mahonia_2
08.01.09, 11:36
Długo wahałam się, czy napisać, ale bardzo potrzebuję jakiegoś
wsparcia, albo chociaż świadomości, że może ktoś ma podobnie...
Mój mąż nie akceptuje faktu, że karmię piersią. A ponieważ karmię od
9 miesięcy, domyślacie się, że w domu nie panuje sielanka...
To nasze drugie dziecko, planowane, wyczekane, podobnie jak
pierwsze. Za pierwszym i za drugim razem bardzo chciałam karmić
piersią. Przy pierwszym maluchu długo o to walczyłam (były
problemy), w końcu poddałam się - bez wsparcia bliskich, a pod
nieustanną presją butelki ("po co się tak męczysz", "daj jej
wreszcie coś konkretnego"), ugięłam się. Mąż był szczęśliwy, gdy
przestałam karmić, ja siedziałam z butlą i płakałam. Po kilku latach
nieco zmienił podejście i obiecywał, że gdy będę karmić młodszą
córkę, będzie mnie wspierał.
W praktyce wygląda to tak, że traktuje to moje karmienie jako zło
konieczne. Co jakiś czas namawia na odstawienie małej, mimo że ona
świetnie ssie, ja bardzo lubię karmić i dobrze się z tym czuję,
jestem spełniona i zadowolona. Gdy temat karmienia pojawia się w
rozmowie, zawsze kończy się awanturą. Gdy mówię, że chciałabym
karmić do półtora roku, wznosi brwi do góry, jakby spadał na niego
dopust Boży. Zarzuca mi, że przeze mnie córka nie daje mu się
uspokoić, tylko uspokaja przy mnie, przy piersi. Że nie może jej
karmić ani usypiać (o usypianie często go proszę - nie chce mu się,
daję mu ją karmić kaszką, zupką - robi to niechętnie, więc to raczej
wybieg, a nie realny argument).
Największym problemem jednak jest to, że wyprowadził się z naszej
sypialni, by "nam nie przeszkadzac" - mnie i dziecku. Tłumaczę, że
nie przeszkadza, że wydaje mi się, że raczej my mu przeszkadzamy -
wyspać się.
On nie chce żadnej intymności,czułości. Nie sypiamy ze sobą, mimo
moich prób sprowokowania takiej
sytuacji, a nawet szczerych rozmów, gdy próbuję mu powiedzieć, jakie
to dla mnie ważne, że za nim tęksnię... W końcu zapytałam wprost,
czy chodzi o to karmienie. Odpowiedział, że tak...
Ręce mi opadają. Nie wiem co robić, czuję się szantażowana.
Chciałabym karmić dalej, bo to ważne dla mnie i dla dziecka. Tylko
co robić z jego tatusiem?...
Dodam, że staram się o niego dbać, by nie czuł
się "odrzucony", odepchnięty na dalszy plan. Dbam tez o siebie, nie
chodzę zapuszczona, staram się nie być tylko mamą, ale także kobietą
taką jak dawniej. Czy to, że karmię naprawdę zmienia mnie w jakiegoś
mlecznego potwora?...
Może któraś z Was miała podobny problem?