Przyłapana na kłamstwie;)

26.03.09, 11:29
Witam ponownie,
założyłam już kilka wątków nt.rewelacji mojej pediatry co do
karmienia piersią i rozszerzania diety. Ale zakładam kolejny, trochę
w innym aspekcie:)Przesłanie - "Jak to trzeba się nakombinować, żeby
karmić piersią":)
Ogólnie rzecz biorąc jak na razie najlepiej wychodzę nie słuchając
jej (jak mi radziłyście), czytając to forum i laktacja.pl i przy
problemach dzwoniąc do p. Moniki:)
Ale:wszystko to robiłam trochę w konspiracji, tzn.jak mnie mama bądź
teściowa pytały (czyt. odpytywały;)),dlaczego nie daję synkowi
butelki w 2 -cu, smoczka uspokajacza,marchewki w 4 m-cu,dlaczego
jeszcze tyle karmię piersią itp. - odpowiadalam, że tak, bo tak mówi
nasza pediatra...Inne argumenty nie działały. No a mąż zadowolony,
że taki autorytet przywołuję, żeby mamusi przykro nie było:)
Ale wczoraj się wydało, że kłamałam!Na wizytę kontrolną poszedł ze
mną pierwszy raz właśnie mój mąż, wielki fan lekarzy (jego starszy
brat jest laryngologiem, a doradza mi przy karmieniu piersią, hehe.
no ale grzecznie słucham).Z tego względu, że tak powiem,
psychologicznego (słowa lekarzy są święte) ukrywałam też przed
nim "zalecenia" naszej pani doktor.No i:
synek ma 8-mcy, waży 9,5 kg (75 centyl), przybrał przez ostatni
miesiąc 200g,urósł 2 cm;pewnie z tego, ze raczkuje sporo, tyle tylko
przybrał, ale w końcu mały nie jest, a rozwija się dobrze.Ale p.
doktor pyta: a co on je? Nieświadoma niebezpieczeństwa odpowiadam
zgodnie z prawdą: pierś do woli, rano trochę owoców, na obiadek
zupki 120 ml,przed kąpielą sinlac 150 ml.A ta mi z pretensją:
przecież mówiłam Pani, więcej zupek!Mniej tego mleka!Mąż zdziwiony,
bo przecież zawsze zapewniałam go, że wszystko w porządku, że
schematy żywienia to tylko schematy, że nie ma co w dziecko wmuszać
tych przepisowych ilosci posiłków,zje, ile będzie chciało,że mama i
teściowa nie karmiły tyle piersią i ich rad nie powinnam stosować,i
że TAK MÓWI NASZA PEDIATRA (bo że tak mówię ja,bo coś tam
poczytałam, albo ktoś mi na forum doradził, to nic nie znaczy, więc
się powoływałam na nią...). A ona jeszcze: 250 ml zupki musi zjadać.
Jak Pani mniej mleka mu da, zje!
No i od wczoraj tłumaczę mężowi, że coś mi się pomyliło, ze to Pani
ekspert tak mówiła, że coś musiał źle usłyszeć:)no bo przecież tak
sama z siebie to co ja moge wiedzieć:)Jak to dobrze, że można
powołać się na Panią Monikę:)
    • budzik11 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 12:40
      Współczuję Ci chorej sytuacji w domu. Że musisz kłamać i kombinować jakieś
      wymówki, żeby karmić piersią. Że rodzina ma za nic Twoje zdanie i Twoje decyzje,
      że nie masz w nich wsparcia i że lekarz pediatra tez nie popiera Twojego wyboru
      :( Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, u mnie to moje słowo jest święte, lekarz
      ewentualnie może coś zasugerować, doradzić, ale mowy nie ma, żeby miał ostatnie
      słowo w kwestii karmienia mojego dziecka. A tym bardziej, żeby rodzina podważała
      mój autorytet jako matki. Karmię i już, nikomu nie muszę się z tego tłumaczyć, a
      tym bardziej kłamać, że tego nie robię a robić po kryjomu.
      • elfnet Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 12:46
        Nie dziwne, że lekarz ma duży autorytet.
        Nie wiem tylko czemu wszędzie dookoła słyszymy tylko o FATALNYCH pediatrach,
        którzy na wszystko mają jedno rozwiązanie: DOKARMIAĆ MIESZANKĄ! Wprowadzac inne
        pokarmy od 5 m-ca, dopajac itd.
        Ja też walczę z tesciami, którzy pytają: czemu on tylko samo mleko je??? Na
        pomysl z lekarzem nie wpadalam- mowię, że takie są zalecenia Światowej
        organizacji zdrowia a osttanio wydrukowalam sobie nawet cos, co ostatnio ktos
        wkleil na forum: www.mlekomamy.pl/uploads/materialy/standardy_skan_small.pdf
        i pomaga.

        Powodzenia w walce!!
        • aleksa51 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 14:17
          W idealnym świecie byłybyśmy wspierane...
          Dobrze, że znalazłaś sposób i się nie poddałaś.
          Ja to się dopiero narażę bo zamierzam długo karmić, a wiecie jakie to wywołuje
          kontrowersje. Sama nieraz też mówiłam mamie, teściowej, babci, że tak karze
          lekarz, bo nie chciało mi się po raz kolejny czegoś tłumaczyć. Mam dwoje
          alergików i ile bym nie tłumaczyła babci i teściowej na czym polega leczenie
          alergii to i tak co jakiś czas słyszę, że może trzeba już je powoli
          przyzwyczajać - czytaj podawać uczulające produkty! Zamiast znowu tłumaczyć
          łatwiej powiedzieć, że lekarz nie pozwolił.
          A na ostatnim szczepieniu pielęgniarka kazała mi wręcz włączyć do diety małej
          gluten. Już wcześniej zdecydowałam, że nie będę się z tym śpieszyć. Nadal jej go
          nie włączyłam, muszę być ostrożna i powoli wprowadzać warzywa i owoce bo na
          niektóre jest uczulona, a zamiast manny wolę do zupki w następnej kolejności
          dodać jakieś warzywo lub mięso. Jak mnie pielęgniarka zapyta to ją dla świętego
          spokoju okłamę.
    • gagatek78 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 15:35
      niestety największą "krzywdę" w zakresie karmienia piersią robi nam starsze
      pokolenie...
      ja mam to szczęście być jedynym w rodzinie lekarzem, do tego zajmuję się
      noworodkami, więc na wszelkie ich "dobre rady" mogłam ich wyśmiać i powiedzieć,
      że to ja się znam, a nie oni i niech sobie pogadają gdzie indziej.
      natomiast nie wiem, czy próbowałyście takiej metody, jak np. wydrukowanie
      wytycznych z internetu, czy wręczenie książki dr Gugulskiej (w końcu też lekarz,
      to może będzie potraktowana jako autorytet) i powiedzenie, że dopiero po
      zaliczeniu przez rozmówcę tej lektury będziecie z nim w ogóle na ten temat
      rozmawiać? oni często działają w najlepszej wierze (mówię o rodzinie), bo skoro
      u nich to zdało egzamin, to na pewno będzie dobre i u nas. tylko problem polega
      na tym, że nas karmili w zupełnie innych realiach i nie uaktualnili swojej
      wiedzy w tym zakresie...
      • elfnet Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 16:22
        oni często działają w najlepszej wierze (mówię o rodzinie), bo skoro
        > u nich to zdało egzamin, to na pewno będzie dobre i u nas. tylko problem polega
        > na tym, że nas karmili w zupełnie innych realiach i nie uaktualnili swojej
        > wiedzy w tym zakresie...

        no wlasnie- ale jak rodzinie mozna jeszcze wybaczyć- to lekarzom którzy
        widocznie zapomnieli sie doksztalcac- juz nie! Przeciez wiele z tych teorii jest
        wyznawanych przez naszych prowadzacych pediatrow. i bardzo czesto dzieki nim
        konczy sie na butelce i depresji mamy. smutne.
        • agasobczak Re: Przyłapana na kłamstwie;) 26.03.09, 16:29
          A ja bym tej pani doktor podala te 250 ml zupki i niech zje wszystko i ani grama
          mniej :))))))
    • bernimy Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 09:45
      To ja jestem szczęściara, nie tylko, że mąż wspiera (nawet to nie
      tak: mamy takie samo zdanie, od samego początku karmienia wzajemnie
      się wspieramy!), to jeszcze moja mama czy teściowa nic nie komentują
      odnośnie karmienia piersią :-), a są co drugi dzień. No i pediatra w
      państwowej przychodni, zawsze daje zalecenia zgodnie z naszymi
      planami :-) A problem małych przyrostów wagowych był i ciągle jest
      (wzrost 75c, a waga 25c lub niżej) i nigdy nie kazała dokarmiać
      mieszankami. Dodam, że lekarka jest po 50-ce ale ma super podejście!
      Dlatego po zmianie miejsca zamieszkania zostaliśmy w starej
      przychodni i przejeżdżamy pół miasta na wizytę, ale warto.
      Podobnie jak wyżej dziewczyny napisały: to Ty jesteś mamą i to Twoje
      zdanie powinno być najważniejsze! Inni mogą swoje wypowiedzieć i na
      tym koniec, Ty nie powinnaś się tłumaczyć. Przecież jak będziesz tak
      niepewna siebie, to całe życie będą z "buciorami" wchodzić!
      Zwłaszcza dla męża Twoje zdanie powinno być bardzo ważne, zwłąszcza
      w kwestii wychowania Waszego Dziecka!
      • aleksa51 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 10:25
        Bernimy to jak powinno być, a jak jest w rzeczywistości może się różnić. Nie
        często ma się idealnego męża, mamę, a już z pewnością teściową. Ważne, żeby
        bronić tego w co wierzymy i nie postępować wbrew sobie dla czyjegoś kaprysu.
        Autorka wątku znalazła na to sposób i według mnie jest ok. Uważam, że lepsze to
        niż ciągłe spieranie się i walczenie.
        • bernimy Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 10:45
          Może i fakt, ale autorki wątku zdanie jako matki, przynajmniej w
          oczach (uszach) męża powinno być najważniejsze, a nie zdanie mamy,
          brata itd. To trzeba sobie wypracować, tak myślę.
          Co do idealności np. teściowej (:-)) to fajnie, ale ja mam teściową
          tragiczną, przez duże T, ale w tej jedynej sprawie się nie odzywa,
          jest to dla mnie zagadką!? Może dlatego, że gdy Niunia miała 6m-cy
          ja zachorowałam na paskudną anginę, brałam chyba 4 antybiotyki, w
          końcu wylądowałąm na dożylnym podawaniu, i wtedy teściowa łaziła za
          mną (byłam kłębkiem nerwów, bo sama się bałam co będzie z
          karmieniem, tak długo o nie walczyłam) i tonem specjalistki (nie
          karmiła ani jednego dnia) i tonem nieznoszącym sprzeciwu
          powtarzała "no będziesz musiała przerwać karmienie"!!! Po kilku
          takich tekstach zrobiłam taką awanturę, że teściowa z płaczem
          wyjeżdżała (bardzo silna i bezwzględna kobieta, no tak normalnie to
          niemalże się Jej nieraz bałam, ha ha) i może to spowodowało, że do
          teraz nie ma nic do powiedzenia na temat mojego karmienia (18
          miesiąc)!!! Wydaje mi się, że nieraz drastycznie, ale musimy
          pokazać, że na pewien "teren" naszego życia nikogo z butami nie
          wpuścimy!
          I tak zupełnie ogólnie, ja też często dla świętego spokoju coś tam
          odpowię, ale nie wyobrażam sobie, aby w kółko tłumaczyć się z
          karmienia piersią... No nie!
    • emailia Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 11:31
      Dzięki za wypowiedzi, ja raczej jestem pewna siebie i tego, jak chcę postępować
      z własnym dzieckiem, ale zawsze miło to usłyszeć z czyichś ust,zwlaszcza kiedy
      ma się na co dzień przekaz od strony rodziny :"mama wie, co dla dziecka
      najlepsze? bzdura!niby skąd ma to wiedzieć?babcia wie!i lekarz
      ewentualnie"...Ale ja to wiem i jestem w miarę uodporniona:)To silniejsze od
      nich,to przekaz od dawien dawna; powiedziałabym, że to, że dziś się mówi, że
      matka wie i dedyduje, co z dzieckiem, to nowość.Bo wydaje mi się, że kiedys tak
      nie było:władzę nad dziećmi sprawowały starsze kobiety, czyż nie? My jesteśmy
      chyba pierwszym pokoleniem, które ma hasło "matka wie, co dla dziecka najlepsze"
      - i może to realizować.Zgadzacie się?
      • basiak36 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 21:15
        My jesteśmy
        > chyba pierwszym pokoleniem, które ma hasło "matka wie, co dla dziecka najlepsze
        > "
        > - i może to realizować.Zgadzacie się?

        Zgadzam sie po czesci:) Matka musi tez ufac dziecku, bo tak naprawde to ono
        najlepiej wie czego potrzebuje.
        Ale w ogole sie zgadzam:)
        Moja mama zupelnie zmienila zdanie na temat karmienia, dzieki temu co jej do
        glowy nakladlam, i widzi teraz jakie bledy popelnila sama kiedys. I wedlug mnie
        problemem byl i jest brak zaufania do dziecka, do tego ze tylko ono wie dlaczego
        potrzebuje ssac 24h na dobe, dlaczego chce ssac dluzej niz mamie czy babci sie
        wydaje za wystarczajace:) Bo jak tutaj ufac dziecku?
    • monika_staszewska Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 14:36
      Szczerze mówiąc nie przepadam za określeniem "ekspert", bo słowo
      daje nie czuję sie ekspertem, a już napewno nie od Pań MAluchów. Ale
      tym razem jakoś je przełknę :) bo rozumiem, że było potrzebne - siła
      wyższa. Smuci mnie tylko, że większym znawcą Państwa Synka ma być
      lekarz czy ktoś obcy, nie Pani, nie Tata Młodzieńca. Szkoda, że Mąż
      nie tylko w Pani ale i w swoje rodzicielskie kompetencje nie
      dowierza. Miejmy nadzieję, że z czasem tej wiary nabierze.
      pozdrawiam serdecznie :)
      monika staszewska
    • verenne Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 20:58
      Wiecie... w kwestii tego "starszego pokolenia"... znalazłam książkę o
      pielęgnacji dziecka z końca lat 70-tych i tam zaleca się rozpoczęcie
      podawania soków warzywnych i owocowych w 3-4 tyg. życia dziecka.
      Jak widać zalecenia zmieniy się znacząco od tamtego czasu ;)
      • gagatek78 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 21:54
        a ja mam książkę z roku 1947, też są niezłe zalecenia;)))
      • kraabik Re: Przyłapana na kłamstwie;) 27.03.09, 23:06
        To samo wyczytałam w mojej książeczce zdrowia wypisanej na porodówce w 78 roku :)
        Sama karmię już 19 miesiąc. Końca nie widać jak na razie, do "autoryetetów" od
        gadania mam na szczęście daleko. Cieszę się ogromnie, że mi tak to łatwo poszło,
        odstawię pewnie ze względu na zęby, ale na szczęście nikt mnie nie pyta dlaczego
        tak długo, ile jeszcze, itp. Jestem szczęściarą i "espertem" sama sobie :)
        Trochę by mi było przykro, gdyby mąż oczekiwał ode mnie jakiegoś guru, którego
        muszę słuchać, choć sama wiem co dobre (dla dziecka i dla mnie) jako matka.
    • monika_staszewska Re: Przyłapana na kłamstwie;) 30.03.09, 14:28
      Opowiem jeszcze o mojej Mamie. Też uważała, że robię nie tak jak
      trzeba, noszę na rękach, karmie na żądanie, nie daję zupek na czas.
      O wspólnym spaniu wolałam już nawet nie mówić. Problem był tym
      większy, że przy Jaśku czyli pierworodnym grzecznie (jako najmłodsza
      w moim pokoleniu) robiłam jak starsi radzili. A tu nagle przestałam
      się słuchać. No i problem był i narastał. Aż do spięcia, które w
      skrócie wyglądało tak:
      - naprawdę robisz dziecku krzywdę, daj jej wreszcie coś porządnego
      do jedzenie, nie tylko to mleko i mleko
      - nie dam i bardzo proszę więcej o tym nie rozmawiajmy, bo ja się na
      tym znam, a Ty nie.
      Argument może niezbyt fortunny, bo uciekał się do mojej zawodowej
      wiedzy, nie moich rodzicielskich kompetencji, ale trudno, nie
      widziałam wówczas innej możliwości.
      Efekt pierwszy, krótkotrwały - mama się pogniewała i nie odzywała
      się kilka dni. Efekt długofalowy.... po jakiś dwóch czy dwu i pół
      roku powiedziała: wiesz, miałaś rację. Nie powiem, szalenie było
      miło usłyszeć takie słowa. Ale ważniejsze jest to co się działo w
      miedzy czasie. Widziałam jak moja mama mierzy się ze wspomnieniami z
      jej wczesnego macierzyństwa, a mojego dzieciństwa. Jak dochodziła do
      wniosku, że nie chodziło o to, że miała za mało mleka, tylko, że to
      co kazano jej robić było niezbyt sensowne. Tu przyszedł trudny
      moment, bo zaczęła mieć straszne wyrzuty sumienia, że nie zrobiła
      wszystkiego co najlepsze tylko słuchała jakiś zaleceń. I sprawa nie
      dotyczyła tylko kwestii karmienia na żądanie (czy piersią w ogóle),
      ale noszenia na rękach, przytulania itp.. Szczęśliwie mogłyśmy o tym
      rozmawiać i mogłam jej pomóc poradzić sobie z przeszłością. Wiem, że
      mamie nie było łatwo. Tym bardziej, że przypomniało jej się, że
      dosyć szybko widać u mnie było złą reakcję na mleko w proszku, tyle,
      że nikt nie mówił wówczas o alergii czy nietolerancji i działanie
      polegało na łagodzeniu objawów nie na wyeliminowaniu przyczyny.
      Szczęśliwie jak podrosłam (i wylądowałam w szpitalu), o alergii już
      co nieco było słychać i zostałam uwolniona od obowiązkowej szklanki
      mleka. Doszłyśmy zatem do wniosku, że Mama robiła jak mogła
      najlepiej (tylko okoliczności były niezbyt sprzyjające), a co
      najważniejsze zawsze mnie kochała. I nie ma co wracać do przeszłości
      i się nią zamartwiać, tylko wyciągać z niej wnioski i starać się
      codziennie robić lepiej niż dnia poprzedniego.
      Najfajniejsze w całej tej historii jest jednak to jak moja
      Mama "działa" na rzecz młodych rodziców różnych swoich koleżanek i
      znajomych - tłumaczy owym Dziadkom, że wspólne spanie jest dobre, że
      ma sens, że jest sens w karmieniu piersią wedle potrzeb dziecka, że
      rodzice znają swoje dzieci lepiej jednak niż ktokolwiek inny. I, że
      jeśli chcą pomóc jest dużo innych możliwości niż pouczanie, ot
      choćby zrobienie zapasów pierogów na obiad dla nie mających na
      normalne posiłki rodziców. I wiem, że przynajmniej niektórzy
      zmieniają zdanie. Co w sumie nie dziwi, bo łatwiej jest rozważyć
      możliwość zmiany poglądów, jeśli sugeruje ją ktoś z tego samego
      pokolenia, mający podobną historię życia, podobne rodzicielskie
      doświadczenia.
      O mamo, ale się rozpisałam. Mam nadzieję, że to jednak ku
      pokrzepieniu pisanina była.
      pozdrawiam serdecznie :)
      monika staszewska
      • basiak36 Re: Przyłapana na kłamstwie;) 30.03.09, 22:45
        Pani Moniko, jakbym czytala o mojej mamie:) Dopiero niedawno zrozumiala czemu
        'pokarmu jej zabraklo'.
        I teraz chetnie udziela rad jesli slyszy gdzies od kogos o 'braku pokarmu', mowi
        ze trzeba dziecko czesto przystawiac:)
        Mama mowi ze porady za jej czasow po prostu zaklocaly instynkt matce, bo to nie
        jest normalne zeby zmuszac sie do czekania 3h z zegarkiem w reku na kolejne
        karmienie, w miedzyczasie telepiac wozkiem w ktorym lezy rozkrzyczany noworodek,
        ktory po prostu chce zeby mu pozwolic ssac i byc przy mamie, czyli to co robic
        powinien.
        • edytadk Re: Przyłapana na kłamstwie;) 31.03.09, 13:20

          > Mama mowi ze porady za jej czasow po prostu zaklocaly instynkt matce, bo to nie
          > jest normalne zeby zmuszac sie do czekania 3h z zegarkiem w reku na kolejne
          > karmienie, w miedzyczasie telepiac wozkiem w ktorym lezy rozkrzyczany noworodek
          > ,
          > ktory po prostu chce zeby mu pozwolic ssac i byc przy mamie, czyli to co robic
          > powinien.
          >

          Łapię się na tym, że bardzo mi szkoda mojej mamy - jej potrzeba posiadania dziecka i dawania mu wszystkiego, co najlepsze, trafiły na ówczesne zalecenia/przekonania, no i skończyło się to wszystko walką z sobą i frustracją, zamiast najzwyczajniejszego (i najpiękniejszego) na świecie cieszenia się macierzyństwem.

          Karmienie piersią trwało (z dużym trudem) może dwa dwa miesiące, dziecka nie można było za często tulić i zabawiać, wspólne spanie w ogóle w rachubę nie wchodziło. Mąż, babcie, lekarze/położne skutecznie popsuli to, co w macierzyństwie jest takie satysfakcjonujące i jednocześnie naturalne. A ile moja mama się nawalczyła, żeby chorowitego, wyjącego wniebogłosy niejadka przeprowadzić przez to niemowlęctwo... O jej determinacji najlepiej świadczy fakt, że uchroniła mnie przed szpitalem przy paskudnej biegunce - stawała na głowie podając marchwiankę po pół łyżeczki.

          Heh, jak pomyślę, jaką radochę miałaby karmiąc piersią do woli, przytulając do upojenia i bez wyrzutów sumienia, że tak się przecież dziecka "nie wychowuje", śpiąc z maluchem... Ja mam dostęp do internetu, do sensownych książek i forów i to wszystko daje mi spokój i poczucie, że postępując zgodnie z intuicją, robię dobrze. Niestety większości naszych mam nie było to dane:-(. Moja mama wspomina moje niemowlęctwo jako jeden wielki horror i ze zdumieniem przyglądała się, jak zupełnie inaczej może to wszystko wyglądać...
          • emailia Re: Przyłapana na kłamstwie;) 31.03.09, 23:40
            Wiecie, takie inne spojrzenie na nasze mamy i teściowe bardzo mi się
            przydało - jak na ofiary tamtego systemu, a nie mimowolne autorki
            tegoź:)Dzięki!
            • kaeira Re: Przyłapana na kłamstwie;) 01.04.09, 09:24
              emailia napisała:
              > Wiecie, takie inne spojrzenie na nasze mamy i teściowe bardzo mi się
              > przydało - jak na ofiary tamtego systemu, a nie mimowolne autorki
              > tegoź:)

              Hehe - świetnie to ujęłaś! :-D



              PS. Jeszcze polecam w tym temacie ten tekst p. Moniki z Edziecka:

              -------------------------------
              Jak karmiły nasze mamy
              Monika Staszewska, położna
              2007-01-22, ostatnia aktualizacja 2007-01-22 12:24

              "Ciotki i starsze sąsiadki dopytują się, czy karmię piersią albo czy JESZCZE
              karmię (Kamilka ma cztery miesiące). Pewnie dlatego, że w latach 70. wiele
              kobiet nie karmiło piersią albo karmiło krótko. Moja mama podobno miała za chude
              mleko! Inne kobiety z jej pokolenia twierdzą, że nie miały pokarmu. Bardzo
              proszę o komentarz w tej sprawie."


              Otóż w latach 70. był wymóg karmienia co trzy godziny z sześciogodzinną przerwą
              nocną. Uniemożliwiało to dopasowanie produkcji mleka do indywidualnych potrzeb
              dziecka. Częste karmienie jest bardzo ważne szczególnie w pierwszym okresie,
              kiedy laktacja ma się dopiero ustabilizować.

              Nie dość, że nie pozwalano przystawiać dzieci do piersi tak często, jak one się
              tego domagały, to jeszcze opóźniano pierwsze karmienie. Po porodzie drogami
              natury przynoszono malucha do karmienia powiedzmy po 12 godzinach, więc była
              szansa na pobudzenie laktacji, ale po cesarskim cięciu mama dostawała dziecko
              często dopiero w trzeciej czy piątej dobie po porodzie! Przez ten czas karmiono
              je butelką, więc potem nie umiało ssać piersi i denerwowało się, że leci po
              trochu i za wolno. A pierś "nie wiedziała", że trzeba wzmóc produkcję, bo nie
              miała prawidłowego sygnału od dziecka. Mama również się denerwowała i jedynym
              ratunkiem wydawała się butla.

              Sprawę utrudniało mleko w proszku, którym wówczas dokarmiano dzieci - krowie,
              niemodyfikowane (zwane niebieskim od koloru pudełka). Maluch trawił je znacznie
              dłużej, więc rzadziej domagał się piersi, które wobec mniejszego popytu
              zmniejszały produkcję. I rzeczywiście nie miał szans się najeść. Do tego
              dochodziła zła technika ssania (skutek picia przez smoczek), która przeszkadzała
              dziecku w wyssaniu odpowiedniej ilości mleka i wprowadzała, że się tak wyrażę,
              pierś w błąd.

              Nawet jeśli maluch dobrze ssał i potrafił się najeść, to następnego karmienia
              domagał się przed upływem trzech godzin (mleko kobiece trawi się przecież
              krócej). Mamie nie wolno było jednak przystawić go wcześniej, więc płakał, oboje
              się denerwowali, a gdy w końcu mijały owe trzy godziny, po paru łykach usypiał
              ze zmęczenia w ramionach mamy. Po chwili drzemki budził się, żeby się najeść do
              syta, a tu trzeba było czekać kolejne trzy godziny! Takie to są źródła ówczesnej
              teorii o nagminnym wśród kobiet niedoborze pokarmu. A że przyczyna większości
              kłopotów tkwi w błędnych praktykach na oddziałach położniczych i reżimie
              godzinowym, tego niestety, jeszcze nie rozumiano.
              ---------------------
      • kropkaa Re: Przyłapana na kłamstwie;) 01.04.09, 01:13
        Aż mi się łezka wzruszenia zakręciła na te wspomnienia Pani:) Czasem
        się pojawiają takie wypowiedzi dziewczyn, że mają żal do mamy, że
        nie karmiła piersią - ja, podobnie jak Pani, nie mam, bo takie wtedy
        były warunki (nawet sobie nie jestem w stanie wyobrazić tamtych
        porodówek...), takie zalecenia lekarzy, a dostęp internetu i
        Karmienia piersią... o matko - po prostu nie było ani internetu ani
        forum KP, aaa! I przecież nie podejrzewam naszych mam o złą wolę,
        one robiły to dla naszego dobra. A że wychodziło jak wychodziło, to
        nie należy się dziwić, bo to były tylko nieuchronne konsekwencje
        złych, "obiektywnych" rad.
        Ale szczęśliwie mama dożyła czasów, gdy dużo rzeczy się zmieniło na
        lepsze i wnuczka jej mówi, że "lubi cycusia, bo jeden jest pysny, a
        drugi smacny!"
      • monika_staszewska Re: Przyłapana na kłamstwie;) 01.04.09, 16:58
        Ojej, jak mi miło, nie spodziewałam się takie odzewu na moje
        prywatne wynurzenia :)))
        Cieszę się, że udało mi się jakoś naświetlić sprawę z punktu
        widzenia naszych Rodziców :) i ze jakoś się to Paniom przydało :)
        raz jeszcze pozdrawiam serdecznie :)
        monika staszewska
        ps. A Keirze dziękuję dodatkowo za wklejenie tekściku - zapomniałam
        już o nim, a szkoda, bo z grubsza pokazuje jednak okoliczności w
        jakich z pielęgnowaniem i karmieniem głowili się nasi Rodzice.
        • 987ania Re: Przyłapana na kłamstwie;) 02.04.09, 17:04
          A ja od jakiegoś czasu siedzę w różnych "mądrych" ówczesnych książkach i
          czasopismach doszukując się początku mądrości w temacie karmienia piersią i
          rodzenia w szpitalu na plecach. Jak na razie wg ksiąg wszelakich wynika, że
          nawet ponad 100 lat temu polecano bawarkę i przerwę nocna w karmieniu. Zalecano
          również karmienie co 2-2,5h, potem z biegiem latem mądre księgi wydłużyły ten
          czas o godzinę.
          Mary mi się napisanie mądrej pracy o KP przed wiekami i dziś ale jako matka
          bezrobotna, to co ja potem z tą pracą zrobię? A może kiedyś uda mi się ją
          opublikować??
Pełna wersja