gdzie w tym wszystkim jest matka?

19.07.09, 12:08
ja mam pytanie do Pan forumowiczek, jak sobie radzicie z gotowaniem
obiadow, jedzeniem, korzystaniem z wc.Moj maly ma kolki to jest
jedna sprawa, druga wisi bez przerwy na cycu, a trzecia nie spi w
dzien, za tydz skonczy 2 miesiace.Ja niemam czasu na nic ani pojsc
do wc ani zjesc,zreszta moja dieta jest tak okrojona ze pewnie juz
dostalam anemii, bo wczoraj mi sie zrobilo ciemno w oczch i zaczelo
serce kolatac tak jakby mi mialo z piersi wyskoczyc, dobrze ze
akurat siedzialam z malym a nie szlam po schodach naprzyklad.Co ja
mam zrobic by moc chociaz skorzystac z wc i zjesc. nie jestem
wyrodna matka, kocham swojego synka ale wiecie ze mam juz go czasem
dosc, pewnie juz wpadam w depresje.Chcialm mu dawac smoczka ale tu
zostalam zbesztana na forum za swoje przekonania.To w takim razie
prosze powiedziec mi jak wy to robicie? kiedy jecie, korzystacie z
wc czy nawet idziecie pod prysznic?bo ja jak odloze malego do
lozeczka momentalnie sie budzi i sie drze. co mam robic by nie byc
wyrodna matka i nie wykitowac, bo juz wtedy nikt mu nie da piersi na
zawolanie u mojego malego czytaj (bez przerwy).tez jestem
czlowiekiem i juz nie daje rady, nie cieszy mnie to macierzynstwo
tylko dobija.Chyba na drugie sie nie zdecyduje, jak przezyje
to......... :((((
    • kammik Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:19
      Chcesz powiedzieć, że od dwóch miesięcy nie korzystałaś z toalety i nic nie
      jadłaś? Nie, prawda? Więc jednak się da :) Moje dzieci były piersiowymi
      wisielcami przez pierwszych kilkanaście tygodni. Danko lewe, danko prawe, danko
      lewe, zmiana pieluchy, bieg do toalety. Przy pierwszym miałam luksus - babcia
      pod ręką, podstawiała posiłki pod nos, brudne ubranka zabierała do prania, zanim
      zdążyłam je odłożyć etc. Przy córeczce niestety - babcia daleko, więc trzeba
      sobie radzić. Jadłam wtedy, jak młoda jadła. Przykrywałam ją tylkoo tetrą, żeby
      za bardzo nie ufajdać :) Gotował jej tata, wieczorem, on też wieczorem ogarniał
      chałupę, prał, zmywał, prasował. Starszy syn też się przydał - odgrzał obiad,
      skoczył po drobne zakupy, odkurzył. Kiedy mała miała ze 2 miesiące, ugotowałam
      swoją pierwszą zupę - ależ byłam zadowolona :)

      Czy twoje dziecko jest alergikiem, że masz okrojoną dietę? Twoje zdrowie też
      jest ważne, przy braku czasu na gotowanie ważne jest, zeby to, co się zdąży
      zjeść, było wartościowe - owsianka z suszonymi morelami robi się sama, a zawiera
      masę zelaza.

      To normalne, że jesteś zmęczona i czasem masz dość. Ale to wszystko minie. Moja
      córka ma teraz 7 miesiecy i czasem tęsknie do tych dni, kiedy można było
      siedzieć/leżeć godzinami i nic nie robić poza karmieniem jej i czytaniem ksiażek :)
    • desse_o Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:22
      Oj, czytam to jak powtórkę ze swojego życia z młodym człowiekiem.
      Śniadania robił mi mąż, często kanapki na resztę dnia też. Potem nosiłam dziecko
      w chuście jak chciałam coś zjeść. Jak mąż wracał, to gotowałam i dzieliłam
      jedzenie na porcje i pakowałam w torebeczki do zamrożenia. W ciągu dnia
      wystarczyło wyciągnąć i rozmrozić. Czasem prosiłam też mamę o pomoc, ona coś mi
      ugotowała i przywiozła już poporcjowane. Jadłam na podłocze obok leżącego na
      macie dziecka. Niestety jem tak do dziś, a mały ma 5,5 miesiąca. Wkładałam też
      go do leżaczka i zabierałam do toalety, do kuchni itd. Przyznam, że schudłam
      strasznie i mroczki przed oczami też się zdarzały.
      Kąpałam się jak tylko poszedł spać wieczorem, przyznam, że czasami nawet co dwa
      dni, bo codziennie się nie dało.
      Gdyby nie mąż, to chyba bym wyskoczyła oknem.
      Do łóżeczka nie odkładałam, bo mały telepatycznie wyczuwał jak tylko o tym
      pomyślałam.
      Proponuję wypróbuj leżaczek. Jak będziesz po prysznicem, to możesz na malucha
      zerkać. Nawet jak popłacze, to wiesz, że nic złego z nim się nie dzieje.
      Powodzenia.
      • czarny_eda82 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:39
        przestan daj smoczek i juz to ty jesteś matka i ty decydujesz ja
        karmię piersią i daje smoka i mam czas dla siebie bo szczesliwa
        matka to szczesliwe dziecko !!
        • izzzkaaa Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 21:06
          ja dałam smoka od razu po przyjezdzie ze szpitala mała od razu pieknie ssała
          wiec nie miałam oporów,u mnie było ciszko do 6 tygodnia pozniej zaczełam oduczac
          zasypiania przy cycu jakos poszło.teraz zasypia raczej sama je po przebudzeniu a
          srednio co 2godziny
      • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:42
        Czasem moja siostra jest w domu i potrzyma malego a ja na 5 minut
        wskakuje do kibelka a tak to niestety sie nieda i pewnie gdyby nie
        moja siostra to 2 miesiace nie korzystalabym z wc, moze to jest
        smieszne, ale sie nie da,przeciez z malym nie pojde na kibelek.a jak
        go odloze to sie drze wnieboglosy az sie siny robi.Niestey moj maz
        nie jest na tyle wyrozumialy i nauczony jak tu pani pisze bo jak
        przychodzi do domu z pracy to musi miec obiad, a posprzatac i
        wrzucic rzeczy do pralki to wogule sie nie odzywam.ja musze to
        wszystko robic.Kanepek mi nie zrobi bo do pracy wstaje o 4 rano a
        wraca po 17 do domu.Niestety jestem skazana tylko i wylacznie na
        siebie.Co do diety mam tak okrojona bo sie boje cos zjesc bpo maly
        bez przerwy ma koli juz probowalam infacol, grip water teraz daje
        espumisan to wszystko pomaga tylko na poczatku stosowania przez dwa
        dni :( a pozniej znowu to samo.......
        • czarny_eda82 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:45
          z tym wc to przesada jescze zaden noworodek nie umarł od płaczu i
          myśle że jak wyskoczysz na minutke dwie do kibelka a dziecko
          poplacze nic mu sie nei stanie nie dajmy sie zwariwać ,jestem matka
          równiez to moje pierwsze dziecko i tak robie przeciez pampersa
          sobie nie założe a małej sie nic nie stanie jak poplacze przez moj
          pobyt w wc tez zostaje z nia sama przez cały dzień
        • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:46
          olgakg napisała:

          > Niestey moj maz
          > nie jest na tyle wyrozumialy i nauczony jak tu pani pisze bo jak
          > przychodzi do domu z pracy to musi miec obiad

          No to pora go wychować.

          > Kanepek mi nie zrobi bo do pracy wstaje o 4 rano a
          > wraca po 17 do domu.
          No przepraszam. Mój wstaje wprawdzie o szóstej, ale po pracy wieczorem wskakuje
          jeszcze na poddasze, gdzie wykańcza dodatkowe pokoje i schodzi stamtąd po
          północy a mimo to w między czasie znajduje czas, żeby zająć się rodziną.


          > Co do diety mam tak okrojona bo sie boje cos zjesc bpo maly
          > bez przerwy ma koli juz probowalam infacol, grip water teraz daje
          > espumisan to wszystko pomaga tylko na poczatku stosowania przez dwa
          > dni :( a pozniej znowu to samo.......

          To został CI jeszcze bobotic i sab simplex. A potem to już tylko cierpliwość.
          Jak widzisz niejedzenie niczego też nie pomaga.
        • basiak36 A gdzie sie podziala rola meza:) 19.07.09, 14:11
          Kanepek mi nie zrobi bo do pracy wstaje o 4 rano a
          > wraca po 17 do domu.Niestety jestem skazana tylko i wylacznie na
          > siebie.

          To chyba zacznij od wychowywania meza :( Co on robi w takim razie jak wraca do
          domu? Nawet jesli idzie spac o 20tej, to ma czas miedzy 17ta a 20ta aby zajac
          sie dzieckiem?
          Moj maz 'przejmowal' i caly czas tak robi, opieke nad dziecmi w momencie kiedy
          wraca z pracy.
          A ja do pracy wstaje o 5 rano, wracam o 17.30 i wcale przez to nie mam taryfy
          ulgowej.
    • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 12:38
      olgakg napisała:

      > ja mam pytanie do Pan forumowiczek, jak sobie radzicie z gotowaniem obiadow,
      jedzeniem, korzystaniem z wc.

      Teraz już lepiej wcześniej robiłam to jak się udało :)Szczególnie jeśli chodzi o
      gotowanie obiadów. Mieszkam z córką i mężem, który jest wyrozumiały i potrafi
      sobie coś sam przyrządzić :) Jak było tragicznie to w ruch szła chusta. Wtedy i
      ugotowałam i uprałam i do WC dałam radę i kawę wypić po ludzku. A pod prysznic
      szłam po wręczeniu dziecka tatusiowi.


      > zreszta moja dieta jest tak okrojona ze pewnie juz
      > dostalam anemii

      A po co? Z powodu kolek. Przeciez jak widzisz to nie pomaga. Dziecko będzie
      miało kolki nawet jak się będziesz żywić wodę. Kup mu jakieś krople i przestań
      się katować.

      > bo ja jak odloze malego do lozeczka momentalnie sie budzi i sie drze.

      Spróbuj karmienia na leżąco i zostawiania jak uśnie i wypuści pierś. U mnie
      czasem działało.
    • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 13:06
      ja karmie roznie raz w pozycji klasycznej a raz na lezaco, maly
      wlasnie tak je az zasnie i wypusci piers co prawda to trwa godzine
      lub dluzej i spi ale tylko na raczkach bo jak probuje go odlozyc do
      lozeczka lub wozka odrazu sie budzi i wola cyca i odpoczatku
      kolowrotek.Co do meza niestety, sam sobie nie przyzadzi, bo nie umie
      gotowac, jedynie kanapki mu zostaja, ale nie moge nie ugotowac, niby
      zajmuje sie malym jak mu powiem ,ale tez zauwazylam ze jak maly sie
      urodzil to on byl strasznie za nami, siedzial non stop w szpitalu, a
      jak teraz maly daje w d.... za przeproszeniem to widze ze maz sie
      oddalil odemnie, woli siedziec przy kompie niz ze mna pogadac.
      • mad_die to ja Ci powiem tak 19.07.09, 13:38
        - Nie karm na rękach, tylko zawsze na leżąco i zostawiaj małego na
        Waszym łóżku - nawet jak zaśnie na 5 czy 15 czy 30 minut to masz ten czas dla
        siebie.
        - Moja córka co prawda nie była takim "wrzaskunem" i jak chciałam wziąć
        prysznic, to brałam ją do łazienki, kładłam na podłodze na poduszce do karmienia
        a sama prysznicowałam się do woli (lub do jej stanowczego "mamo kończ już te
        kąpiele! aaaaaa!") Podobnie było z siku, poduszka, podłoga, ja sikam ona patrzy
        mi głęboko w oczy ;) Do teraz jeszcze córka lubi ze mną być w łazience, często
        gęsto razem bierzemy prysznic - bo tak szybciej :)
        - Przez te kilkanaście pierwszych tygodni żywilismy się przeważnie mrożonkami
        (warzywami róznymi mrożonymi) do tego jakiś makaron czy ryż, kawałek mięsa
        i już - obiad się sam robi! A wiele razy było i tak, że obiadu nie było i już.
        Wtedy jakieś frytki czy pizza i też da się żyć :D Poprosiłam też naszego kolegę
        kucharza, aby ten ugotował mi gar bigosu, podzieliłam go na porcje i miałam na
        obiad ratunkowy. Da się! Mąż wtedy odgrzewał obiad albo zajmował się
        córką, jak ja to robiłam.
        - Podobnie z praniem i sprzątaniem - robiliśmy to albo w weekend, wtedy razem,
        nie ma zmiłuj, razem mieszkamy, razem brudzimy, więc razem sprzątamy. Albo ja to
        robiłam, jak mąż wracał z pracy - wtedy jemu wręczałam córkę a sama szłam się
        "relaksować" przy sprzątaniu ;)
        Da się!

        Masz jakiś dołek chyba, zobacz światełko w tunelu ;) Patrz na to, co dobre (np
        że mały spał te 10 minut, dobre i 10 minut) i to co Ci wychodzi, nie skupiaj się
        na rzeczach mało ważnych czy frustrujących - na to będzie jeszcze czas :D

        No i nie męcz małego tymi specyfikami na kolki, skoro mu nie pomagają. Tylko
        karm, nawet i godzinę - skoro to skutkuje snem małego. Ja stosowałam wszystkie
        sposoby mi znane, żeby córka spała w dzień chociaż trochę. I uwierz, że z
        biegiem czasu będzie lepiej! Bo będzie!
      • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 16:04
        To po co w ogóle odkładasz? Niech śpi tam gdzie zasnął.

        >Co do meza niestety, sam sobie nie przyzadzi, bo nie umie
        > gotowac, jedynie kanapki mu zostaja
        No to niech jada na mieście. Wygląda na to, że masz w domu niemowlę i przedszkolaka.


        > woli siedziec przy kompie niz ze mna pogadac.
        A próbowałaś go zaangażować, czy czekasz aż się domyśli. Nie patyczkuj się tylko
        wręcz mu dziecko i nich przebierze, albo zabawi.
        • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 15:20
          > To po co w ogóle odkładasz? Niech śpi tam gdzie zasnął.

          czyli u mnie na rekach, bo tylko na rekach zasypia!
          • okri2 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 16:51
            Jak karmisz na leżąco to przecież nie trzymasz na rękach? Karmisz tak długo aż
            odpłynie, puści pierś (pokarm nawet 1,5-2h) najlepiej w łóżku z pilotem w ręku,
            żeby Ci się nie dłużyło. Potem delikatnie schodzisz z łóżka i gotowe :)
          • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 19:35
            olgakg napisała:

            > > To po co w ogóle odkładasz? Niech śpi tam gdzie zasnął.
            >
            > czyli u mnie na rekach, bo tylko na rekach zasypia!


            A podczas karmienia na leżąco nie zasypia?
    • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 13:08
      nie chce tu robic z niego jakiegos egoisty czy potwora,bo jak mu
      wrecze malego to sie zajmuje nim, do czasu az maly sie zaczyna drzec
      wnieboglosy wtedy wymiekka i mi go daje.
      • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 16:06
        olgakg napisała:

        > nie chce tu robic z niego jakiegos egoisty czy potwora,bo jak mu
        > wrecze malego to sie zajmuje nim, do czasu az maly sie zaczyna drzec
        > wnieboglosy wtedy wymiekka i mi go daje.

        No to wręczaj mu częściej...
      • basiak36 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 16:52
        olgakg napisała:

        > nie chce tu robic z niego jakiegos egoisty czy potwora,bo jak mu
        > wrecze malego to sie zajmuje nim, do czasu az maly sie zaczyna drzec
        > wnieboglosy wtedy wymiekka i mi go daje.

        To wtedy Twoja kolej wymieknac i przekaza dziecku tacie. Nic nie stoi na
        przeszkodze zeby czas od momentu kiedy wraca z pracy, spedzal z dzieckiem. Ty
        nakarmisz, on zajmuje sie dzieckiem caly czas. Nie ma zadnych powodow dla
        ktorych musialoby byc inaczej.
    • monika3411 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 13:33
      Wiesz Olgo, wydaje mi się, że problem macie Ty i Twój mąż. Co to
      znaczy nie ugotuje, bo nie umie? Ty się z tą umiejętnością nie
      urodziłaś. Nauczyłaś się. On też może się nauczyć. Przecież nie musi
      gotować wykwintnych obiadów z 5 dań. Ziemniaki i jajko sadzone zrobi
      nawet największy ignorant ;-)
      Co to znaczy, że nie zrobi prania? Wrzucenie brudów do pralki i
      wsypanie proszku to żadna filozofia.
      Ja rozumiem, że pracuje. Każdy pracuje. To normalne, że dorosły
      mężczyzna - tzw głowa rodziny pracuje. Ty też pracujesz. Tyle, że
      Twojej pracy nikt zdaje się nie docenia....
      Zdaję sobie sprawę, że rozmowa z mężem przyzwyczajonym do
      obskakiwania może być trudna, że może skończyć się kłótnią. Ale
      trzeba ją przeprowadzić. Być może Twój mąż nie widzi, że padasz na
      nos i trzeba mu otworzyć oczy. Powodzenia :-)
      • mad_die Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 13:44
        O o o, właśnie, to też jest ważne.
        Moja mama nie na darmo mi mówiła, że męża sobie trzeba wychować, i to wychowanie
        trwa przez cały czas bycia ze sobą. Rozmawiać, rozmawiać, i jeszcze raz
        rozmawiać. BO tak, to tylko brnąć będziecie i żyć obok siebie. A w końcu to jego
        dziecko też, co z tego, ze płacze jak się nim zajmuje, małe dzieci płaczą.
        Trzeba zrobić coś, co spowoduje, że przestanie płakać.
        Mój tez z początku jak brał córkę na ręce i ona zaczynała płakać, to mówił "weź
        ją i daj jej cycka". Ja mu wtedy mówiłam, żeby wymyślił coś, żeby ją zająć na te
        kilka minut chociaż. Nie mówię, że było mu łatwo, bo słuchanie płaczu własnego
        dziecka nie należy do przyjemności, ale jak mus to mus. Nosił ją wtedy
        brzuszkiem do dołu na ręku lub szedł na spacer. Teraz mają lepszy kontakt, ale
        jeszcze nie idealny ;)
    • niebioska Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 13:44
      śniadanie robi mi mąż. drugie zostawia w lodówce. rano gada z młodym (10 tyg.),
      a ja w ekspresowym tempie biorę prysznic i ubieram się (co to makijaż - nie
      pamiętam, włosy ścięłam jeszcze w ciąży). do toalety chodzę (co ja mówię -
      biegam), gdy syn gada z karuzelą. choć zdarzyło mi się pójść w jego
      towarzystwie, gdy spał w chuście. bo śpi tylko 2 godziny w ciągu dnia, a i to
      pod warunkiem, że właśnie w chuście. poza tym ucina sobie drzemki przy piersi,
      odkładany - momentalnie się budzi. mąż robi zakupy, gotuje obiady i sprząta.
      czasem chłopaki pójdą razem na spacer i wtedy nie wiem, co ważniejsze - domycie
      czegoś tam, czego facet nie zauważa, prasowanie pajaców czy depilowanie nóg.
      to nasze pierwsze dziecko, z drugim nie powinniśmy zbyt długo czekać, bo oboje
      już po 30-stce, ale nie wiem, czy to ma szanse powodzenia. nie dałabym chyba
      rady z drugim takim cycozwisem, gdy obecny biegałby po domu.
    • basiak36 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 14:09
      Ja bralam prysznic przed wyjsciem meza do pracy, wtedy on zajmowal sie
      malenstwem i starszym dzieckiem. Gotowalam obiady wieczorami, wtedy maz zajmowal
      sie malenstwem:)
      Smoczka nie dawalam, bo malenstwo bylo w chuscie i moglo ssac piers kiedy
      chcialo. Musialam zabierac starsze dziecko do szkoly i na zajecia pozalekcyjne
      wiec taki system bardzo sie przydal.
      Na kolki nie stosowalam diety, bo kolka i diety niewiele maja wspolnego,
      stosowalam masaz niemowlat i noszenie w chuscie.
      Jadlam wszystko na co mialam ochote, kolki minely ksiazkowo okolo 10-12 tygodnia.
      Dziecka w sumie nie odkladalam nigdzie, jadlam obiad czytajac ksiazke, a dziecko
      siedzialo u mnie na kolanach na poduszce do karmienia, tez jedzac obiad, albo
      spalo w chuscie.

      Przy pierwszym dziecku, mimo ze mialam mniej obowiazkow, bylo mi trudniej, bo
      mialam wrazenie ze to 'przyklejenie' dziecka do mnie bedzie wieczne i bardzo z
      tym walczylam. Dopiero z czasem pojelam ze to 'przyklejenie' trwa tylko jakis
      czas i warto z tego korzystac, relaksujac sie ile sie da:)
      Wiec z drugim dzieckiem juz inaczej to zorganizowalam i jak starsze dziecko bylo
      w szkole, byczylam sie na calego z mala przy piersi, czytajac ksiazki, piszac
      maile, jedzac odgrzany obiad ktory zrobilam poprzedniego wieczora:)
      Aha i co drugi wieczor gdzies wychodzilam, bo wiedzialam ze mala pospi u taty w
      chuscie miedzy 20ta a 22ga i tata sobie jakos poradzi:) Wiec szlam na basen, na
      tenisa, do kolezanki na pogaduchy:)
      A w dzien z mala tez chodzilam na pogaduchy do kolezanek:)
    • karol_bia Postaraj się aby mniej płakał 19.07.09, 16:42
      Jakbym widziała siebie sprzed kilku lat. Współczuję. Nie poddawaj
      się i znajdź sposób na te kolki. Teraz też mam kolkowca ale jakoś
      radzimy. W najgorszych momentach był wózek na balkonie, albo bujanie
      jedną nogą na leżaczku aż zasnął.
      Przy drugim dziecku pomógł mi artykuł o skali Brazeltona, o
      zrozumieniu dziecka, zaczęłam zauważać co mały lubi a czego nie. No
      i teraz jest bardzo wesołym dzieckiem, śmieje się cały czas mimo
      tych kolek. Jak boli go brzuszek to masuję dość mocno i puszcza
      bąki :), daję wodę koperkową i żyjemy normalnie, a ja cieszę się
      macierzyństwem czego i Tobie życzę.
      Wyluzuj i pokombinuj sama, może smoczek, może leżaczek albo jeszcze
      coś innego pomoże. Mój mały nie lubi być w dzień w sypialni na
      przykład a kuchnię uwielbia i nawet sam tam sobie spokojnie posiedzi.
    • budzik11 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 17:05
      Ja dzieci nie odkładałam do łóżeczka w dzień. Młodszego nosiłam w chuście, albo
      leżała na kocu, który jeździł za mną wszędzie. Jak brałam prysznic - on był na
      kocyku przy drzwiach łazienki. Albo brałam prysznic jak spał. To samo z
      gotowaniem - albo był w chuście, albo leżał na kocu na podłodze. Przy szybkim
      skoczeniu do WC nawet się nie orientował, że mnie nie ma, albo był na tyle
      "towarzysko zaspokojony", miał na tyle zaspokojone poczucie bezpieczeństwa, że
      mu nie przeszkadzało poleżenie kilka minut beze mnie. Wszystko inne -
      sprzątanie, prasowanie, zabawa ze starszą córką, czytanie itp - odbywało się w
      ten sam sposób - albo młody w chuście, albo my obok niego na kocu. Nigdy nie
      narzekałam na brak czasu. co do spania w nocy - spał z nami przez 1,5 roku,
      dzięki czemu karmiłam go w półśnie, rano nawet nie pamiętałam ile razy się
      budziłam. Mąż też w niczym mi nie pomaga, młody ma prawie 2 lata, a on nigdy np.
      nie pomógł przy kąpieli, nigdy nie zmienił synowi pieluchy - dlatego radzę sobie
      sama.
    • kai_30 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 17:21
      Pewnie gdybym postępowała jak Ty, byłabym równie wykończona. Ale ja robię
      inaczej - mały zasypia przy piersi, a próba odłożenia do łóżeczka też kończy się
      wrzaskiem, więc karmię go na leżąco i nie odkładam nigdzie - po prostu jak już
      wypuści pierś delikatnie się odsuwam i wstaję. Albo przeciwnie - przytulam i też
      zasypiam :) A jak mały się wyśpi, kursuje między leżaczkiem, karuzelką w
      łóżeczku i matą edukacyjną (dwumiesięczne dziecko potrafi już z zainteresowaniem
      wgapiać się w kolorowe zabawki, a ja mam wtedy wolne). Poza tym mój chłop nie ma
      taryfy ulgowej, chociaż wraca do domu po 21-ej. Po przyjściu z pracy kąpie
      małego (ja w tym czasie mogę wziąć szybki prysznic), potem ja karmię, a on
      odgrzewa sobie obiad, jeśli jest, a jeśli nie ma, to żadna tragedia, robi sobie
      kanapki, tosty albo jajecznicę. Rano z kolei to do taty należy przewijanie,
      wstawianie prania i ogarnięcie bałaganu, jeśli mi się nie udało, bo mały
      kaprysił poprzedniego dnia.

      Obiady gotuję najczęściej wtedy, kiedy jesteśmy wszyscy w domu - tata zajmuje
      się małym, a ja staram się ugotować więcej, żeby zamrozić. Zupy tylko z mrożonek
      warzywnych - wrzucam do garnka, doprawiam, i po 15 minutach zupa gotowa. Jeżeli
      mały jest naprawdę marudny, a jestem z nim sama, pozostaje chusta - to jest
      dopiero luksus, dziecko sobie śpi, a ja mogę robić wszystko, na co mam ochotę
      (no - poza kąpielą ;)). Tyle tylko, że mój waży już ok. 8 kilo, więc za długo go
      nosić nie mogę, bo mam problemy z kręgosłupem.

      Jeśli dziecko płacze, bo ma kolki, a nie z głodu, równie dobrze może się nim
      zająć tata. Nie masz wyjścia, musisz wychować sobie męża - wraca o 17, więc jest
      w domu naprawdę sporo czasu i powinien Cię odciążyć. Korona mu z głowy nie
      spadnie, jak posprząta czy pod Twoim nadzorem przygotuje obiad i kolację. Z
      kolei dziecko też nie umrze, jeśli popłacze w czasie kiedy będziesz korzystać z
      toalety czy robić sobie kanapkę. A zjeść możesz już z małym przy piersi przecież.

      Niestety, ale pod wieloma względami masz to, na co sobie sama zapracowałaś, nie
      wciągając męża do obowiązków domowych.
      • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 18:17
        Tak, byloby wszystko ok, gdybysmy nie mieszkali z moimi rodzicami,
        moj maz uwaza ze jezeli nie jestesmy na swoim, to niema obowiazku
        ugotowac czy posprzatac.Byl temat braku czasu a zeszlismy na temat
        obowiazkow mojego meza :) Napewno byloby inaczej gdybysmy mieszkali
        sami.Pewnie bym go zmuszala i do spzatania i gotowania.:)
        • biza7 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 19:55
          Hej, ale skoro mieszkacie z rodzicami, to czy oni nie mogliby pomóc??

          My też jeszcze nie na swoim - mieszkamy z rodzicami mężą - i
          gotowanie itd. było na ich głowie. Zresztą, dziadkowie bardzo się
          cieszyli że mogą pomóc - chociażby poprzez robienie mi kanapek......
          Tak samo sprzątanie - jak teść odkurzał, to i u nas w pokoju. Teraz
          córeczka już starsza, więc spokojniej się zrobiło, i pranie i
          sprzątanie jestem przeważnie w stanie sama ogarnąć, ale nadal jak
          jest jakaś kryzysowa sytuacja to korzystam z pomocy teściów.....

          A z wyskoczeniem do łazienki czy prysznicem to u mnie było tak, że
          starałam się to robić w trakcie drzemek córci (też bywały bardzo
          krótkie, i nieraz jak byłam w łazience to się budziła i płakała). Aż
          w końcu nadszedł ten dzień, kiedy słysząc płacz Klaudii po
          zakręceniu wody pod prysznicem nie dostałam histerii.... No tak to
          niestety jest, że małe dzieci płaczą, ale to nie znaczy od razu, że
          dzieje się jakaś krzywda. W końcu o siebie też musisz zadbać, i to
          również DLA DOBRA TWOJEGO DZIECKA;))

          A leżaczek też się sprawdzał - ponieważ prysznic z musu jest bardzo
          krótki, więc często było tak, że Klaudia nie zdążyła się
          zniecierpliwości, a z początku była zbyt zaaferowana tym co się
          dzieje, żeby płakać;))

          Więc mimo trudnej sytuacji - próbuj więcej wymagać od męża
          (chociażby w kwestii pomocy w bezpośredniej opiece nad dzieckiem,
          jeśli nie w pracach domowych), a i swoich rodziców zaangażuj, w
          końcu są dziadkami i jakieś obowiązki też mają (a nie same
          przyjemności)....;))
        • kai_30 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 20:11
          olgakg napisała:

          > Tak, byloby wszystko ok, gdybysmy nie mieszkali z moimi rodzicami,
          > moj maz uwaza ze jezeli nie jestesmy na swoim, to niema obowiazku
          > ugotowac czy posprzatac.

          W takim razie zupełnie już nie rozumiem. A przy dziecku też uważa, że nie ma
          obowiązku Ci pomóc? Zresztą argument Twojego męża jest troszkę bezsensowny,
          zdajesz sobie z tego sprawę? Nie dość, że Twoi rodzice zapewniają Wam dach nad
          głową, to jeszcze (według Twojego męża) powinni po Was sprzątać i Wam gotować?
          Bo jeśli robisz to Ty, to zupełnie nie ma znaczenia przecież, gdzie mieszkacie...

          A Twoi rodzice są niepełnosprawni czy kompletnie nie interesują się wnukiem,
          skoro nie możesz go zostawić pod ich opieką nawet żeby do wc wyjść?
        • kai_30 I jeszcze: 19.07.09, 20:16
          Wiesz, tu nie chodzi o "zmuszanie" męża do czegokolwiek. Chodzi o to, że on też
          jest rodzicem, nie tylko Ty, i dobrze byłoby, żeby to czuł od samego początku.
          Nie mówiąc już o tym, że jako Twój partner powinien Cię wspierać, tak zwyczajnie
          i po ludzku.

          Cały czas mam wrażenie, że dla Ciebie postawa męża jest niejako usprawiedliwiona
          - on jest od "pracowania", Ty jesteś od zajmowania się domem i dzieckiem. W
          takiej postawie rzecz jasna nie ma nic złego, o ile obie strony dobrze się w
          swoich rolach czują. A tu wychodzi, że dobrze czuje się tylko Pan Mąż, mając
          zapewniony pełen komfort.
    • w_isienka Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 21:12
      Skoro mąż nie chce pomagac w domu może niech opłaci kogoś kto ugotuje, posprzata
      i zrobi pranie?
    • mika_p Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 22:29
      Ola, przede wszytskim mąż ma obowiązek cię odciążyć w zajęciach domowych.

      Mój maż po urodzeniu córki zaczął pracowac w systemie 12/24 - kiedy miał dzienną
      zmianę, to wracał z pracy, przebierał się, zjadał coś i zabieral Małą na spacer.
      Po nocy spał trochę (niedużo, bo mial możliwosć drzemki w pracy) i zajmował się
      domem. Pomijając dzienne zmiany, obiad dostawałam pod nos w trakcie karmienia.
      Jak w dzien pracował, to przygotowany obiad był taki, że wystarczyło ugotować
      do niego ryż (ryż lepszy niż ziemniaki, bo się wrzuca i gotuje okresloną ilość
      czasu, a ziemniaki są różne).
      Ja do gotowania powróciłam w 3. roku życia córki, bo mąż wolał zająć sie garami
      niż dzieckiem.
      Od odwózkowania dziecka zakupy robię tylko drobne (chyba że mnie zachłanność
      dorwie na rynku warzywnym), bo jest oczywiste, że siatkę noszę w jednej ręce, a
      drugą mam do łapania dziecka - teraz są wakacje, więc mogę robic ciut grubsze
      zakupy, bo Pierworodny nosi.
      Koszule mąż prasuje sobie sam, z tego samego powodu co gotował: mając wybór
      między prasowaniem a opieka nad maluchem, woli prasować.
      Właściwie tylko zrobienie prania jest moją domeną, wieszaniem się dzielimy,
      zdjemuję ze sznurów i układam w szafkach ja.

      Ty, Olu, po prostu nie masz warunków, by oddać się dziecku - a małe niemowlę
      tego oddania wymaga. I musisz to mężowi wbić do głowy: opieka nad niemowlęciem
      jest czasochłonna, pracochłonna, powoduje niedobór snu i sił.
      Po maratonie piersiowym zadzwoń do męża i opowiedz mu o tym, jak mija ci dzień:
      że karmiłaś godzinę i z sukcesem wzięłaś prysznic i teraz masz około 5 minut na
      rozmowę, ale właściwie kosztem II śniadania. Im więcej będzie wiedzial o tym,
      jak ci trudno, z tym mniejszym oporem pogodzi się z domowymi obowiązkami.

      A do jedzenia najlepsze są mrożonki warzywne, słusznie ktoś ci wyżej napisał.
    • tonika80 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 22:43
      Olga, dziewczyny napisały już chyba wszystko... ja jeszcze dodam od
      siebie:
      Nie daj się wciagnąć w tę smoczkową nagonkę. Jak masz dość to zatkaj
      dziuba bo sie wykończysz. Dziecko też od razu będzie spokojniejsze.
      Nie sądzę, żeby taki uporczywy płacz był dla dziecka przyjemny :-/
      W najgorszym wypadku, jeśli tylko zobaczysz, że coś niedobrego
      dzieje się z techniką ssania to po prostu odstawisz smoka i już. A
      do tego czasu pewnie kolki miną!
      Moje oba dzieci smoczkowe, oba na piersi bez problemów a ja na
      wszystko mam czas.
      Gadałam ostatnio z moją koleżanką, która nadal karmi 2-latka
      piersią. Rozmawiałyśmy o smoczkach - ten jej chło[pczyk do teraz
      używa smoka do zasypiania. Stwierdziła, że smok to wybawienie i
      żałuje, wprowadziła go dopiero po paru tygodniach od urodzenia
      małego.
      Nie dajmy się zwariowac!
      • malwes Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 23:28
        No cóż...mam dwóch synów. Jeden 5.5 roku, drugi 5.5 m-ca.
        Obaj byli totalnie kolkowi - pierwszy miał robione EEG bo darł się
        tak, że neurolożka załamywała ręce...a drugi był 100x gorszy.
        Starszy płakał 5 m-cy i ten też 4,5 m-ca. Odwiedzaliśmy pediatrów,
        neurologow, gastroenterologów - przy drugi pomogło sporo
        suplementowanie enzymu laktaza....
        - ale do rzeczy:

        - o mężu nawet nie napiszę bo dla mnie nie do pomyślenia jest coś
        takiego a usprawiedliwianie męża nie mieszkaniem we dwoje - tym
        bardziej. Mąż ma dokładnie tyle samo obowiązków domowych co i Ty -
        praca zawodowa jest o wiele bardziej męcząca niż dzień z płaczącym
        dziekiem (a mam dobre porównanie - pracują na wysokim stanowisku,
        przez wiele godzin itp, mąż też). U nas w domu dzielimy się
        obowiązkami (poza karmieniem piersią oczywiście :) prawie po
        połowie. Jedno robi to, drugie co innego - ale mąż i ugotuje i
        poprasuje itp. Kurczę...każdy cywilizowany człowiek musi umieć
        zadbac o podstawowe funkcje życiowe ;) - umieć sobie zrobić jeść,
        uprać własne gacie i je uprasować oraz posprzątać własne otoczenie.
        To takie minimum.
        Bo potem będzie ciężej! Skoro mąż wymięka przy płączu dziecka w
        niemowlęctwie to jak sobie poradzi z inną rangą problemów - pierwsze
        sukcesy w szkole, stawianie granic, kształtowanie osobowości, wpływ
        towarzystwa, poważniejsze choroby..."ojcostwo" to poważna praca. To
        jego obowiązek.


        Jak przetrwać...
        - przede wszystkim zaakceptować swoje dziecko. Ja wiem, że
        człowieka zazdrość zżera jak widzi inne mamy z wózkami a parku, w
        sklepach, gdzie dzieci fikają nóżkami i śpią grzecznie wiele godzin -
        ja sobie tłumaczyłam..."tak, zazdroszczę, ale co z tego, że tamte
        nie płaczą, skoro moje płacze a moje kocham ponad wszystko". Dlatego
        nigdy nie byłam zła na dziecko, zawsze nosiłam, tuliłam, śpiewałam,
        chustowałam - czasem miałam dość i szłam się wyryczeć do kibelka
        żeby nie przekazywać emocji dziecku.
        - robić masaż, nosić w chuście, kłaść na brzuszek ciepłe okłady
        - wykluczyć infekcje dróg moczowych i bakterie w kale
        - skonsultować z lekarze podanie probiotyków - Dicoflor30 czy
        BioGaia
        - spróbować SabSimplex, Lefax, Infacol, proszek troisty
        - zadzwonić do pani Moniki i jednak porozmawiać o diecie -
        niekmoniecznie bezmlecznej, pani Monika pomoże ustalić czy coś
        innego może być winowajcą
        - zakupy robić przez internet (ja robię w PiotrzeiPawle
        - ustalić z mężem harmonogram zajęć i wieczornego gotowania z
        mrożonek na następny dzień
        - jak się da - opłacić pomoc domową, choć na parę h w tygodniu,
        prosić rodzinę, znajomych o pomoc
        - wstawać rano i planować dzień aby nie tracić czasu - może
        prysznic dasz radę wziąć zanim mąż śmignie do pracy (zdecydowanie
        odradzam łażenie w szlafroku cały dzień)
        - na czas siusiu umieszczać dziecko w bezpiecznym miejscu
        - spróbujcie dźwięków suszarki, okapu, odkurzacza - może coś
        zadziała. Czasem oprósz "szuszania" potrzeba zaciemnienia pokoju,
        owinięcia dziecka...

        I czekajcie - to minie - w liceum na pewno już będzie po kolkach ;)
        • malwes Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 23:31
          aaa...i jeszcze...ja tam mimo tego co Wam napisałam o synkach,
          smoczka NIE dawałam i jednak radzę tej "nagonki" posłuchać. Bo jak
          do tych kolek dojdą jeszcze problemy karmieniowe-posmoczkowe to
          będzie dużo większa jazda. No chyba, że Ci nie zależy na karmieniu
          piersią i nie masz nic przeciwko nasileniu dolegliwości przez
          karmienie butlą, to można ryzykować ;)
          Ja przeżyłam cyckozwis totalny przez 3 m-ce i siedzenie nocami z
          dzieckiem śpiącym na brzuchu. W tym czasie staralam się zaspokoić
          potrzeby pięciolatka czytając im książeczki, rozmawiając itp.
          • tonika80 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 19.07.09, 23:45
            Malwes, Twój pierwszy post na wagę złota, ale już z drugim się nie
            zgodzę ;-)
            Z moich obserwacji wśród znajomych wynika, że proporcje są nieco
            inne niż sie to tutaj na forum przedstawia: Przy podaniu smoczka
            ISTNIEJE RYZYKO zaburzeń ssania , a nie - przy podaniu smoczka
            ISTNIEJE SZANSA że ssanie się nie zaburzy.
            Dlatego oczywiście trzeba obserwować i czuwać czy ta technika się
            nie psuje, ale moim zdaniem zalety podania smoczka (zwłaszcza w tym
            przypadku) przewyższają EWENTUALNE ryzyko.
            Matka też człowiek, a im bardziej sfrustrowana i umęczona tym gorzej
            dla dziecka. Pewnie, że macierzyństwo to nie sielanka a obowiązek.
            Ale może to być obowiązek przyjemny a nie pasmo udręk i wyrzeczeń.
            • okri2 świetnie Ciebie rozumiem! 20.07.09, 00:30
              Tyle się wypłakałam w pierwszych 3 miesiącach! Nie radziłam sobie z tym, że
              dziecko jadło 1,5h potem przez pół coś tam się działo (zmiana pieluchy,
              zabawianie, kibelek z córa na kolanach, przygotowywanie kanapek z córką
              na rękach) i jazda od początku. Potrafiła nie spać całe dnie. Ponieważ karmienia
              na leżąco sprawiały mi ból (córcia źle łapała, poza tym malusieńkie piersi :) to
              karmiłam na siedząco. Koszmarnie bolał mnie kręgosłup.

              Ja zaczęłam kombinować ze smoczkiem i skończyło się zapaleniem sutków. Brałam
              antybiotyki (bo nie wiedziałam, że to przez smoczek - dopiero tel. do p. Moniki
              uratował moje piersi).

              Zero Babć, mąż wyjeżdżał, czasami na kilka dni.
              Kolki koszmarne! Nic nie pomagało, po 3 miesiącu przeszło samo.
              Zakupy - dziecko w nosidełku, a zakupy w plecaku. Nie mogłam używać wózka, bo
              mieszkam na 5 piętrze(bez windy) i nie udźwignęłabym wózka z dzieckiem + zakupy.

              Chce mieć drugie dziecko i dzisiaj widzę mnóstwo dobrych stron w takim
              piersiowaniu. Kwestia zorganizowania się. Na pewno kupię sobie chustę i oleję
              wszystko :))

              Potrzeby fizjologiczne lecą w dół, więc dzieć nawet na rękach nie przeszkadza :)
              Po to by umyć siebie :) czy ręce odkładałam na przewijak (mam taki lekki,
              miękki), jak płakała, to wiadomo, że tylko na czas mycia, a to nie trwa 20min.

              Prysznic, obiad gotowany na 2 dni i pranie wieczorem - pierwszy nocny sen
              dziecka jest najdłuższy (moja spała 2h).
              Kanapki z dzieckiem na rękach, nie miałam chusty, ale kombinowałam z
              nosidełkiem, w praktyce robiłam kanapki jedną ręką - chleb krojony, wędlina
              krojona, pomidory wieczorem przygotowane na następny dzień.
              Konsumpcja zawsze podczas karmienia.

              Do tego książka, pilot, forum...

              Później opatentowałam wózek - jedną nogą kołysałam, a wolnymi rękami gotowałam
              coś na szybko. Jeździłam z wózkiem po całym domu :)

              Wynajęłam opiekunkę, cudna sprawa! Wprawione kobiety mają takie piękne podejście
              do dzieci.

              Jeszcze tylko miesiąc przed wami, a potem będzie z górki. Pomyśl tak: to TYLKO 3
              miesiące w całym Twoim ... letnim życiu.

              Ściskam mocno i polecam mówić głośno o swoich potrzebach. Ja tutaj widzę problem
              w Twojej pogorszonej kondycji psychicznej, dlatego tulę jeszcze mocniej i
              proponuję wypłakać się (wieczorem pod prysznicem? albo mężowi w kołnierz).
              PaPa
              • olgakg Re: świetnie Ciebie rozumiem! 20.07.09, 14:01
                chyba ma Pani racje!!!Dzieki za wypowiedz,troche mi ulzylo :) tez
                robie wszystko jedna reka.To samo mam co Pani miala, dziwne ze w
                dzien nie spi, przeciez maluchy potrzebuja snu w dzien,na pomoc
                niestety mnie nie stac.Ale pocieszam sie ze jeszcze miesiac :)
                tylko.:)
                • justcedr84 :) 20.07.09, 14:12
                  Ja też mam podobnie, rownież Cię rozumiem:) Mój synek mam też 2 mce. Trzeba to
                  po prostu przetrwać. Czasem robię tak wkładam małego do wózka i biorę go
                  wszędzie ze sobą, mam małe mieszkanie nie wszędzie wózek się mieści to stawiam
                  w drzwiach, nie zawsze wychodzi. Mówię dużo do niego, żeby wiedział, że jestem
                  blisko. Dobrym rozwiązaniem byłoby nosidełko. Często jak juz nie mam sił biorę
                  go na spacer na spacerze się uspakaja, jak wrócę to jeszcze śpi 30 min/1h i mam
                  czas dla siebie. Pozdrawiam
                  • olgakg Re: :) 20.07.09, 21:18
                    tylko moj chyba za bardzo rozpieszczony bo ani w nosidelku ani w
                    wozku nie polezy nawet 10 minut :( tez na poczatku bralam wszedzie
                    wozek bujalam noga obierajac ziemniaki ale jak nie bujalam po 5 - 10
                    minutach bylo wielkie darcie ryjka :)
            • malwes Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 15:35
              tonika80 napisała:

              > Malwes, Twój pierwszy post na wagę złota, ale już z drugim się nie
              > zgodzę ;-)
              > Z moich obserwacji wśród znajomych wynika, że proporcje są nieco
              > inne niż sie to tutaj na forum przedstawia: Przy podaniu smoczka
              > ISTNIEJE RYZYKO zaburzeń ssania , a nie - przy podaniu smoczka
              > ISTNIEJE SZANSA że ssanie się nie zaburzy.
              > Dlatego oczywiście trzeba obserwować i czuwać czy ta technika się
              > nie psuje, ale moim zdaniem zalety podania smoczka (zwłaszcza w
              tym
              > przypadku) przewyższają EWENTUALNE ryzyko.
              > Matka też człowiek, a im bardziej sfrustrowana i umęczona tym
              gorzej
              > dla dziecka. Pewnie, że macierzyństwo to nie sielanka a obowiązek.
              > Ale może to być obowiązek przyjemny a nie pasmo udręk i wyrzeczeń.

              Toniko, ja gdzieś przeczytałam (szperałam dziś po necie ale nie mogę
              tego znaleźć, że tylko 4% dzieci statystycznie nie ma
              problemów "ssaniowych" przy smoczku uspokajaczu czy przy butelce.
              Postów tu na forum też mnóstwo.
              Moje koleżanki pukały się w głowę, że ja moim wyjcom nie daję ;) - a
              ja się zwyczajnie bałam o karmienie. Przez pierwsze 3 m-ce młodemu
              dawałam pierś zawsze jak potrzebował ssać, nawet jeśli to oznaczało
              cyckozwis kilkugodzinny (nie było łatwo przy starszaku ale się
              udało) a jak był większy to już uznałam, że wstyd mieć smoka ;) - a
              tak naprawdę to nie odradzam na siłę ale i nie zachęcam. Osobiście
              bym nie dała ale to już każda mama musi na własne ryzyko zrobić ;)
    • budzik11 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 16:36
      Syty głodnego nie zrozumie - to w kwestii męża nieskłonnego do pomocy. Wiele
      osób nie rozumie, że facet po prostu odmawia pomocy mimo próśb czy gróźb. Nie,
      bo nie, bo on zarabia, bo nie chce, bo jest zmęczony, bo nie umie, bo nie lubi.
      Nie i koniec. U mnie było tak, że on wracał z pracy wcześniej, odwoził
      opiekunkę, i jakąś godzinę był z córką sam - nie raz było tak, że wracałam do
      domu, a ona raczkowała wokół fotela, na którym siedział z laptopem, zasrana po
      pachy, zapłakana tak, że glut się po podłodze za nią ciągnął. A on nic. Tak samo
      było ze zmywaniem, sprzątaniem itp. jak sama nie zrobię - to NIE będzie
      zrobione, jemu nie przeszkadza. To co, mam się rozwieźć z facetem, bo nie robi
      nic w domu ani przy dziecku? No trudno, muszę nauczyć radzić sobie sama. Dlatego
      strasznie mnie wkurzają teksty "Źle wychowałaś sobie męża, to twoja wina, zmuś
      go do pomocy".
      • kai_30 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 16:56
        budzik11 napisała:

        > Syty głodnego nie zrozumie - to w kwestii męża nieskłonnego do pomocy. Wiele
        > osób nie rozumie, że facet po prostu odmawia pomocy mimo próśb czy gróźb. Nie,
        > bo nie, bo on zarabia, bo nie chce, bo jest zmęczony, bo nie umie, bo nie lubi.
        > Nie i koniec. U mnie było tak, że on wracał z pracy wcześniej, odwoził
        > opiekunkę, i jakąś godzinę był z córką sam - nie raz było tak, że wracałam do
        > domu, a ona raczkowała wokół fotela, na którym siedział z laptopem, zasrana po
        > pachy, zapłakana tak, że glut się po podłodze za nią ciągnął. A on nic. Tak sam
        > o
        > było ze zmywaniem, sprzątaniem itp. jak sama nie zrobię - to NIE będzie
        > zrobione, jemu nie przeszkadza. To co, mam się rozwieźć z facetem, bo nie robi
        > nic w domu ani przy dziecku?

        Budzik - hehe. Rozpoznaję ten opis. U mnie było tak samo - i wyobraź sobie, że
        się rozwiodłam. Po co dzieciom ojciec, który ma je za przeproszeniem w odwłoku?
        Po co mi mąż, który nie odciąży mnie w niczym, mimo że padam na twarz i mimo że
        ja też pracuję, bo JEGO potrzeby są najważniejsze, a moje i dzieci to jakieś
        fanaberie?

        Ojciec mojego trzeciego dziecka jest zupełnie inny. Oczywiście - też ma prawo mu
        się nie chcieć posprzątać, a gotować specjalnie nie umie. No i wraca z pracy
        czasem po 22-ej, wykończony kompletnie. Ale rozumie, że ja też mam prawo być
        zmęczona, że obiadu nie ma, bo mały kaprysił, że bałagan. A mąż autorki wątku
        zdaje się tak wyrozumiały nie jest.

        Zatem z tym "sytym i głodnym" to tak nie do końca, przynajmniej w moim
        przypadku, bo znam obie strony medalu. ;)
        • budzik11 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 08:57
          kai_30 napisała:


          > Budzik - hehe. Rozpoznaję ten opis. U mnie było tak samo - i wyobraź sobie, że
          > się rozwiodłam. Po co dzieciom ojciec, który ma je za przeproszeniem w odwłoku?
          > Po co mi mąż, który nie odciąży mnie w niczym,

          wiesz, ale życie nie kończy się na dzieciach i na opiece nad nimi. Jak się
          pobieraliśmy, żadne z nas nie myślało o tym, nie po to a niego wyszłam. Owszem,
          rozczarował mnie pod tym względem, nie jest dobrym ojcem, ale nie wyszłam za
          "ojca swoich dzieci", tylko za mężczyznę z takimi i takimi zaletami, w którym
          podobało mi się to i to (i to się nie zmieniło). Jest takie mądre powiedzenie,
          że "kocha się ludzi MIMO czegoś, a nie ZA coś" :-)
          • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 09:05
            Jak sobie stryjenka winszuje. Jeśli jest w nim coś dla kogo mimo tak
            poważnej wady warto go zatrzymać to OK. Ja wybierałam sobie męża według innych
            priorytetów i gdybym pod tym względem poczuła się oszukana to bym się długo nie
            zastanawiała :)
            • budzik11 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 14:37
              No ja nie robiłam castingu na męża z zadaniami pt. "sprawne przewijanie
              niemowlaka" czy "gotowanie obiadu" ;-) Dla mnie to sprawy drugorzędne. Nie czuję
              się więc oszukana tym, że mój m. nie zajmuje się dziećmi, bo tez nigdy nie
              obiecywał, że będzie ;-).
              A też - jeśli byłoby mi trudno podołać opiece nad dziećmi mając męża - czy
              ułatwiłabym sobie rozwodząc się z nim i zostając samotną matką dwójki dzieci? Z
              deszczu pod rynnę/zamienił stryjek siekierkę na kijek ;-)
              • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 19:39
                budzik11 napisała:

                > No ja nie robiłam castingu na męża z zadaniami pt. "sprawne przewijanie
                niemowlaka" czy "gotowanie obiadu" ;-)

                Oj nie odwracaj kota ogonem. Sprawnie przewijac to sie każdy nauczy, a casting z
                reguły dotyczy ogólno pojętej filozofii życiowej i podejścia do pewnych tematów.
                Dla każdego co innego jest ważne i nie ma się tu co nawzajem przekonywać.


                > A też - jeśli byłoby mi trudno podołać opiece nad dziećmi mając męża - czy
                > ułatwiłabym sobie rozwodząc się z nim i zostając samotną matką dwójki dzieci?

                Ja na pewno. Odpadłby mi jeden stres i frustracja :)
          • kai_30 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 09:40
            budzik11 napisała:


            > wiesz, ale życie nie kończy się na dzieciach i na opiece nad nimi.

            Oczywiście, że życie nie kończy się na dzieciach i opiece nad nimi, ale
            przeczytaj dokładnie mój post. Sam brak zainteresowania dziećmi być może by
            uszedł, ale on był po prostu cholernym egoistą, dla którego liczyły się tylko
            jego potrzeby. Wysłany po zakupy na śniadanie, bo lodówka pusta, potrafił na
            przykład przynieść do domu chleb (dla wszystkich), dwie bułki (dla siebie), duży
            jogurt (dla siebie) i piwo (dla siebie). Bo "na więcej mu nie wystarczyło".
            Takich przykładów były tysiące.

            No, ale było-minęło. Jeśli Twój mąż ma zalety, które równoważą wady, to OK.
      • olgakg Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 21:23
        Ma pani racje mu nie przeszkadza ze wokol jest balagan, on tak samo
        sidzi przy kompie, tylko jak dziecko zaczyna plakac to bierze na
        rece jak mnie niema, ale nie posprzata poki mu nie wytkne tego i nie
        pokaze gdzie jest balagan :) a jeszcze najgorsze jest to ze on mowi
        ze sa baby w domu do tego, a moi rodzice nie posprzataja u mnie w
        pokoju bo uwazaja ze on powinien no i tak zostaje w koncu ze robie
        ja :)
      • joshima Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 22:40
        budzik11 napisała:

        > To co, mam się rozwieźć z facetem, bo nie robi
        > nic w domu ani przy dziecku?
        A dla czego nie? Po co Ci taki facet?
        • budzik11 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 21.07.09, 08:59
          Już wyżej odpisałam :-)
    • panterka123 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 17:34
      a gdzie jest tatuś dziecka, bo domyślam się że jest? dlaczego Cię
      nie odciąży? Ja karmiłam prawie dwa lata zaówno synka, jak i córkę -
      właśnie się odstawiamy na lato... faktycznie było trudno, ale po to
      jest druga osoba, żeby tez wzięła na siebie trochę odpowiedzialności
      inaczej się wykończysz albo macierzyństwo przestanie być
      przyjemnością ... aha - smoczka nie używałam ;-)
    • panterka123 Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 17:35
      a gdzie jest tatuś dziecka, bo domyślam się że jest? dlaczego Cię
      nie odciąży? Ja karmiłam prawie dwa lata zaówno synka, jak i córkę -
      właśnie się odstawiamy na lato... faktycznie było trudno, ale po to
      jest druga osoba, żeby tez wzięła na siebie trochę odpowiedzialności
      inaczej się wykończysz albo macierzyństwo przestanie być
      przyjemnością ... aha - smoczka nie używałam ;-)
      • melixsa Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 18:08
        Moje typy to:karuzela, mata edukacyjna, chusta, fotelik samochodowy. Jak dzieć
        się budzi włączam mu karuzelę-mam czas na śniadanie+poranną toaletę. Potem
        chusta i sio na zakupy, bo i obiad trzeba z czegoś zrobić, a mały ma pierwszy
        spacer zaliczony.
        Jak marudzi, a chcę zrobić obiad, wkładam go do fotelika samochodowego,
        zawieszam na nim pałąk z zabawkami i mały bawi się w kuchni mając mnie na oku.
        Gdy chcę zjeść, odpocząć/inne bawię się chwilkę z dzieckiem na macie, po czym
        zostawiam go samego. Mam jakieś 15-20 min dla siebie.
        Po 19 trochę odciąża już tata dziecka.

        Jakoś wszystko da się pogodzić, tylko trzeba znaleźć rzeczy, które dziecko
        zainteresują i umiejętnie zostawiać je do zabawy same ;)

        A przyznam, że mam typ wrażliwca, które potrafi 15min wrzeszczeć wymuszając
        noszenie na rękach, czy krzyczeć wniebogłosy, gdy chcę coś z nim zrobić, a on
        nie ma humoru na to.

        A tak to mam w domu posprzątane, obiad ugotowany. Mam czas na makijaż, zadbanie
        o siebie, posiedzenie przy laptopie.
        maluch czasami marudzi, bo ma mnie już dość, dlatego zostawiam go samego z jego
        zabawkami albo powierzam do zabawy tacie- zaraz się uspakaja by za kilkanaście
        minut znów do mnie lgnąć :)
    • eli-mama Re: gdzie w tym wszystkim jest matka? 20.07.09, 20:20
      Jeżeli dziecko jest z rodzaju "przyssawek" to zabierasz ze sobą wszędzie w miarę możliwości, mata edukacyjna, gruby koc, fotelik samochodowy, nosidło - wszystko się przyda.
      Obiady gotuj na dwa, trzy dni i zamrażaj. Czasem coś zamów, czasem kup coś gotowego.
      Poproś kogoś (u mnie mąż) żeby robił zakupy. Piszesz wszystko na karteczce i problem z głowy.
      Sprzątaj jak czujesz taką potrzebę (ja akurat mam często), zainwestuj w zmywarkę, pranie od razu segreguj - potem tylko pokierujesz męża co i jak . Wyprać na pewno potrafi, jak nie to go poinstuuj.
      Jedz często, niekoniecznie dużo, jak jesteś bardzo głodna przekąś, jogurt, jabłko, banana itp.
      Chcesz to daj smoczka i miej w .... co inni mają do powiedzienia na ten temat. Twoja sprawa.
      Z mężami to różnie bywa - mój do domu wracał późno, ale za to w ciągu dnia wpadał. I wtedy miałam dla niego różne zadanka lub opiekę nad dziećmi. Jak mógł tak pomagał, nigdy nie powiedziałby złego słowa na temat obiadu, nieporządku itp.
      Nie każdy mąż musi się udzielać intensywnie w opiece nad dziećmi, dla mnie najistotniejsze jest wsparcie i zrozumienie.
      I weź pod uwagę szalejące jeszcze hormony, ogólne zmęczenie, niewyspanie, irytacja z powodu dziecka itp. Te wszystkie odczucia to mieszanka wybuchowa. Pozwól sobie na nie, krzycz kiedy musisz, płacz itp. I tu ważne żeby mąż Cię wspierał, rozumiał że to trudny czas. Trzeba się odnaleźć w kilku niełatwych rolach.
      Głowa do góry ,dasz radę i jeszcze trochę to nie będziesz o tym pamiętać.
      Ja też sobie dawałam (i daję) świetnie radę, a mam dzieci rok po roku:)
      Pozdrawiam!
    • mamamama29 wiem o czym mowisz..., 21.07.09, 17:29
      jeszcze chwile temu bym sie pod tym podpisala...mialam depresje i
      dosc calej tej imprezy zwanej macierzynstwem. tyle, ze ja bylam w
      takim szoku, ze nawet nie myzslalam o gotowaniu czy prasowaniu. maz
      tak samo gdy dzeicko plakalo lub marudzilo szukal pretekstow do
      wyjscia z domu. przezywacie klasyzcyn kryzys. z tym, ze u nas minelo
      juz 4,5 miesiaca i sytuacja sie diametralnie zmienila, dziecko
      pogodne, my spokojni, cieszymy sie z bycia rodzicami i jest super, a
      bylo naprawde zle. i jestem pewna, ze dokladnie tak samo bedzie u
      Was. przeciez dziecko zaraz zajmie sie poznawaniem swiata, nie
      bedzie tzle jadlo, uwierz mi, ja tez myslalam, ze spotkala mnie
      jakas tragedia i ze juz zawsze bedzie takie pieklo...a jednak
      okazalo sie, ze najgorsze mija jak mowia wszyscy ok 4 miesiaca.
      • olgakg dzieki........ 23.07.09, 00:49
        dzieki wszystkim za dobre rady i podtrzymanie na duchu, pocieszam
        sie ze jeszcze miesiac i powinne kolki mu minac, moze bedzie
        lepiej :) Jem teraz wszystko na co mam ochote, oczywiscie nie jem
        czekolady i truskawek bo podobno sa silnie alergizujace, ale bez
        tego przezyje :)Wiecie probowalam wcisnac malemu smoka i coo...
        wypluwa, nie chce, woli cyca :) nieda sie oszukac
        pieronek :).Karuzelka pomaga na czas korzystania z wc czyli okolo 5
        minut a potem zaczyna sie nawolywanie, najpierw aa jak sie nie
        odzywam to dluzsze aaaa a jak nie podchodze to ryk :) ale zazwyczaj
        staram sie podejsc :)mata edukacyjna tez 5 minut popatrzy ma zabawki
        pomacha rekami i nogami i sie nudzi, ale chyba jeszcze jest za maly
        na takie zabawki :) jeszcze nie ma skonczone 2 mies.
        • niebioska Re: dzieki........ 23.07.09, 09:53
          olga, zmodyfikuj trochę młodemu karuzelę - zdejmij, co się da, a powieś czerwone
          i czarne wstążeczki. mojego syna w tym wieku hipnotyzowały. ależ to brzmi "w tym
          wieku"... a to zaledwie kilka tyg. temu :D
Pełna wersja