kingus27
08.07.03, 11:30
Czy któraś z doświadczonych mam wyjaśni mi i może rozwiąże mój problem? Bo w
literaturze wytłumaczenia nie znalazłam, a kobieta z wizytówką "doradca
laktacyjny" usiłowała mi wmówić, że bzdury opowiadam. Sprawa wygląda
następująco: Olgierd ma trzy miesiące, cycamy się bez dokarmiania na żądanie-
ponoć technikę ma niezłą, zaciąg też niczego sobie, może tylko czasem ssie
zbyt krótko, bo przysypia. Od jakiś trzech tygodni moje piersi wariują: rano
wielkie, twarde, jak przy nawale po porodzie. Młody ssie bez problemów. Cały
dzień, mniej więcej do 17-18 wszystko w normie, piersi miękną,
charakterystyczne "mrówki" obecne, dziecko najedzone. Wieczorem-dramat.
Pustka zupełna, mały wściekły, mimo ssania głodny, w końcu już tylko macha
rozpaczliwie rączkami i wrzeszczy. Na początku chciałam dokarmiać, potem
pomyślałam: "kryzys, przejdzie". Nic z tego. Dostawiam-pusto. Dopiero około 3
nad ranem, kiedy mały sie budzi i zaczyna ssać znowu pojawia się mrowienie i
Olgierd się najada, przy czym po odstawieniu małego wręcz czuję, że piersi
napełniaja się nadal-stąd nawał o poranku. Zaczęłam po porannym karmieniu
odciągać, coby wieczorem dać swoje mleko z butli, bo po dwóch tygodniach
uznałam, że jak na kryzys, to chyba za długo trwa. O co chodzi? Myslałam, że
to kwestia zmęczenia-drzemka po południu też nie pomaga. Czekam na jakąś
radę, bo boje się, że jak zacznę na dłuższą metę to poranne odciąganie
i "butelkowanie", to karmienie w końcu diabli wezmą. Z resztą skoro było OK,
to skąd takie dziwactwo? Pozdrawiam
Kinga mama Konrada i Olgierda
PS. Hermiona-liczę na Ciebie...