nieviasta77
25.07.07, 22:07
Witam i prosze o pomoc Panią Ekspert oraz madre forumowiczki.
Mam drobne problemy z karmieniem mojej 3 tygodniowej córki. Od poczatku nie
mialam wiekszych problemów z karmieniem, nawał przeszlam w 4 czy 5 dobie po
porodzie i myslalam, ze poziom pokarmu sie unormuje.. Rzeczywiscie z czasem
piersi przestaly przypominac balony, ale wydaje mi sie, ze ciagle mam za duzo
pokarmu.
Otoz kiedy zaczynam karmic - mala drazni brodawke i mleko zaczyna aż sikac z
piersi.. Dopiero kiedy troche zcieknie (na pieluche, ktora zawsze musze miec
pod reką) - mala normalnie zaczyna ssac. Je krotko, okolo 4-5 minut i wydaje
mi sie, ze sie przy tym meczy - sapie, stęka, jej oddech jest nieregularny..
Kiedy puszcza brodawke - jest cala zasapana.. Odpoczywa po tym chwile, kilka
minut, a potem zaczyna znow ssac...
Acha.. czasem, kiedy widze, ze piersi sa mocno napiete - sciagam troche
pokarmu laktatorem.. ale niewiele.. bo boje sie, ze wieksze sciaganie moze
jeszcze pobudzic "produkcje".
Myslalam, ze laktacja sie unormuje, ale jakos nie widze zmian...
Pytanie: czy to sie jednak samo unormuje i mam sie uzbroic w cierpliwosc?
Czy moze postarac sie zmniejszyc lektacje np. herbatkami z szałwi? jesli tak
to w jakiej ilosci? a moze sa inne sposoby?
A moze "odwazniej" uzywac laktatora?
Pomóżcie drogie panie...
PS. juz nie wspomne, ze jak karmie z jednej piersi - to z drugiej tez zawsze
fontanna...
WIem, ze powinnam sie cieszyc, ze mam pokarm, o wiele dziewczyn walczy o
laktacje, ale moj problem tez jest dokuczliwy.. zwlaszcza jak widze, jak
córka wrecz dławi sie pokarmem i meczy przy karmieniu...