butelkowe vs. piersiowe

29.05.09, 14:32
buteCześć dziewczyny i chłopaki:)

Zakładam ten wątek na karmieiu piersią i karmieniu butelką.
Skłoniła mnie do tego reakcja na tych dwóch forach po emisji ddtvn z
p. Zawitkowskim. Ale nie tylko. Od jakiegoś czasu śledzę posty
pomiędzy piersiówkami a butelkowymi.
Skąd tyle złości? Wszystkie jesteśmy matkami i zamiast dzielić się
radami to jest skakanie sobie do oczu. Może jakaś ustawka? :)
Nie mówię tu o rzeczowych postach, ale o zwykłym naskakiwaniu i
udowadnianiu ,że jest się lepszym bo...
Ja karmię mojego Małego sposobem mieszanym. Pierś, póżniej system
sns z mlekiem moim(jak cos wyduszę z tych moich piersi) albo
modyfikowanym. Jest z tym duzo roboty, ale cóż mały słabo
przybierał. Nie zapomne jednak jak w oczekiwaniu na przesyłkę z sns
musiałam podać mu butelkę. Okropne uczucie straty, bycia złą matką.
Myslę ,że niektóre butelkowe mamy wiedzą jak to jest. Z drugiej
strony z taką sama miłoscią możesz dać dziecku butelkę , tak sano je
utulić.
Piszę tego posta bo jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy żeby
oceniać inna kobietę za to, że karmi innaczej niż ja. Ot, jej wybór.
Dlatego PLIZZZ - nie walczcie już tak zaciekle ze soba. Wszystkie
kochamy nasze dzieci. Dajmy im jak najwięcej witaminy M. Obojętnie
czy z piersi czy z butli...
    • olunia882-to-ja Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 15:27
      bo jedne i drugie chcą przekonać do swoich racji. ja karmiłam butelką, ale
      szanuję że ktoś karmi piersią. wg mnie wolny wybór.
      • kamelia04.08.2007 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 15:35
        a ja z tych, które nie potrafią zrozumieć dlaczego niektóre nie chcą karmić piersią, bo nie, albo robią kombinacje alpejskie, a potem twierdza, że "musiały" podać butelkę, bo pokarm zaniknął, nie starczyło, nie najada się (skreślić odpowiednie).
        Potem dorabiana jest teoria, ze i tak nic się nie stało, bo przecież tyle dzieci jej z butelki i żyje.
        Szkoda, bo dziecko straciło dobre jedzenie
    • mruwa9 zadomowienie, 29.05.09, 15:40
      swoja droga, zastanawialam sie wlasnie, co u Ciebie i jak postepy.
      Jak z waga i w ogole z karmieniem? Piszesz, ze zabawa w sns i
      odciaganie jest uciazliwa, czemu nie sprobujesz nie dokarmiac?
      Czas, ktory poswiecasz na walke z laktatorem i myciem SNSu moglabys
      poswiecic na blogie leniswto przed komputerem czy telewizja, czy w
      lozku,z dzieckiem przy piersi...
      moim zdaniem u Ciebie koniecznsoc dokarmiania tkwi w Twojej glowie,
      obawach przed niedozywieniem dziecka i utracie kontroli nad iloscia
      spozywanego przez malucha pokarmu...zgadlam?
      Nie odpowiem Ci na Twoje pytanie, zreszta , wbrew pozorom nie czuje
      sie agresywna terroorystka laktacyjna, jesli przeciw czemus sie
      buntuje, to przeciw glupocie i rozpowszechnianiu nieprawdziwych
      opinii na temat karmienia piersia, ale za to zadam Ci sama pytanie:
      czemu masz tak malo zaufania do wlasnego dziecka?
      • zadomowienie Re: zadomowienie, 29.05.09, 17:40
        hej mruwa:)

        Juz odpowiadam co u nas. Mały utył z 3700 do 4250 kg w dwa tygodnie.
        Teraz nasze jedzenie wygląda tak ,że nadal wisi na piersi (ma
        potworną potrzebe ssania), ale trzy razy dzennie przez sns
        dostaje "extra porcje".
        Czemu to robię? Bo nie chce mu zaszkodzic. Bo lekarka patrzy na mnie
        jak na wyrodna matkę kiedy mówię ,że nie chce butli i cuduje z
        snsem. Setki razy mówiła żebym dałatemu spokój bo sporo z tym
        zamieszania. Ale to moje dziecko i zrobię wszystko żeby dostawał
        moje mleko. Poswięcę swój czas i będę cudować z snsem. Teraz mam w
        planach sprawdzić jego wagę i odstawić na jakiś czas dokarmianie i
        zobaczę jak się mu przybierze. Ale dzięki za pamięc i
        zainteresowanie.

        Pozdrawiam
        • mruwa9 Re: zadomowienie, 29.05.09, 17:50
          No, ale czemu poswiecasz sie na walke z SNSem, zamiast poswiecic ten
          czas na karmienie piersia? naprawde, dzieci w tym wieku nie pozwola
          sie zaglodzic, uwierz. I zaufaj swojemu dziecku. Brakiem dokarmiania
          na pewno go nie skrzywdzisz,. po prostu moze przez kilka dni
          bedziecie sie karmic o 20 minut dluzej na dobe... Sprobuj, z
          pewnosci malemu nie zaszkodzisz, a sobie ulzysz.
        • mruwa9 Re: zadomowienie, 29.05.09, 17:52
          albo sprobuj stopniowo: na razie pozostaw jedna porcje przez SNS, a
          z dwoch zrezygnuj. Bo przyrost wagi jest naprawde imponujacy!
          Poczekaj kilka dni i zrezygnuj z tej ostatniej porcji dokarmiania.
          Przy takich przyrostach wagi nie wierze, zeby dziecko nie dojadalo.
    • klusia.1 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 15:46
      Ja uważam, że kobieta ma wybór. Szanuję dziewczyny, które nie chcą karmić piersią (znam takie), bo nie lubią ot i tyle. Ich prawo. Dzieci mają zdrowe mądre i na prawdę nic im nie brakuje. Najważniejsze, że wszytskie mamy i te piersiowe i te butelkowe kochają swoje dzieci - jak to zadomowienie napisała. A to czy dziecko uśmiecha się ssąc pierś czy smoczka butelkowego ma mniejsze znaczenie.
      Jeśli jednak ktoś pyta, prosi o radę, mówi, że ma problem z karmieniem, zawsze staram się mówić "jeśli chcesz nadal karmić, to.." Nie można przecież narzucać innym czegoś "bo tak". Tak samo jak ja niecierpię jak mi mówią/mówili "dokarmiaj sztucznym, raz pierś raz butla"! DLaczego pytałam. W odpowiedzi słyszałam "bo wszyscy tak robią". Tego właśnie szczerze nieznoszę.
      Tak już btw. lubię pana PZ ale uważam, że przegiął ijuż. NIe zachwalając Avent, ale dając czasem nieświadomym mamom pewność, że ten smoczek na 100% nie zrobi krzywdy..
      • f-olka Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 16:46
        a i mnie dziwią te ataki, chociaż częściej niestety są atakowane mamy karmiące
        naturalnie :/
        Nie rozumiem tego zupełnie.

        Czasem mam wrażenie, że jednak kobiety karmiące butelką mają do siebie żal, że
        nie zdołały i przelewają swoje frustracje na inne matki.
      • biza7 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 16:54
        Nie widziałam tego programu - ale ja właśnie miałam smoczek Avent,
        na szkole rodzenia też był chwalony jako nie zakłócający techniki
        ssania, i co? pstro (delikatnie mówiąc),musiałam przeprowadzić
        odwyk;) Zawitkowskiego też lubię, ale powiedzmy szczerze -
        specjalistą od karmienia (piersią czy butelką) nie jest, tylko od
        czegoś innego;))

        A jeżeli chodzi o temat przewodni wątku - nikt nie stosował wobec
        mnie "terroru latacyjnego", ja sama po prostu z siebie miałam takie
        wewnętrzne poczucie, że jeżeli się poddam i przestanę karmić
        piersią, to w pewnym sensie przegram jakąś walkę. Myślę, że to dało
        o sobie znać gdzieś głęboko w podświadomości zapisane przekonanie,
        że jeżeli chcę dać mojemu dziecku MAXIMUM od siebie, to muszę karmić
        piersią, niezależnie od trudności.

        Udało się pokonać trudności (jak dotąd), a ja nabrałam sił do walki
        z ewentualnymi nowymi problemami - wiem że gdybym się poddała, to
        dręczyłoby mnie pewnie przez lata poczucie winy. I moim zdaniem
        bierze się ono stąd, że pewnie nie rzadko mamy poddają się i
        przechodzą na butlę trochę dla swojej wygody, ale nie chcą się do
        tego przyznać nawet same przed sobą.

        Czasami jak czytam niektóre posty mam wrażenie, że mamy butelkowe
        bronią się przed piersiowymi zgodnie z zasadą, że "najlepszą obroną
        jest atak", bo "laktacyjny terroryzm' itd....... Wyraziste
        wypowiedzi na temat karmienia piersią są automatycznie odbierane
        jako krytyka karmienia butelką. Tymczasem ja jako mama piersiowa
        często mam wrażenie, że muszę się bronić i ciągle tłumaczyć
        (zwłaszcza przed starszym, butelkowym pokoleniem mam, babć i cioć) -
        a dlaczego tylko pierś, a dlaczego jeszcze nie daję stałych
        posiłków, a jak długo chcę karmić piersią i czemu tak długo, i
        wysłuchiwać że mam za mało pokarmu, za chudy, że mi się zważy mleko,
        że trzeba dopajać bo samo mleko nie wystarczy..... Czasami męczy
        mnie to tłumaczenie, że mleko matki jest najlepsze więc nie chcę go
        dziecku żałować, że są zalecenia WHO żeby do 6 miesiąca tylko pierś,
        że pierś to i jedzenie i picie, że mleko produkuje się na
        okrągło...... I tak się czasami zastanawiam - kto tu kogo "atakuje"?
        Bo wbrew tezom, że karmienie piersią jest teraz modne i lansowane -
        to w praktyce wygląda na to, że mama piersiowa często
        musi "usprawiedliwiać" swoje decyzje co do karmienia przed innymi,
        tak jakby wybierała coś gorszego dla swojego dziecka....

        A może by tak dla odmiany przyjąć, że jak ktoś wypowiada swoje
        zdanie, to nie znaczy od razu że krytykuje i potępia w czambuł inne
        rozwiązanie? I przyjąć dobrą wolę i dobre chęci interlokutorów?
        Abstrahując już zupełnie od faktu, że na tym forum generalnie
        jakiekolwiek wypowiedzi pojawiają się W ODPOWIEDZI na zadane
        wcześniej pytanie, a tematyka forum raczej daje pogląd na to, w
        jakim kierunku mogą iść zalecenia i rady ......
        • jagienkas70 Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 20:10
          pewnie nie rzadko mamy poddają się i
          przechodzą na butlę trochę dla swojej wygody, ale nie chcą się do
          tego przyznać nawet same przed sobą.

          "Poddałam się", gdy dziecko w miesiąc przybrało zaledwie 160 g. Nie ma tu mowy o
          wygodzie, gotowanie butelek, mycie, sterylizowanie, precyzjne odmierzanie
          porcji, itp... W każdym razie teraz na butli dziecko wagowo wyrównało braki,
          zaokrągliło się i jest OK. A miałam strasznego chudziaczka, jak pomyślę, że
          głodował, to mi się słabo robi :((
          • biza7 Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 21:27
            jagienkas70 napisała:


            > "Poddałam się", gdy dziecko w miesiąc przybrało zaledwie 160 g.
            Nie ma tu mowy
            > o
            > wygodzie, gotowanie butelek, mycie, sterylizowanie, precyzjne
            odmierzanie
            > porcji, itp...

            Wiem co znaczą słabe przyrosty - córcia przez miesiąc przybrała
            115g, i też byłam na krawędzi załamania. Ale nie żałuję, że
            wytrwałam (gdyby nie wsparcie mojego męża, na pewno bym nie dała
            rady). Pisząc o wygodzie, nie miałam jednak na myśli takich
            sytuacji - raczej o wypadkach takich jak chęć spokojnego przespania
            nocy (podobno dzieci butelkowe lepiej przesypiają noce, bo mleko
            modyfikowane dłużej się trawi) czy brak cierpliwości czy wytrwałości
            w walce o unormowanie laktacji itd.

            I generalnie moja wypowiedź nie miała być krytyką czy potępieniem, a
            jedynie wyrazem moich osobistych przypuszczeń co do takich a nie
            innych przyczyn rezygnacji z karmienia - ale chodziło mi o sytuacje
            zwykłe, a nie jakieś problemowe (np. matylda07_2007 przeszła piekło
            z tego co wyczytałam, i naprawdę podziwiam ją że tak długo wytrwała).

            A tak na marginesie, to jak myślę o karmieniu butelkowym, to też
            mnie przeraża perspektywa mycia itd., a w ogóle nie mam pojęcia jak
            miałabyć organizować jakiekolwiek dalsze wyjazdy w kontekście
            karmienia córci....;) Pod tym względem chyba mogę "bezpiecznie" -
            choć z pewną nieśmiałością - wyrazić pogląd o "wyższości" karmienia
            piersią.;)))
    • dordulka Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 16:52
      Doskonale podsumowala to kiedys semi-dolce na FKB. Mam nadzieje, ze nie bedzie miec nic przeciwko, ze ja "podlinkuje":

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=632&w=74779746&a=92708083
      Prawda jest ejdnak, ze z brakiem zrozumienia i szacunku borykamy sie ciagle, nie tylko gdy chodzi o karmienie.
      Dziewczyny, a raczej znakomita ich wiekszosc, na tym forum robia kawal dobrej roboty, pewnmie, gdybym trafila tu wczesniej i wziela do serca ich rady, nie skonczylybysmy z Mysza na zneinawidzonej przeze mnie butelce.
      Ale jest pewna grupa osob, ktora niemal pretenduje do swietosci, nie dzieki swemu karmieniu piersia, ale chyba dzieki nienawisci? obrzydzeniu do mleka modyfikowanego, nazwyanego "bydleca wydalina", a dzieci nim karmione przedstawia jako "otepiałe" i "wolniej sie rozwijające", o obowiazkowej otylosci i prochnicy nie wspomne. Czy to jest walka o sluszna sprawe?
      Ostatnio na "Niemowlu" czesto trafiam na wpisy krytykujace, wysmiewajace dlugie karmienie piersia ( bo z idei samego karmirnia piersia trudno chyba szydzic). I tu juz kompletnie nei kumam:-) jak mozna zadac, wymagac szacunku do nas, do naszych wyborow, czy tez koneicznosci karmienia sztucznego ,nei zachowujac elementarych zasad kultury i zrozumineinia dla innych? No jak? Ja kobiety decydujace sie na karmienie starszych dzieciaczkow ( ze nei wspomne juz o dwojce - to juz Mount everest wtajemniczenia) podziwiam za determinacje, za sile, nie gloryfikujac jednoczesnie DKP jako jedynej slusznej drogi gwarantujacej swietlana przyszlosc:-)
      chcialoby sie rzec - wiecej tolerancji, mniej agresji. Z drugiej jednak strony fora internetowe maja to do siebie, ze predziej czy pozniej dochodzi do "starc" slownych osob o odmiennych pogladach, a udowadnianie, ze "moja racja jest najmojsza" to element, bez ktorego raczej nie mialy by racji bytu, bo... nei maily by powodzenia. Ile mozna spijac sobie z dziubkow?:-)
      Wyszlo przydlugo, mzoe troche chaotycznie.
      Do autorki - FKB "wycielo" ten temat, wiec pisze tutaj:-)
      • midla Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 17:30
        Wybór oczywiście jest, tak samo jak pomiędzy paleniem i niepaleniem,
        czy jedzeniem hamburgerów albo sałaty. A prawo do wyboru nie jest
        jednoznaczna z koniecznością uznania, że oba rodzaje karmienia
        dzieci są równoważne.
        Tymczasem często sama odmowa uznania tej równoważności jest uznawana
        za niedopuszczalny atak. Z drugiej strony, bardzo łatwo jest urazić
        te matki, które bardzo chciały karmić, a im to nie wyszło. Ponieważ
        rozumiem ich szczególną wrażliwość, zgadzam się, że ze względu na
        nie należałoby zachować delikatność. O uczucia pozostałych mniej się
        martwię, tak samo jak palących i jedzących hamburgery.
        • matylda07_2007 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 22:43
          Dziewczyny, każdy wypowiada się przez pryzmat swoich poglądów, doświadczeń. Ja, póki byłam w ciąży myślałam, że z mojej sąsiadki niezła frania, że nie chciała swojej córy karmić piersią. Potępiałam ją i słalłam mordercze spojrzenia pod blokiem ;)
          I co? I dostałam nauczkę. Sama nie mogłam karmić.
          I tu znowu kłania się doświadczenie, lekcja, którą dało nam życie: nie doświadczyłyście w pełni, nie byłyście i nie będziecie mną (może to dobrze ;)), ale ja nie wytrzymałam. Ból, gorączka. Codziennie, a karmiłam prawie 2 miesiące. Wyobraźcie sobie, że funkcjonujecie przez 8 tygodni z minimum 38 st. C gorączką. Najpierw próby rodzenia "potwora" naturalnie-10 godzin skurczów, mega skurczów (na początku porodu takie, jak na końcu-dostałam zastrzyk rozkurczowy). Od początku byłam bez wód (lekarz mi przebił, bo byłam po terminie 2 tygodznie, od tygodnia wczasowałam się w szpitalu), więc zakażenie gotowe. Antybiotyk, zespół popunkcyjny, ból głowy, wymioty, kolejny tydzień w szpitalu, bo Młoda dostaje żóltaczki w przeddzień wyjścia.
          Wychodzimy, karmię. Wklęsłe brodawki jednak utrudniają, więc Młoda żre moje cycki (taki mam styl bycia, tak się wyrażam). Wokól jednej brodawki dziury dookoła. Wdaje się zakażenie nie do wyleczenia. Wymazy, posiewy, czy jak to tam. nic nie dają.
          Bo był antybiotyk po cesarce (zakażenie wewnątrzmaciczne), bo antybiotyk później (zakażenie układu moczowego po cewniku), bo antybiotyk na zjedzone cycki. Nie ma mowy, by się coś wychodowało.
          Karmię przez ten czas na zmianę wygojoną piersią, z chorej odciągam, podaję butlą i tak te 7 czy osiem tygodni. Technika ssania, mimo butli jest ok, bo prawya brodawka sie goi, lewa zakażona ma żywe mięso na wierzchu. Mąż i córka w nocy śpią, ja odciągam i oglądam nocne programy. Pompuje coraz więcej, bo skok rozwojowy, bo większe potrzeby. Brodawka boli nawet przy odciąganiu laktatorem. Nie ma szans się zagoić. Nakładek dziecko nie toleruje. Kwituje je godzinną histerią z zapowietrzaniem się, ew. odruchem wymiotnym.
          Kończymy kolejno zapaleniem piersi, ropniem, wymiotami, spowodowanymi b.wysoką gorączką, karetką, pogotowiem. Do osłabionego organizmu przyczepia się rota wirus, powoduje zanik pokarmu. Z jednej piersi odciągam 2 łyżeczki mleka, z drugiej leci ropa (nieświadoma jeszcze ropnia położna rozmasowała mi go), a ja dostaję świra. Dziecko przez te 8 tygodni karmienia drze się nieustannie (czasem nocą śpi dłużej). Podaję butlę, nad którą płaczę, a moje dziecię pije, zasypia i śpi 3 godziny. Jest bosko.
          Teraz akceptuję moją sąsiadkę. I na miłość boską, nie porównujcie mleka modyfikowanego do hamburgera!
          • agmani Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 23:20
            Jezeli to wszystko przerobilas, to gratuluje, jesli nie pozabijalas
            w amoku personelu medycznego. A na serio, prawie sie plakac chce to
            czytajac. Myle, ze bylas dzielna babka, ale trafilas na
            niekompetencje siegajaca zenitu.
            Dobrze, ze piszesz o swoich przezyciach, chociaz jesli Twoj nick
            jest od danych Twojego dziecka, to musi to w Tobie naprawde gleboko
            siedziec (zwlaszcza skoro ciagle regularnie bywasz na forum
            piersiowym i prowadzisz bloga o karmieniu butelka - to wyglada
            troche jak nieprzerobiona trauma).
            Pewnie nie uwierzysz, ale tak: wiem, co to brak postepu porodu, cc,
            plaskie brodawki, zapalenia piersi, ropa, szpital, kroplowki,
            goraczka, bol do wycia i masakryczne oslabienie. Nie wiem, co to
            zakazenie po cc, bo to zrobili dobrze.
            A jednak w drugiej ciazy sie zaparlam i sie okazalo, ze mozna. Mlody
            ma rok i cztery miesiace, ciagle go karmie. PRzez jakis czas
            karmilam dwoje dzieci, bo starsza corka sie powtornie dostawila i
            ssala jeszcze niecaly rok.
            Dlatego nie boje sie postawic tezy, ze winne nie jest ani karmienie
            jako takie ani Twoje specyficzne wlasciwosci (osobnicza niemoznosc
            karmienia piersia, czy jak to nazwac).
            Ja w swojej drodze do karmienia postaralam sie (ze zbawiennym
            skutkiem) otoczyc sie kompetentnymi ludzmi, sama zdobyc wiedze (z
            ksiazek, bo niestety moja mama moze pogadac o butelce). I wcale mimo
            to nie bylo latwo, bo doszla sytuacja nieprzewidziana - dziecko
            urodzilo sie za wczesnie, z infekcja, inkubator, oiom itd. Ale
            jednak sie udalo. Dlatego uwazam, ze niepowodzenie karmienia i takie
            cierpienie jak opisywalas nie jest nauczka niczego. Jest porazka
            lekarzy, poloznych, naszej wiedzy zepsutej przez rozne urban legends
            i zabijania z pokolenia na pokolenie naturanego instynktu, bo
            przeciez jest butelka.
            • matylda07_2007 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 23:26
              To nie ja prowadzę tego bloga, ale czytam z uwielbieniem. Niestety, uważam, że jeśli nie będę mieć szczęścia przy drugim dziecku, popartego odrobiną doświadczenia z karmienia pierwszego, to nic mi nie pomoże.
              • matylda07_2007 Re: butelkowe vs. piersiowe 29.05.09, 23:30
                A moje dziecko, tak, ma na imię Matylda, ale nie bywam u Was regularnie. Mam trochę żal, że mi się nie udało, ale jakoś to przeżyłam. Bardziej płaczę nad tym, że jestem niezrozumiana, bo karmię butelką. Bo innym mamom wydaje się, że nie walczyłam na tyle długo, zaciekle. Że mleko modyfikowane, to syf. Nie jest to mleko matki. Jest to mleko modyfikowane, sztuczne. I już.
                • agmani Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 00:03
                  Mleko modyfikowane jest syfem, ale jezeli nie ma mozliwosci
                  karmienia inaczej, to syf chroni przed smiercia glodowa. I tyle.
                  Natomiast jak sie wmawia, ze ten syf jest tak samo dobry albo i
                  lepszy, to dla mnie sie robi z tego syf moralny.
                  Jezeli Cie o jakos uspokoi, to uwazam, ze walczylas dzielnie. Ja tez
                  po swoich zapaleniach walczylam jeszcze dwa miesiace, w trzecim sie
                  poddalam - dla mnie bylo to dlugo, bo wiem, ile mnie to kosztowalo
                  kazdego dnia.
                  Ale to naprawde nie przesadza, czy kiedys bedziesz jeszcze z
                  powodzeniem karmic. U nas, jak pisalam, przyplatala sie ta infekcja,
                  porod wczesniej, pobyt w szpitalu. Bylam strasznie bojowo
                  nastawiona, awantury o smoczek (wiadomo, pielegniarkom latwiej
                  zapychac dziecko smoczkiem, a karmic wg zegarka, ja dostalam lozko
                  obok synka dopiero jak go przeniesli z oiomu na normalny oddzial i
                  wtedy pilnowalam 24 godz. na dobe, na oiomie nie moglam), odciaganie
                  mleka (na ponad 20 dzieci na oddziale, jedynie 4 bylo karmionych
                  piersia, w tym dziecko naszej sasiadki z pokoju, bo po dwoch dniach
                  nie wytrzymala mojego terroru i przeszla solidnie na piers), w domu
                  codzienne wizyty poloznej i walka. Poniewaz zapalenie sie odnowilo
                  (okazalo sie, ze to streptokok, odporny na standardowe antybiotyki,
                  wiec nie dziwne, ze po pierwszym porodzie jak mi nie zrobili
                  posiewu, to dawali jakies niedzialajace), paradoksalnie wlasnie
                  pamiec o pierwszym karmieniu i dodatkowo swiadomosc, ze moje dziecko
                  ju dostalo antybiotyki i sztuczne mleko, daly mi sile do walki.
                  Pomoglo mi wsparcie poloznej, LLL i tego forum tez i sie udalo
                  wszystko przewalczyc. Pewnie dociagne do poltora roku, bo mlody
                  wyglada, jakby sie powoli odstawial, na razie obserwuje i pozwalam,
                  zeby to on zadecydowal. Niemniej po przewalczeniu strepto, problemow
                  juz nie bylo, a w porownaniu z butelka, karmienie piersia ma zalety
                  tez dla mnie. Przypuszczam, ze widzac mnie dzisiaj karmiaca takiego
                  latajacego, samodzielnego chlopca, malo kto by umial to polaczyc z
                  obrazkami z karmienia corki (tego pierwszego, przerwanego). Gdybym
                  sie nastawila, ze sie nie udalo, to ja pewnie butelkowa i juz, to by
                  nic nie wyszlo, jestem dziwnie pewna ;).
                  • moniss.13 Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 10:03
                    Mleko modyfikowane jest syfem, ale jezeli nie ma mozliwosci
                    > karmienia inaczej, to syf chroni przed smiercia glodowa. I tyle.
                    Widać że nie przeczytałaś czy też nie zrozumiałaś zupełnie nic z
                    tego co jest napisane wyżej. Rzadko się udzielam na tym forum, choć
                    mogłabym też pomóc bo karmienie mojej córeczki to była naprawdę
                    niesamowicie trudna droga ale jak się czyta takie bzdury to poprostu
                    ręce opadają. Za to mleko matki, która objada się niezdrowym
                    jedzieniem, pali papierosy i popija piwko to ambrozja pewnie. A
                    takich matek jest naprawdę sporo - nie wszystkie są tak święte jak
                    te tutaj;)
                    • mruwa9 Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 10:36
                      Nawet pokarm matki odzywiajacej sie niezdrowo jest dla niemowlecia
                      odpowiedniejszy, niz pokarm zdrowo odzywiajcej sie krowy ;-)
                      Niemniej ja bym sie nie odwazyla nazwac mieszanek syfem. Tak czy
                      owak, sprawa karmienia czy niekarmienia piersia niemowlecia jest
                      sprawa matki i innym nic do tego (choc szkoda, ze glowny
                      zainteresowany, dziecko, w tym momencie ma tak niewiele do
                      powiedzenia :-( ). Idealne natomiast byloby, gdyby decyzja o
                      karmieniu-niekarmieniu byla podjeta swiadomie, w oparciu o rzetelna
                      wiedze i racjonalne przealnalizowanie wszystkich za i przeciw.
                      Niestety, najczesciej decyzja taka jest podejmowana na podstawie
                      falszywych przeslanek, zabobonow i mitow ("za chudy pokarm", "nie
                      najada sie", "za tlusty pokarm", dziecko nie ma sobie robic z piersi
                      smoczka, itd itp), wzmocnionych niepotrzebnym dokarmianiem , a
                      zwlaszcza- podawaniem smoczka-uspokajacza.
                      • moniss.13 Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 11:21
                        Świetnie to ujęłaś Mruwa, chociaż ta zdrowo odżywiająca się krowa
                        może nie była potrzebna;)
                      • agmani Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 00:12
                        Mieszanka jest produktem tak wysoko przetworzonym, ze przy ledwo
                        odrobinie wysilku dorosly moze odzywiac sie duzo bardziej naturalnie
                        niz ma to miejsce w przypadku malucha karmionego mieszanka. Malucha,
                        ktorego uklad pokarmowy sie dopiero rozwija.
                        A reszta to wejscie w konwencje slowna przyjeta przez mame Matyldy i
                        moja wlasna gra slowna.
                        Przekonuje mnie zdanie na temat mieszanek H. Lothrop w "Das
                        Stillbuch" (szukalam polskego tytulu tej ksiazki, ale nie znalazlam,
                        chodzi o kultowy podrecznik karmieniowy zalozycielki LLL w
                        Niemczech).
                  • kaeira Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 18:10
                    agmani napisała:
                    > Mleko modyfikowane jest syfem, ale jezeli nie ma mozliwosci
                    > karmienia inaczej, to syf chroni przed smiercia glodowa. I tyle.
                    > Natomiast jak sie wmawia, ze ten syf jest tak samo dobry albo i
                    > lepszy, to dla mnie sie robi z tego syf moralny.

                    Nie przesadzasz??
                    Na pewno nie jest "równie dobry", albo "prawie tak samo dobry", albo "prawie idealnie odwzorowujący mleko matki" jak usiłują przekonywać producenci (i inne osoby). Jest gorszy i już. Dla niektórych dzieci (wcześniaki, alergicy, rożne choroby) może być sporo, sporo gorszy niż mleko kobiece. I tak dalej.
                    Ale "syf"?? :-/
                    • agmani Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 19:15
                      Jak fatalne potrafi byc mleko modyfikowane, przekonalam sie na
                      wlasnej corce, niestety.
        • dordulka Re: butelkowe vs. piersiowe 30.05.09, 11:24
          Znaku rownosci miedzy karmieniaem piersia a mlekiem modyfikowanym postawic sie nei da i nikt rozsadny tego sie nei domaga (nie mylic z prostym szacunkiem dla innych pogladow i sposobu zycia). Gdyby tak bylo, nei mialabym poczucia dotkliwej kleski mojego macierzynstwa i wyrzutow sumienia. Cieszylabym sie tylko, ze podaje dziecku wspaniale przygotowany produkt. Tak nei jest. Ale nei jest tez prawda, ze to syf, dzielo szatana i bezwartosciowe krowie scieki. To jest jedzenie, oczywiscie mniej doskonale, niz nasze naturalne, ale jedzenie. Nie ma oczywiscie innych zalet pokarmu kobiecego, ale to tylko jedzenie.
          Mam nadzieje, ze wbrew wielu sadom, dzieki nei bedzie chore i glupie. Szkoda by bylo, gdyby inteligencja zalezala wylacznie od sposobu zywienia we wczesnym dziecinstwie.
          • ciociacesia to tylko jedzenie 30.05.09, 11:53
            ale jestes tym co jesz :)
            • matylda07_2007 Re: to tylko jedzenie 30.05.09, 12:41
              Z przykrością stwierdzam, że ta dyskusja to porażka. Nie liczę już na pełne zrozumienie, ale niektóre z Was mogłyby darować sobie niektórych tekstów wiedząc, że przyszły tu matki, którym się nie udało i to przeżywają, bądź przeżywały. Ja poprostu z delikatności kilku rzeczy bym nie powiedziała. Dobrze, że empatii nie przekazuje się z mlekiem matki, bo bym jej nie miała za grosz. Za to wrażliwość powinna płynąć z pokarmem. Nie denerwowałabym się bzdurami.
              • matylda07_2007 Re: to tylko jedzenie 30.05.09, 12:49
                Źle się wyraziłam. Zbyt ogólnie. Oczywiście nie wszystko, co tutaj zostało napisane uważam za bzdurę! Żeby nie było, że nie doceniam prób nawiązania łączności.
            • dordulka Re: to tylko jedzenie 30.05.09, 12:55
              Spoko, przyjelam do wiadomosci, ze moje dziecko jest "syfem" z "bydlecej wydaliny". Koniec tematu jak dla mnei na razie.
              • moniss.13 Re: to tylko jedzenie 30.05.09, 13:06
                Dordulka nie daj się zwariować. Drugą dzidzię wykarmisz napewno
                piersią i sama zobaczysz, że nie tylko to się liczy. A z tekstami
                typu "bydlęca wydalina" nawet nie mam zamiaru dyskutować, bo to dla
                mnie zupełnie nieosiągalny niski poziom dyskusji;)


                • jagienkas70 Re: to tylko jedzenie 30.05.09, 20:52
                  Nie powinnyśmy walczyć ze sobą, ale z systemem - nekompetentnymi położnymi,
                  kiepskimi lekarzami i pielęgniarkami, albo o poprawę tego systemu, o skuteczną
                  pomoc dla matek, które chcą karmić piersią.

                  Ja sama zrezygnowałam z karmienia piersią, gdy okazało się, że dziecko w miesiąc
                  przybrało mniej niż wynosi norma tygodniowa. A byłam po przeszkoleniu siostry
                  laktacyjnej :(( Nadal boli, zwłaszcza, że drugiego dziecka pewnie nie będzie...
                  Zanim przeszłam z konieczności na butelkę, też myślałam, że mamy butelkowe są po
                  prostu leniwe.
                  Dziś wiem, że bywa różnie, dlatego tym mocniej irytuje pycha tych piersiowych,
                  bo im się udało. Porównywanie mleka modyfikowanego do wydzielin bydła, albo do
                  hamburgera, poniżej krytyki. Mleko modyfikowane naśladuje matczyne w stopniu,
                  jaki jest możliwy na obecnym etapie wiedzy. Całe szczęście, że jest!!!
                  • mika_p Re: to tylko jedzenie 01.06.09, 00:19
                    Jagienka, ale dlaczego walczysz z faktami? Mleko ejst wydzieliną, krowa jest
                    bydłem, a mleko modyfikowane to mleko krowie wysuszone, odbialczone, dosłodzone,
                    od-i-domineralizowane, od-i-dowitaminizowane.
                    Mleko modyfikowane jest przetworzoną w wysokim stopniu bydlęcą wydzieliną. Mleko
                    kobiece też jest wydzieliną, tylko własnego gatunku, nieprzetworzoną i żywą.
                • agmani Re: to tylko jedzenie 31.05.09, 00:17
                  Termin ten nie ma nic wspolnego z tym forum i poziomem dyskusji
                  tutaj, wiec nie rozumiem dlaczego ma byc argumentem w TEJ dyskusji.
              • imrozowa Re: to tylko jedzenie 31.05.09, 09:08
                Osobiście staram się nie wdawać w tego typu dyskusje i przeżywać wyrzuty sumienia na nowo. Nie oceniam innych. Jeśli Was to dziewczyny pocieszy to ja, dziecko karmione wyłącznie "niebieskim" mlekiem, czasem krowim- bo przecież i tego w proszku od czasu do czasu nie było, obecnie świadoma różnic między mlekiem modyfikowanym (niebo lepszym od "niebieskiego")a mlekiem matki stwierdzam, że pomimo iż moja mama karmiła mnie "tą obrzydliwą trucizną z krowich wymion" to mam się świetnie, a mamę kocham ponad wszystko. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby robić jej wyrzuty. Jest wspaniała, bez względu na to czym mnie karmiła.
                • amelllia Re: to tylko jedzenie 31.05.09, 13:37
                  Do stwierdzenia, że mleko modyfikowane jest syfem się nie odniosę,
                  bo jest poniżej jakiegokolwiek poziomu kulturalnego i
                  inetelektualnego. Ale radziłabym wszystkim wypowiadającym te sądy o
                  cielakach zabijanych, by dzieci ludzkie mogły pić mleko ich matek, o
                  tym skażeniu mleka krowiego itp zastanowić się, jak te poglądy mają
                  się do tego, że od pewnego momentu dajecie dzieciom jogurty, serki,
                  a same pijecie mleko z kartonu. Wtdy to już nie syf i cielaczków nie
                  szkoda??
                  • czarodziejka000 Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i tyle. 31.05.09, 16:10


                    • czarodziejka000 Do agmani... 31.05.09, 16:18
                      Nazywajac mleko modyfikowane syfem,ciekawa jestem jak bedziesz w pozniejszym
                      wieku odzywiac "zdrowo" swoje dziecko...wierze (baaaardzzzooo w to wierze!),ze
                      dasz mu WYLACZNIE i TYLKO to co NATURALNE. Taaakkkk....
              • ciociacesia wez przestan 11.06.09, 09:33
                ja sie pod zdaniem o syfie nie podpisuje.
                bo nie uwazam mieszanki za syf - po prostu jest najlepsza sztuczna alternatywa
                dla mleka matki.
                a ze bydleca wydzielina? no przeca to fakt. moje pije wydzieline naczelnych, a
                konkretnie moją - tez dosc obrzydliwie to brzmi.
                ale ja gorsze rzeczy jadam - smarzone kurze zarodki, zwłoki rozmaitych
                zwierzaków. kwestia nazewnictwa. ostatnio pije tez mieszanke, bo moja corka
                dostała od niereformowalnej babci kilka butelek. w koncu to wartoscowe jedzonko :)
        • kaeira Hamburgery... 31.05.09, 18:04
          midla napisała:
          > Wybór oczywiście jest, tak samo jak pomiędzy paleniem i niepaleniem,
          > czy jedzeniem hamburgerów albo sałaty.

          Akurat co do tego, to człowiek raczej dłużej i zdrowiej pożyje na samych hamburgerach niż na samej sałacie.

          Ja tam hamburgery lubię - bardzo lubię mięso, choć jemy go raczej niewiele. Dobre domowe hamburgery są pyszne i zdrowe, ostatnio jadła je moja moja dwulatka. (Ale i hamburger z fast-foodu nie jest dla mnie niczym straszliwym, sama jadam z kilka razy na rok - dziecko też zna już ich smak, biedactwo. Polecam Burger Kinga)

          "Hamburger" czyli pieczywo z mięsem wołowym i warzywami (plus zwykle serem i przyprawami) na pewno nie jest sam w sobie niezdrowy, i bez sensu porównywać go do papierosów. Także bez sensu jest porównywanie go do mieszanki.
          Bo jedzenie hamburgerów (nie mówiąc o paleniu) jest wolnym wyborem człowieka, i bez tych rzeczy można się świetnie obyć bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Zaś bez mieszanki dziecko, które nie może być karmione piersią, obejść się nie może. (Jest chyba oczywiste, że mieszanką karmią nie tylko matki, dla ktorych był to wolny wybór, tylko także te, którym karmienie naturalne się nie udało albo które karmić nie mogą)

    • ila79 Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 16:19
      Moim zdaniem mleko modyfikowane nie jest syfem, ale też daleko mu do
      ideału jakim jest mleko kobiece. Jest to w zasadzie cudowny
      wynalazek, często ratujący dzieciom życie (mam koleżankę, która
      przeszła chemioterapię w ciąży i zaraz po porodzie, o karmieniu
      piersią nie mogło być mowy). Mam wielki szacunek do mam, które
      walczyły, ale im nie wyszło. Nawet sobie nie próbuję wyobrażać, co
      przeszły niektóre z Was, jak tak czytam te historie. Jedna rzecz
      mnie denerwuje. Mam w swoim otoczeniu mamy, które przeszły zaraz w
      pierwszych dniach na butlę z własnej woli, świadomie, z wygody,
      pragnienia wolności, chęci picia piwa itp. I te mamy uważają mnie za
      dziwaczkę i wmawiają mi, że po 9 miesiącu mleko zamienia się w nic
      nie wartą wodę. Nie mam nic przeciwko butli - jak ktoś chce proszę
      bardzo, (chociaż szkoda, że niemowlę nie może się w tej kwestii
      wypowiedzieć) ale robienie z siebie eksperta laktacyjnego i
      wprowadzanie innych w błąd to już gruba przesada.
      • ila79 Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 16:24
        Acha, mój dzieć mając 2,5 roku przestawił się z piersi na krowę
        właśnie:). Domaga się dziennie prawie 0,5 litra (ograniczam mu do
        szklanki, chociaż mamy mleko prosto od krowy) kako, więc zwroty
        typu "syf", czy "bydlęca wydzielina" też mnie drażnią.
    • kaeira O co chodzi z tą bydlęcą wydzieliną??? 31.05.09, 17:49
      Osoby oburzające się na terminy "bydlęca wydzielina/wydalina" bardzo proszę o wyjaśnienie O CO CHODZI?.
      Bo na tym forum nie spotkałam się nigdy z takimi terminami w odniesieniu do mieszanek, a i na innych forach nie kojarzę.
      Może jakieś linki, pliz?
      • midla Re: O co chodzi z tą bydlęcą wydzieliną??? 31.05.09, 19:13
        Czy my się tu nie za bardzo czepiamy słówek? Mleko krowie jest
        krowią wydzieliną, a ludzkie ludzką wydzieliną. Hamburgery domowe
        albo w dobrej restauracji też uwielbiam, i zgadzam się, że na samej
        sałacie to może królik będzie zadowolony. Niestety nie mam w głowie
        żadnego tak jednoznacznie określającego porównania mleka
        modyfikowanego do czegoś innego - może krew syntetyczna was zadowoli?
        Chodziło mi tylko o to, że nie jest to wybór pomiędzy równorzędnymi
        opcjami.
    • jakw Re: butelkowe vs. piersiowe 31.05.09, 22:10
      Bo to już tak jest. Najpierw jest wojna butelka vs pierś, za czas
      jakiś wojna typu nocnikowego ("nocnikowanie" od 7 m-ca życia vs
      wyrzucamy pampersa w wieku nieco późniejszym), edukacyjnego ("jak
      można zaniedbywać dziecko nie ucząc go czytać i języków obcych w
      wieku 18-tu m-cy) itd.
      Ale jeśli piszesz o wyborze to, jak pamiętam, sporo argumentów za
      butelką jest w stylu:"butelka jest super, bo mogę iść bez problemu
      na zakupy/dyskotekę, mogę zostawić dziecko komukolwiek, a poza tym
      biust się nie zdefasonuje". I takie osoby oceniam na podstawie
      używanych argumentów.
      Pzdr
      • mika_p Re: butelkowe vs. piersiowe 01.06.09, 00:23
        jakw napisała:
        > Ale jeśli piszesz o wyborze to, jak pamiętam, sporo
        > argumentów za butelką jest w stylu:"butelka jest
        > super, bo mogę iść bez problemu na zakupy/dyskotekę,
        > mogę zostawić dziecko komukolwiek,"

        A potem jest zdziwienie i poczucie niesprawiedliwości: "jak to? mamy butelkowe
        nie mają w pracy przerwy na karmienie? przecież dziecko ejst równie małe i
        potrzebuje mamy".
        • dalila Re: butelkowe vs. piersiowe 01.06.09, 09:06
          ja osobiscie bardzo bardzo zazdroszcze mamom, ktore moga i dalej karmia piersia.
          Sama walczylam o to 5 miesiecy, ale moim zdaniem to chyba kwestia silnej
          psychiki karmiacaej. Ja juz poprostu niewytrzymalam, mialam totalnie dosyc.
          Przyznaje sie do tego. I tak naprawde nie wiem czy gdybym dalej karmila piersia
          to bym zrobila dobrze, bo chyba bym sie wykonczyla, a dziecko bez matki chyba
          nie byloby szczesliwe... w naszym przypadku chodzilo o alergie. zaczelo sie w 2
          miesiacu. dziecko sie meczylo a ja denerwowalam, stresowalam, ze truje dziecko
          pokarmem... a dodam ze koncze teraz technologie zywnosci, wiec od poczatku
          odzywialam sie wg mnie prawidlowo, zdrowo itd. Bojac sie ze ciagle jem cos
          alergizujacego, ze znowu bedzie cierpiec, musialam eliminowac z diety rozne
          rzeczy (nie sama ale z lekarzem). w rezultacie sie oslabilam i trafilam do
          szpitala, najpierw sie pzreziebilam a potem jeszcze dostalam grypy jelitowej.
          Nie mialam sily dziecka podniesc. i wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? ze
          nikt mi nie potrafil pomoc!! w szpitalu bylam jedyna ktora karmila dziecko
          piersia... (mala trafila ze mna bo sie zarazila) Pytalam lekarzy co ja mam jesc,
          jak mam leczyc u dziecka alergie? przeciez mleko matki jest najlepsze... zaden
          lekarz mi nie odpowiedzial... Ja do tej pory nei rozumiem jak mleko matki moze
          wywolywac alergie? Nie miala jej tylko wtedy, gdy jadlam chleb ryzowy z wedlina
          upieczona przez siebie, warzywa na parze. Niestety na tym jedzeniu dlugo nie
          pociagnelam. z dnia na dzien chudlam, wygladalam jak kosci... A moze ja zle
          robilam? ,moze powinnam jesc normalnie i nie pzrejmowac sie ze dziecko ma cala
          twarz raczkii nozki czerwone, swedzace, ze placze, ze sie drapie? Ale Jaka matka
          by sie mogla nie pzrejmowac cierpieniem dziecka? Ja na prawde nie wiedzialam co
          powinnam robic, czemu nikt mi nie poradzil, zaden specjalista do ktorego sie
          zwracalam?
          w rezultacie itak stracilam pokarm i musialam przejsc na butelke. I gdy ktos
          napada ze sie karmi syfem robi mi sie naprawde bardzo przykro, bo teraz mam 8
          miesieczna zdrowa duza corke w dodatku bez zadnego uczulenia! wszystko minelo.
          Pozdrawiam!
          • otkimi Re: butelkowe vs. piersiowe 10.06.09, 22:20
            zastanawia mnie jedno ...mamy piersiowe walcza z mamami butelkowymi ktore nie
            mogly dluzej karmic badz poddaly sie w jakims momencie ...ale co z mamami
            butelkowymi ktore od poczatku nie karmia bo psychicznie nie moga ? nie ze im sie
            nie chce , nie ze im wygodnie ......
            takie mamy to pewnie trzeba od razu na stosie spalic?
            • kobylczusia Re: butelkowe vs. piersiowe 10.06.09, 23:18
              Mój dzidzio ma ponad 9 miesiecy, od 2 tyg daje mu troche mieszanki, ale do tej
              pory byl na cycu non stop.
              I chciałam napisać że zawsze w sercu myślałam sobie o butelkowych _ że im się
              nie chciało karmić, że się nasłuchały jakiś mitów zamiast do doradcy
              laktacyjnego iśc, myślałam : WŁASNE MLEKO, JEDYNE DOBRE MLEKO, moje dziecko
              przez pierwszych 6 miesiecy nie widziało butelki, nawet wody nie dostało do
              picia. Ale ostatnio troche czytałam na forum butelkowych wpisów i diametralnie
              zmieniałam zdanie. Widziałam ile często się namęczyły żeby karmić. I
              przypomniało mi się jak pierwszee 2 tyg po porodzie walczyłam żeby karmić, jak
              płakałam i modliłam się żeby mi się udało, żeby chwycił brodawke, żeby się
              zassał itd. Był to tak trudny czas, że teraz widzę że gdyby to dłużej potrwało
              to z pewnością złpałabym depreche. A przecież to trwało bardzo krótko, moje
              dziecko mi niegdy nie pożarło brodawki ( no raz może), nigdy nie miałam
              zapalenia piersi. I wcale się nie dziwie że kobiety po prostu się poddają, mają
              dość, walczą o swoje zdrowie psychiczne. I podziwiam że często walczą tak długo
              bo ja bym nie dała rady. I nie zgadzam się na ocenianie miłości matek do dzieci
              po sposobie karmienia, przecież to jest chore!
              • maff1 Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 02:31
                dla tych co nie wiedzą - maff1 jest facetem, weteranem rtego forum.
                Prawdopodobnie jedynym facetem dośc regularnie piszacym na forum.
                Ostatnio nieco mniej udzielajacy sie - z przyczyn zawodowych.
                ustalmy definicję.
                mleko kobiece - najlepszy pokarm jakie dziecko moze dostać w tej
                galaktyce.
                mleko modyfikowane - nędzna podróbka oparta na mleku ukradzionym
                cieletom.
                Ale... mleko modyfikowane jestw sytuacjach kryzysowych
                NIEZASTĄPIONE.
                bez niego wiele kobie utraciłoby potomstwo.
                Czy tego chcemy?
                Niestety wiedza o laktacji, ta znana w szczątkowym zakresie została
                skutecznie wytępiona przeż głupie teorie o nowoczesności, pójście z
                postepem.
                Dopiero od niedawna zauważono ze natura wie lepiej - i warto
                stosować sie do rteguł od tysięcy lat sprawdzonych.
                Niestety cywilizacja, i chaos związany z dostępem do róznych
                informacji (czasem kompletnie "od czapy" np. teorie Tracey Hogg
                które sprawdzają sie wyłacznie w przypadku dzieci o nazwisku Hogg)
                powodują ze ludzie tracą zaufanie do instynktu (czytaj: natury).
                Do tego nakłada sie wpływ czynników środowiskowych ! (np. mamy kóre
                wiedza lepiej) lub uwarunkowania osobnicze. (np. lateralizacja -
                czyli prawo lub lewo ręczność -> dziecko na jedną stronę jest
                nieprazystawialne, na drógą jest ok)
                I jeszcze trzeba zauważyć ze wiedza na temat laktacji w ośrodkach
                medycznych pozornie dobrych jest szczątkowa np. w Warszawie - w
                szpitalu na Karowej, na Inflanckiej, w Instytucie Matki i Dzicka
                naKasprzaka. Ze nie wspomnę o szpitalu na Starynkiewicza gdzie
                tzw "doradztwo laktacyjne" wyżdza wyłącznie krzywdę kobietom chcącym
                karkić piersią.
                Jęsli w dużych aglomeracjach wiedza laktacyjna jest marna - to co
                mozna powiedzieć o szpitalach powiatowych?
                Nie dziwmy sie więc ze wiele kobiet decyduje sie na mieszanki, gdyż
                slyszą tyle powodów by nie karmić piersią!

                Tak naprawdę najważniejsze jest to, by utrzynać przy życiu własne,
                dopiero co narodzone potomstwo. Jaka jest droga by zrealizować ten
                cel - jest drugorzędna.
                i to by było na tyle.
                • maff1 Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 02:34
                  sorry za błedy ort - głownie przyczyną jest pora dnia/nocy.
                  I duże zmęczenie - ostatnio mam dużo pracy.
                  pzdr
    • igawroc82 Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 09:58
      Większość z Was pisze, że karmienie jest "lekkie, łatwe i przyjemne".
      Oczywiście, karmić może większość kobiet, ale wierzcie, że nie każdej musi to
      sprawiać przyjemność. Ja karmię synka piersią chociaż tego nie lubię. Wiem, że
      daję mu to co najlepsze i tylko dlatego karmię i wierzcie mi, że gdyby nie to,
      podałabym butelkę. Nie każda mama musi lubić karmienie piersią. Dlatego nie
      krytykujcie proszę mam które podają butelkę, nawet jeśli powodem nie była jakaś
      choroba czy coś w tym stylu.
      • w_isienka Cała ta "wojna" to głupota 11.06.09, 10:55
        Cała ta "wojna" to jedna wielka głupota i tyle...
        Fanatyzm w jedna i druga stronę to przegięcie i tyle.

        A i owszem na tym forum można spokojnie znaleźć pogardliwe określenia mieszanek
        mlecznych jako np. "proszku do prania"
        tu link:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=92809355&a=92817272
        Moim zdanie osoba, która ma odrobinę kultury i taktu nie będzie takich określeń
        używała,ale to moje zdanie. A jak ktoś inaczej podbudować sie nie umie to
        cóż...
    • beetek Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 12:14
      i znowu ta dyskusja doprowadziła do jednego wniosku - mamy cycowe są super a
      butelkowe wyrodne, czyli jak widzisz zadomowienie Twój apel nic nie dał,
      niestety brak zrozumienia jednych dla drugich (i odwrotnie ) już pozostanie, bo
      przecież matka ćpunka, pijaczka itp ale cycowa daje dziecku "więcej" niż ta
      butelkowa, ta pierwsze daje co ma najlepsze a ta druga sam syf...
      niektóre wypowiedzi tu aż szkoda komentować...
      • szczur.w.sosie Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 12:53
        Ja na KB nie wchodzę, więc po co wy wchodzicie tutaj?
        • igawroc82 Re: butelkowe vs. piersiowe 11.06.09, 14:19
          A może po to, że nie każda mama karmiąca butelką chce się poddać? Może chcą
          jednak karmić piersią ale najpierw się dowiedzieć co źle robią?
Pełna wersja