Trauma po karmieniu pierwszego dziecka.

25.06.09, 15:47
forum.gazeta.pl/forum/w,898,97084030,97084030,Dodajcie_mi_sily_.html
Drogie Mamy i P. Moniko podsyłam linka do sąsiedniego forum, gdzie zbłądziła pewna mama, która jest przerażona podejściem do karmienia dziecka w szpitalu po cc.
Wiem, że macie dużo cierpliwości w tłumaczeniu "oczywistych oczywistości" i umiecie pocieszyć, więc w imieniu tej przerażonej kobiety proszę o kilka mądrych słów.
    • mama_nikodemka Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 25.06.09, 22:06
      znam ten bol :( ja tez pozno dostalam dziecko do karmienia, urodzilam o polnocy
      we wtorek a karmilam dopiero w czwartek poznym popoludniem!! w szpitalu jako
      tako karmienie mi szlo, tez zadnej pomocy chociaz pielegniarka wiedziala ze mam
      problemy :/ to co dzialo sie przez 3 m-ce pozniej to byl istny koszmar, piersi
      moje byly w oplakanym stanie, pocharatane, krew lala sie strumieniami, plakalam
      razem z dzieckiem, nastawiona jednak bylam na karmienie wiec nie poddalam sie
      mimo nalegan meza i mamy bym dala butelke i dalej sie nie meczyla, dzis
      stwierdzam ze gdybym miala przezyc to po raz drugi to nie dalabym rady, wina za
      te wszystkie traumatyczne przezycia obarczam fakt ze pozno doatalam dziecko do
      karmienia, teraz wiem ze przy drugim dziecku wybiore taki szpital w ktorym
      dziecko dostaje sie od razu (chociaz bardzo chcialabym urodzic sn)
    • monika_staszewska Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 26.06.09, 13:45
      No cóż, mogę się tylko domyślać jak trudno jest tej Kobiecie.
      Oczywiście jeśli zajrzy do nas na forum napiszę co tylko będzie
      trzeba, jeśli do mnie zadzwoni tym bardziej postaram się jej pomóc,
      ale niestety na innym forum nie będę jej doradzała - chodzi o
      zasadę, że "wymądrzam się" tylko tu u nas. Jeśli natomiast
      Niezawodne Forumowiczki zechcą wyjaśnić na "Życiu rodzinnym" parę
      spraw będzie wspaniale.
      pozdrawiam :)
      monika staszewska
      • boguszynka Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 27.06.09, 09:16
        Witam Pani Moniko,
        jest mi truno i to bardzo. Im bliżej terminu cc tym mój lęk jest
        większy. Bardzo się boje. Samo cc mnie nie przeraża a chyba powinno.
        Ale boje się tego co będzie później. W opisywanej mojej historii
        opowiadam o tym co mnie spotkało ponad 3 lata temu. Urodziłam
        dziecko przez cc ok godz. 14. Mogłam je zobaczyć na 5 minut i
        zabrano mi je. Żadnego przystawiania do piersi - nic. Zero kontaktu
        z dzieckiem. Dziecko jak i ja w pełni zdrowe. Ale ja niedoświadczona
        mama myślałam, że tak musi być. Przyniesiono mi dziecko następnego
        dnia rano. Kazano karmić na leżąco bo 24h musiałam tak leżeć.
        Dziecko nie chciało ssać. Wcześniej było karmione butlą. Zaczęto na
        mnie krzyczeć, ubliżać. Panie położne mocno szarpały za moje piersi,
        naciągały, itp. Ból był okropny. Dziecko mimo wielu prób nadal nie
        chciało jeść. Moje brodawki wyglądały koszmarnie. Były naderwane,
        leciała z nich krew i bolały bardzo. Oczywiscie je smarowałam,
        masowałam ale nie było skutku. I tak wyglądał każdy dzień w
        szpitalu. Waga dziecka zaczeła spadać i trochę je podkarmiali
        sztucznie. Oczywiście kiedy poprosiłam o butlę - zrobiono ze mnie
        wyrodną matkę. Pielęgniarki, położne były bardzo niegrzeczne.
        Przepłakałam cały pobyt w szpitalu. Wróciłam do domu i następnego
        dnia miałam już ponad 40 stopni gorączki. Zapalenie piersi. Pomagała
        mi położna z mojego ośrodka zdrowia. Jednak mimo jej pomocy dziecko
        nadal nie chciało ssać piersi. W nocy płakało z głodu a ja przy
        każdym przystawieniu krzyczałam z bólu. Byłam bezsilna. Postanowiłam
        po 2 tygodniach od narodzin spalić pokarm i cały koszmar się
        skończył. Niestety mnie czekały wizyty u lekarzy i leki - byłam w
        kiepskim stanie psychiocznym. Dzisiaj znów wszystko wraca. Boje się
        tego bardzo. Tego, że znów ktoś będzie na mnie krzyczał i ubliżał.
        Może to głupie ale boje się, że jeżeli się sprzeciwię to mogą zrobić
        coś mojemu dziecku. Chciałabym karmić swojego dziecko swoim mlekiem.
        Ale nie wiem czy będę w stanie przystawić dziecko do piersi. Czy
        pokonam w sobie tę barierę. Chcę odciągać pokarm i tak karmić. Może
        będzie łatwiej. Biorę również ze sobą mleko modyfikowane i butelki
        (aby szpital przypadkiem nie zbiedniał w powodu karmienia mlekiem
        modyfikowanym). Jestem dorosłą kobietą a czuje się jak dziecko. I
        boję się jak dziecko. Nie wiem co robić i jak sobie z tym radzić.
        Proszę o pomoc.
        • biza7 Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 27.06.09, 09:40
          Nawet sobie nie wyobrażam tego horroru, jaki przeszłaś - jesteś
          bardzo dzielna, że się z tego pozbierałaś i że w ogóle jeszcze
          myślisz o tym, żeby drugie dziecko karmić piersią!

          Nie wiem gdzie mieszkasz, ale czy nie masz możliwości wyboru innego
          szpitala?? Może napisz gdzie chcesz rodzić - może Dziewczyny będą
          mogły Ci doradzić.

          Zobacz też na tej stronie:
          www.laktacja.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=625&Itemid=82
          Może gdzieś niezbyt daleko od Ciebie jest jakiś doradca laktacyjny??
          Dobrze byłoby chyba, żebyś spotkała się z taką osobą (i myślę że nie
          tylko raz), a najlepiej "zaklepała" sobie jej pomoc zaraz po
          porodzie w szpitalu i ewentualnie nawet w domu. Jakbyś miała przy
          sobie taką fachową pomoc do nauki przystawiania w szpitalu,
          to "mądre" położne nie musiałyby się mieszać (i pewnie lepiej by
          było).

          Ja rodziałam sn, ale moja koleżanka rok wcześniej miała cc, i przez
          jakiś czas nie mogła się pozbierać - odbierała cc jako swego rodzaju
          porażkę chyba.... Na szczęście się pozbierała. I na jej przykładzie
          mogę Ci powiedzieć: to jak urodzisz (sn czy cc) nie ma znaczenia!!!!
          Jesteś wspaniałą i jedyną, najukochańszą mamą Twojego dziecka, i
          tyle! Nie wmawiaj sobie i nie daj sobie wmówić, że poród sn jest w
          czymkolwiek lepszy od cc!! - No bo niby w czym?? Ważne, żeby dziecko
          zdrowe i bezpieczne przyszło na ten świat, i żeby mama również była
          zdrowa.

          Na ŻR piszesz, że nie masz takiego wsparcia od męża jakiego
          potrzebujesz - bardzo mi przykro z tego powodu. ALE - zastanów się,
          może to tylko emanacja Twoich lęków i obaw?? Przecież kochacie się i
          na pewno mąż chce dla Ciebie i dla dziecka tego co najlepsze. Może
          po prostu się boi, że czego by nie zrobił, będzie źle - Ty będziesz
          dalej niespokojna, nieszczęśliwa, problemu nie załatwi, więc woli
          się wycofać? Mężczyznom czasami jest dużo trudniej poradzić sobie z
          takimi sytuacjami niż kobietom, bo inaczej myślą - ich psychika jest
          nastawiona na "załatwianie spraw", rozwiązywanie konkretnych
          problemów. Kilka lat temu, jak miałam takie tam stany nerwicowe, to
          mój mąż początkowo nie potrafił zrozumieć, dlaczego odczuwam
          potrzebę omawiania ciągle, w kółko od początku tego samego. Ale w
          końcu załapał, że tak już mam, i zaczął słuchać, starał się nie
          okazywać zniecierpliwienia, i to pomogło mi się pozbierać.

          Może zaproponuj mężowi, żeby też odwiedził nasze forum, żeby
          poczytał różne wątki i zorientował się, czym jest karmienie piersią
          dla kobiet i jakie czasami są z tym straszne problemy?? Może wtedy,
          zaopatrzony w taką dodatkową wiedzę, nie będzie się czuł bezbronny
          wobec Twoich lęków i obaw, i bardziej odczujesz jego pomoc i to że
          przy Tobie jest?

          Pisz, wylewaj żale i lęki - jak się je nazwie po imieniu, to często
          łatwiej potem z nimi walczyć. I pamiętaj - masz prawo się bać, masz
          prawo "zachowywać się jak małe dziecko", masz prawo oczekiwać pomocy
          i wsparcia. I masz prawo być wściekła na tych, którzy "pomogli" Ci
          tak bardzo ostatnim razem. Może spróbuj przekuć tę złość w energię
          do walki o swoje prawa??

          Aha, no i jeszcze jedno - to że coś wydarzyło się raz, nie znaczy że
          się powtórzy! Powtarzaj sobie to jak mantrę - bo naprawdę sytuacja
          wcale nie musi się powtórzyć! A jak już urodzisz, to może będziesz
          zaglądać tu na KP?? Pisać o ewentualnych problemach - Pani Monika i
          dziewczyny naprawdę potrafią w bardzo wielu sytuacjach pomóc (mi też
          pomogły).

          Trzymaj się!!
          • boguszynka Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 27.06.09, 10:09
            Przed chwilą przeczytałam o tym, że jestem "histertyczką". Może i
            jestem. Może zachowuje jak niedojrzała kobieta. Ale sama się sobie
            nie dziwię. Bo nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył podobnej
            sytuacji. Łatwo jest ocenić i owszem, ale trudniej zrozumieć.

            Nadal myślę o karmieniu piersią i chciałabym tego bardzo. Ale
            poprostu się boję, że znów powtórzy się koszmar. Dlatego pomyślałam,
            że może dobrze choć odciagać pokarm i tak karmić?

            Niestety tu gdzie mieszkam nie ma doradcy laktacyjnego, najbliżej
            ok. 100km. Nie ma szkoły rodzenia - nie ma możliwości żadnej pomocy.
            Jedynie można załatwić coś po znajomości. Wczoraj poprosiłam swojego
            lekarza aby pomógł mi w takiej sytuacji. Aby postarał się
            porozmawiać z położną aby ta starała się mi pomóc w razie problemów.
            Będę walczyć o to aby dziecko było przy mnie i abym mogła je jak
            najszybciej przystawić do piersi.

            Już dzisiaj wiem, że mam mleko w piersiach. Także to połowa
            sukcesu!!!


            Mój mąż doskonale zajmuje się dzieckiem i robił to od pierszych dni.
            Niestety ze mną idzie mu znacznie gorzej. Też rozmawiałam wiele
            razy, prosiłam aby mnie wspierał. I on twierdzi, że to robi. Ale
            tylko twierdzi. Ja go nie obwiniam. I tak mam pomoc w nim. Przykro
            mi, że z wieloma problemami jestem całkiem sama. Ale to również może
            być moja wina. Nie tylko jego.

            Ja sobie powtarzam ciągle, że dam radę. Będę silna i nie poddam się.
            Próbuje się wewnętrznie buntować.


            Dowiedziałam się dzięki forum, że mój szpital łamie prawa pacjenta
            postępując tak a nie inaczej. Że nie mają prawa mnie zmusić do
            żadnej formy karmienia. To bardzo mi pomogło. Dzięki temu jestem
            bogatsza w argumenty. Bo wcześniej nie miałam pewności.

            Za to bardzo dziękuję.
            Pozdrawiam
        • monika_staszewska Re: Trauma po karmieniu pierwszego dziecka. 29.06.09, 15:19
          Współczuję Pani z całego serca. Opisanego przez Panią zachowania
          położnych nawet nie będę komentować, bo niby jak. Takie sytuacje w
          ogóle nie powinny się zdarzać!
          Pierwszą rzeczą, którą najchętniej bym Pani doradziła to zmiana
          miejsca rodzenia, ale wiem, że czasami jest to po prostu niemożliwe.
          Dlatego warto by było, jak już napisała Biza7, żeby się Pani
          zorientowała czy w okolicy nie ma speca od laktacji i nawiązała z
          nim kontakt jeszcze przed porodem.
          Oczywiście opcja, którą Pani na razie bierze pod uwagę czyli
          karmienie odciąganym mlekiem też jest dobra.
          I może zadzwoni Pani do mnie (jestem pod redakcyjnym telefonem 022
          555 31 10, w poniedziałki, czwartki i piątki od 9.00 do 12.00),
          czasami już sama dłuższa rozmowa i próba spojrzenia jakby nieco z
          boku na całą sytuację pomaga, a czasami wypłakanie żalu czy obaw -
          serdecznie zapraszam, już teraz przed porodem, tym bardziej, że
          możemy się wówczas umówić na sposób kontaktu po porodzie, żeby nie
          musiała Pani czekać aż będę w pracy.
          Bardzo serdecznie Panią ściskam i pozdrawiam życząc zmniejszenia
          obaw i lęków choć o odrobinę :) no i oczywiście udanego porodu :)
          monika staszewska
Pełna wersja