Matka Polka - Masochistka

21.06.03, 09:53

Znowu trafiłam na kolejny artykuł dotyczący karmienia piersią. Jeszcze pięć
tygodni temu każdą notkę na ten temat czytałam z zainteresowaniem, dzisiaj,
już po porodzie, budzą we mnie wściekłość. Zakrojona na wielką skalę
propaganda dotycząca naturalnych metod karmienia okazała się wielkim
oszustwem. Puste hasła i delikatne sugestie przedstawiane przez doradców
laktacyjnych i całe towarzystwo położnicze bardzo niewiele mają wspólnego z
rzeczywistością. Oczywiście sugerując się wskazówkami z setek przeczytanych
artykułów chciałam być wytrwała i dać mojemu dziecku to co najlepsze,
przecież nie jest to nic trudnego, no i oczywiście być tym samym dobrą matką.
Teraz kierując się już własnym doświadczeniem, pytam, dlaczego nikt nie pisze
w tych artykułach że cały proces karmienia piersią wiąże się z cierpieniem i
bólem prawie nie do zniesienia.
Chyba Bóg tylko czuwał nade mną , że spędziłam w szpitalu pięć dni i dzięki
temu nie dostałam zapalenia piersi. Nawał pokarmu który pojawił się już w
drugiej dobie spowodował zatkanie kanalików, a moje dziecko przechodząc
żółtaczkę zupełnie nie miało ochoty na jedzenie. Moje piersi masowane były
przez cztery doby , co trzy godziny. Oczywiście sama nigdy w życiu bym nie
dała rady ich masować, bo każdy ma pewną granicę bólu który może sobie sam
zadać! Ze łzami w oczach wspominam dwie położne które przychodziły do mnie o
trzeciej w nocy i wykonywały masaż przez około pół godziny. Ból był tak
potworny, że myślałam że głowa mi pęknie, łzy lały się strumieniami, a ja nie
mogłam nawet krzyczeć bo z całej siły trzymałam się łóżka. I tak co trzy
godziny. Dodatkowo jeszcze przystawiałam elektryczny laktator. Po takich
zabiegach moje piersi były spuchnięte jak balony, ale oczywiście nadal kazano
mi przystawiać dziecko. Więc dodatkowo moje brodawki były popękane. Po
dwóch dniach kiedy widziałam że moje dziecko chce ssać pierś zaczynałam
płakać, na bólem , nad sobą, że jestem złą matką bo przecież to wszystko
miało być inaczej. Doświadczone położne próbowały mi tłumaczyć że to są
właśnie uroki macierzyństwa , że wiele kobiet to dotyka, no a że boli to
gorzej niż poród , to przecież powinnam o tym wiedzieć. Po kilku takich
wykładach byłam przekonana, że cały rodzaj ludzki jest wychowany na piersi i
że karmienie sztuczne to najgorszy grzech kobiety. Ale ze zdziwieniem
którejś nocy usłyszałam od tych właśnie położnych że one same nie karmiły
piersią , nie mogły znieść tego bólu, oraz wszystkich uciążliwości związanych
z karmieniem. Nie mogłam w to uwierzyć, więc po co ten cały cyrk, po co
tłumaczenie i przekonywanie, że wszystko co się ze mną dzieje jest normalne.
Już w szpitalu postanowiłam NIE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Niestety za bardzo
wstydziłam się przyznać do tego w szpitalu i z uwagą wysłuchiwałam zaleceń
okładania piersi kapustą.
Mój mąż i teściowie poparli moją decyzję, będąc świadkami sadystycznego
znęcania się nad moimi piersiami.
Ale jednak cała nagonka w mediach okazała się silniejsza i już po kilku
dniach widział w ich oczach pretensje i niezadowolenie.
Zostałam jednak pozostałam przy swojej decyzji.
Moje macierzyństwo zostało pozbawione wyżej wymienionych uroków.
Nie mam opuchniętych piersi, nie muszę odciągać pokarmu, nie uważam na to co
jem, nie cieknie mi mleko gdy tylko moje dziecko zapłacze, nie jestem
więźniem karmienia.
Przygotowanie pokarmu zajmuje mi 20 sekund, mój mąż ma również możliwość
bliskości przez karmienie z naszym dzieckiem, opróżnienie butelki zajmuje
dziecku 8 min, nie ma kolek, bólów brzuszka, uczuleń, wysypek. Zawsze wiem
ile zjada, nie martwię się o jakość pokarmu, a na wadze przybiera z książkową
dokładnością.
Moje macierzyństwo zaczęło być szczęśliwe i radosne, chociaż myślałam że jest
to niemożliwe.
Czy jestem przez to gorszą matką? Nie, po prostu nie jestem masochistką.
I już dzisiaj wiem że metodę karmienia powinno pozostawić się matce, która
najlepiej wie co jest najlepsze dla jej dziecka.
Z pozdrowieniami dla wszystkich którym się nie udało, albo dla tych które nie
chciały!












Matka Polka - Masochistka
Znowu trafiłam na kolejny artykuł dotyczący karmienia piersią. Jeszcze pięć
tygodni temu każdą notkę na ten temat czytałam z zainteresowaniem, dzisiaj,
już po porodzie, budzą we mnie wściekłość. Zakrojona na wielką skalę
propaganda dotycząca naturalnych metod karmienia okazała się wielkim
oszustwem. Puste hasła i delikatne sugestie przedstawiane przez doradców
laktacyjnych i całe towarzystwo położnicze bardzo niewiele mają wspólnego z
rzeczywistością. Oczywiście sugerując się wskazówkami z setek przeczytanych
artykułów chciałam być wytrwała i dać mojemu dziecku to co najlepsze,
przecież nie jest to nic trudnego, no i oczywiście być tym samym dobrą matką.
Teraz kierując się już własnym doświadczeniem, pytam, dlaczego nikt nie pisze
w tych artykułach że cały proces karmienia piersią wiąże się z cierpieniem i
bólem prawie nie do zniesienia.
Chyba Bóg tylko czuwał nade mną , że spędziłam w szpitalu pięć dni i dzięki
temu nie dostałam zapalenia piersi. Nawał pokarmu który pojawił się już w
drugiej dobie spowodował zatkanie kanalików, a moje dziecko przechodząc
żółtaczkę zupełnie nie miało ochoty na jedzenie. Moje piersi masowane były
przez cztery doby , co trzy godziny. Oczywiście sama nigdy w życiu bym nie
dała rady ich masować, bo każdy ma pewną granicę bólu który może sobie sam
zadać! Ze łzami w oczach wspominam dwie położne które przychodziły do mnie o
trzeciej w nocy i wykonywały masaż przez około pół godziny. Ból był tak
potworny, że myślałam że głowa mi pęknie, łzy lały się strumieniami, a ja nie
mogłam nawet krzyczeć bo z całej siły trzymałam się łóżka. I tak co trzy
godziny. Dodatkowo jeszcze przystawiałam elektryczny laktator. Po takich
zabiegach moje piersi były spuchnięte jak balony, ale oczywiście nadal kazano
mi przystawiać dziecko. Więc dodatkowo moje brodawki były popękane. Po
dwóch dniach kiedy widziałam że moje dziecko chce ssać pierś zaczynałam
płakać, na bólem , nad sobą, że jestem złą matką bo przecież to wszystko
miało być inaczej. Doświadczone położne próbowały mi tłumaczyć że to są
właśnie uroki macierzyństwa , że wiele kobiet to dotyka, no a że boli to
gorzej niż poród , to przecież powinnam o tym wiedzieć. Po kilku takich
wykładach byłam przekonana, że cały rodzaj ludzki jest wychowany na piersi i
że karmienie sztuczne to najgorszy grzech kobiety. Ale ze zdziwieniem
którejś nocy usłyszałam od tych właśnie położnych że one same nie karmiły
piersią , nie mogły znieść tego bólu, oraz wszystkich uciążliwości związanych
z karmieniem. Nie mogłam w to uwierzyć, więc po co ten cały cyrk, po co
tłumaczenie i przekonywanie, że wszystko co się ze mną dzieje jest normalne.
Już w szpitalu postanowiłam NIE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Niestety za bardzo
wstydziłam się przyznać do tego w szpitalu i z uwagą wysłuchiwałam zaleceń
okładania piersi kapustą.
Mój mąż i teściowie poparli moją decyzję, będąc świadkami sadystycznego
znęcania się nad moimi piersiami.
Ale jednak cała nagonka w mediach okazała się silniejsza i już po kilku
dniach widział w ich oczach pretensje i niezadowolenie.
Zostałam jednak pozostałam przy swojej decyzji.
Moje macierzyństwo zostało pozbawione wyżej wymienionych uroków.
Nie mam opuchniętych piersi, nie muszę odciągać pokarmu, nie uważam na to co
jem, nie cieknie mi mleko gdy tylko moje dziecko zapłacze, nie jestem
więźniem karmienia.
Przygotowanie pokarmu zajmuje mi 20 sekund, mój mąż ma również możliwość
bliskości przez karmienie z naszym dzieckiem, opróżnienie butelki zajmuje
dziecku 8 min, nie ma kolek, bólów brzuszka, uczuleń, wysypek. Zawsze wiem
ile zjada, nie martwię się o jakość pokarmu, a na wadze przybiera z książkową
dokładnością.
Moje macierzyństwo zaczęło być szczęśliwe i radosne, chociaż myślałam
    • dorotadu Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 10:04
      Na pocieszenie dla tych mam które są w ciąży i chcą karmic piersią: boli przez
      ok 10 dni a później to sama przyjemnosć i każda przeżywa to inaczej. Ja nie
      wspominam tego tak koszmarnie jak Gosia choć nie było łatwo
      • bebia1 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 18:07
        Witam!
        Bardzo współczuję wszystkim mamom które przeżyły taki koszmar. Może jestem w
        gronie szczęśliwych którym sie udało, ale mnie się nic takiego nie przytrafiło.
        Moje maleństwo dzielnie sobie radziło od pierwszych chwil swojego życia. Karmię
        już prawie 5 miesięcy. Raz przytrafił nam sie problem zastoju, który udało się
        rozwiązać w ciągu dwóch dni. Brodawki mam całe, noce przesypiam ( jedna pobydka
        na karmienie), z piersi mi nie cieknie,dziecko rośnie wzorcowo choć faktycznie
        przez pierwsze tygodnie stresujący był fakt ,że nie wiem ile zjada.Oczywiście
        każda z nas musi podjąć sama taką decyzję. Ja nie żałuję. Lubię te nasze
        chwile...
        Pozdrawiam cieplutko.
        Beata i Kubuś (2003.02.03)

    • sowa_hu_hu Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 11:02
      Ja natomiast w 3 dobie po porodzie miałam taki nawal pokarmu ze wyłam z bólu -
      pewne osoby mówiły aby to przetrzymać , aby nie korzystać z laktatora - po
      prostu wszystko naturalnie!!! ale gdyby nie laktator tej nocy chyba umarłabym
      z bólu.... przez pierwsze 3 tyg. karmiłam piersią , raz nam wychodziło , innym
      razem nie... ale gdy maly dostał kolek był tak zdenerwowany ze nie mógł sie
      przyssać - tak on płakał , ja sie denerwowałam i wszędzie tryskało moje mleko!
      poza tym mój mały bardzo długo jadł i przysypiał a gdy go odstawiłam płakał -
      nigdy nie wiedziałąm zy jest najedzony czy nie... najpierw więc zaczełam
      odciągać pokarm w nocy - kiedy maly sie przebudzał brałam laktator i śiągałam
      mleko - Mmarcelek najadał sie w 10 min :) teraz przeszłam równiez na tryb
      dzienny i caly czas odciągam - regularnie co 2 lub 3 godz. - jest mi
      wygodnie , mam czas na domowe obowiązki , wiem ile maly zjada itp.
      a jeśli chodzi o bliskośc o jakiej mówi sie gdy matka karmi piersią - staram
      sie nadrabiac - z resztą gdy karmie butlą zawsze jestem blisko małego , widzi
      moją twarz , głaszcze go - po prostu jest miło :) na początku miałam wyrzuty
      sumienia(i może nadal troche mam) - ale nie uwazam abym kochała moje dziecko
      mniej dlatego ze nie karmie piersią!!!

      pozdrawiam wszystkie butelkowe :)


      • agnieszka59b Re: Matka Polka - Masochistka 22.06.03, 22:22
        no, to musze Cie ostrzec, ze w ten sposob mozesz stracic pokarm.......Ja tez
        tak robilam-odciagalam laktatorem, i skonczylo sie.........:((( Teraz Mala
        jest tylko na butli-ona szczesliwa, ja tym bardziej, ale czasami jeszcze mam
        wyrzuty sumienia...i duzy wplyw na to ma wlasnie ta cala nagonka na karmienie
        piersia......
        • ehhermiona Re: Matka Polka - Masochistka 22.06.03, 23:53
          A dlaczego zwalasz to na "nagonkę", jeśli takowa istnieje ( to tak, jakby osoba
          stosująca np. naturalne metody antykoncepcji uważała za nagonkę artykuły w
          prasie o antykoncepcji hormonalnej)? Czy nie możesz po prostu napisac, że żal
          Ci karmienia, bo to cos pięknego, chociaż nie zawsze łatwego? Że żal Ci, bo
          zdajesz sobie sprawę z tego, że to się juz nie powtórzy w odniesieniu do tego
          dziecka, że było to cos szczególnego, do zapamiętania na całe życie? Dlaczego
          się nie umiesz do tego przyznać? W 1992 roku zdecydowanie nie było nagonki i
          może m.in. dlatego nie udało mi się karmić piersią mojego pierwszego dziecka. I
          miałam wyrzuty sumienia i czułam żal, mimo, że nic i nikt go nie podsycał.

          Monika
    • reszka2 Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 12:14
      .
      > I już dzisiaj wiem że metodę karmienia powinno pozostawić się matce, która
      > najlepiej wie co jest najlepsze dla jej dziecka.

      Ja myślę że niezaleznie od sposobu karmienia jaki mama SOBIE wybierze, zawsze
      pokarm matki jest najlepszy dla dziecka.
      No i na litość boską, pokazcie mi wreszcie te artykuły propagandowe, pokażcie
      mi nagonkę w mediach, przytoczcie mi puste hasła doradców laktacyjnych.
      Propagandowe mówię. Bo przecież chyba nie wskażesz hasła "Karmienie piersią
      JEST najlepsze dla dziecka" jako pustosłowia i propagandy. Bo JEST. I już,
      niezależnie jak karmisz, to tego nie zmienisz.
      Ja też nie mam opuchniętych piersi, nie cieknie mi mleko, pracuję zawodowo, nie
      czuję sie uwiązana, przygotowanie do karmienia zajmuje mi 5 sekund, mąż cieszy
      się różnymi rodzajami bliskości z córką, opróżnienie piersi zajmuje jej 5
      minut, nie ma kolek, uczuleń, wiem że się najada, choć podziałki na cyckach nie
      mam, dobrze przybiera na wadze a ja jem wszystko co mogę jako alergik. Choć na
      początku było prawie zupełnie odwrotnie, zastoje, nonszalanckie łapanie piersi
      i poranione brodawki, godziny spędzane z cyckiem w buzi, szalona dieta, później
      wrzeszcząca- z przyczyn nieznanych - przy karmieniu Magda.
      I wiesz co? nie czuję się i nie czułam masochistką. Bo moja decyzja o karmieniu
      piersią była moja decyzją. Nie miały na nia wpływu media - po prostu przed
      pierwszą ciążą nawet nie wiedzialam że są pisma dla rodziców o dzieciach, które
      jak domniemywam, są dla ciebie głównym źródłem propagandy.I akceptowałam -
      jako przemijające - wszystko co się wiąże z karmieniem, w tym liczyłam sie
      (będąc nieustającą pesymistką) z możliwością porażki w tej dziedzinie.
      Swoją drogą, dziwna była pomoc połoznych w szpitalu gdzie rodziłaś - nie
      doczytały się że z piersia karmiącą, zwłaszcza w czasie nawału - ostrożnie jak
      z jajkiem, taką pierś sie głaszcze a nie masuje, a juz zwłaszcza do bólu,
      uważając to na dodatek za normę. Oszalały czy co? A o tym, że w drugim dniu
      sporo matek przechodzi baby-blues i uważa sie za ostatnie hetery i płacze nad
      sobą to tez nie czytały? Tak własnie wygląda to od kuchni, dużo opisów i zdjęć
      uśmiechniętych mamuś z gołym biustem i wpatrzonych w nie najedzonych
      dzidziusiów, mało konkretnej i fachowej pomocy. Ale żeby brać zdjęcia reklamowe
      za rzeczywistość?
      • zuzia_i_werka Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 13:14
        Po przeczytaniu tego postu znów utwierdziłam się w przekonaniu,że przesada w
        żadną stronę nie jest zdrowa:-) Oczywiście zgadzam się że pokarm jest świetny
        dla dziecka ale mleko moyfikowane tez go nie zabije:-) najważniejsze to byc w
        zgodzie ze sobą i zostać mama szczęśliwą! Mnie akurat ominęły praktycznie
        wszystkie powikłania początkowego karmienia piersią za co jestem wdzięczna
        losowi-nie miałam ani nawału,zastoju,zapalenia ani dziecko nie chciało jeść non-
        stop.Bolały mnie tylko brodawki ale ustąpiło to w piątym dniu. Do dziś(córka
        4,5mies) mam dużo pokarmu mała je co 3-4godz i jest super bo dużo przebywamy
        poza domem i wygodnie nam się karmić:-) Jestem jednak pewna,że gdybym miała
        takie przeżycia jak autorka listu na pewno zrezygnowałam z karmienia
        naturalnego.Rozumiem ją i szanuję jej decyzję oraz wszystkich mam karmiących
        butelką.Przy okazji-w poście o termosach w pewnym momencie padło pytanie do
        sowy "czy uważasz się za mamę karmiącą piersią czy butelkową?" wg mnie
        odpowiedź powinna brzmieć-uważam się za mamę karmiącą swoje dziecko-i już:-)
        Pozdrawiam serdecznie i polecam artykuł w lipcowym numerze Twojego Dziecka-str
        28 "Butelkę podawaj z miłośćią" Przeciwna ortodoksyjnym poglądom Zuza
        • sowa_hu_hu Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 13:42
          dzięki za podpowiedź odpowiedzi - masz całkowitą racje :)
      • ehhermiona Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 19:45
        Nie mam zamiaru kontrargumentować osób, które z różnych powodów nie karmią
        piersią. Jednak mówienie o szkodliwej propagandzie uważam za argument z
        serii "kwaśne winogrona".
        Nie o tym chcę pisać. Powiedzcie mi, dziewczyny, wchodzicie na eDziecko od
        całkiem dawna. Która z Was sprawdziła, co na stronie tytułowej oznacza
        dział "Karmienie piersią"? Która kliknęła i poczytała trochę? Która zadzwoniła
        do pani Moniki Staszewskiej ze swoimi problemami? Tak się składa, że trochę
        wiem o karmieniu i w teorii, i w praktyce, ale czasem ręce mi opadają, kiedy z
        postów jasno wynika, że osoba mająca problem nawwet nie zerknęła do "Dziecka" -
        czy tego papierowego, czy internetowego. Naprawdę na większość pytań, które
        zadają mamy karmiące, tam można znaleźć odpowiedź.
        Matka karmiąca piersią nie musi być ani Matką-Polką, cokolwiek to znaczy ( a
        właśnie, co to znaczy????), ani tym bardziej masochistką. W większości
        przypadków wystarczy minimum wiedzy na temat swojej fizjologii i nie ma co się
        wymawiać brakiem czasu czy ochoty - skoro jakoś nauczyłyście się, co to
        miesiączka, ciąża i jak to jest ze sobą związane (no, chyba to wiecie;) ?), to
        i laktacja nie jest taka trudna. A mnie byłoby głupio nic o sobie nie wiedzieć,
        kiedy dzieją się we mnie takie ważne rzeczy.
        Więcej świadomości swojego ciała i psychiki, a na pewno byłoby lepiej ;)

        Monika
        • kasiajan Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 20:50
          Moja droga, niedawno myślałam, że n/t karmienia wiem wszystko( dwie wykarmione
          cyckiem córki). Może faktycznie tak oficjalnie mam karmiących mieszankami nie
          krytykowałam ale myślałam"gdyby tylko chciała".
          No i urodziłam synka,zaczęłam go karmić. Po trzech dniach bolały mnie brodawki,
          po pięciu- lała się z nich krew. A potem wisiało mięsko. Jak karmiłam-wyłam z
          bólu.Razem ze mną płakał mój mąż i krzyczał ,że mam przestać, kupił nawet
          mieszankę. Kilka razy chciałam przestać -jak słyszałam,że Kubuś się budzi-już
          zaczynałam płakać ze strachu przed bólem.Tak było przez 4 tygodnie. Wytrzymałam
          tylko dlatego,że miałam wsparcie w koleżance i cioci-lekarzu. Ale kilka razy
          byłam już na skraju. Potem nagle wszystko się wyleczyło. Ale pamiętam ten mój
          strach i nie miałabym nigdy czelności skrytykować matki, która zdecydowała,że
          nie karmi piersią! Choć uważam,że mleko matki jest najlepsze dla małego
          człowieka to sposób karmienia jest wyłączną sprawą matki (rodziców).
          Mnie mama karmiła piersią parę dni i też żyję.
          To prawda,że dzieci karmione piersią mniej chorują- to "zysk" dla mam
          karmiących. Trzeba nie mieć serca żeby krytykować te ,które chciały a nie
          mogły.
          kasiajan
          • ehhermiona Re: Matka Polka - Masochistka 21.06.03, 22:02
            Wiesz, ja też płakałam przez pierwsze tygodnie z bólu w czasie karmienia. I
            obiecywałam sobie, że na pewno nie będę karmić CAŁE pół roku... Karmiłam dużo
            dłużej.... :)
            Autorka tytułowego postu trafiła na niedouczone położne - to było jej
            nieszczęście. Większość kobiet ma nawał mleczny(ja też, a jakże) i przy
            odrobinie samozaparcia i wiedzy na temat tego, jak powstaje pokarm i co się
            dzieje z kobietą w czasie laktacji, może dać sobie z tym radę. I ta wiedza jest
            dostępna - w "Dziecku", w książkach dotyczących karmienia, w internecie....
            Więc może zamiast zastanawiać się, jakie imię jest najładniejsze, jakie kremy
            do pupy najlepsze i jaki model wózka najmodniejszy, warto byłoby poczytać
            trochę o sobie - to procentuje, chociażby przy takich problemach.
            Nie twierdzę, że kobieta, której karmienie piersią się nie udało jest gorsza.
            Po co jednak dorabiać teorię o propagandzie? Jak to jest, że jedne tę
            propagandę uważają za dobrodziejstwo, bo czegoś się uczą, a inne za sól w oku?
            Gdyby nie było na ten temat mowy, byłyby zarzuty, że się o tym nie mówi. I ma
            rację Reszka - bombarduje nas inna propaganda - eleganckiej, wychuchanej mamy z
            różowym rozkosznym bobasem przy piersi, patrzących sobie czule w oczy. To na tę
            propagandę dajecie się nabrać?

            Monika
            • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 17:00
              Moniko
              Fakt, że warto poczytać o swojej fizjologii. Jednak wielu
              osobom karmienie piersią wydaje się być dziecinnie
              proste. I ja tak myślałam, kiedy patrzyłam na koleżanki
              karmiące swoje dzieci. Owszem, przeczytałam kilka
              publikacji na temat karmienia, ale w żadnej z nich autor
              nie napisał, z jakimi problemami mogą się spotkać kobiety.
              Zgadzam się, że mleko mamy jest najlepsze dla
              dzieciaczka, ale nie oznacza to, że jest to jedynym
              sposobem karmienia.
              Podrawiam mamy butelkowe i cycusiowe
              Cytrynka,którą właśnie boli cyc
    • odalie otóż nie 21.06.03, 22:55
      Hej!

      Każdy ma prawo do swojego zdania, ale nie pozwolę zostawić w spokoju tego, co
      napisałaś, cytuję:

      > cały proces karmienia piersią wiąże się z cierpieniem i
      > bólem prawie nie do zniesienia.

      To nie jest prawda. To jest po prostu bzdura.

      Cały proces karmienia nie kończy się na kilku dniach czy nawet tygodniach.
      Optymalnym okresem karmienia jest sześć do dwunastu miesięcy. Zastanów się, co
      mówisz. Czy naprawdę uważasz, że wszystkie mamy, które karmiły tak długo, a
      nawet o wiele dłużej, przez cały ten czas cierpiały niewysłowione katusze?!

      Masz prawo robić, co uważasz za stosowne. Ale smutno mi, bo odnoszę wrażenie,
      że zostałaś wprowadzona w błąd i jeszcze bardziej mi smutno, że wprowadzasz w
      błąd inne mamy. Czy Ty naprawdę oczekiwałaś, że wszystko pójdzie gładko i
      cudnie od początku? i że gładko i cudnie musi być natychmiast? Zastanów się,
      czy w skali 6-12 czy 20-kilku miesięcy te najgorsze dni, czy tygodnie coś
      znaczą? w skali całego Twojego życia i dzieciństwa dziecka, do którego już nie
      powrócisz?

      I kolejny raz szlag mnie trafia, jak czytam o położnych, lakarzach i innej
      zgrai, która nie potrafi pomóc, naprawdę fachowo pomóc kobiecie...!

      Dla wyjaśnienia - tak, miałam nawał, zastój, przeszłam zapalenie piersi z
      temparaturą powyżej 40 stopni C, tak, jeździłam na masaże, zakraplałam
      oksytocynę do nosa, miałam zagrzybione brodawki, które bolały jakby ktoś
      wkręcał w nie nóż, tak, pokarm lał mi się strumieniami po brzuchu na podłogę i
      wszystko w domu śmierdziało tym pokarmem... aha, przed karmieniem musiałm
      nagrzewać pierś suszarką przez pieluszkę, potem - po oksytocynie, bo inaczej
      nie szło - ściągać pokarm - a dziecko wyło i robiło sie fioletowe z głodu i
      strachu, że mama nie bierze do cycuszka... - po karmieniu natomiast musiałam
      obkładac się woreczkami z lodem... i tak co półtorej, dwie godziny...

      Ale to trwało tylko trzy tygodnie!!!

      Co to są trzy tygodnie?!

      Więc nie wprowadzaj innych dziewczyn w błąd, proszę.







    • kini_franio Re: Matka Polka - Masochistka 22.06.03, 14:07
      Ojej zrobiło sie bojowo!!! Ale przypuszczałam, ze temat ten wzbudzi
      kontrowersje. Karmię juz 6 miesiąc. Jak? Piersią. O karmieniu (w czasei ciązy)
      słyszałam same dobre rzeczy, nikt nie wskazywał ile to bólu, cierpienia i
      wyczerpania. I powiem Wam że z karmieniem nie miałam wiekszych problemów,
      pokarm w normie, troche pogryzione brodawki i zapalenie piersi z 40 stopniami
      gorączki, troche diety w poszukiwaniu alergenu, nieprzespane noce. W sumie
      nic, jak tak czytam Wasze posty. Uwielbiam karmić mojego synka, chociaż jestem
      juz troszke zmeczona, bo nikt mi nie powiedział o minusach, poczułam
      rozczarowanie,był czas kiedy uznałam to całe karmienie piersia za mocno
      przereklamowane!Ale ponieważ juz tyle osiagnełam i cała ta bliskość z synkiem
      jest tak cudna trwam w swoim postanowieniu. Rozumiem Cię i szanuje Twoją
      decyzje, ja wielokrotnie podczas dwóch pierwszych miesiecy chciałam
      zrezygnować (także pod wpływem rodziny, która widziała jak sie męczę)i przejsć
      na butle.Ale nie czuje sie masochistką, poprostu żal byłoby mi zejsć z raz
      obranej drogi. Wszystkim Mamom zaś (również i Tobie), życze wiecej tolerancji
      w podejściu do życia, bo czego nauczymy swoje dzieci skoro sami nie potrafimy
      spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka. Każdy ma prawo wyboru, bo każdy
      ból ma swoje granice. Wcale nie czuje sie lepsza dlatego że karmie piersia,
      ale przykro mi było kiedy spotykałam mamy "butelkowe", zakomleksione i przez
      to bojowo nastawione do mam karmiących naturalnie. Chyba same stwarzamy
      problemy- przecież tak naprawde to pokarm nie najważniejszy.........
      pozdrawiam
      kini
    • odalie Re: Matka Polka - Masochistka 22.06.03, 15:14
      Hej!

      Chciałabym przeprosić. Wczoraj, gdy pisałam post (wyżej) trochę mnie poniosło
      no i oczywiście okazało się, że trochę co innego miałam na myśli, a co innego
      wyszło na piśmie.

      Poniosło mnie, bo znowu dowiaduję się o przypadku skandalicznej (jak dla mnie)
      indolencji służby zdrowia. Znowu mamie, która ma poważne problemy z karmieniem
      i sama nie daje sobie z nimi rady, nie ma kto pomóc na czas!!!

      Kolejny rezultat dezinformacji!!! i braku wsparcia! prawdziwego wsparcia, a nie
      ślicznych słodkich posterków z mamą zapatrzoną w "pulpecik" ssący cyca...!
      Naprawdę gosia-gosia nie musiała tak cierpieć!!!

      To, co opisałam w moim poście to też był rezultat złego leczenia, niewiedzy
      konsultantki laktacyjnej w szpitalu - nasz wypadek był trudny, bo nałożyły się
      kłopoty moje (straszliwy nawał, mikroskopijne brodawki) z kłopotami dzidzi
      (spała zbyt długo i zbyt mocno, nie potrafiła uchwycić brodawki). Nie wiem, czy
      to się nie zmieniło, ale nawet w Dziecku czy na eDziecku nie wyczytałabym sama,
      co się robi w takich wypadkach! Na szczęście trafiłam do innej, prywatnej (ale
      bardzo taniej - wzięła symboliczną opłatę) konsultantki, która rozpracowała nas
      przypadek i pozwoliła wyjść na prostą. Ale dlaczego nikomu w szpitalu się nie
      chciało?!
      • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 17:13
        Odalie
        Ja w szpitalu usłyszałam: Czy naprawdę musisz karmić
        piersią??
        I do jasnej ciapeczki, nie chciało za bardzo im się
        pomóc, szczególnie, że szpital używa mieszanek w
        jednorazowych butelkach (nic nie trzeba robić, tylko
        nakręcić smoczek).
        Moje dziecko płakało z głodu, ja z bólu i żalu, że nie
        umiem jej nakarmić. Kiedy chciałam próbować nakarmić
        piersią, to pielęgniarka podała Julii mieszankę oburzona,
        że głodzę dziecko (prościej podać butlę, niż pomóc
        obolałej i niedoświadczonej mamie).
        Przez chęć karmienia piersią, czułam się w tym szpitalu
        jak dinozaur. Jak pani od laktacji siłą nakładała maleńką
        buzię Julii na mojego monstrualnego cyca, to płakałałam z
        bólu psychicznego i fizycznego. Juleńka urodziła się 10
        dni przed terminem i była maleńka (2704 waga i 48 cm
        wzrost), nie umiała ssać. Sposób nakładania maleńkiej
        kojarzył mi się z przemocą fizyczną i za taką go uznałam.
        Gdybyście widziały, jak Julcia płakała z głodu i strachu.
        Jedna z tych pań od laktacji nauczyła mnie (już poza
        szpitalem) jak nakarmić dziecko, ale ani razu nie
        powiedziała co robić z obrzmiałymi piersiami. Czułam się
        olana.
        Ach, nadal mnie cyce bolą, bo dla odmiany, moja mała
        smoczyca ssie, jak pąpa ssąca:-)))
        Pozdrawiam
        Cytrynka
        • odalie Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 22:36
          ...i właśnie takie klimaty mnie naprawdę mocno, ale to mocno wkurzają!!! Po
          prostu znam różnicę między wymysłami laktacyjnymi w szpitalu, gdzie rodziłam, a
          rzetelną wiedzą i doświadczeniem prywatnej konsultantki! Tak niewiele trzeba,
          aby pomóc "świeżej" mamie. Ale jeszcze mniej, aby karmienie się kojarzyło tylko
          z bólem, z bezradnością...
        • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 22:59
          Ale byka strzeliłam: pąpa, zamiast pompa. Przepraszam
    • weronikarb Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 12:37
      Po przeczytaniu tych postow, jestem przerażona. Dużo czytam na temat ciazy,
      porodu i takze karmienia. Jednak do tej pory nigdzie nie trafilam na temat o
      tym ze to az tak bardzo boli i ze sa z karmieniem az takie cyrki. Obilo mnie
      sie o uszy ze sa zapalenia brodawek i wtedy jest bol, pojawia sie krew. Przy
      opuchliznie wiem tez o tej kapuscie, ale cala reszta jest dla mnie nowoscia.
      Naprawde myslalam ze to jest sama przyejmnosc, bo tak jest przedstawiane
      karmienie.
      Powiedzcie jak sie dowiedziec wiecej o tych minusach karmienia, bo chcialabym
      karmic piersia mimo wszystko, ale z drugiej strony chce wiedziec co mnie
      naprawde czeka i jak w miare mozliwosci sobie pomagac, bo wole nie liczyc na
      pielegniarki polozne itp.
      Pozdrawiam
      Renata
      • reszka2 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 15:06
        No tak właśnie myslałam że będzie. Teraz dla odnmiany przegięcie pały w drugą
        stronę.
        Kochana, nie przejmuj sie świetlanymi obrazkami w gazetach, gdzie śliczne bobo
        najedzone z usmiechem wpartuje się w mamusię. Bo to nie do końca jest prawda.
        Ani nie przejmuj się postami horrorkami jak powyżej. Bo to tez nie do końca
        jest prawda. Kazda para karmiąca sie piersią ma swoja historię i nie musi byc
        ona podobna nawet w przypadku dzieci tej samej matki.
        Poczytaj sobie forum, akurat tutaj znajdziesz głównie posty o problemach z
        karmieniem, jedna mama tylko,nieśmiało, bo strach powiedzieć że sie lubi
        karmienie piersią, zeby nie być posądzona o propagandę, pisze że lubi karmienie
        i wszystkie nieprzyjemności zostały jej oszczędzone.
        Mój synek karmił się wzorcowo. Poza nawałem pierwszych dni, dziwną techniką
        brania piersi do buzi (wsysał pierś zamiast otwierać szeroko buzię), brakiem
        pokarmu przez pierwsze dni (był karminoy mieszanką, bo nie przejmował się
        zaleceniami konsultantów laktacyjnych i nie najadał sie niewielka ilościa
        siary, "a powinien") a potem otarciem otoczki od ząbków - sielanka.
        Natomiast córka - inaczej. Też na butli przez pierwsze dni, bo była głodna,
        potem mleko sie wyprodukowało w odpowiednich ilościach, ale zrobił mi się
        koszmarny zastój, na granicy zapalenia. Przeszło (samo nie, z moją pomocą).
        Potem Madzia nie chciała prawidłowo chwycic piersi. Efekt- poranione brodawki,
        do żywego mięsa. Wyleczyłam. Potem kolejny zastój. Potem Madzia wyła przy
        karmieniach jak obłąkana, okazało się - zęby. Teraz wyszłyśmy na prostą, no to
        panienka mnie gryzie ząbkami, tępię te swawole, bo co, ostatecznie moje cycki,
        nie? I karmimy sie dalej, juz 8 miesięcy.
        Nigdy nie traktowałam karmienia piersią w kategoriach mistycznych, nigdy nie
        dałam sobie wmówić że mleko matki i mieszanka maja taka sama wartość. Chyba
        wszystko jest kwestia znalezienia złotego środka, najlepiej według swojego
        uznania i doświadczeń. Jednym słowem - warto sie przygotowac teoretycznie i
        próbować, znaleźć mądrą osobe która doradzi jak będą problemy. No i nie
        nastawiac się że problemy będą. Gosi zabrakło mądrego doradcy na początku, choc
        może tak naprawdę nie chciała karmić, podjęła tą decyzje żeby nie odstawać od
        wizerunku matki kreowanego przez media, bo zrezygnowała łatwo i szybko. Nie
        oceniam tego, ale solidaryzuje się ze zdaniem odalie z pierwszego postu. Smutno
        mi.
        Bo w większości karmienie piersią to naprawdę nie jest martyrologia.
        Ostateczniejakos ten ród ludzki nie wyginął zanim nie wynaleziono mieszanek.
        Pozdrówki.
      • anna.michal Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 15:56
        Przeczytaj sobie wątek poniżej - Karmienie bez problemów. Pisałam tam -
        większych problemów nie miałam - popękane brodawki 2 drugiej dobie, kilka razy
        mały zastój, kryzys laktacyjny w 6 tygodniu. I nic. Mały jadł do końca roku.
        Nie od razu karmienie jest pasmem sukcesów, trzeba cierpliwie na to zapracować.
        Jednym się udaje a innym nie, ale próbować warto.

        Ania
      • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 17:24
        Renato
        To, że część osób ma duże problemy, nie znaczy, że staną
        się one Twoim udziałem.
        Jeśli mogę coś doradzić, jak urodzisz dzidziusia, po
        porodzie zacznij masować sobie piersi ruchami w stronę
        brodawki (jakbyś chciała je wycisnąć). Spowoduje to, że
        pokarmi, który zacznie się produkować będzie łatwiej
        wypływać (siara jest bardzo gęsta i np. moja córeczka nie
        potrafiła jej ściągnąć - Twoje dziecko może mieć dla
        odmiany silny odruch ssania, więc moja rada jest na
        wszelki wypadek). Poza tym rozgrzewaj piersi, albo
        delikatnym masażem, albo okładem, albo ciepłym
        prysznicem. To bardzo pomaga. I nie martw się na zapas.
        Początki zwykle są trudne i jak pojawiły się głosy to
        trwa 2-3 tygodnie, co nie znaczy, że każdej kobiecie leci
        krew. Mnie np. w dużej mierze bolało dlatego, że mam
        maleńkie brodawki (już trochę wyciągnięte, hihi) i
        duuuuże cyce.
        Jeśli jesteś z Warszawy, mogę podać Ci namiary na świetną
        konsultantkę (ja z niej nie skorzystałam niestety, bo
        rodziłam w USA).
        Trzymaj się cieplutko
        Życzę wszystkiego najlepszego, bezbolesnego porodu i
        radości z karmienia piersią
        Cytrynka
        • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 17:25
          Głupio napisałam. Ma być jakbyś chciała wycisnąć mleczko.
      • odalie Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 22:58
        Hej!

        Głowa do góry! Najważniejesze to, według mnie, pamiętać, że owszem instynkt aby
        ssać dziecko ma, ale techniki też się musi nauczyć. Sporo o tym w rozmaitych
        poradnikach o ciąży/maluszkach, i tu na forum. Ty się nauczysz jak przystawiać,
        a dzidzia jak ssać. Problemy, jeśli już nawet są - nawet te hardcorowe -
        naprawdę mijają szybko, trwają góra tydzień-dwa. Według mnie to kropelka w
        morzu (mleka? :))) ) w stosunku do 6 czy więcej miesięcy kamrmienia (u mnie
        było dużo więcej, bo 26...)

        Moje żelazne zasady, jak sądze niegłupie i dla innych:

        Ważne jest aby dzidziulek brał do pyszczka sporo cyca, nie tylko sam koniuszek
        brodawki czy nawet całą brodawkę, ale koniuszek wraz z aureolką. Wtedy ryzyko,
        że popękają brodawki jest małe. Teoretycznie dzidzia sama wie, jak uchwycić
        cyca, i zapewne to się sprawdza w 95% wypadków... ale ja po sobie wiem, że
        jeśli się zauważy, że dziecko źle uchwyciło pierś, lepiej delikatnie odsunąć
        (przez włożenie palce delikatnie między buziulek a pierś) i podać pierś
        własnoręcznie, uformowaną jak smoczek, takim zdecydowanym ruchem wsuwając w
        otwarty pyszczek. Jeśli buziulec obejmie tyle, ile trzeba, koniec brodawki
        przypadnie akurat na punkt ssania na podniebieniu maluszka, co baaardzo pobudza
        malucha do konsumpcji.

        Stanik musi byc ultra-super-wygodny, bez szwów, załamań, dobrze dobrany, żeby
        nie uciskał.

        Do karmienia trzeba wygodnie usiąć, mieć oparcie dla ramion, żeby się nie
        umęczyć (te grupy mięśni jeszcze nie przywykły do noszenia dzidzi) i żeby nie
        irytować maluszka (moją jakieś przypadkowe kołysanie czy dragania tak
        rozpraszały, że nie była w stanie współpracować).

        Przy dużym nawale ściągąć pokarm po karmieniu, tyle aby pierś była "luźna", ale
        z tym nie przesadzać (nie napędzać laktacji) i tylko kilka dni.

        W razie problemów pytać mamy na forum :))) albo znaleźć dobrą konsultantkę
        (moją poleciła mi zawczasu pani ze szkoły rodzenia). To była młoda dziewczyna,
        mama dwóch córeczek, na co dzień położna w szpitalu, wolantariuszaka fundacji
        propagującej karmienie. Udało jej się rozpracowac mój przypadek, z tego co
        wiem, raczej nieczęsto spotykany. Wiem, że i nie takie przypadki
        rozpracowywała!
      • kajtusia1 Re: Matka Polka - Masochistka 26.06.03, 21:16
        weronikarb napisała:
        , bo wole nie liczyc na
        > pielegniarki polozne itp.

        Rodziłam w marcu. Radzę poszukać dobrej położnej lub dobrego szpitala, bo bez
        pomocy będzie Ci naprawdę ciężko. Nie wszystkie pielęgniarki i położne są
        wredne. Często wystarczy pamiętać, że one też są ludźmi i - wbrew nazwie - nie
        traktować ich jak "służby", aby odwdzięczyły się fantastyczną opieką. Czasem
        też warto ich posłuchać, nawet jeśli nie do końca trzymają się książek - ale
        mają praktykę. Jednak przede wszystkim warto się samej dobrze przygotować -
        polecam szkołę rodzenia i www.latkacja.pl.
    • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 16:46
      Gosiu
      Jak dobrze wiem o czym piszesz. Moja córeczka ma
      skończone 2 miesiące i karmię ją piersią, ale to, co
      przeszłam na początku było potworne. Nie wiem, dlaczego
      nikt nie mówi o tym koszmarnym bólu. Ja prawie wyłam jak
      koleżanka i mąż masowali mi piersi, z których wychodziła
      skawalona na początku siara. Rodziłam w USA, gdzie
      karmienie piersią jest rzadziej stosowane niż w Polsce i
      panie od laktacji co prawda nauczyły mnie jak przystawiać
      dziecko, ale nie powiedziały jak radzić sobie z bólem,
      ba, mam wrażenie, że jedna z pielęgniarek, którą prosiłam
      o pomoc, miała do mnie pretensje.Ja sobie dałam miesiąc
      na nauczenie się karmienia i pozbycie się strasznego
      bólu. Gdybym nie nauczyła się, to przeszłabym na butelkę.
      Nie ukrywam, że bardzo mi zależało na karmieniu, ale
      pewną presję wywarł na mnie mąż. Teraz boli mniej, co
      więcej, karmienie stało się przyjemne, ale jak pomyślę,
      że przy kolejnym dziecku będę to przechodzić jeszcze raz,
      mam ochotę się zabandażować. Czasami jak mam dosyć, albo
      chcę odpocząć, daję Julii butlę. Najważniejsze jest,
      zżeby każda kobieta miała wybór.
      Pozdrawiam
      Cytrynka
    • melassaa Re: Matka Polka - Masochistka 25.06.03, 22:39
      Wydaje mi się, że byłam ofiarą właśnie tej propagandy. Na szczęście tylko
      przez pierwsze dni w szpitalu.

      Wybrałam bardzo dobry szpital, jednak nie wszystko mi do końca pasowało.
      Propagowano w nim karmienie naturalne, odradzano wszystko co z gumy, włącznie
      z nakładkami na piersi. Zgadzałam się z tym w zupełności, jednak z perspektywy
      czasu stwierdzam, że uniknęłabym wielu problemów, gdyby nie podchodzono do
      tego tak restrykcyjnie.

      Położne były bardzo kompetentne i tłumaczyły wszystko cierpliwie po 300 razy.
      Położna odbierająca mój poród przystawiała Małą godzinę do piersi zanim ta
      załapała o co chodzi - do dziś podziwiam cierpliwość tej kobiety. Cholera,
      złego słowa nie mogę na nie powiedzieć, a jednak...
      Nie miałam pokarmu, nawet siary. Mieści się to w granicach normy, po prostu
      niektórym kobietom pokarm pojawia się troszkę później. Mnie tego nie
      powiedziano. Doprawdy, dziwię się teraz - przecież Mała bya po prostu głodna.
      One o tym wiedziały, a jednak nie pozwalały dokarmiać. Potem, gdy miałam już
      bardzo poranione brodawki, musiałam błagać o dokarmanie Małej. One robiły mi
      łaskę, ale i tak za każdym razem kazały zrobić próbę w karmieniu piersią -
      kończyło się to moim wyciem i w końcu kapitulowały. Były bardziej wytrwałe we
      wpajaniu mi konieczności przezwyciężania bólu niż ja w błaganiu o sztuczne
      mleko. Poza tym czułam się winna. W pokoju były jeszcze trzy dziewczyny i tak
      się złożyło, że nie miały one problemów z karmieniem. Co ja czułam... to było
      gorsze niż ten ból przy ssaniu bolących brodawek. Dlatego za każdym razem, gdy
      Mała chciała ssać, mimo wszystko przystawiałam ją do piersi za namową
      położnych.
      Po drugiej dobie zbuntowałam się. Ból był już nie do wytrzymania.
      Powiedziałam, że NIE MOGĘ już tego wytrzymać. Zawołali jakąś specjalistkę, a
      ona pożyczyła mi laktator. Pusty śmiech. Miałam pobudzać nim laktację, lecz ja
      nie mogłam patrzeć na moją zassaną brodawkę, z której nie leciała nawet
      malusieńka kropelka.
      No i oczywiście wielkie larum, że nie korzystam z laktatora. Straszenie, że
      mleko nigdy się nie pojawi, gdy nie będę pobudzać piersi. Moje ciągłe latanie
      do pokoju położnej z prośbami o dokarmienie Młodej.
      W końcu moja cicha decyzja, że się poddaję. Aż nadeszła trzecia doba...
      Podczas kolejnej walki z położną (już nie zmuszały mnie do przystawiania
      Małej, tylko do uciskania brodawek palcami) pojawiła się kropelka siary. Co za
      radość!

      Skończyło się to w ten sposób, iż sama w domu wyleczyłam brodawki ciągle
      ściągając pokarm. Młodą karmiłam sztucznie. Jakimś cudem nie zapomniała ssać
      piersi i gdy już byłam lekko podleczona zaczęłam ją z powodzeniem karmić.
      Oczywiście nie bez bólu...
      Teraz już nie boli, ale boli jedno - to, jak mnie potraktowano w szpitalu.
      Dosłownie jak jakąś krowę mleczną, która istnieje tylko po to, aby karmić.
      Nieważne, że boli, ważne, że muszę koniecznie KARMIĆ PIERSIĄ, inaczej jestem
      matką niepełnowartościową. Taką, która dla własnego poczucia "komfortu" jest
      gotowa zrezygnować z tego, co dla dziecka najlepsze.
      Pomyśleć, że zwykłe osłonki na piersi oszczędziłyby mi tego bólu i poczucia
      upokorzenia...

      Swoją drogą zastanawiam się co by było, gdybym nie błagała o dokarmianie...
      Nie miałam przecież pokarmu przez trzy doby! Mała i tak straciła na wadze 200
      g w szpitalu. Chociaż to podobno normalne.

      No i właśnie do tego prowadzi propaganda karmienia piersią.

      Głupio mi, bo położne były naprawdę wspaniałe, a ja tu takie rzeczy wypisuję.
      Myślę, że same były pod jakimś przymusem. Coś w stylu "200 % normy. Im więcej
      wypuścimy babek ze szpitala karmiących piersią, tym większe szanse na
      zbawienie.

      Cóż, po prostu przegięcie w drugą stronę. Teraz już wiem, że sukcesem jest
      znalezienie złotego środka. Tylko dlaczego nie mogłam wiedzieć tego wcześniej?!

      Pozdrawiam wszystkie mamy, zwłaszcza przyszłe - czytajcie o karmieniu piersią
      jak najwięcej i nie dajcie sobie wmawiać bzdur!
      • kajtusia1 Re: Matka Polka - Masochistka 26.06.03, 21:11
        Do Melassyy:
        Może rzeczywiście w Twoim przypadku położne były nieco nadgorliwe, ale pomyśl -
        dzięki temu jednak karmisz piersią. W innym szpitalu mała przez trzy dni byłaby
        karmiona butelką i potem mogłabyś już zapomnieć o nauczeniu jej ssania piersi.
        A w każdym razie byłoby Ci o wiele trudniej. I mogłabyś pisać posty o
        niekompetencji służby zdrowia, takie jak te powyżej. A tak jak jest jest chyba
        lepiej nie? ;-)
    • edziecko.magusia Re: Matka Polka - Masochistka-do Cytrynki 25.06.03, 23:45
      Hej Cytrynko!
      Przyznam się że jestem zdziwiona tym, że rodząc w USA miałaś problemy ze
      znalezieniem fachowej pomocy przy karmieniu naturalnym. Faktem jest że mamy
      amerykańskie bardzo liberalnie podchodzą do tego tematu i raczej nie zapadają
      na depresję w wyniku nieudanej laktacji (stąd taka a nie inna reakcja w
      szpitalu), ale też w Stanach działa największa na świecie organizacja na rzecz
      naturalnego karmienia- La Leche League International. Jej przedstawicielki
      działają we wszytkich stanach, organizują prelekcje, kluby wsparcia,
      odwiedzają położnice w domach... Super że udało Ci się przezwyciężyć trudności
      i wychodzicie z malutką na prostą. Pozdrawiam M.
      • cytrynka3 Re: Matka Polka - Masochistka-do Cytrynki 26.06.03, 01:00
        Hej
        Jak sądzę ich niechęć do pomocy mogła wziąć się z nawału
        pracy. W tym czasie mieli bardzo dużo porodów. Tamtejsza
        specjalistka od laktacji pomogła mi dopiero jak poszłam
        na wizytę do poradni (pediatra mnie z nią umówił, bo
        Julcia za mało przybierała na wadze). W szpitalu
        odwiedzała mnie i owszem, ale nie miała dla mnie czasu.
        Kilka razy próbowała nałożyć Julci buzię na moją pierś i
        kazała mi próbować. I to było OK. Przez pierwsze dwa
        tygodnie karmiłam przez kapturek, potem udało nam się
        bez kapturka. Żal mi tylko, że nie doradzono mi, jak mam
        trzymać dziecko (robiłam to dosyć nieporadnie) ani nikt z
        personelu nie pomógł mi zwalczyć bólu (jak już pisałam
        wydłubywałam skawaloną siarę). Nie wiedziałam, że
        masowanie i ciepłe kompresy bardzo by mi pomogły. Dobry
        specjalista od laktacji wg mnie uczy nie tylko techniki
        przystawiania do piersi, ale pomaga matce zwalczyć ból,
        wspiera ją psychicznie. I jak pomyślę, ile kosztował mój
        pobyt w szpitalu, to wydaje mi się, że panie zajmujące
        się laktacją mogłyby się lepiej postarać (pod innymi
        względami było super).
        Pozdrawiam
        Cytrynka ciesząca się, że wytrwała w postanowieniu
        • odalie Re: Matka Polka - Masochistka-do Cytrynki 26.06.03, 10:57
          Dla mnie najgorszy był płacz mojej córeczki, która aż się zaniosiła z głodu,
          mleko płynące dwoma strugami po moim brzuchu na parkiet... i moja całkowita
          nieudolność - bo powtarzam - uwaga! - powtarzam, żeby się przyszłe mamy nie
          stresowały :))))) - nasz przypadek był bardzo trudny i rzadko spotykany - ale
          jak widac wszystko, nawet najbardziej zakręcone przypadki (chociaż z drugiej
          strony, czy taki naprawdę nietypowy? przecież z księżyca nie spadłam),
          można przejść z pomocą kogoś fachowego i wyrozumiałego. Pytanie - czemu nikogo
          takiego nie było w dużym szpitalu w wielkim mieście, w szpitalu oznaczonym jako
          przyjazny matce i dziecku i propagującym ponoć karmienie...

          W książkach, które miałam, nic na tan temat nie było, nie miałam dostępu do
          sieci, także ze szkoły rodzenia nie wyniosłam nic ponad standardowe ułożenie
          dziecka przy karmieniu (nie tyle z winy szkoły, którą uważam za naparwdę
          świetną, ale akurat na zajęciach o problemch z piersiami, gdzie było to
          wałkowane dogłębnie, z powodu choroby nie byłam, jakoś zbagatelizowałam
          zdobycie notatek...). Pamiętam, jak raz dzwonili moi rodzice, odbierałam
          telefon, moja mała darła się niesamowicie, i ja usiłowałam mamie wytłumaczyć,
          że ona jest głodna... "No to leć ją nakarm!"... ale jak to zrobić?!

          Konsultantka, którą następnego dnia zawołaliśmy do domu spędziła u nas ponad
          trzy godziny, może nawet więcej!!! Porozmawiała spokojnie, kazała się
          przygotować do karmienia, a potem, co dla nas zakrawało na cud, pokazała jak
          obudzić maluszka, żeby nie płakał ze strachu (w szpitalu budzono mi małą
          szarpiąc za piętkę albo zaciskając nosek...!!! po czymś takim dzidziaczek
          budził się rozwrzeszczany, przerażony i absolutnie niezdolny do współpracy!)

          A tu dziewczyna potrafiła pokazać, jak małą obudzić spokojnie - mała tylko
          otworzyła ślipki, bez ani cienia strachu!!!

          Potem szła nauka pozycji, jak się okazało wcale niełatwa w moim przypadku,
          potem mała zasnęła, a konsultantka czekała jeszcze na kolejne karmienie!!! W
          naszym przypadku to my musielismy pilnować godzin karmienia (wybudzać cóerczkę)
          oraz nieco te karmienia skracać (aby łatwiej potem mała sie budziła, bo sobie
          chciała robić przerwy po 8-10 godzin).

          Rzeczywiście to zajęło dużo pracy i dużo, dużo czasu.

          Aha, było to ponad cztery lata temu - wizyta kosztowała nas śmieszne 30 zł...

    • dusia71 Re: Matka Polka - Masochistka 06.07.03, 11:15
      a ja nie jestem masochistką....
      przeszlam zapalenie piersi
      lekkie załamania karmieniowe
      wycieki mleka w BARDZO dziwnych momentach
      trudy organizacji życia gdy musisz być co 2, 3 godziny OBECNA
      potworne wstawanie po 15 razy w nocy, bo bez piersiaweczki się nie da
      i uważam że bylo / jest WARTO.
      Karmienie piersią to doświadczenie mojego zycia
      bliskości, czułości, radości
      zwyczajnie szczęścia.
      Tu nie ma miejsca na masochizm.
      Dla mnie, a więc i dla córeczki to było/ jest najlepsze.
      I tylko trochę mi przykro
      i tylko trochę jestem zła
      gdy ktos nazywa mnie masochistką.

    • ma.pi Re: Matka Polka - Masochistka 07.07.03, 20:14
      Ja rodzilam swoje dzieci w kraju gdzie nie ma specjalnego nacisku na karmienie
      piersia. W szpitalu mozna powiedziec, ze chce sie karmic butelka i nikt nie
      robi z tego problemu.
      Ale nie o tym chcialam. Przy pierwszym dziecku mialam duze problemy z piersiami
      juz na drugi dzien biust mi sie powiekszyl o piec rozmiarow, pelen mleka,
      piersi twarde, dziecko nie umialo uchwycic itd. Czyli pewnie najgorszy z
      wariantow tutaj opisywany. I przyszedl lekarz, starszy pan, i sie go pytam co
      mam zrobic, zeby nie bolalo itd. Jak masowac, czym sciagac, okladac. A on tak
      popatrzal na nas i sie pyta (pokazujac na meza) a co on tutaj robi, niech
      pomaga. Z poczatku nieswoje nam sie zrobilo, bo jak to stary chlop ma mleczko
      cyckac. Ale po naradzie doszlismy do wniosku, ze sprobujemy (pic nie musi moze
      wypluwac). I poszlo po pol godzinie bylo po problemie.
      I bardzo sobie to rozwiazanie chwale, nie tylko zreszta ja, bo z tego co sie
      pozniej zorientowalam to sporo mam stosowalo "taki odciagacz".
      Pomysl zreszta byl jescze nie raz pozniej wykorzystywany w razie potrzeby i nie
      wiem co to zastoje lub zapalenie piersi.
      Czy w Polsce nikt tego nie stosuje i nie poleca? A moze te cierpiace mamy niech
      sprobuje czy to im przyniesie ulge zamias godzinnych masazy, ktore z tego co
      czytam nie sa wcale bezbolesne.
      • maak3 Re: Matka Polka - Masochistka 07.07.03, 22:30
        hi hi dobry sposób mąż-laktator
        znajoma para (3 dzieci) również tak sobie radziła z nawałami, zresztą
        skutecznie
        albo młodsze dziecko (wówczas 1,5roku) z własnej incjatywy zjadało nadmiar
        mleczka z mamy piersi
        jednak, co natura to natura ;-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Pełna wersja