semi_cry
18.05.09, 22:04
Witam,
mam trzytygodniowe dziecko. Od początku miałam problem z laktacją,
która pojawiła się dopiero po kilku dniach od porodu (cięcie
cesarskie). Mała w szpitalu miała na początku kontakt z butelką,
kiedy jeszcze nic nie leciało z piersi. Przystawiałam ją jednak
sukcesywnie i mimo pogryzienia do krwi laktacja jakoś zaskoczyła.
Ale pojawił się z czasem nowy problem. Otóż dziecko śpi nam coraz
mniej (podliczamy i wychodzi, że w ostatnich dniach liczba godzin
przespanych w ciągu doby spadła do ok. 9 z hakiem, podczas gdy
wcześniej było po 12-13), za to non-stop wisi mi przy piersi. Ja
jestem ledwo żywa, a dziecko odkładane nadal sygnalizuje głód
(otwieranie buzi, odruch szukania, wkładanie rączek). Krzyczy
niemiłosiernie, spokój przynosi jedynie ponowne przystawienie. Nie
jestem tryskającą mlekiem fontanną, ale jakieś kropelki po
naciśnięciu sutka się pojawiają. Natomiast dziecko tylko na początku
przełyka, potem jest jedynie ciamkanie. Zresztą, kiedy przystawiam
je po raz setny w ciągu dnia (i nocy), to i tak nie ma już w
piersiach za wiele mleka, bo nie nadąża się doprodukować. Jestem
umęczona i załamana, bo takie sesje trwają wiele godzin (np.
dzisiejsza od 13.00 do 20.00, wczorajsza - od 11.30 do 22.00), z
przerwami na próby uśpienia, huśtania itd.
Dziś byliśmy u pediatry, która po zważeniu orzekła, że konieczne
dokarmianie. Dziecko miało wagę urodzeniową 3200, po trzech
tygodniach waży 3380. Chciałabym uniknąć dokarmiania, żeby w ogóle
nie stracić możliwości rozkręcenia karmienia naturalnego, z drugiej
strony boję się o tę ewentualną niedowagę oraz o to, że przy takich
długodystansowych sesjach karmieniowych w końcu oszaleję. Będę
wdzięczna za porady.