczelam
        znowu dokarmiac, ale to z innego powodu.
        mnie sie udalo - czy to kwestia cierpliwosci, wytrwalosci, samozaparcia?
        mysle ze glownym wyznacznikiem bylo dziecko - ciagle kontrolowalam ile
        przybiera - co tydzien wazylam ja w przychodni i bylam u lekarki, ktora nota
        bene - powiedziala mi w ktoryms momencie ze za czesto przychodze....
        tak jakby lepiej bylo jakbym bagatelizowala sprawe....
        ehhhhh....
        szkoda gadac! ale sa rozne kobiety, i roznie bywa u nich z ta laktacja.
      • aners Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 12:42
        Mój syn jest karmiony piersią po ciężkich bojach o brodawki, uważam że to dla
        niego dobre. Ale! gdyby mi nie przybierał na wadze, albo płakał z głodu to na
        100% dokarmiałabym. Dodam, że jestem po wywoływanym porodzie zakończonym cc,
        synek przezpierwszą dobę był oddzielnie ode mnie i dostawał glukozę z butli
        zamiast piersi. Z początku dużo czasu, nerwów i bólu a teraz... nadal karmienie
        nie jest dla mnie jakąś przyjemnoscią traktuje to jako fizjologię...
        Nie można jednak popadać w skrajności, jak mawiał poeta :"najgorsza marność ze
        skrajności w skrajność"
    • elgosia Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 22:37
      Mozna mieć za mało pokarmu. Ja tak miałam. W przypadku syna odwlekałam
      dokarmianie, walczyłam laktatorem, radziłam się w poradni, byłam załamana, ale
      zdesperowana - karmiłam go 8 i pół miesiaca dokarmiajac coraz wiecej. Przy
      córce odpuściłam - karmiłam 5 mies. Jeśli chcesz karmic jak najdłużej: odciagaj
      po każdym karmieniu - choćby krople, pij duzo (może byc zwykła mineralna
      niegazowana), dokarmiaj przez jak najmniejszą dziurkę. Przy Tomku tak robiłam,
      przy Marcie nie. Nie chciało mi sie odciągać (miałam też mało czasu), dałam
      wiekszą dziurkę, bo dzieweczka do jedzenia ostatnia i przez małą nie chciało
      jej sie ciągnąć, więc mało przybierała. Najważniejsze jest dać dziecku jeść, a
      potem kwestia w jaki sposób. Nie mniej zachecam do walki o pokarm, bo fajnie
      jest karmic piersią, a z medeycznego punktu widzenia na pewno zdrowiej.
      • malk0 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 06.12.05, 23:20
        walczylam o laktacje prawie miesiac, mialam cc wiec z pokarmem na poczatku byl
        problem. Po cieciu dzieciaka do piersi nikt mi nie przystawil, bo po co -
        najwazniejsze bylo zwazenie zmierzenie i nakarmienie butelka. W szpitalu bylam
        5 dni, przez ten czas trudny czas nie moglam raczej liczyc na pomoc poloznych
        (czesc z nich zachowywala sie jak terrorystki probujac wyciskac z moich piersi
        na sile i brutalnie przystawiac malego do piersi - po ich wizycie oboje
        plakalismy jak bobry, ja z bolu maly z glodu). W koncu jak przyszlam do domu,
        przeczytalam na necie - przystawiac przystawiac przystawiac...ale okazalo sie
        ze w szpitalu maly spadl cale 400 gramow z 3400 na 3kg. W domu nie chcialam
        ryzykować, zakupilam sztuczne mleko i laktator. Polozna powiedziala ze 3 dni
        sie pomecze i pokarmu bedzie nadmiar...meczylam sie caly okragly miesiac, z tym
        ze nie mialam sumienia meczyc dziecka. Dostawal najpierw cycka, potem
        przejmowal go maz z butelka a ja tym czasem probowalam pobudzac piersi
        laktatorem i co? GUZIK! Pokarmu nadal jest malo w stosunku do zapotrzebowania
        mojego syna a ja po miesiacu sobie odpuscilam. Karmie go piersia zawsze przed
        butelka ile zje tyle zje a ja przestalam sie mlekiem przejmowac, jak pewnego
        dnia zniknie tez sie nie rozplacze, ostatecznie ja sie wychowalam na humanie i
        jakos sobie niezle radze :)
        • olik128 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 09:25
          Pierwszą córeczkę karmiłam 1,5 miesiąca. Była to gehenna- popękane brodawki,
          okropny ból i płacz dziecka. Mała źle trzymała brodawkę i nerwowo
          ciągnęła.Córkę przystawiono mi do piersi jak byłam jeszcze nie przytomna- cc.
          gdy się wybudziłam to krew ciekła mi z brodawki. W szpitalu nikt nam nie pomógł
          a położne tylko się wymądrzały. Zdesperowana podałam jej butelkę. 3 miesiące
          temu urodziłam drugą córeczkę też przez cc. Malutka dostała moją pierś dopiero
          w 3 dobie, ponieważ leżała na patologii z powodu infekcji wrodzonej. Myślałam
          ze to koniec i nie będę karmić. Dostawała butelkę. Przyszła pani położna z
          poradnii laktacyjnej złapała moją pierś przystawiła małą i po 5 minutach
          dzieciątko ciągnęło cyca. Nie było płaczu, popękanych brodawek, ponieważ
          fachowo udzielono mi pomocy. Mam nadzieję że uda mi się karmić ją jak
          najdłużej. Pozdrawiam wszystke mamusie.
          • ade1 presja karmienia piersia 07.12.05, 10:48
            jest okropna presja karmienia piersia, nie wazne czy dziecko glodne czy matka
            ma pokarm, stan jej brodawek itd- najwazniejsze zeby karmic piersia. tez sie
            dala w to wciagnac jak idiotka mordowalam dziecko cyckiem, teraz wiem ze
            powinny karmic te kobiety ktore nie maja z tym zadnego problemu tzn jest mleko
            dziecko chce ciagnac, dobre brodawki itd, natomiast w niektorych przypadkach
            zazynanie sie na sile nie ma najmniejszego sensu to krzywdzenie dziecka,
            dodaktowo dodam ze jestem przekonana ze karmienie piersia niewiele pomaga jesli
            chodzi o odpornosc dziecka- mowie to z obserwacji swoich 11 kolezanek ktore
            roznie karmia. zwyczajnie nie dajmy sie zwariowac
            • maggie2229 Re: presja karmienia piersia 07.12.05, 11:21
              nie chce tutaj krytykowac tych z was, które porzuciły naturalne karmienie, a to
              z powodu na brak rzetelnej pomocy, porady, a to czasem z wlasnego lenistwa, a
              czasem z powodu stresu...moje poczatki tez byly bardzo trudne,wylam z bólu,bo
              piersi w strupkach, ale smarowalam Bepanthenem, który troche pomagal, czesciej
              jednak wyłam przez np.10 pierwszych sekund, kiedy to slina małej rozpuszczała
              strupka i przestawało bolec...
              maleńka w szpitalu też leciała w dół na wadze, ale mieściła się w tych 10%
              spadku wagi urodzeniowej...ale tez płakałam,mimo,iz sie miesciła,ja drżałam
              przed każdym ważeniem i pozwoliłam w szpitalu dokarmic-całe szczeście ze wtedy
              moja mała wyjątkowo duzo ulała-dla mnie był to znak,że jednak moje mleko najlepsze

              na początku też non-stop cyc,ale fakt mala zaczeła ładnie przybierac, i teraz
              przy ustabilizowanej juz laktacji pije nadal tylko z piersi
              i kosztuje mnie to sporo wyrzeczeń - skaza białkowa i nie wiem,czy jeszcze nie
              cos wiecej, bo mimo odstawienia totalnie produktów mlecznych,jaj itd,skóra na
              ramionkach i udkach nadal szorstka,choć krostki zniknęły...
              natomiast jest zdrowa, usmiechnięta, wagowo jak najbardziej ok,a moze i lepiej i
              nie bywam w przychodni częsciej,tylko przy okazji szczepien i wierze, ze
              przekazuje przeciwciała
              oczywiscie ganię wywieranie presji na naturalne karmienie-każda z nas ma prawo
              do własnego wyboru- natomiast z zarzutami ze w mleku przekazuje wlasnie
              choroby,sie nie zgodze...i cieszę sie ze karmię piersią, dla mnie to
              kwintesencja macierzyństwa, to samo mówi moja mama, której nie dane było to w
              latach 70-tych (presja na sztuczne karmienie)
              i mimo wszystko namawiam do wyrzeczeń i naturalnego karmienia

              aha, ale sie rozpisalam,ale jeszcze jedno : nigdy Aventem nie odciagne tyle co
              zje dzidzia-dziecko efektywniej ssie niz urzadzenie i nie powinno byc to
              wyznacznikiem ilosci posiadanego pokarmu
    • mrufka4 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 11:37
      Przeżyłam terror laktacyjny,po miesiący karmienia piersią moje dziecko
      odwodnione i niedożywione trafiło do szpitala(byłam pewna że wszystko jest ok bo
      pokarm z piersi tryskał a mała była non stop przy piersi).W szpitalu zalecili
      dokarmianie mieszanką im po 3 dniach nas wypisali.o mały włos nie zagłodziłam
      swojego dziecka na śmierć.Dzieki bogu odkąd podaje jej mieszankę wszystko jest
      ok Zosia ma teraz 8 miesięcy,nigdy na nic nie chorowała,nie miała nawet
      kataru,jest niezwykle pogodnym radosnym dzieckiem,jak pomyślę że mogło by jej z
      nami nie być to łzy cisną mi się do oczu.Żałuję że dałam się tak ogłupić przez
      terrorystów laktacyjnych.
      • ade1 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 12:23
        moim zdaniem nie mozna powiedziec ze karmienie naturalne jest lepsze od
        sztucznego czy na odwrot, poprostu jedne dzieci lepiej znosza nasz pokarm inne
        lepiej sztuczne- i nalezy tu zachowac zdrowy rozsadek i patrzec co dla mojego
        dziecka jest najlepsze. ja odciagalam laktatorem 5 m-cy mleko i tak malej
        podawalam- po co ja to robilam? za cholere nie wiem chyba dlatego ze kazdy
        mowil ze pokarm matki jest lepszy od sztucznego- a to chyba nie do konca prawda
        • jakw Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 12:35
          no i jedne mamy lepiej znoszą karmienie piersią a inne gorzej - to też trzba
          brać pod uwagę
    • gonia.m.74 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 12:38
      Mam podobne doświadczenia, po powrocie ze szpitala do domu moje dziecko dostało
      histerii. było głodne ja miałam krwawiące brodawki. My rodzice również
      wpadliśmy w panikę.W szpitalu natołkowali mi do głowy że sztuczne karmienie to
      złe karmienie. Próbowałam telefonicznie skonsultować się z jakimś lekarzem bez
      skutku naturalne karmienie najlepsze niech pani odciąga. pokarmu jak na
      lekarstwo! W końcu wylądowałam z dzieckiem o 3 rano w szpitalu gdzie przywitała
      mnie niezadowolona pediatra dyżurna - śmiałam jej przerwać drzemkę! Stać było
      ją tylko na komentarz że trzeba było chodzić do szkoły rodzenia! Szczerze
      mówiąc oczekiwałam że jakiś lekarz powie mi niech pani da dziecku mleka
      modyfikowanego. a tu nic! naturalnie nauralnie itd. W szpitalu dziecku dali
      kroplówkę bo dziecko było głodne lekarki warczały jak się tylko dało 9
      nadmienię że w poprzednim szpitalu przy wypisie nikt nie skomentował małego
      przyrostu wagi dziecka co tam niech sobie matka radzi sama jak głupia nie
      zapłaciła 700 zł za szkołę rodzenia. Suma sumarum zaczełam dokarmiać dziecko
      utwierdzili mnie w tym ginekolodzy stwierdzili że we wszystkim trzeba zachować
      rozsądek a nie ślepo każdemu wmawiać że tylko naturalne karmienie jest
      najlepsze. A oto mój niuniek jest zdrowiutki i szczęśliwy więc decyzja moja nie
      była błędna.
      pozdrawiam,
      www.bobasy.pl/?u=1782&s=32580eacf40c5044f80c4120e5825b85&
      • mruwa9 Nie opowiadajcie bzdur 07.12.05, 13:18
        Karmienie sztuczne to ersatz, nigdy nie bedzie lepsze (poza nielicznymi
        sytuacjami klinicznymi bedacymi przeciwskazaniem do karmienia piersia) od
        karmienia naturalnego. Nie musicie sie dowartosciowywac takimi nieprawdziwymi
        tekstami. Bez wzgledu na Wasze poglady karmienie piersia ZAWSZE jest lepsze od
        sztucznego: pokarm matki jest lepiej przyswajalny, niealergizujacy, ma
        prawidlowy sklad, dostosoway do potrzeb dziecka, chroni dziecko nie tylko przed
        infekcjami w dziecinstwie (choc tu doswiadczenia sa rozne z punktu widzenia
        matek), ale rowniez w doroslosci: dzieci karmione piersia sa mniej narazone na
        otylosc, miazdzyce i cukrzyce w wieku doroslym. Karmienie piersia sprzyja
        rowniez harmonijnemu rozwojowi narzadu zucia (zgryzu) u dziecka, a matce
        szybciej pozwala schudnac po ciazy, oraz zmneijsza ryzyko zachorowania na raka
        sutka. Oczywiscie chwala wynalazcom mieszanek, dzieki czemu dzieci, ktore z
        roznych powodow nie sa karmione piersia nie umra z glodu i maja szanse na
        normalny rozwoj i wzrost, nie potepiam matek karmiacych sztucznie, kazda z Was
        ma prawo postepowac, jak uwaza za sluszne i karmic dziecko, jak Wam pasuje, nie
        moja sprawa. Jesli po raz setny czytam, ze krwawiace brodawki a dzieko glodne,
        to pierwsza rzecz, o ktorej mysle, to zla technika przystawiania, zla technika
        ssania. Czyli problem lezy w braku pomocy ze strony personelu medycznego, ktory
        nie pomogl, nie umotywowal, nie nauczyl, jak nalezy karmic i jak radzic sobie z
        problemami podczas karmienia. Oczywiscie decyzja o sposobie karmienia nalezy
        wylacznie do matki, bo jej to przede wszystkim dotyczy, ale, na litosc Boska,
        nie rozpowszechniajcie nieprawdziwych w gruncie rzeczy pogladow, ze karmienie
        sztuczne jest rownie dobre (lub lepsze) od karmienia piersia. Bo nie jest-moze
        z wyjatkiem wzgledow psychicznych, czyli biorac pod uwage spokoj i dobra
        kondycje emocjonalna mamy.
        • gonia.m.74 Re: Nie opowiadajcie bzdur 07.12.05, 13:38
          Tu nie chodzi o propagowanie sztucznego karmienia tu chodzi o zdrowe podejście
          do sprawy i nie wbijanie w kompleksy zdesperowanych matek. Ja wychodząc ze
          szpitala po urodzeniu dziecka miałam zakodowane naturalne karmienie, sztuczne
          mleko było złe!!! No i niewiele brakowało żebym zagłodziła dziecko! Rozsądek
          rozsądek i jeszcze raz rozsądek i życzliwość ludzka lekarzy którzy powinni
          wesprzeć matki i pomóc!

          Mój Michaś
          www.bobasy.pl/?u=1782&s=4e39bb766036f95008e12ab5f4a5478c&
        • sandra1301 Re: Nie opowiadajcie bzdur 09.12.05, 16:39
          powtarzasz regułki, które my - matki mieszankowe dobrze znamy i mamy dość ich
          słuchania. Jesli karmisz piersią - chwała ci za to, ale nie gań tych dziewczyn,
          za to że mysla inaczej. Ja też wyzwoliłam sie z terroru laktacyjnego, po prawie
          2 m-cach walki z wyrzytami sumienia i ze swoją naturą.
          • mruwa9 czytaj ze zrozumieniem 09.12.05, 18:03
            nie potepiam karmienia sztucznego ani matek butelkowych. Decyzja o sposobie
            karmienia powinna byc decyzja matki, bo jej to dotyczy. Idealnie by bylo, gdyby
            byla to swiadoma decyzja, poparta rzetelna wiedza matki, a nie w oparciu o
            zabobony i "madrosci ludowe". W niektorych sytuacjach przejscie na butelke
            jest lepszym wyjsciem, niz karmienie piersia na sile, przy negatywnym
            nastawieniu psychicznym i zlych doswiadczeniach fizycznych matki. Ale nie
            zgadzam sie z opinia, ze mieszanki oraz butelka sa rownorzedne lub lepsze od
            karmienia piersia i o tym pisalam.
    • martucha1 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 13:31
      Karmię drugie dziecko piersią i nie wiem, który raz był gorszy dla mnie.
      Pierwsze dziecko nie jadło w ogóle i doprowadziło to do braku przyrostu wagi i
      niemal całkowitego zaniku mleka u mnie. Walczyłam przez półtora miesiąca o
      laktację ściągając mleko co 2 godziny przez godzinę (po 30 minut z każdej
      piersi przez pierwsze 3 tygodnie niemal puste piersi) przy uwagach pediatrów,
      że nie dokarmiać i że nie chece mi się karmić. Udało mi się pobudzić laktację
      ale mała nie chciała ssać i karmiłam ją przez 8 miesięcy ściąganym mlekiem.
      Bardzo tego żałuję bo nie jestem w stanie zliczyć godzin, które moje dzoiecko
      przepłakało w łóżeczku kiedy ja siedziałam z laktatorem. Tych godzin już nie
      nadrobię.
      Przy drugiej znowu posłuchałam pediatrów i doradców laktacyjnych i przez
      pierwsze 3 miesiące nie podawałam butelki i ściągałam mleko rano i wieczorem
      oraz ważyłam codziennie małą.
      W tej chwili mała ma 5 miesięcy i jestem jej niewolnikiem. Nie mogę wyjść na
      moment z domu bo je co 45 minut a z butelki (łyżeczki, strzykawki) mimo
      dwumiesięcznej walki nie umie jeść. Musiałam pójść na urlop w pracy, wziąć
      dziekankę na studiach. Jestem tylko wykończeniem piersi. Jestem u kresu
      wytrzymałości bo przez 5 miesięcy nie spałam ciągiem dłużej niż 3 godziny i to
      zaledwie kilka razy. A pediatra grzmi, że nie najlepiej przybiera karmić na
      żądanie.
      Dodam, że obie mają okropne alergie mimo naturalnego karmienia (aktualnie jem
      ziemniaki, gotowanego indyka, flipsy i ryż bo wszystko inne uczula).
      Dlatego wkurzają mnie te teksty o cudowności naturalne karmienia. Gdybym
      wiedziała to co teraz wiem starsza byłaby na butli od zaniku mleka a młodsza
      byłaby uczona butelki od początku mając w nosie ryzyko odrzucenia piersi.
      Marta
      • martagrz Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 14:01
        po za tym nie zawsze karmienie piersią jest dobre dla dziecka, moja córka ma
        refluks żołądkowo-przełykowy, ktory został zdiagnozowany dopiero w 4 m-cu. W
        tej chwili moja córka jest karmiona piersią - wtedy strasznie ulewa oraz
        mlekiem sztucznym - Bebilonem AR i wtedy jej się tylko ulewa
        Teraz jest dużo lepiej (ma skończone 6 m-cy) ale pamiętam jak płakała bo ją
        brzuszko bolało - nie chciało jej się odbić, i te ilości które ulewała
        Gdybym wiedziała że po sztucznym mleku będzie dużo lepiej to od poczatku bym ją
        tym mlekiem dokarmiała ale nie wiedziałam i zawsze będępamiętać ten jej
        straszny płacz
    • oczy_czarne Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 15:49
      Przeczytałam tu kilka postów i pocieszyłam się, że nie tylko ja miałam problem
      z karmieniem piersią - bo ja w zasadzie nie miałam mleka, po 2 dniach od
      zakonczenia ciężkiej walki o naturalne karmienie, pokarm mi po prostu zanikł,
      tyle go było. A mój ginekolog na moje nieśmiałe "chyba miałam za mało mleka"
      stwierdził, że gdyby tak rzeczywiście było, to ludzkość wyginęłaby. No cóż...
      Jakieś dwa miesiące obwiniałam się strasznie, ale już mi przeszło. Córka jest
      zdrowa, przybiera na wadze i to jest najważniejsze!
      • agata19753 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 16:11
        Ciesze sie, ze wywolalam taka dyskusje! Co do moich danych - forum gwarantuje
        anonimowosc piszacym - a jesli z ktoras z dziewczyn bedziemy chcialy
        porozmawiac prywatnie wymienimy sie mailami. Co do nazwisk pań doktor - na
        forum o szpitalach i ciazy - tez wymienia sie nazwiska, dziewczyny wrecz o to
        pytaja - poza tym to jest pewien rynek, na ktorym pediatrzy sa, przepraszam za
        wyrazenie, 'do wynajecia', a my jestesmy ich klientami, ktorzy maja prawo
        wymagac fachowej obslugi.
        Pociesza mnie, ze nie tylko ja mam ten problem - oczywiscie bede przystawiac
        Kubusia do piersi ile sie da, ale nie moge go glodzic. I jeszcze jedno - wiem,
        ze laktator wyciaga mniej niz dziecko, ale ja w cigu doby zebralam ledwie 120
        ml! Nawet jesli maly wyciagal 200, to i tak malo! a i jeszcze jedno - przez
        kapturki karmilam, bo, jak to bywa w przypadku duzych biustow w zasadzie nie
        mialam wystajacych brodawek. W szpitalau, zanim kupilam kapturki - byl koszmar
        z przystawianiem, polozne zrobily mi takie prowizoryczne 'wyciagacze' ze
        strzykawek, ale niewiele to dalo. czy musze dodawac, ze jedna polozna w
        szpitalu mowila ze kapturki sa ok, a inna - ze absolutnie nie? I w zasadzie tak
        to wyglada, z karmieniem - sztucznym czy piersia jest podobnie. Co lekarz
        (polozna) - to inna opinia. A my - matki - czesto teoretycznie przygotowane
        swietnie - drzymy ze strachu o swoje malenstwo i chcac dla niego jak najlepiej -
        bywa, ze je nieswiadomie krzywdzimy.
        Kobiety czasem nie maja mleka - w dawnych czasach (to do tego lekarza, co mowil
        o wyginieciu ludzkosci, gdyby kobiety nie mialy mleka) - dawano dziciom mleko
        kozie, krowie, albo mleko mamaki. I albo dziecko tolerowalo to 'inne' mleko i
        przezylo, albo - z tych lub innych przyczyn - umieralo.
        Pozdrawiam
        Agata z Poznania
    • traveller3 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 19:15
      Drogie Mamy nie dajmy się zwariować- niech karmi ten kto może i lubi i niech nikt nikogo nie zmusza, bo to juz prawdziwy terror z tym karmieniem!!! Media szpikują nas informacjami jakie to zdrowe jest karmienie, ile przeciwcial dziecko dostaje- no dostaje ale dziecko konia, u ktorego mleko wchłaniane jest z ominięciem żołądka i kwasu solnego - u czlowieka przeciwciała ulegają strawieniu i tyle o nich slyszano!!! Jeżeli chodzi o alergie -to najwięcej występuje u dzieci karmionych piersią, a to między innymi dlatego, że tłuszcz obecny w mleku powstaje z tkanki tłuszczowej matki, a tkanka tłuszczowa to magazyn toksyn zbieranych przez długie dotychczasowe(śr.25lat)życie matki.Dodatkowo matki powinny być informowane, o konieczności zapobiegania niedokrwistości u dziecka karmionego piersią- naprawdę trudno potem wyciągnąć takie małe dziecko z anemii. A do tego trochę rozsądku - kazdy człowiek jest inny i każdy ma inne potrzeby (mówię o potrzebach dzieci, a nie ich matek!!!), tylko starajmy się te potrzeby zauważać .
      • mruwa9 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 21:34
        a uwazasz, ze mleko krowie jest wolne od toksyn? Krowy tez zjadaja trawe
        pedzona pestycydami i olowiem pobliskich drog...Mieszanki mlekozastepcze
        produkuje sie z mleka krowiego. Ja nie jestem przeciwnikiem karmienia
        sztucznego- niech kazda matka robi, jak uwaza, karmi tak zeby i ona, i dziecko
        bylo zadowolone. Ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozpowszechniania w
        narodzie mitow o rzekomej rownosci czy wyzszosci karmienia sztucznego nad
        naturalnym. Jesli kobieta podejmuje decyzje o przejsciu na karmienie sztuczne,
        niech sama rozwazy spokojnie wady i zalety obu metod karmienia, niech to robi z
        pelna swiadomoscia, uzbrojona w prawdziwe informacje na temat konsekwencji-
        takze fiansowych- takiej decyzji. I- teraz wywolam pewnie ataki- jestem
        przeciwniczka dofinansowywania przez podatnika do mieszanek mlekozastepczych.
        Powinny byc pelnoplatne.
        • sandra1301 do mruwy9 09.12.05, 16:46
          No jasne, a może jeszcze utworzyc specjalne getto dla matek wyrodnych (czytaj:
          karmiących butelką) i nałożyć na nie specjalne podatki. Paranoja!
          Masz szczęście,że karmisz piersią, ale może urodzisz jeszcze jedno dziecko, a
          wtedy może się okazać, że szybko zweryfikujesz swoje poglądy, bo przyjdzie ci
          kupować drogie preparaty.
          • mruwa9 Re: do mruwy9 09.12.05, 18:05
            karmie trzecie dziecko. W czym problem?
      • mowi32 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 22:36
        Karmię piersią od 11 miesięcy i moje dziecko jakoś nie ma niedokrwistości
        (niedawno miał robione badania), a nie byłam informowana o konieczności jej
        zapobiegania.
        Mruwa, z tego co wiem, to zwykłe mieszanki mlekozastępcze są w większości
        pełnopłatne. Na receptę 50% są płatne te dla alergików (i może jeszcze jakieś)
        pod warunkiem, że lekarz oznaczy receptę literką P (przewlekłe). Ja tam wolę,
        żeby były refundowane, bo właśnie mam alergika i chcę go wkrótce odstawić od
        piersi. Dzięki zniżce kosztuje to mleko tyle, co zwykłe mieszanki. Gdyby nie
        to, to poszłabym z torbami.
        Każdy rodzaj karmienia ma wady i zalety. Przez prawie rok poznawałam te
        karmienia naturalnego. Teraz pora na karmienie sztuczne. Na pewno dużym minusem
        są finanse. Niech każdy karmi tak jak chce, a do każdej propagandy trzeba mieć
        zdrowe podejście. Ja się wychowałam na butelce (i większość mojego pokolenia
        też) i jakoś nie narzekam.
        Ale przyznam, że mamy tendencję do popadania w skrajności: dawniej jedynie
        słuszny był Związek Radziecki i karmienie sztuczne, a treaz na topie jest Unia
        Europejska i karmienie piersią.
    • conchita1 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 07.12.05, 23:44
      Wykarmiłam jedno dziecko sztucznie i teraz karmię drugie naturalnie więc mam
      porównanie.

      Jeśli chodzi o odporność czy alergie to nie widzę różnicy - obie dziewczynki
      zdrowe.
      Przyrosty wagi: pierwsza szła równo 50 centylem cały czas (skąd te mity o
      tyciu?), druga obecnie na piersi jest grubaskiem (przekroczyła 100 centyl w
      wieku 6 tyg.), ale podobno jest to tłuszcz brązowy, który się spala w trakcie
      rozwoju bez śladu...
      Dla mamy: lepsze karmienie naturalne jeśli chodzi o powrót do figury (już
      właściwie wchodzę w jeansy sprzed ciąży, choć jeszcze są opięte (ponad 2 msc po
      porodzie), po pierwszej ciąży musialam zmienić rozmiar). Poza tym nocą: jest
      różnica w podaniu budzącemu się maluchowi piersi - szybko, mała nawet się nie
      wybudzi dobrze, pociamka 5-10 min. i zasypia, a tą mieszankę trzeba jednak
      podgrzać, trzeba wstać i przygotować - pierwsza mała nieraz zdążyła się
      wybudzić i trzeba ją było usypiać.
      Ale: mamy butelkowe mogą jeść i pić co chcą, łącznie z alkoholem, chipsami itp.
      Poza tym każdy może podać butelkę, więc łatwiej się wyrwać do koleżanek czy na
      zakupy. Teraz przy karmieniu piersią jem wprawdzie prawie wszystko, ale piwko
      odpada i poza tym nie używam prawie laktatora, więc jeśli muszę gdzieś udać się
      bez dziecka to mogę odciągnąć tylko na jedno karmienie, co mi daje mało czasu...
      Poza tym łatwiej w miejscach publicznych podać butelkę niż wyciągnąć pierś, co
      wzbudza zainteresowanie części panów...

      Wreszcie emocjonalnie: lepiej czuję się z karmieniem piersią, gdyż mam przy
      sobie lekarstwo działające błyskawicznie na 99% lęków, niepokojów, bóli i
      marudzeń. Jakoś ten kontakt z dzieckiem jest od razu głębszy, bardziej
      pierwotny. Może dlatego, że do piersi trzeba zawsze przytulić, a butelkę można
      podać w każdej pozycji, a może dlatego, że butelkę często podawał też tatuś a
      teraz jestem zupełnie niezastąpiona.

      Ogólnie rzecz biorąc: temat jest ciągle podsycany przez mamy, które czują się
      lepsze lub gorsze, bo...
      Najważniejsze jest dziecko i jeśli mama kocha to czy na piersi czy na butelce
      wyrośnie sobie spokojnie:)
      • bemark76 do conchita1 08.12.05, 23:33
        bardzo fajny, rzetelny post!!!
        oby bylo tu wiecej takich przemyslanych, na prawde sensownych odpowiedzi!
        gratuluje!
    • pentelka5 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 11:19
      agato 19753 napisz proszę dokładniej jakie były objawy odwodnienia i
      nienajadania się - jak często kupki, czy dziecko płakało już chwilę po
      przystawieniu do piersi, itp.? Bo nie wiem czy u mnie nie zaczyna się podobny
      problem. Ja też karmię wyłącznie piersią, mały ma ponad 3 tygodnie. Niedobór
      mleka przeżyliśmy w 2 tyg. i po 2 dniach wszystko się unormowało (pomogło
      karmienie co godzinę z 2 cycków), mały się najadał i był spokojny. Ale teraz po
      jedzeniu jakieś 20 min jest ok, a później płacze. Nie pomaga przytulanie,
      noszenie więc wnioskuję że jest wciąż głodny.
      • agata19753 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 20:32
        Do: pentelka
        Objawy - dziecko, które od porodu było spokojne i kochane - zacęło co pół
        godziny płakać. Po karmieniu także. Inne objawy - których ja - niedoświaczona
        matka - nie widziałam - to skóra, która można wziąć w dwa palce - takie jakby
        fałdki (jak po odchudzaniu). No i brak przyrostu, a nawet spadek wagi.
    • lindan Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 12:13
      To i ja dołacze swoją historię. Ja też byłam przekonana,że będę karmić piersią.
      I karmiłam przez miesiąć ma zmiane z butelką ze swoim mlekiem. Ale stan moich
      brodawek, Boże strup na strupie a moje dziecko wiecznie głodne. Nie pomagały
      kapturki nic, nawet ściąganie laktatorem sparawiało mi ból. Moje dziecko w tym
      okresie prawie wogóle nie spało ciągle placz i przystawianie do piersi. Makabra.
      W końcu jak przestal przybierac na wadze zaczelam dokarmiac i tylko sciagac i
      dawac swoje mleko w butelce.Co 2 godz laktator, na szczeescie elektryczny, az
      rozbudzilam tak laktacje ze mialam spory zapas mleka zamrozonego. I jak to w
      zyciu bywa - ironia losu- w 5 miesiacu z powodu poprodowych powikłań z tarczyca
      musilam zakonczyc karmienie i ze dwa litry zamrozonego mleka wylecialo na
      smietnik. Jeszcze mnie srece boli jak o tym pomysle. A co do odpornosci - to na
      to maja wplyw rowniez inne czynniki, moje dwie kolezanki karmia tylko piersia a
      ich dzieci juz chorowały po kilka razy w tym jedno skonczylo z zapaleniem pluc w
      szpitalu, podczas gdy moj synek 11 mies, nie mial nawet katarku (tfu,tfu).
      Pozdr. i głowy do góry.
      • anka1 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 12:21
        mi wbijano w glowe od poczatku ciazy : tylko porod naturalny i karmienie
        piersia. i co ? cc - bo dziecko bylo zle ulozone. pokarm w sladowych ilosciach,
        ja niewyspana, w depresji, dziecko juz nie placzace a wyjace z glodu. poradnia
        laktakcyjna ? a owszem bylismy. rezultat : 3 osoby niewyspane, bo musialy mi w
        karmieniu pomagac, dziecko nadal placzce. wreszcie powiedzialam : dosc !!!
        dziecko na butli, ja i rodzina bardziej wyspani. teraz synek ma prawie 20
        miesiecy, pieknie sie rozwija i chorowal 4 razy : przeziebienie.
        trzeba sie kierowac dobrem dziecka i swoim a nie terrorem naturalnych metod.
    • djenne Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 17:24
      czesem bol i problemy wynikaja z niewiedzy.
      jasia urodzilam przez cc. zero pokarmu do szostej doby. wstretne polozne
      przystawialy go z laski, sciskając moje piersi i narzekając ze takie duze, wiec
      pewnie dlatego nie ssie dobrze, odrzuca cyca, placze. bylam zalamana. mialam
      wyrzuty sumienia i ciagle mysl, ze jak bym byla na pustyni to jestem beznadzijną
      matką bo moje dziecko by po prostu umarlo z glodu. ale wiecie jak to w szpitalu
      jest i jakie sie ma dziwne mysli..:)
      w szostej dobie zamowilam wizyte z poradni laktacyjnej (150zl) mimo ze maly byl
      naswietlany, bo mial zoltaczke. panie nie stwierdzily czemu on zle ssie, ale
      przynajmniej pomogly rozbudzic laktacje. pozyczylam laktator elektryczny.
      odciagalam min. 8 razy rownolegle z 2 piersi. na poczatku po 5 ml, na drugi
      dzien po 10ml, po 20ml w 3 dobie...az po okolo 10 dniach mialam z jednego
      sciagniecia 180 ml! panie przyszly jeszcze raz - skoro mama tyle pokarmu, jas
      musi jesc, myslalam. w miedzyczasie jadl moj pokarm juz caly czas, ale z butli.
      to byl horror-karmienie, odciaganie...i znow klapa. nie potrafi zassac.
      stwierdzily, ze zostanę mamą laktatorową. zdecydowalam sie na to chociaz
      nienawidzilam juz tego urzadzenia, ale chcialam by maly jadl naturalne moje
      mleko. pozyczylam laktator na 3 miesiace...
      i nagle mnie olsnilo. pediatra powiedziala kiedys na wizycie juz na patologii
      noworodka ze jas ma za krotkie wedzidelko pod jezykiem, ale zeby sie przejmowac
      bo na razie to nie ma na nic wplywu.
      a jednak mialo!jakos moja mama sie zdadala z kolezanką co miala podobny problem
      i jej dziecko nie moglo ssac. larynglog podcial to. maly nawet nie zaplakal.
      po raz ostsni zamowilam panie z poradni.a nuz zacznie ssac? i zaczal! moje
      dziecko zaczelo ssac moje piersi dopiero po 3 tygodniach od urodzenia. pierwszy
      dzien byl trudny, jeszcze dokarmialam po odciagnieciu, po mial problemy z
      zassaniem sie. dzis karmie tylko cycem i przybiera 175g na tydzien.
      ale dlaczego nikt w szpitalu, po urodzeniu nie zajrzal mu do buzi by stwierdzic
      czemu nie ssie? ja bylam zalamana i obwinialam siebie, swoje piersi, brak pokarmu..
      • elf1977 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 08.12.05, 18:42
        Tak, pokarm matki jest niewątpliwie dobry, gdybym w to nie wierzyla, nie
        karmiłabym dziecka 6 miesiąc. Choć wcale nie jestem fanatyczką karmienia i
        przyznaję się, karmię, bo tak mi nakazuje rozsądek, ale wcale za tym nie
        przepadam. Robię to, bo wierzę, że mała będzie odporniejsza.
        Ale jak czytam, że każda matka może wykarmić dziecko, że karmienie jest istotą
        macierzyństwa, to naprawdę mnie odrzuca...Jakoś, tak jak ktoś wcześniej
        rozsądnie zauważył, kobiety z karmieniem miały problem od zawsze i niejeden
        dzieciak wychował się na obcym mleku, albo na krowim. Zanim nastały miesznki,
        kobiety też sobie musiały radzić, bo nie miały mleka, choć komuś w głowie to
        się może nie mieścić. Nie lubię, gdy na pewne rzeczy patrzy się z jednego
        punktu macierzyństwa, nie wierzę, że ssanie piersi spowoduje w przyszłości
        większy kontakt emocjonalny z matką itd. Gdyby nie dobre rady niektorych
        doradców, dzieci karmione piersią umiałyby równocześnie ssać butlę i nie byłoby
        problemów przy powrocie mamy do pracy. Najgorszy jest ten ton wywyższania:
        poranione brodawki to efekt złego przystawiania...To nieprawda, od początku
        dobrze przystawiałam córkę, a piersi miałam poranione. Nie wiesz, nie cytuj
        książkowych teorii, ludzie też mają piersi o różnej wrażliwości. A psychika
        kobiety zawsze tak działa, że lubi siebie obwiniać, pomóż, a nie dołuj. Ty
        karmisz - świetnie, ja karmię - dla mnie rewelacja, ktoś nie może - ni9e jego
        wina!
        • mowi32 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 09.12.05, 13:58
          Elf, zgadzam się z tobą. Też miałam na początku poranione brodawki i prawie 2
          m-ce musiałam ściągać. Zastanawiałam się nad wizytą w poradni laktacyjnej, bo
          niestety nikt (ginekolog, pediatra) nie potrafił mi doradzić co z tym zrobić
          (brodawka nie chciała się goić). Na szczęście nie ma u nas takiej poradni. Mam w
          rodzinie położną, która stwierdziła, że dobrze przystawiam dziecko. Metodą prób
          i błędów (okłady z rumianku, smarowanie mlekiem, wietrzenie, w końcu maść z
          antybiotykiem - polecam Tribiotic - tanie i bez recepty) jakoś to wyleczyłam i
          karmię do tej pory.
          A ta nagonka na karmienie naturalne to woda na młyn dla poradni laktacyjnych,
          które robią na tym niezłą kasę. Jeśli tak się propaguje karmienie piersią, to
          dlaczego takie porady nie są bezpłatne?
          Moja znajoma karmiła "mieszanie" (dokarmiała butelką), dziecko ma zdrowe. Teraz
          już nie karmi, skończyła po jakichś 7 miesiącach. Wiązało się to z powrotem do
          pracy, ale dziecko przeżyło odstawienie bez stresu. Moje dziecko jest "fanem
          cycka" i nie wiem jak to będzie z odstawieniem. Nie umie pić z butelki (choć na
          początku, gdy ściągałam umiał). Żałuję, że przestałam podawać butelkę, ale
          zgodnie z zaleceniami nie chciałam przepajać herbatką, ściągać nie widziałam
          potrzeby, skoro ładnie ssał pierś (poza tym szkoda mi było czasu i nie lubiłam
          tego), a pediatra nie chciała przepisać mieszanki. Teraz moje dziecko ładnie
          pije z kubeczka, ale jednorazowo max. tylko ok. 10 ml. Zastanawiam się co będzie
          jak go odstawię.
          Słowem: przy wielu zaletach karmienia piersią, nie jest ono idealne, a karmienie
          butelką też ma wiele zalet i nie warto wyrzucać sobie, że się dokarmia.
          • iwka24 Re: naturalne karmienie i pediatrzy - ku przestro 09.12.05, 15:24
            JA Miałam podobną sytuacje przez pierwszy miesiac karmiłam dziecko piersiom po
            czym na wizycie u pediatry okazało sie ze mała nie przybrała prawie wcale na
            wadze a pozatym niedojadała i przez to była rozdrazniona i niespokojna.
            Pediatra zalecił dokarmianie z czego byłam bardzo niezadowolona poniewaz od
            poczatku bardzo chciałam karmic tylko piersiom,ale okazało sie ze mam za mało
            pokarmu niestety . Zbulem zaczełam dokarmiac córke sztucznym mlekiem, teraz
            Julka ma 3 miesiące bardzo ładnie przybieraa na wadze jest usmiechnietym
            ,szczesliwym dzieckiem i wreszcie sie najada . Karmienie mieszankom sztucznom
            to nie był mój wymysł , tak niestety musiałam zrobic choc było mi ciezko i jest
            mi przykro jak czytam obrazające wtypowiedzi osób które moga karmic piersiom bo
            zwyczajnie maja wystarczajaco duzo pokarmu i nie zdaja sobie sprawy ze nie
            wszystkie kobiety nie karmiom bo nie chca sa tez takie które nie mogą POZDRAWIAM
Pełna wersja