jadzia.orbitrek
30.01.08, 10:58
witam,
muszę sie pożalic, bo mi to leży na sercu.
od samego urodzenie się córeczki i po jej przebojach z wagą (ciągle
mówiono mi o niskich przyrostach) traktuję karmienie jako sprawę
życia lub śmierci. cały czas zastanawiam się, czy córka jest
najedzona, czy nie głoduje. ciagle myslę, że mam mało mleka,że córka
wypija tylko to początkowe mleko, co szybko płynie. jak nie
pociągnie długo z cyca, to martwię się,że na pewno sie nie najdła.
teraz, kiedy powoli rozszerzam dietę córki, tez sie martwię,że nie
je duzo nowości. zawsze najpierw daję cyca,żeby nie zapomniała o
piersi. i chyba -co mnie najbardziej dobija - nie potrafię do końca
rozpoznać, kiedy Monika jest głodna.
i tak sobie mysle, na dwa tygodnie przed godziną 0, kiedy mi to
minie? czy jak przestanę karmić piersią to córka będzie jadła mleko
z butelki?
powiem szczerze, że przez ta korbę to karmienie piersią nie sprawia
mi takiej wielkiej, nieopisanej przyjemności. troszke mnie męczy a
juz na pewno stresuje.
czy to minie?
jadzia