maeve_binchy
07.02.09, 17:45
juz kiedys pytalam na tym forum, co z laktacja po powrocie do pracy. Pokarmu
zawsze mialam "na styk" - tzn. dziecko jadlo co 1,5 godziny, zeby sie najesc.
W tej chwili od 3 tygodni pracuje, mlody ma 7 miesiecy i tydzien. Rano je:
moje odciagniete mleko (max udaje mi sie 120ml), potem kleik ryzowy na
modyfikowanym - ca. 120ml, wiecej nie chce, kolo 14 sloiczek - max 130g. O 16
jestem w domu i zalozenie bylo takie, ze po powrocie i w nocy bedzie piers.
Niestety pokarmu jest coraz mniej - mlody sie nie najada, zjada z 2 piersi i
za godzine jest glodny. Nie chodzi o moja obecnosc i piersc jako smoczek, bo
wieczorem, po wyssaniu 2 piersi, tata podaje mu 120ml bebilonu i mlody rzuca
sie jakby nie jadl od tygodnia. W nocy je raz, czasem 2. W pracy odciagam, ale
i tak to nie wystarcza na produkcje odpowiadajaca potrzebom dziecka. Mlody je
z piersi z 5-6 razy na dobe, ja odciagam w pracy 2 razy. Co moge jeszcze
zrobic, zeby uniknac wieczorem modyfikowanego? A moze w dzien dostaje za malo
stalych pokarmow?