ulado
20.02.08, 17:52
Nie popadajmy ze skrajnośći w skrajność. Nie znoszę hurraoptymizmu. Nagonka na
karmienie piersią odebrała mi całą radość macierzyństwa. Gdy córka miała 5
miesięcy, dostałam zapalenia nerek. Pokarm zniknął. Dziecko dzień i noc
przystawione było do piersi. I cały czas głodne. Nie znało butelki ni smoczka,
nie chciało niczego do ust. Nadzieja, że pokarm wróci wynikała z czytania
takich bzdur jak ten artykuł. A pokarmu wciąż mało. Krzyczące dziecko,
bezsennne noce, kosmiczne wyczerpanie. Dopiero po trzech miesiącach, gdy
wracałam do pracy, podałam - po całodobowej głodówce i walce- butelkę. To było
jak czar, Po raz pierwszy dziecko przespało noc. Wkrótce nabrało ciała,
uspokoiło się. Koszmar się skończył.
Do dziś, gdy widzę zdjęcia wychudzonej córeczki, serce mi się kroi z bólu.
Gdzie był mój instynkt? Czemu czytałam różne bzdety zamiast po prostu nakarmić
dziecko?