lamarea
25.07.08, 21:47
Nie śmiejcie się tylko proszę,ale jestem trochę w rozterce.Dziś pielęgniarka
zważyła mojego 4tygodniowego malucha.Jest na 75centylu,przyrasta średnio
400g/tydz.Fakt, dzidziuś ssie długo i namiętnie i wielokrotnie w ciągu dnia-ja
mu mleka ani nie żałuję,ani nie reglamentuję i obydwojgu nam z tym
dobrze.Teraz w upały mały dosłownie wisi mi na piersi-czasami z 5 minutowymi
przerwami.Ja to rozumiem i nie robię z tego problemu.Pielęgniarka natomiast
zasugerowała,żebym starała się wydłużać przerwy między karmieniami tj.ponosić
chwilę młodego jak zaczyna zjadać sobie piąstki,zająć czymś innym niż
pierś,wziąść na spacer etc. bo po co mam karmic ileś tam razy na dzień,kiedy
mogę w ten sposób dojść do 6-8.Jakoś tego nie widzę,poza tym nie liczę ile
razy go karmię w normalnych warunkach pogodowych,w każdym razie to są solidne
40minutowe karmienia(albo i dłużej) :/// niestety mój mąż wywody pielęgniarki
odebrał w ten sposób,że nasze dziecko za dużo przybiera na wadze bo ja je na
siłę karmię jak gęś i wyrośnie z niego mały grubas jak tak pójdzie
dalej.Przyznaję,że mi zrobili wodę z mózgu i teraz przystawiając małego gdzieś
tam mi majaczy wizja małego tucznika.To jest w ogóle możliwe,żeby karmiąc
piersią spowodować u dziecka otyłość??? bo ja już zgłupiałam.
Wyprostujcie proszę mój światopogląd.
Pozdrawiam.