olbrachta
10.08.09, 17:18
Witajcie,
mój synek ma 5 tygodni (skończone dzisiaj), jest dzieckiem przenoszonym -
urodził się w 41 tc, był duży (prawie 4kg i 55 cm wzrostu). Od początku ssał
ładnie i nic złego się nie działo, waga przy wypisie 3600, kontrola po dwóch
tygodniach - od porodu - waga 4100. Widać gołym okiem, że rośnie, tyje i robią
mu się wszędzie fałdeczki i dołeczki.
Przeżyliśmy (dzięki radom z Forum) kryzys 3 tygodnia, od tego czasu laktacja
się unormowała i piersi są miękkie. Niestety, po kryzysie - ciężko go
przeżyłam, karmiłam non stop przez kilka dni - postanowiłam ustosunkować się
pozytywnie do śiatłych rad Tracy Hogg odnośnie planu dnia. Mały się darł, ale
byłam twarda i karmiłam co 3 godziny... Oprócz tego ściągałam i tatuś podawał
raz dziennie butelką, żeby się dzieciak przyzwyczaił. Ten cyrk trwał 5 dni,
zanim się opamiętałam i stwierdzilam, że nie będę krzywdzić mojego dziecka i
odmawaiać mu bliskości mamy, kiedy tego potrzebuje. Znowu zaczęłam karmić na
żądanie, co znowu zaczęło oznaczać non stop pierś... A nawet z premedytacją
zaczęłam używać piersi do usypiania. I wszystko grało przez kilka dni.
Od 3 dni Alek znowu wisi non stop na piersi (pewnie tym razem kryzys 6
tygodnia, poprzedni kryzys tez zaczęliśmy wcześniej), a że jestem sama w domu,
nie mam czasu nawet przynieść sobie wody, jak mi się skończy, czy zrobić sobie
śniadania. Na spacer nie możemy wyjść, bo się drze, że głodny (zresztą w ogóle
nie lubi wózka). Dzisiaj karmiłam go o 2 (godzinę), o 5:30 (godzinę), o 8:30
(godzinę), potem się zdrzemnął i obudził o 10:30 - karmienie pół godziny.
Próba wyjścia na spacer zakończona pospieszną ewakuacją przed oburzonymi
spojrzeniami sąsiadów... I od powrotu karmienie - z przerwą półgodzinną, kiedy
zasnął. Za radą pediatry, który stwierdził, że takim postępowaniem stracę
pokarm doszczętnie, bo nie wypoczywam i nie dojadam, podałam na próbę NAN HA
1, miałam wysondować, czy będzie jadł, i jeśli tak to ile. Wydoił całą 125 ml
butelkę i zadowolony poszedł spać o 16:30. Teraz śpi.
Ja biję się z myślami. Wiem, że popełniłam błąd, próbując karmić tak małe
dziecko co 3 godziny, ale laktacja przez tydzień powinna wrócić do normy?
Mleko leci, chociaż laktatorem niewiele ściągam (nie umiem i chyba kupię
elektryczny, mam aventu i więcej niż 20 ml nie daję rady na raz). Leci nawet
po takim wielogodzinnym karmieniu.
Mały nie ssie jednak równo, pociumka, przysypia, znowu pociumka, znowu
przysypia... Ale jak zabrać mu pierś to protestuje. Karmię z jednej piersi
przez cały czas, jak już nie wyrabiam z bólu, przekładam się na drugi bok i
karmię z drugiej. Może powinnam częściej zmieniać piersi, co np. pół godziny,
10 minut?
Smoczka nie podaję (a chciałabym - ale Alek pluje na kilometr).
Co robić? Pediatra radzi podać najpierw 50-60 ml mieszanki przed karmieniem,
potem pierś, stopniowo zmniejszając ilość mieszanki z dnia na dzień. Jakieś
inne pomysły? Jakieś herbatki? Karmi? cokolwiek...
Tak bardzo bym chciała móc wykarmić swoje dziecko...