marcelowamama
01.04.06, 21:00
Chyba dziś nadszedł koniec karmienia mojego synka piersią :-( Ma prawie 7
miesięcy i do tej pory wszystko było w porządku. Od jakigoś czasu pracuję,
więc karmiłam go głównie popołudniami, w nocy i nad ranem, a w pracy
odciągałam mleczko laktatorem. Najpierw dwa razy dziennie, później raz, a od
tygodnia w ogóle, bo nie mam po prostu czasu. W sumie miałam około 10-godzinne
przerwy w karmieniu.
W ten weekend chciałam trochę "podkręcić" laktację, bo czułam, że pokarmu jest
coraz mniej. Kupiłam herbatkę Hipp, postanowiłam przystawiać go częściej niż
zwykle, ale chyba mi nie wyszło. W sumie zjadł dziś dwa razy (poza piersią nic
mu nie podawałam). Kiedy chciałam go nakarmić po kąpieli, był już bardzo
głodny, rzucił się na pierś, ale nic nie leciało. Zaczął okropnie płakać,
uspokooiłam go i znów sprobowałam, ale sytuacja się powtórzyła. Nie miałąm
sumienia go dłużej męczyć i podałam mu kaszkę, którą pochłoną natychmiast. A
ja mam teraz dylemat.
Czy walczyć o dalsze karmienie, które dawało mi wiele radości, ale było też
uciążliwe (dieta, odciąganie)?
Czy odpuścić, podawać butlę i skupić się na rozszerzeniu diety i móc wreszcie
jeść "zakazane" dotychczas rzeczy?
Nie ukrywam, że jakoś mi z tym smutno, chociaż tak naprawdę nic się nie stało.
Co o tym myślicie?
Pozdrawiam