gosia_gosia1
21.06.03, 09:53
Znowu trafiłam na kolejny artykuł dotyczący karmienia piersią. Jeszcze pięć
tygodni temu każdą notkę na ten temat czytałam z zainteresowaniem, dzisiaj,
już po porodzie, budzą we mnie wściekłość. Zakrojona na wielką skalę
propaganda dotycząca naturalnych metod karmienia okazała się wielkim
oszustwem. Puste hasła i delikatne sugestie przedstawiane przez doradców
laktacyjnych i całe towarzystwo położnicze bardzo niewiele mają wspólnego z
rzeczywistością. Oczywiście sugerując się wskazówkami z setek przeczytanych
artykułów chciałam być wytrwała i dać mojemu dziecku to co najlepsze,
przecież nie jest to nic trudnego, no i oczywiście być tym samym dobrą matką.
Teraz kierując się już własnym doświadczeniem, pytam, dlaczego nikt nie pisze
w tych artykułach że cały proces karmienia piersią wiąże się z cierpieniem i
bólem prawie nie do zniesienia.
Chyba Bóg tylko czuwał nade mną , że spędziłam w szpitalu pięć dni i dzięki
temu nie dostałam zapalenia piersi. Nawał pokarmu który pojawił się już w
drugiej dobie spowodował zatkanie kanalików, a moje dziecko przechodząc
żółtaczkę zupełnie nie miało ochoty na jedzenie. Moje piersi masowane były
przez cztery doby , co trzy godziny. Oczywiście sama nigdy w życiu bym nie
dała rady ich masować, bo każdy ma pewną granicę bólu który może sobie sam
zadać! Ze łzami w oczach wspominam dwie położne które przychodziły do mnie o
trzeciej w nocy i wykonywały masaż przez około pół godziny. Ból był tak
potworny, że myślałam że głowa mi pęknie, łzy lały się strumieniami, a ja nie
mogłam nawet krzyczeć bo z całej siły trzymałam się łóżka. I tak co trzy
godziny. Dodatkowo jeszcze przystawiałam elektryczny laktator. Po takich
zabiegach moje piersi były spuchnięte jak balony, ale oczywiście nadal kazano
mi przystawiać dziecko. Więc dodatkowo moje brodawki były popękane. Po
dwóch dniach kiedy widziałam że moje dziecko chce ssać pierś zaczynałam
płakać, na bólem , nad sobą, że jestem złą matką bo przecież to wszystko
miało być inaczej. Doświadczone położne próbowały mi tłumaczyć że to są
właśnie uroki macierzyństwa , że wiele kobiet to dotyka, no a że boli to
gorzej niż poród , to przecież powinnam o tym wiedzieć. Po kilku takich
wykładach byłam przekonana, że cały rodzaj ludzki jest wychowany na piersi i
że karmienie sztuczne to najgorszy grzech kobiety. Ale ze zdziwieniem
którejś nocy usłyszałam od tych właśnie położnych że one same nie karmiły
piersią , nie mogły znieść tego bólu, oraz wszystkich uciążliwości związanych
z karmieniem. Nie mogłam w to uwierzyć, więc po co ten cały cyrk, po co
tłumaczenie i przekonywanie, że wszystko co się ze mną dzieje jest normalne.
Już w szpitalu postanowiłam NIE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Niestety za bardzo
wstydziłam się przyznać do tego w szpitalu i z uwagą wysłuchiwałam zaleceń
okładania piersi kapustą.
Mój mąż i teściowie poparli moją decyzję, będąc świadkami sadystycznego
znęcania się nad moimi piersiami.
Ale jednak cała nagonka w mediach okazała się silniejsza i już po kilku
dniach widział w ich oczach pretensje i niezadowolenie.
Zostałam jednak pozostałam przy swojej decyzji.
Moje macierzyństwo zostało pozbawione wyżej wymienionych uroków.
Nie mam opuchniętych piersi, nie muszę odciągać pokarmu, nie uważam na to co
jem, nie cieknie mi mleko gdy tylko moje dziecko zapłacze, nie jestem
więźniem karmienia.
Przygotowanie pokarmu zajmuje mi 20 sekund, mój mąż ma również możliwość
bliskości przez karmienie z naszym dzieckiem, opróżnienie butelki zajmuje
dziecku 8 min, nie ma kolek, bólów brzuszka, uczuleń, wysypek. Zawsze wiem
ile zjada, nie martwię się o jakość pokarmu, a na wadze przybiera z książkową
dokładnością.
Moje macierzyństwo zaczęło być szczęśliwe i radosne, chociaż myślałam że jest
to niemożliwe.
Czy jestem przez to gorszą matką? Nie, po prostu nie jestem masochistką.
I już dzisiaj wiem że metodę karmienia powinno pozostawić się matce, która
najlepiej wie co jest najlepsze dla jej dziecka.
Z pozdrowieniami dla wszystkich którym się nie udało, albo dla tych które nie
chciały!
Matka Polka - Masochistka
Znowu trafiłam na kolejny artykuł dotyczący karmienia piersią. Jeszcze pięć
tygodni temu każdą notkę na ten temat czytałam z zainteresowaniem, dzisiaj,
już po porodzie, budzą we mnie wściekłość. Zakrojona na wielką skalę
propaganda dotycząca naturalnych metod karmienia okazała się wielkim
oszustwem. Puste hasła i delikatne sugestie przedstawiane przez doradców
laktacyjnych i całe towarzystwo położnicze bardzo niewiele mają wspólnego z
rzeczywistością. Oczywiście sugerując się wskazówkami z setek przeczytanych
artykułów chciałam być wytrwała i dać mojemu dziecku to co najlepsze,
przecież nie jest to nic trudnego, no i oczywiście być tym samym dobrą matką.
Teraz kierując się już własnym doświadczeniem, pytam, dlaczego nikt nie pisze
w tych artykułach że cały proces karmienia piersią wiąże się z cierpieniem i
bólem prawie nie do zniesienia.
Chyba Bóg tylko czuwał nade mną , że spędziłam w szpitalu pięć dni i dzięki
temu nie dostałam zapalenia piersi. Nawał pokarmu który pojawił się już w
drugiej dobie spowodował zatkanie kanalików, a moje dziecko przechodząc
żółtaczkę zupełnie nie miało ochoty na jedzenie. Moje piersi masowane były
przez cztery doby , co trzy godziny. Oczywiście sama nigdy w życiu bym nie
dała rady ich masować, bo każdy ma pewną granicę bólu który może sobie sam
zadać! Ze łzami w oczach wspominam dwie położne które przychodziły do mnie o
trzeciej w nocy i wykonywały masaż przez około pół godziny. Ból był tak
potworny, że myślałam że głowa mi pęknie, łzy lały się strumieniami, a ja nie
mogłam nawet krzyczeć bo z całej siły trzymałam się łóżka. I tak co trzy
godziny. Dodatkowo jeszcze przystawiałam elektryczny laktator. Po takich
zabiegach moje piersi były spuchnięte jak balony, ale oczywiście nadal kazano
mi przystawiać dziecko. Więc dodatkowo moje brodawki były popękane. Po
dwóch dniach kiedy widziałam że moje dziecko chce ssać pierś zaczynałam
płakać, na bólem , nad sobą, że jestem złą matką bo przecież to wszystko
miało być inaczej. Doświadczone położne próbowały mi tłumaczyć że to są
właśnie uroki macierzyństwa , że wiele kobiet to dotyka, no a że boli to
gorzej niż poród , to przecież powinnam o tym wiedzieć. Po kilku takich
wykładach byłam przekonana, że cały rodzaj ludzki jest wychowany na piersi i
że karmienie sztuczne to najgorszy grzech kobiety. Ale ze zdziwieniem
którejś nocy usłyszałam od tych właśnie położnych że one same nie karmiły
piersią , nie mogły znieść tego bólu, oraz wszystkich uciążliwości związanych
z karmieniem. Nie mogłam w to uwierzyć, więc po co ten cały cyrk, po co
tłumaczenie i przekonywanie, że wszystko co się ze mną dzieje jest normalne.
Już w szpitalu postanowiłam NIE BĘDĘ KARMIĆ PIERSIĄ. Niestety za bardzo
wstydziłam się przyznać do tego w szpitalu i z uwagą wysłuchiwałam zaleceń
okładania piersi kapustą.
Mój mąż i teściowie poparli moją decyzję, będąc świadkami sadystycznego
znęcania się nad moimi piersiami.
Ale jednak cała nagonka w mediach okazała się silniejsza i już po kilku
dniach widział w ich oczach pretensje i niezadowolenie.
Zostałam jednak pozostałam przy swojej decyzji.
Moje macierzyństwo zostało pozbawione wyżej wymienionych uroków.
Nie mam opuchniętych piersi, nie muszę odciągać pokarmu, nie uważam na to co
jem, nie cieknie mi mleko gdy tylko moje dziecko zapłacze, nie jestem
więźniem karmienia.
Przygotowanie pokarmu zajmuje mi 20 sekund, mój mąż ma również możliwość
bliskości przez karmienie z naszym dzieckiem, opróżnienie butelki zajmuje
dziecku 8 min, nie ma kolek, bólów brzuszka, uczuleń, wysypek. Zawsze wiem
ile zjada, nie martwię się o jakość pokarmu, a na wadze przybiera z książkową
dokładnością.
Moje macierzyństwo zaczęło być szczęśliwe i radosne, chociaż myślałam