deigratia
21.05.08, 16:52
Karmię tylko i wyłącznie piersią. Synek rośnie super i właśnie skończył 4
miesiące (waga urodzeniowa 3,7kg, 7tydzień - 5800, obecnie 7,8kg). Od ok 6
tygodni utrzymuje mu się na głowie czerwona grudowata wysypka, która pokrywa
się żółtą skorupką, która to z kolei schodzi w myciu, żeby ponownie odsłonić
czerwony skalp. Są dni, kiedy skóra się wygładza, ale to moment i wszystko od
nowa - taka sinusoida. Mały potwornie się po tej głowinie drapie, tak że
chwilowo ma więcej strupków niż skóry :((( Moje dwie pediatry nie wiedzą co mi
doradzić. Jedna rozkłada ręce, druga przepisała trzecią z kolei maść. Żadna
nie była przekonana, że jest to skaza (teraz "no może") i przebąkiwały coś o
problemie łojotokowym? W końcu jednak powiedziały, żeby odstawić mleko, nie
dało to jednak najmniejszego efektu (no, może skończyło się ulewanie, ale i
synek skończył 3 miesiące). Nie jem słynnych produktów alergizujących
(czekolady, orzechów, miodu, cytrusów, grzybów, pewnie czegoś jeszcze). Jem
jajka. No i zastanawiam się co dalej robić. Płakać się chce patrząc na główkę
mojego dziecka (zewsząd głosy potępienia: nie obcinam wystarczająco krótko
paznokci, nie zakładam bez przerwy rękawiczek). No i spać się nie da, bo nad
ranem mały po prostu tylko jęczy i szoruje sobie głowę :(
Co mogę zrobić? Obie doktorki sprzeciwiły się odstawianiu np. wspomnianych jajek.
Czy możliwe, że to nie ma nic wspólnego z dietą?? Alergia kontaktowa odpada.
Zła jestem na to całe karmienie piersią :( Niby ma być takie cudowne i tak ma
chronić właśnie przed alergią a tu taki klops. Sąsiad ma 10 dni więcej niż
nasze dziecko i wcina już zupkę jarzynową, deserek bananowy, soczki i mleko
modyfikowane obok matczynej piersi a ja powtarzam sobie, "że dopóki nie
skończy 6 miesięcy nie dam nic prócz piersi". W tym uporze zaczynam zapominać,
po co tak a nie inaczej. Sama piję mleko modyfikowane (pierwsza doktor
zaleciła, żebym się nie posypała), co chwilami wydaje mi się absurdalne :(((
Dodatkowo czuję się uwiązana (dziecię ciągle nie ma uregulowanych karmień i
czasem je co godzinę) i przemęczona (mimo, że nauczyło się zasypiać samo, to w
nocy budzi się 6,7,8? razy). Czuję się jak w potrzasku :( Zrezygnować z
karmienia? - nie, bo to przecież najlepsze,co mogę dać dziecku (do jedzenia).
Nie rezygnować? - no a co z głową małego i moim menu? :(