Dodaj do ulubionych

Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki"...

13.06.09, 22:36
Pani Moniko i dziewczyny kochane!
Jakaś deprecha mnie chyba łapie (czyżby pogoda jesienna w
czerwcu...) i bardzo bym chciała mieć taki wątek-wspieracz, do
którego będę mogła zaglądać w takie paskudne wieczory jak dziś.

Szukam wsparcia u Mam-Karmicielek, których maluszki wałęsały się
gdzieś w okolicach 3go centyla (wg WHO oczywiście) albo i nie.

I ja mam taką "pchłę" - ur. 2580g,(najniższa 2,2kg) w wieku 4,5m-ca
ma 5,8kg. Pniemy się z centyla 0,4 przez 1,4...1,8...teraz 2,2 i
wciąż do góry. Generalnie chłopię zdrowe, pchła ruchliwa, turlająca
się, prawie siadająca ;)...ale z karmieniem pod górkę - straszne
kolki, potem niby już nie kolki tylko wzdęcia po wszystkim co nie
jest indykiem, kurczakiem, marchewką, ryżem, kus-kus. Ma
suplementowany enzym laktaza. Tulony, całowany, chustowany...

Bo generalnie to jest tak, że ja jestem takie "jajko mądrzejsze od
kury" czyli tzw. trudny pacjent/rodzic dla lekarza. Zazwyczaj "wiem
wszystko" o tym, co mnie interesuje ale mądra taka jestem dopiero od
drugiego dziecka, czyli właśnie mojego Kruszyna. Pierwszy jeszcze
mniejszy się urodził ale poległam z karmieniem piersią
dzięki "dobrym radom" położnych, ciężkiej chorobie synka zaraz po
urodzeniu, wyczerpaniu fizycznemu po przeleżanej ciąży. Karmić
chciałam strasznie...i ściągałam całe 6m-cy po 20-30ml dziennie bo
nie bardzo wiedziałam jak tą lektację przywrócić a położna
laktacyjna doradziła mi...karmienie butelką. Ale synek na
Nutramigenie rósł pięknie. W tym wieku co młodszy miał już ponad
7kg.

I chyba problem w tym, że ja z tego karmienia to zrobiłam dla siebie
miarę mojego macierzyństwa :(. Wmówiłam chyba w siebie, że jeśli mi
się nie uda to co to za matka będzie ze mnie. Wtedy, przy pierwszym
dziecku nie miałam też wsparcia rodziny (między mną a moją siostrą
jest 21 lat różnicy a rodzice są z okolic roku 29-go :) więc o
karmieniu piersią żadna babka w rodzinie nie wie nic). Dodatkowo
całe towarzystwo cały czas raczyło mnie i raczy tekstami typu "skąd
ty masz mleko w tych (czytaj małych) piersiach", "czy on już został
przepojony", "dlaczego mu nic nie dajesz oprócz mleka"...

I kurczę, wiem co mówi na ten temat LLL, znam wytyczne WHO,
przeczytałam "Warto karmić piersią", "Piersią spoko" i chyba
wszystkie portale i fora "mleczne" jakie są w internecie...Wiem, że
nie można mieć za mało pokarmu, wiem - że "cyckozwis" jest
potrzebny, wiem, że spanie razem ma sens, wiem, że nie ma mleka za
tłustego czy za chudego, wiem chyba wszystko o laktacji....

i powiedzcie mi, dlaczego czasem przychodzą takie wieczory, kiedy
moje usilne starania o "w dupiemanie" (przepraszam Pani Moniko ale
uwielbiam ten neologizm, zaczerpnięty zresztą z tego forum)
wszystkich tych bzdur ze strony rodziny idą na marne...i to nawet
nie chodzi o moją rodzinę ale o mnie samą. Dziecko ma 4,5mca i
ciągle kłopoty wzdęciowe - ja już nawet nie próbuję wprowadzać
nowości. Rozwija się pięknie ale ja ciągle widzę tylko to, że jest
malutki i ciągle do mnie wraca poczucie winy, że jednak coś jest nie
tak, że mógłby rosnąć bardziej, że jednak nie umiem, nie potrafię
efektywnie karmić...
Mam na szczęście mądrego, kochanego pediatrę, który tłumaczy mi, że
dziecko rozwija się równomiernie, ładnie, powoli i żeby dać mu
spokój...a mnie nachodzą takie doły. Chyba też mąż mnie nie wspiera :
(...bo niby wspiera ale czuję, że najchętniej to daniem butelki
załatwiłby wszystko bo ja bym się wtedy mogła wyspać, wyjść z domu,
zjeść wszystko i nie musiałby mnie wspierać w tym wszystkim
wykazując większe zaangażowanie...

Ech...jakoś nie mam wiary w siebie chyba...:(
Obserwuj wątek
    • nausica Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 13.06.09, 23:18
      Na pocieszenie - moje dzieci wagowo poniżej 3 centyla. Przy pierwszym myślałam,
      że może faktycznie moje mleko do bani... ale po odstawieniu "tył" jeszcze
      gorzej. Urodzony 3100 na rok miał 8600.
      Drugie urodziło się 2200 a na rok miało 7900. Karmię już 19 miesięcy i zamierzam
      dalej (obciążenie alergią).
      Na 4,5 miesiąca starszy miał 5700 a młodsze 5400.
      Oboje rosną powoli ale równomiernie, wzrost już mieści się w siatce = ok 10-15
      centyla. Takie geny:) Grunt, że zdrowe i inteligentne:)
      Takie już mam dzieciaczki:)
      • nausica Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 13.06.09, 23:19
        Dodam, że butelki nie znały, starsze karmiłam 11 miesięcy - butelką nawet nie
        umiałam nakarmić! (musiałam podać wzmacniacz pokarmu w szpitalu).
    • kitri79 Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 00:38
      Każde dziecko jest inne i każde rozwija się w swoim tempie, nie porównuj :)

      Dla pocieszenia: mój starszy też był chucherko - ur.: 2.4 kg, spadkowa: 2.1, 4 m-c: 5.6, 5 m-c: 6.5, dopiero w drugim półroczu zaczął nadganiać i na 1 urodziny miał 9.9 czyli niewiele poniżej 50 centyla. Miał problemy z anemią (jako wcześniak) i dopiero opanowanie sytuacji poprawiło przyrosty. Za to młodszy ur. 3.3, na 5 m-c miał 7.6, zbliżamy się do 10 m-ca i ma między 9 a 10 kg. Mi łatwiej o tyle, że to drugi jest większy a nie na odwrót ;) Za to wydawało mi się, że skoro wagowo jest lepiej to będzie też szybciej się ruchowo rozwijał niż starszy, a wcale tak nie jest. Jaki z tego morał: primo dzieci jednych rodziców różnie się rozwijają, secundo okupowanie dołu siatki centylowej zawsze może się zmienić.

      A na koniec: to, że miewasz wątpliwości, że wciąż szukasz wiedzy, konfrontujesz opinie swoje i otoczenia to przecież jak najbardziej ludzka cecha. Ale fakt, imho zbyt zadaniowo podchodzisz do karmienia, a to jak sądzę nieco psuje związaną z nim radochę. Jeżeli lekarz nie widzi powodów do zmartwień to nie ma co szukać dziury w całym :) Ciesz się dobrymi stronami tej sytuacji, np. tym, że lekkie dziecko jest... lekkie ;)
      • asia889 Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 07:19
        Jeżeli lekarz nie widzi powodów do zmartwień to nie ma co szuk
        > ać dziury w całym :) Ciesz się dobrymi stronami tej sytuacji, np. tym, że lekki
        > e dziecko jest... lekkie ;)

        Oj tak, tak :). Mój najstarszy syn był poniżej 3 centyla aż do 2 lat. Chudzinka
        taka była z niego. A teraz na 50 centyl wskoczył.
    • kaeira Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 09:15
      Tak z ciekawości: jak ty wyliczasz centyle z ułamkami? :-)
      • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 10:46
        kaeira napisała:

        > Tak z ciekawości: jak ty wyliczasz centyle z ułamkami? :-)
        >
        He, he...ze strony WHO pobrałam program WHOArthro do oceny wzrostu
        dziecka. Wklapujesz dane i masz dokładne info o centylach i pukntach
        Z i nawet wykresik zrobi :D
        • kaeira Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 12:14
          A możesz mi przesłać link? Bo na stronie z software jest kilka różnych.
          • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 14:21
            www.who.int/childgrowth/software/en/
            Kaeira - to jest ten sam program, tylko dla różnych systemów - dla
            PC to ten, który powinnaś sobie ściągnąć jeśli masz Windowsy czyli
            dokładnie to:
            www.who.int/entity/childgrowth/software/WHO_Anthro_setup.exe
            Ten link obok "manual pdf" to instrukcja.
            Poniżej jest link do tego samego programu dla Macintosha i jeszcze
            niżej dla systemów Linuxowych.
            • kaeira Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 19:10
              Faktycznie - ale wstyd... ;-) Dzięki.
              • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 14.06.09, 20:01
                Żaden wstyd - ja też się zastanawiałam zanim się zorientowałam...ich
                strony są takie jakies trochę mało "intuicyjne". Program też jest
                dosyć "toporny" ale użyteczny.
    • monika_staszewska Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 15.06.09, 16:04
      No cóż, pocieszam, przytulam, użyczam mankietów na wypłakanie i co
      tam jeszcze trzeba :)
      Za neologizm proszę nie przepraszać, bo skoro to pomaga niech sobie
      będzie :))
      Nie wiem czy to Panią jakkolwiek pocieszy, ale i ja jestem mamą
      Poniżejtrzeciocentylowca :) Co prawda Jasiek to już stary chłop, ale
      trzeciego centyla (wzrostowo i wagowo) jakoś nigdy nie dogonił, a
      jeśli nawet to szybko go porzucał. Tak już miał. I też był taką
      wiecznie kręcącą się Śrubką, energia go rozpierała.
      Skoro Pani Pchła ruchliwa - jak sama nazwa wskazuje - niezmiernie to
      i na szybkie pięcie się w górę po centylach raczej bym nie liczyła,
      raczej cieszyłabym się jak się swojej lini trzyma. A tu pisze Pani,
      że Pchła pnie się pomalutku na kolejne - znaczy jest super.
      A na depresję karmieniową to poza wypłakaniem czy wyzłoszczeniem na
      forum i przytulaniem przez Wpsółforumowiczki polecam chyba jednak
      wątek o głupotach - znam przynajmniej kilka osób co sobie nim humor
      regularnie poprawiają.
      serdecznie pozdrawiam i ściskam jeszcze serdeczniej :)
      monika staszewska
    • zaisa Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 15.06.09, 23:53
      Wspieram:)
      Waga ur. 2520g, skończone 36 tc. Na karmieniu b. mi zależało, chyba dlatego, że
      już tyle marzeń ciążowo-porodowych odeszło w siną dal, że juz chyba wtedy tylko
      to karmienie mi zostało.
      Miałam ten komfort, że Młody został zakwalifikowany jako wcześniak, więc mogłam
      nie przejmować się siatkami centylowymi dla dzieci urodzonych o czasie. I było
      to dużą ulgą:)

      > Pierwszy jeszcze
      > mniejszy się urodził ale poległam z karmieniem piersią
      > dzięki "dobrym radom" położnych, ciężkiej chorobie synka zaraz po
      > urodzeniu, wyczerpaniu fizycznemu po przeleżanej ciąży.
      Było podobnie, jeszcze z cukrzycą, była to trzecia ciąża po dwóch poronieniach i
      stracie bliźniaka na początku, więc spokojna nie była.
      + niedotlenienie okołoporodowe, awaryjne cc, 5/7/8 pkt, inkubator...

      Dzięki głw. jednej wspaniałej kobiecie pracującej w tym nieszczęsnym szpitalu,
      która nauczyła moje dziecko ponownie prawidłowo ssać, karmienie się udało (przy
      okazji ściągnęła mi panią psycholog, bo przy kłopotach z karmieniem zaczęły
      wyłazić traumy poronieniowo-ciążowe). A ona cały czas twierdziła, że tylko
      dlatego się udało, bo to mnie na tym tak zależało:)
      Młodziak na pierwsze urodziny zbliżał się do 9 kg, więc chyba łapał się w
      centyle. Na drugie, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że nasz szczupak wzrostem
      jest kole 50 a wagowo koło 20!
      Z brzuszkiem przejścia mieliśmy fatalne. Pomagał lek na MOJĄ pożółtaczkową
      wątrobę, która jednak jest już trochę felerna mimo prawidłowych prób wątrobowych
      i bez niego było gorzej.
      Dzieci z problemami trawiennymi nie powinno się szczepić dopóki się to wszystko
      nie uspokoi.
      Z wprowadzaniem nowości raczej poczekaj spokojnie - zaczęliśmy jak młody miał
      6,5 m i wreszcie raczył się zainteresować jedzeniem (nie siadał, nie miał
      zębów). Do półtora roku było to głównie próbowanie, pierś była podstawą. Czasem
      miał okresy, gdzie jadł lepiej;)
      W sumie rozwijał/rozwija się fajnie. Nie należał do rekordzistów, przez sen
      łóżeczko często mu się kończyło, nawet jak udało mu się wziąć zakręt. Raczkował
      pięknie, więc nie musiał się śpieszyć z chodzeniem;) Wspindrak z niego jest
      totalny - jak miał półtora roku wlazł nam po pionowej drabince na 2m antresolę.
      Teraz (2l 8m) wchodzi tam z różnymi bambetlami w rękach, mimo naszych upomnień,
      że przynajmniej jedną rękę musi mieć wolną...
      A pierś podjada nadal. Teraz 1-3x dziennie. Tylko tyle, bo jestem w ciąży i
      więcej jednak ciężko mi było;P
      Trzymaj się.Powodzenia w karmieniu i wszystkim innym:)
      Aaa - w pierwszym roku mieliśmy 2 przestoje wagowe, gdy nie przybierał prawie
      wcale - jak było gorzej brzuszkowo i kończyło się infekcją. (albo infekcja już
      się rozwijała i stąd było zwiększenie problemów brzuszkowych).
      Czyli jak na razie jesteście "lepsi" od nas - pniecie się spokojnie równomiernie
      w górę. W tym wieku bylismy po pierwszym kryzysie.
      • biza7 Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 16.06.09, 09:25
        Malwes, ja wprawdzie nie urodziłam kruszynki, bo Klaudia miała 3600,
        ale DOSKONALE Cię rozumiem - i wspieram, podpieram, przytulam i co
        tam jeszcze. Bo i ja mam problem z "zadaniowym" podejściem do
        karmienia, a moje stresy wiążą się z tym, że córcia urodzona gdzieś
        ok. 75 centyla, tak mi wzięła spadła i teraz ledwo z trudem staramy
        się dobijać do 50...... Wiem wiem, głupota totalna. Ale to moje
        pierwsze dziecko, nie mam żadnego prównania, i dla mnie te jej
        centyle mniej więcej tak są ważne jak dla Ciebie.

        Ja też z karmienia piersią zrobiłam sobie - jakoś tak sama nie wiem
        jak ani kiedy - swego rodzaju wyznacznik tego, czy jestem dobrą
        matką. I jak w trzecim miesiącu był problem smoczkowy i walka o
        zwiększenie laktacji, i większy przyrost córci i prawidłowe ssania
        itd..... to na myśl o tym, że mogłoby mi się nie udać i musiałabym
        przejść na butelkę ogarniała mnie histeria i totalna załamka;) A
        najlepsze jest to, że taką wyśrubowaną miarę przykładam tylko do
        siebie, bo jak czytam różne posty na forum to zupełnie inaczej
        podchodzę do tego wszystkiego..... Ech, jakoś tak nie umiem sama
        stosować własnych dobrych rad;)

        Też mam teraz lekkiego doła, ale powiem Ci - i sobie przy okazji
        też - SPOKO, będzie dobrze. Na wszystkich wątkach które czytałam (i
        Ty pewnie też) pani Monika i dziewczyny piszą, że ważne coby dziecię
        się w miarę równomiernie rozwijało (nieważne na jakim centylu), a
        jeżeli jest ruchliwe, zadowolone itd. - to znaczy że tak jest mu
        dobrze....

        W sumie to przypominam sobie, że jak byłam mała (oczywiście okresu
        niemowlęcego nie pamiętam;)) ale jak miałam kilka latek), to byłam
        strasznym niejadkiem, i moja mama się martwiła.... ale na siłę nie
        dało się we mnie nic wcisnąć. I co? - wyrosłam bardzo szybko, bo już
        w podstawóce na 175 cm, a wagowo niby do dziś jestem trochę poniżej
        normy dla mojego wzrostu, ale nic mi z tego powodu nie dolega....

        Więc podsumowując - UWIERZMY W SIEBIE, i chyba powinnyśmy przestać
        stawiać sobie "zadania" (że przybierze tyle i tyle....). Może po
        jakimś roku albo więcej karmienia wreszcie się wyluzujemy zupełnie,
        i wtedy to będzie SAMA PRZYJEMNOŚĆ.....;)) (a mam nadzieję, że uda
        nam się to szybciej).

        Pozdrawiam;)
        • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 16.06.09, 17:02
          Pani Moniko, Dziewczyny - jesteście nieocenione! Post Pani Moniki to
          chyba sobie wydrukuję, oprawię i powiedzę nad miejcem do
          karmienia :).

          Zaisa, my chyba właśnie będziemy mieć pierwszy kryzys, bo starszak
          non-stop przynosi jakieś "mutanciska" z przedszkola i młody po 4,5m-
          ca opierania się wreszcie sam kicha. Nad płucami furczy już jednemu
          i drugiemu ale na razie bez antybiotyków. Przez pierwszy tydzień
          choroby jadł i przybrał ładnie, ale sob i nd było już kiepsko. Od
          dziś jakby lepiej ale między pt a wt (dziś) jak mnie oczy nie
          zmyliły to chyba tylko 20g, wrrr...
          Co do szczepień, to my szczepiliśmy mimo kolek na wszystko, łącznie
          z rota - ale acelularnymi oczywiście (i neurolog i gastrolog kazali
          szczepić). Pewnie dlatego, że starszy brat przedszkolny więc
          zwiększa ryzyko a dodatkowo starszy miał kolki 6m-cy więc aż tyle
          czekac nie można jakby była powtórka z rozrywki. Na szczęście
          szczepienia znosili dobrze.

          Najbardziej przykre, że tyle się mówi o karmieniu piersią,
          statystyki alarmują, że mało kobiet karmi - więc
          nawet "marketingowo" to wydawałoby się, że każdy pediatra będzie
          piał nad matką-karmicielką jak cudnie jej idzie, będzie wspierał,
          zachęcał a tu zwykle człowieka atakują, że trzeba dokarmić,
          dokarmić...i nawet nie to, że własnym mlekiem ale najlepiej
          sztucznym.
    • rupiowa Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 16.06.09, 17:36
      pozwole sobie przylaczyc sie do "kruszynkowych" mam. Mlody urodzeniowo 3 600,
      5,5 miesiaca i 6 400. Do magicznego trzeciego centyla brakuje nam ze hoho..
      Corka tez byla malutka, nawet na butli (dzieki lekarzom szybko stracilam pokarm)
      przekroczyla granice dopiero powyzej 2 urodzin. Ilez to razy slyszalam przy synu
      ze mam go natychmiast dokarmiac. Ilez to razy musialam karnie jechac do
      przychodni na wazenie bo musza kontrolowac czy dziecka nie glodze. Ale
      przetrwalam. Co prawda z wlasnej wygody peklam i podalam mu kaszke jak skonczyl
      4 miesiace (Sinlac ze wzgledu na alergie), od niedawna tez dostaje jabluszko,
      zaczynamy tez z zupami (dzisiejsza proba nieudana). Ale nie chce rezygnowac z
      piersi, chce, zeby to byl najwazniejszy dla niego posilek. I niech sobie bedzie
      ponizej tego trzeciego centyla, dopoki sie usmiecha, kopie, bawi to znaczy ze
      wszystko jest w porzadku.
      • milenamamazuzi Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 18.06.09, 05:32
        MALVES,
        ja jestem w identycznej sytuacji jak Ty.
        Najgorszy okres kolkowy mam za sobą i też próbowałam zacząc rozszerzac diete.
        Niestety efekt natychmiastowy - znowu zagazowane dziecko. Nie da się u mnie
        wprowadzic NIC.
        Ja jestem już bliska rezygnacji z karmienia piersią. A jednocześnie szkoda mi
        tego, że przemęczyłam siebie i dziecko przez ten najgorszy czas i nie
        skapitulowałam. Nie wiem czy dalsze męczenie nas ma sens. A z drugiej strony mam
        poczucie, że nie mam prawa odbierac malutkiej czegoś co się jej należy, co jej
        daje tyle radości, bo ona uwielbia cyckowanie, nieraz mruczy z zadowoleniem
        zasypiajac z piersią w buzi.
        Ważę już 50 kg :( Miałam nadzieję, że jak się skończą kolki to będzie już z
        górki i życie z piersiowym dzieciakiem stanie się normalniejsze.

        Malves, czy możesz napisac o jakie produkty próbowałaś rozszerzac diete? Bo
        wszędzie tylko piszą żeby co kilka dni dawac jeden nowy produkt, ale nic
        konkretniejszego nie mogę nalexc na ten temat. Na pewno nabiał na szarym końcu.
        Ale od czego w miarę bezpiecznie można zaczynac?
        Ja próbowałam wprowadzac pieczoną wieprzowinę (schab i szynkę), jajka oraz
        surowe owoce.
        • malwes Do Mileny.. 18.06.09, 13:10
          Malves, czy możesz napisac o jakie produkty próbowałaś rozszerzac
          diete? Bo
          > wszędzie tylko piszą żeby co kilka dni dawac jeden nowy produkt,
          ale nic
          > konkretniejszego nie mogę nalexc na ten temat. Na pewno nabiał na
          szarym końcu.
          > Ale od czego w miarę bezpiecznie można zaczynac?
          > Ja próbowałam wprowadzac pieczoną wieprzowinę (schab i szynkę),
          jajka oraz
          > surowe owoce.

          Milena - moja bazowa dieta to ryż, kasa kus-kus, marchew, gotowany
          kurczak i indyk, wędliny czyste (bez parówek i pasztetów), surowy
          ogórek, herbata, woda mineralna, chlebki chrupkie, bezmleczna żółta
          Flora.
          Udało się rozszerzyć o
          - gotowany szpinak, ziemniaka,
          - kukurydzę (z puszki bez zalewy oraz chlebki kukurydziane ale
          skład musi być tylko kukurydza i sól morska).
          - Przechodzi smażona wątróbka (smażona bez tłuszczu).
          - Czasem robię zupy warzywne z mrożonek ale wywalam brukselkę,
          fasolka i inne warzywa gotowane w zupie przeszły w miarę.
          - Chrupię też płatki Frutina więc chyba ani pszenica ani niz z
          glutenem nie powinno być problematyczne.

          Owoce coś nie bardzo, surowe warzywa tez nie. Jeszcze sprawdzam jak
          smażone jabłko dodane do ryżu ale mam wątpliwości.
          • milenamamazuzi Re: Do Mileny.. 18.06.09, 17:13
            malwes napisała:

            > Malves, czy możesz napisac o jakie produkty próbowałaś rozszerzac
            > diete? Bo
            > > wszędzie tylko piszą żeby co kilka dni dawac jeden nowy produkt,
            > ale nic
            > > konkretniejszego nie mogę nalexc na ten temat. Na pewno nabiał na
            > szarym końcu.
            > > Ale od czego w miarę bezpiecznie można zaczynac?
            > > Ja próbowałam wprowadzac pieczoną wieprzowinę (schab i szynkę),
            > jajka oraz
            > > surowe owoce.
            >
            > Milena - moja bazowa dieta to ryż, kasa kus-kus, marchew, gotowany
            > kurczak i indyk, wędliny czyste (bez parówek i pasztetów), surowy
            > ogórek, herbata, woda mineralna, chlebki chrupkie, bezmleczna żółta
            > Flora.
            > Udało się rozszerzyć o
            > - gotowany szpinak, ziemniaka,
            > - kukurydzę (z puszki bez zalewy oraz chlebki kukurydziane ale
            > skład musi być tylko kukurydza i sól morska).
            > - Przechodzi smażona wątróbka (smażona bez tłuszczu).
            > - Czasem robię zupy warzywne z mrożonek ale wywalam brukselkę,
            > fasolka i inne warzywa gotowane w zupie przeszły w miarę.
            > - Chrupię też płatki Frutina więc chyba ani pszenica ani niz z
            > glutenem nie powinno być problematyczne.
            >
            > Owoce coś nie bardzo, surowe warzywa tez nie. Jeszcze sprawdzam jak
            > smażone jabłko dodane do ryżu ale mam wątpliwości.
            >


            Dzięki za odp!!
            Mnie pediatra kazała chrupkich chlebków nie jeść - nie wiem dlaczego. Z pieczywa
            jem tylko bułki.
            Obiad to zwykle gotowany indyk z ziemniakami lub ryżem a do tego gotowane
            buraczki bądź marchewka.
            Zupy tzw. rosołkowe na indyku - z ziemniakami albo ryżem albo kaszą manną.
            Popróbuję innych warzywek do zup.
            Największy problem mam ze śniadaniami i kolacjami, bo wędliny u mnie odpadają,
            pieczony schab też nie przeszedł ...
            A no i jeszcze wcinam sporo wafli ryżowych i chrupek kukurydzianych.
            Dużo jem też gotowanych jabłek.
            Spróbuję teraz banana, może przejdzie.
            Zaskoczyłaś mnie surowym ogórkiem :)
            Jak ci się jeszcze coś przypomni to pisz.
            Pozdrawiam

    • beza33 Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 18.06.09, 09:28
      Nic się nie martw mój synuś urodził sie w 36 tygodniu waga 1940 (
      mamusia miała nadciśnienie , cukrzyce ciążową i w ostatnim tygodniu
      w szpitalu jeszcze sie przeziębiła )w szpitalu po 20 godzinach od
      cesarki Pani doktor kazała wyjąc dziecko z inkubatora i próbowac
      karmić z cyca , ale niestety malemu wtedy rosło bardzo tętno i
      spadała saturacja więc siostry kazały karmić z butelki bo się wtedy
      mniej męczył i tak przez 6 dni w tym czasie miałam pokarm
      ściągac ,jak go miałam przy sobie po 7 dniach to nie chciał ssać z
      piersi szukał butelki i tak mu do dziś zostało już 5 miesięcy
      ściągam pokarm , 12.06 był ważony i Pani doktor się dziwiła że na
      pokarmie moim ściąganym tak dużo przybrał waży 6700 i jest długi ok
      64 dopiero od 2 tygodni zaczęłam mu rozszerzac dietę do mleka mojego
      dodaję kleik ryżowy i deserek jabłuszko.Też miewałam doła jak
      przystawiałam małego do cycka a on nie chciał jeść tylko się nim
      bawił albo płakał w niebogłosy że jest głodny a ja mu jakąś
      podpoerdułke daje a on chce szybko się najeść.Walczyłam z nim 1,5
      miesiąca a potem się poddałam .Siedzę teraz i 4 razy dziennie
      się "doję" ;) na razie wystarcza mojego mleka , ale mam już dość
      uparłam się że do końca 6 miesiąca bedzie na moim mleku i już się
      cieszę że to jeszcze tylko 1 miesiąc i powoli będę ograniczać
      ściąganie i powoli przejdziemy na mleko modyfikowane.Mam szczerze
      mówiąc serdecznie dość ściągania pokarmu ,zwłaszcza że zajmuje to
      dosyć dużo czasu rano to nawet godzinę potem różnie 30-40 minut.Boże
      ile czasu mi ucieka ;)w tym czasie mogłabym się zdrzemnąć albo
      wykąpać a nie szybki prysznic na jednej nodze bo mały już się
      budzi.W nocy też jest jazda gazy i jęki ale biorę małego na mój
      brzuch i wtedy lepiej mu się śpi, albo wkładam do buzi smoka i
      masuję brzuszek aż zaśnie,czasem podnoszę i lekko oklepuję bo czasem
      mu się źle odbije i bąbelki jeszcze zalegają w żołądku.Więc tez nie
      dosypiam.
      Ale jak sobie pomyślę że udało mi się przez 5 m-cy podtrzymać
      laktację na tak wysokim poziomie to aż się cieszę ze się nie
      poddałam wcześniej , a z drugiej strony wiem ile mnie to kosztowało
      i jak czytam w różnych gazetach , ksiązkach że pokarm który jest
      ściągany laktatorem zanika po ok 5 tygodniach to się cieszę ze
      jestem wyjątkiem zaprzeczającym regule , właśnie mój smerf oznajmił
      że się nudzi i chce się bawić w klapu klapu więc kończę tą moją
      przydługą wypowiedź . Życzę ci aby twój maluszek przybierał tak aby
      był szczęśliwy i zdrowy i nie ważne czy na "cyckowym" czy sztucznym
      mleku ważne aby się dobrze rozwiłał i dawał ci dużo radochy.
      Pozdrawiam i " nie mart się , uśmiechnij się , nie jest tak źle ,
      problemy są lecz zdrowie masz by rozwiązać je "( nie jestem wielką
      fanką dody ale ten fragment zawsze poprawia mi humor).
    • fajnababka3 Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 18.06.09, 18:36
      Moją córcię z wagą urodzeniową 1800g karmię wyłącznie piersią. Zaczęłam gdy ta
      ważyła 2100 czyli jak ją mi oddali ze szpitala. Zpoczątku nie szło zbyt dobrze i
      po 3dniach cyckowania stwierdziłam że mleko szlag trafił więc jęłam doic się
      laktatorem co godzinkę i po dwóch dniach miałam piękny nawał - wtedy przyszła do
      mnie koleżanka-pielęgniarka co to dzieci do piersi umiała przystawiac i pokazała
      mi taką technikę: główkę dziecka bierzesz w np prawą dłoń a otoczkę lewej piersi
      spłaszczasz lewą ręką - gdy dziecię otworzy szeroko buzię ty szybciutko myk
      nakładasz dziecko na pierś - wygląda to dośc brutalnie ale jest skuteczne bo
      dzięki temu mikrusowi udało się zassac sporo otoczki a przy tym efektywnie ssac
      i nie odsysac się po drodze a więc i nie łapac powietrza. Nie mamy żadnych kolek
      ani wzdęc. Życzę powodzenia i zapraszam na moje forum dla mam mikrusów. Tam
      sobie pogadamy o 3cim centylu:)
      forum.gazeta.pl/forum/f,90480,Calineczki.html
      • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 26.06.09, 21:44
        Chciałam się "pochwalić" że przetrwaliśmy pierwszy kryzys chorobowy
        (80g w tydzień) ale już w tym tygodniu przyrost wyniósł 210g...
        Za dwa dni kończymy 5 m-cy - dzisiejsza waga to 6,04kg...wleżliśmy
        na 3ci centyl :D....ciekawe na jak długo ;)
        • zaisa Gratulacje:) 27.06.09, 01:23
          cieszę się, że po kryzysie chorobowym. Właśnie miałam pytać, jak ze zdrowiem
          chłopaków.
          Mnie na szczęście lekarka mówiła, że jak dziecko chore, to grunt, żeby na wadze
          nie traciło.
          A starszy przedszkolakiem ma zostać od września a drugie ma być w listopadzie
          teoretycznie (więc może być wcześniej). Więc nie wiem, co z tym przedszkolem
          wyjdzie...
        • monika_staszewska Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 29.06.09, 15:21
          Dobrze, że już po kryzysie :) pięknego przyrostu oczywiście szczerze
          gratuluję :)
          i pozdrawiam serdecznie :)
          monika staszewska
          • malwes Re: Wątek wspierający...do karmiących "kruszynki" 30.06.09, 14:11
            Pani Moniko, bardzo dziękuję.
            Zaisa - wielkie dzięki za wsparcie. Co do przedszkola, to ja
            rodziłam w końcu stycznia i starszak został "zatrzymany" na prawie 3
            m-ce - no ale on bardzo chorowity jest i do tego ten sezon był
            paskudny. Jeśli rodzisz w listopadzie to może niech starszak idzie
            do przedszkola na wrzesień i pół października chociaż, zaszczep go i
            siebie przeciwko grypie i jego przeciwko ospie wietrznej (Varilrixem)
            i jakoś przetrwacie...na początku zapozna się z dziećmi, oswoi z
            opiekunami, to jak wróci po przerwie to będzie mu łatwiej niż
            wchodzenie w zupełnie nowe środowisko.
            Ale co do chorowania nie pocieszę, bo starszy w pierwszym roku
            przedszkola, w okresie wrzesień-grudzeń, był w przedszkolu 9 dni :)
            (3 dni chodzenia, 3 tyg choroby) - ale też nie dostawał
            antybiotyków, po prostu siedział w domu z gilem dopóki nie przeszło
            no i musiałam mieć mimo wszystko opiekunkę prawie full-etat.

            A lekarz teraz duma, czy mój mały nie ma tych zmian osłuchowych nie
            z powodu choroby a z powodu...refluksu...wrrr..biedne te dzieci,
            namęczą się - kolki, refluks, teraz jeszcze zęby...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka