dobre matki nie karmią piersią

04.08.03, 10:01
kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1128066&KAT=239
    • alabama8 Re: dobre matki nie karmią piersią 04.08.03, 13:20
      Sama karmię, ale ile się namęczyłam na początku. Tak bolało, że aż mąż płakał.
      Dziecko wyło noc po porodzie a mnie zmuszano do podawanie piersi. Pomogła
      dopiero strzykawka z glukozą. Odpuśćmy trochę, cholera jasna!
    • praktycznyprzewodnik Re: dobre matki nie karmią piersią 12.08.03, 12:44
      Kiedys problem matek niedojrzałych emocjonalnie badz z "piersiowymi
      problemami" rozwiązywano za pomocą prostego sposóbu, jakim jestm było
      zatrudnienie mamki. Dzisiaj wystapuje mamka w wersji kombinowanej
      (niania+butelka). Wiem z własnego doswiadczenia, ze karmienie piersią jest
      baaaardzo wyczerpującym zajeciem. Nieraz mi się Mammy O'Hara sniła po nocach,
      ale cóz, mamki nie w modzie.
    • kasiek1974 Re: dobre matki nie karmią piersią 12.08.03, 15:56
      Nie wiem czemu, temat karmienia piersia jest tak kontrowersyjny i wywoluje tyle
      negatywnych uczuc, sporow i wasni ? Dlaczego w komentarzach do artykulu jest
      tyle gorzkich slow i obrazy ze strony kobiet, ktore sa przeciez matkami ?
      To one wiedza co dla ich dzieci jest najlepsze - cos bez czego jedno dziecko
      nie moze sie wlasciwie rozwijac, innemu nie jest tak bardzo potrzebne.
      Rzeczywiscie nie popadajmy w fanatyzm i taka skrajna nagonke..
      Jestem mama 6,5 msc synka, ktorego nadal karmie piersia i bede to robic do poki
      ja i moje dziecko bedzie mialo na to ochote. Przed porodem nie wyobrazalam
      sobie, zeby moglo byc inaczej, bylam "napompowana" szkolami rodzenia, naukami w
      poradniach laktacyjnych i literatura. I chyba przez to mialam problemy.
      Urodzilam nagle 1 miesiac malenstwo o wadze zaledwie 2300. Na szczescie
      wszystko bylo w porzadku i oprocz tej wagi dziecko nie mialo zadnych innych
      problemow. W szpitalu przez 1 dobe nie pozwolono mi karmic, pytajac czy mam
      pokarm ?? A skad ja to moglam wiedziec ?? Piersi miekkie, nic z nich nie
      cieknie. W ciagu jednego dnia, kiedy nagle z 8 miesiaca ciazy stalam sie matka,
      bylam w takim szoku, ze nie calkiem to do mnie docieralo. Dziecko wzieto mi na
      intensywna terapie, bo musza go dobrze karmic, bo najwazniejsze jest,zeby nie
      spadlo z wagi. Teraz wiem, ze to byl blad, ze zgodzilam sie na to "dobre
      karmienie", ale bylam przerazona i balam sie o malenstwo. Podobno tez nie
      wczesniak przystawiony do piersi moze byc zbyt slaby i zapomniec np. o
      oddychaniu. Na drugi dzien, jak pytalam o nakarmienie malenstwa, to polozna
      stwierdzila : "jezeli da rady pani usiasc na tym taborecie obok inkubatorow, to
      prosze bardzo". Z jednej strony lekarka byla zadowolona, ze "o on nawet ssie ",
      a z drugiej, polozne dpisywaly do karty jakies karminia butelka, bo lekarka sie
      ich pytala "ile zjadl", a przeciez po piersi, to nie mogly powiedziec ?
      No i moje dziecko spalo po 5h w dzien. Potem dowiedzialam sie, ze wczesniaki
      tak moga byc ospale i powinno sie je budzic, ale jak przychodzilam po 3h
      na "intensywna", zeby nakarmic malego, to polozne sie smialy, ze powinnam sie
      cieszyc jak spi. W nocy tez nie moglam karmic, bo nie wolno bylo wchodzic
      na "intensywna". Okrzyczaly mnie tez jak chcialam miedzyczasie odciagac, bo po
      co ? NO i po takim tygodniu w szpitalu moje dziecko nie chcialo w domu ssac :((
      piersi :(( To bylo okropne:(( MIalam malo pokarmu, dziecko chwytalo piers,
      pociaglo dwa razy i jak nie polecialo, to puszczalo i zaczynalo plakac:(
      Odciagalam ile dalam rady i karmilam, zawsze jednak brakowalo mi jakis 30ml -
      ktore musialam dolozyc po moim mleczku. Kazde takie podanie sztucznego
      wywolywalo u mnie poczucie winy, uczucie, ze nie jestem prawdziwa matka i
      kobieta:(( Denerwowaly mnie opowiesci kolezanek, ze przeciez: ona pamieta, ze
      po nakarmieniu dziecka, mogla odciagnac jeszcze 100 do zamrozenia, mamy ktora
      opowiadala, ze jak ja jej zasypialam przy piersi, to nie miala nerwow, tylk
      odciagla - tak jakos nacisnela piers nad garnuszkiem pollitrowym i juz miala
      polowe, lub jak druga mama pojechala na zkupy i wrocila zalana pokarmem. Ja
      caly czas mialam miekkie piersi, a odciagajac stopniowo co tydzien (a nie jak
      pisze w gazetach po 1-2 dniach) ilosc odciaganego pokarmu zwiekszala sie 40-60-
      80 ml. Musialam przy tym odciagac przez 30-40 min :( Czulam sie niepelna
      kobieta:(( Ktora nie nadaje sie na matke, bo dosc, ze nie potrafila urodzic
      dziecka w terminie i o wlasciwej wadze (bo jak mowila tesciowa widzac wnuka -
      bo moj synek to byl od razu jak 2 msc. dziecko), to jeszcze nie potrafi je
      wykarmic:((
      Nie pomogly poradnie laktacyjne - rady telefoniczne, zreszta w zimie panowaly
      akurat straszne grypy i maz stwierdzil, ze nie zawiezie mnie do zadnej poradni
      (w szpitalu), zeby meczyli dziecko.
      POmogla moja intuicja - zrobilam cos co w oczach poradni uznawane byloby za
      poczatek konca, a u mnie bylo to poczatek - poczatku.
      Wyszlam kilka razy z domu na 3-4h (moja mama mnie prawie sila wyrzucila, widzac
      moj nastroj, nie mielismy tez zupelnie kupionej wyprawki, a to co maz kupil
      napredce, trzeba bylo uzupelnic). Wrocilam z bardziej pelnymi piersiami i
      sprobowalam karmic dziecko - ale przez kapturek (podobny do smoczka, a uzywalam
      Aventu) - dziecko zaczelo sssac :)))) Po 1min. zrobilam podmiane na sama piers
      i sie udalo :)))) POtem takie podmiany robilam jeszcze ze 3 razy i sie udalo:)))
      Nie odstawialam jednak butelki od razu, najpierw dokarmialam 1 x dziennie,
      potem co 2 dni, a potem 1 na tydzien. Zupelnie przestalam dokarmiac jak maly
      mail 7 tygodni:)))
      Tak naprawde moglam przestac dokarmiac, jak sie pogodzilam z butelka i
      uspokoilam (choc nadal placze jak czytam o zaletach pierwszego karmienia
      dzeicka) :)) Jak przestalam czytac wszystkie ulotki, ze podanie butelki, to
      poczatek konca karmienia. Tak wiec rozumiem, co maja namysli kobiety z tego
      artykulu:(( Trzeba sie kierowac wlasna intuicja i instynktem !!!
      Z mojego dziecka zrobil sie z straszny mamin cycus:)) Teraz jak wrocilam do
      pracy, troche zaluje, ze nie podawalam mu cos butelka od czasu do czasu. Moje
      dziecko nietoleruje teraz butelki ani smoczka:(( Jak mial ochote na ssanie -
      potrafil wisiec mi przy piersi od 15 do 22:(( z przerwa na kapanie:(( Ja nie
      moglam nic zjesc, ani wyjsc do toalety, bez protestow:(( Wic jadalam z
      dzieckiem przy piersi:((
      Na szczescie do tej pory wspaniale przybieral na wadze - dognil i przegonil
      dzieci urodzone w tym samym czasie co on (donoszone):)) wazy teraz 8550 i nikt
      by nie powiedzial, ze byl taki malutki:((

      • praktycznyprzewodnik Re: dobre matki nie karmią piersią 15.08.03, 12:02
        Na "młodą matke z problemami" dobrze wywierac umiarkowana presje, by karmienie
        podjeła, ale jesli sie nie uda - to trudno. Najważniejsze nie wzbudzać poczucia
        winy. Lekarze i położne musza byc bardzo delikatne mając do czynienia z takimi
        problemami. Nigdy nie wiadomo jaki bedzie efekt nacisków: możemy uzyskać
        zarówno "raptowny skok dojrzałosci" i zastymulować nawiązanie wiezi z
        dzieckiem, a możemy doprowadzic do tego, ze znienawidzi opiekunki, dziecko i
        siebie samą. I bedzie zyła z poczuciem winy latami - konsekwencje dla
        wychowania dziecka wiadome.
        Istotne jest, by młode matki przygotowały sie w ciazy do nowych zadan, miały
        dostep do materiałów, osób które przeszły przez to wszytstko, a po porodzie nie
        miały trudności z uzyskaniem porady. Niektóre trudnosci nie do pokonania dają
        sie banalnie prosto rozwiązać, trzeba tylko wiedzieć "gdzie uderzyc młotkiem".
    • kajka.3 Re: dobre matki nie karmią piersią 15.08.03, 14:01
      Cześć!
      Tak. Karmienie to nie jest prosta sprawa. Przecież tego trzeba się nauczyć! A do tego dobrze jest mieć wsparcie kogoś doświadczonego i pokłady cierpliwości.
      Pierwsze dziecko karmiłam niecałe 4 m-ce na przemian z butelką. Nasłuchałam się przy tym "dobrych rad" typu:
      - "ja, to miałam taaakie piersi i duuużo mleka, nie takie tam..." (teściowa)
      - "...a może tam nie ma pokarmu?" (moja własna mama).
      Odpuściłam, a potem słuchałam: "wyrodna matka - flachą karmi".
      Drugie dziecko przyniosłam już do swojego własnego domu, gdzie byłam sama z mężem i starszą córką. Zabrałam się za karmienie bez niczyich rad. Wywaliłam rodzinę za drzwi, znajomych też i w świętym spokoju próbowałam karmić. Dołek był i to nie jeden. Notoryczny brak pokarmu (takie początki), bolące piersi, płaczący maluch. Mąż mnie wspierał, godzinami zastępował w kuchni i obsługiwał starszą córkę, pocieszał, a ja karmiłam, płakałam, karmiłam i karmiłam. Uspakajały mnie (o dziwo) gazety o dzieciach, a najbardziej fotografie maluchów. Polecam - tania terapia. W chwilach zwątpienia dawałam małej picie (woda, rumianek, Plantex) ŁYŻECZKĄ.
      W efekcie karmiłam ją do 1,5 roku (nie tylko mlekiem oczywiście).
      Wszystkim mamom życzę powodzenia w jakimkolwiek karmieniu. I nie stresujcie się. Zdrowa mama to zdrowy maluch.
      Kajka.3
Pełna wersja