jednak jestem głupia! (długie)

21.01.04, 15:39
Wiem, że żle zrobiłam i sama jestem sobie winna. Ale i tak mnie szlag trafia,
jak można tak traktować własne dziecko!
Ojciec mojego syna nie widział go od roku, bo się obraził na mnie - nie
chciałam puścić małego na wakacje i na ferie z nim i z narzeczoną i z jej
synem, to on (ojciec) rezygnuje z konktaktów z dzieckiem całkiem. W ramach
ukaranie mnie, bo w ten sposób nie będzie go odbierał ze szkoły raz w
tygodniu i ja stracę to jedno wolne popołudnie, które miałam dla siebie. No i
przez pół roku się nie widzieli. Nie powiem, żeby mój syn to odczuwał -
przynajmniej nic mi o tym nie mówił, w ogółe tematu ojca nie było. Nie powiem
też, że mnie łatwo jest samej - doskonale wiecie, jak to jest, gdy trzeba się
czasem rozdwoić albo i roztroić, bo samej trzeba zaspokoić wszystkie potrzeby
dziecka, które normalnie rozkładają się (techniczno-logistycznie, ale i
psychicznie) na dwoje. To prawda, zdarza mi się postraszyć moje dziecko "bo
zadzwonię do ojca i on z tobą porozmawia". Wiem, że to nie jest zupełnie
fair, wieć staram się tego nie nadużywać - ale jest to cholernie skuteczne.
Niestety, stawało się coraz bardziej skuteczne w miarę, jak czas, kiedy moje
dziecko nie miało kontaktu z ojcem, wydłużał się - rozumiem, że dziecko nie
miało jak skonfrontować wyobrażeń o czymś strasznym, co powie lub zrobi
ojciec, z jego rzeczywistym zachowaniem. Kilka dni temu, kiedy mój syn
naprawdę przekroczył granice (uderzył mnie), zadzwoniłam do ojca naprawdę.
Nie miałam wyboru, postraszyłam smarkacza, a on tym razem się nie ugiął i
musiałam zadzwonić. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ojciec przyjechał bez
walki, palnął małemu mówkę (nie wiem jaką, bo zamknęli się w kuchni), po 20
minutach mały wydeklamował mu swoją rolę z jasełek (na których oczywiście
ojciec nie był), pokazał prezenty od mikołaja (ojciec, oczywiście, nic
dziecku pod choinkę nie dał) i w ogóle cały był happy. To był czwartek,
ojciec zapytał, czy może go wziąć do siebie w sobotę, bo będzie u niego jego
syn z poprzedniego małżeństwa (chłopcy nie widzieli się też od pół roku).
Oczywiście pozwoliłąm. Głupia pomyślałam sobie, że może ojciec, jako że nigdy
odwagi cywilnej nie miał, wykorzystuje tę sytuację jako "miękki powrót", ze
sytuacja wróci do normy.
No a w piątek dowiedziałam się rano od nauczycielki w szkole, że Jasiek jej
mówił, że ten jego ojciec taki okropny, nawet się nie odezwał w święta, że
jej, nauczycielki zdaniem, ojciec ma za mały kontakt z Jaśkiem i czy mogłabym
coś w tej sprawie zrobić, bo Jasiek to przeżywa (ona wiedziała tylko, że ja
wychowuję Jaśka sama, nie znała historii ostatniego pół roku). No to sobie
pomyślałam, że to świetnie, zę jasiek idzie w sobote do ojca!!!
No i poszedł. Po południu ojciec zadzwonił czy jasiek może zostać na noc.
Spytałąm jaśka, czy chce, powiedział że tak, no to został. Wrócił od ojca w
niedzielę wieczorem wściekły i rozżalony, bo:
1. ojciec zawiózł go do siebie, tam był już jego przyrodni brat (jest dużo
starszy, już w liceum), zostawił ich i pojechał na dworzec po narzeczoną z
synem. U nich już się zaczęły ferie i przyjechali spędzić je w warszawie.
2. gdy ich przywiózł, starszy brat natychmiast się wymiksował (czyli widzieli
się godzinę) - cóż, mogę go zrozumieć.
3. w nocy jasiek spał w jednym łóżku w synem tej pani i "mamo, w ogóle nie
spałem, on tak strasznie chrapie"
4. w niedzielę ojciec poszedł do pracy,a jasiek z tą panię i jej synem do
zoo. potem pojechali do taty do pracy, a potem tata odwózł jaśka do domu.

Czyli wynika z tego, że ojciec wziął jaśka na weekend nie po to, by spędzić
czas z synem, tylko po to, by jasiek spędził ten czas z jego narzeczoną.
Okłąmał mnie, bo nic o tym nie powiedział. Podszedł mnie, bo wiedział, że
bym się nie zgodziła. I co na tym zyskał????? Po cholerę mu to wszystko?
żebym ja straciła do niego te reszteczki zaufania, co mi się tam gdzieś
tłiły???
A może ja się znowu czepiam??
    • mikawi Re: jednak jestem głupia! (długie) 21.01.04, 15:52
      może się nie powinnam wypowiadać, ale tak sobie myślę - cy faktycznie stalo się
      coś złego że dziecko część czasu spędziło z ojcem a część z narzeczoną taty?
      pewnie, że po takim czasie fajnie by było żeby ten czas był tylko z ojcem, ale
      chyba dobrze że nawiązali znowu kontakt. Rozumiem że dziecko wolałoby miec tatę
      na full time i warto powiedzieć eksowi że byłoby miło gdyby jak juz bierze
      dziecko, to nie w dniu gdy idzie do pracy, ale z drugiej strony - fakt że mały
      musiał się "dzielić" uwagą ojca z przyrodnim bratem i nową partnerką ojca chyba
      nie jest takie znowu "awychowawcze"? no i czy ta narzeczona jest jakąś jędzą że
      nie może zająć się przez chwilę twoim dzieckiem?
      • wioleta4 Re: jednak jestem głupia! (długie) 21.01.04, 19:24
        Tez uwazam ze w koncu nic sie takiego nie stalo.Byli w zoo,i u taty w pracy.
        Najwazniejsze jest to ze nawiazali kontakt.Bardzo mi sie podobalo zagranie
        eksa z ta rozmowa w kuchni.Zareagowal natychmiast
        • kkokos Re: chodzi o uczciwość 22.01.04, 09:22
          chodzi o uczciwość. Czuję się oszukana, bo dziecko zostało wzięte po to, by
          miało kontakt z ojcem i bratem. NIkt (eks) nie uprzedził mnie, że dziecko
          spędzi dzień z jego narzeczoną. MAM PRAWO WIEDZIEĆ, z kim będzie spędzać czas
          moje dziecko (nie mam śmiałości napisać DECYDOWAĆ, choć chętniej bym użyła tego
          słowa - ale w końcu sama przez jakiś czas byłam "macochą", wtedy byłam skłonna
          przyznać ojcu znacznie więcej praw niż przyznawała jego eks, teraz rozumiem ją
          znacznie lepiej). Może miałam na ten dzień inne plany, z których zrezygnowałam
          po to, by dziecko miało kontakt z ojcem, bo to uznałam za ważniejsze - a z
          których nie zrezygnowałabym po to, by miało kontakt z narzeczoną taty? Kontakt
          dziecka z ojcem w niedzielę ograniczył się do pół godziny rannego zamieszania,
          wstawania itp. zanim tatuś pojechał do pracy oraz pół godziny w pracy, kiedy to
          dziecko siedziało przy internecie, ale koledzy z pracy mogli obejrzeć, jak to
          tatuś kocha swoje dziecko, bo często go głaskał po główce (bo tego, że przedtem
          ta ojcowska miłość wytrzymała pół roku bez kontaktu, przecież przez biurowe
          szklane przepierzenia nia widać!)
          Wiem, że jeśli pojawia się nowa narzeczona (nawiasem mówiąc, to już druga,
          którą mój syn musiał zaakceptować jako element wspólnych wakacji z tatą - tak,
          wiem, nie powinnam narzekać, niektórzy tatusiowe mają lepsze "osiagi", to nowa
          narzeczona staje się częścią życia taty.Diecko też jest częścią życia taty i te
          dwa elementy trzeba ze sobą pogodzić. Trudno oczekiwać, żeby dziecko nowej pani
          nie znało, nie kontaktowało się, nie spędzało wakacji razem itp. Ale skoro
          można przez pół roku się do dziecka nie odezwać, łacznie z Bożym Narodzeniem, a
          przedtem nie odezwać się w imieniny i w dzień dziecka - no to wynika z tego, że
          narzeczona jest bardziej stałym elementem życia taty niż jego syn. Czy muszę w
          tej sytuacji cieszyć się, że dziecko spędziło dzień z narzeczoną i jej synem?
          Wioleto, też uważam, że świetnie, ze ojciec zareagował natychmiast na moją
          prośbę o interwencję. Muszę to docenić - choć oczywiśćie, gorsza część mnie
          myśli sobie: "mnie nikt nie pochwali za to, że podobne "interwencje", czyli
          rozmowy ustawiające dziecko do pionu, właściwe reakcje na niewłaściwe
          zachowania dziecka - a ośmiolatek potrafi, oj potrafi! - umiejętność
          nakłonienia/zmuszenia do odrabiania lekcji/mycia zębów/ścielenia łózka - a więc
          takie "interwencje" robię CODZIENNIE, sama".
          • jayin Re: chodzi o uczciwość 22.01.04, 10:32
            kkokos napisała:

            > chodzi o uczciwość. Czuję się oszukana, bo dziecko zostało wzięte po to, by
            > miało kontakt z ojcem i bratem.

            Masz rację. Masz prawo do wiedzy o tym, z kim i gdzie spędza czas Twoje Dziecko.
            I jeśli Ex nie mówi prawdy, albo pomija milczeniem jakieś okoliczności związane
            z pobytem waszego dziecka u niego - to masz prawo być zła i ŻĄDAĆ, żeby na
            drugi raz bardziej szczegółowo uzgadniał z tobą warunki.

            Z kolei - sam fakt, że dziecko spotkało się z narzeczoną Exa i jej synem - jest
            dla mnie dwojaki -

            1) nic się nie stało, dobrze, że poznaje aspekty życia ojca, jego "nową" rodzinę
            (?)

            2) ale z drugiej strony - jesli to bylo ich pierwsze spotkanie (?) to troche
            za "intensywne" wg mnie.
            jesli nie - to przyczepiłabym się jedynie do tego "komfortu" spania np. smile ja
            strasznie nie lubiłam spać z osobistą siostrą moją u babci, w jednym łóżku, a
            co dopiero gnieździć się z "tylko znajomą" osobą, a już z "dopiero poznaną"?? w
            życiu!...smile serio..
            gdybym była na Twoim miejscu - i zresztą na miejscu Exa też - egzekwowałabym i
            dbałabym o jakieś normalne warunki spania dla dziecka, a nie na kupie, jak u
            Boryny. jeśli takich warunków nie ma - to po co wszystkich w jednym czasie do
            domu zapraszać?

            pozdr.

            Joanna
            • konkubinka Re: chodzi o uczciwość 22.01.04, 11:07
              Kkokos
              Bardzo dobrze rozumiem Twoje rozterki i chcialabym zwrocic ci uwage na pewne
              fakty.
              Po pierwsze facet ma taka nature ze najpierw mysli o swojej wygodzie a potem o
              innych - to taka dygresja.
              Sama mam to na codzien - coraz bardziej krnabrnego syna , ktorego usiluje
              czegos nauczyc , zdyscyplinowac , zrobic na czlowieka samodzielnego i
              umiejacego zachowac sie w kazdej sytuacji.
              Co drugi weekend u exa gdzie wolno dziecku wszystko .Ale coz kontakt z ojcem
              jest potrzebny jednak po kazdej niedzieli dowiaduje sie ze w zasadzie dziecko
              bylo u dziadkow bo ojciec ma swoje rutynowe zajecia codzienne typu silownia ,
              wyjscia z narzeczona.Od czasu do czasu spedza weekend z moim synem caly
              zazwyczaj na zakupach albo innych przyjemnosciach.A potem nasz syn wraca do tej
              matki potwora ktory tylko czepia sie i wymaga.To jestem w stanie zrozumiec i
              wierz mi ze tez to przezywalam ale mi minelo.No ile mam sie czasu jeszcze
              stresowac z tego powodu skoro ex i tak bedzie robil to co uwaza.I wiesz co?w
              koncu jet dorosly i nie musi sie nikogo sluchac a juz napewno nie mnie.No i
              odpuscilam sobie choc coraz gorzej radze sobie z synem.
              No i ostatnio moj syn mial podsumowanie zajec w palacu mlodziezy.Zaprosilismy
              exa i wyobraz sobie ze czarno na bialym zobaczyl jak to synek nic nie robil
              cale polrocze.Nie nauczyl sie nic a inne dzieci z jego grupy wrecz przeciwnie.I
              szanownemu Panu Tacie zrobilo sie glupio.Bo na dodatek przyszli przez przypadek
              jego znajomi i widzieli jakie ma dziecko tumana.Caly dalszy ciag weekendu
              Bartek mial kare - nie ogladal telewizji i nic nie dostal, nie bylo
              zakupow.Wreszcie.Mial kare nie tylko u potwora.
              Chcialam Ci tylko jeszcze jedno uswiadomic.To na przykladzie corki mojego
              obecnego partnera.Ma 11 lat i klopoty z dogadaniem sie miedzy jej rodzicami
              trwaja dobre pare lat.I wierz mi to co potrafi wyczyniac i opowiadac taki
              dzieciak przechodzi wiele.U matki chce byc z nia w dobrych ukladach , zyskac
              jej aprobate i nadaje na nas ile sie da.To co robi u nas przedstawia w zupelnie
              innym swietle , zle mowi o moim synu , nie wspomina o swojej siostrze.
              U nas jest zupelnie co innego.Tylko z moim synem chcialaby chodzic na zajecia ,
              zajmuje sie z sercem swoja mala siostra, cieszy sie ze spedzanego z nami
              czasu.Jest poprostu dwulicowa na potzrebe sytuacji.Nie chce mowic zle o Twoim
              dziecku ale zwroc uwage na to.Przeciez chcial zostac u nich na noc.Pewnie
              planowali wspolnie pojscie do zoo i spanie w takich warunkach.Ale ze gdzies w
              glebi siebie odczul ze jestes sama i moze ci przykro przedstawil to w takich
              barwach jak wydaje mu sie zebys chciala.
              • kkokos Re: chodzi o uczciwość 22.01.04, 12:03
                konkubinka napisała:
                > Co drugi weekend u exa gdzie wolno dziecku wszystko A potem nasz syn wraca do
                tej
                > matki potwora ktory tylko czepia sie i wymaga.

                nie, to nie jest ten przypadek. też jestem najgorszym potworem (gdy odsyłam od
                stołu, by umył paznokcie, słyszę "ty mnie torturujesz!!!" Najgorsze, że w
                takich sytuacjach trudno o powagę), ale nie ma takiego porównania z ojcem, że
                tam wolno wszzystko. wręcz przeciwnie, tam też trzeba wiele - i o dziwo mój syn
                chodzi tam jak w zegareczku! żadnych sprzeciwów, marudzenia, pretensji czy
                też "nie i już"! Mnie bezczelnie mówi, że to dlatego, ze ojca się boi, a mnie
                nie.

                > szanownemu Panu Tacie zrobilo sie glupio.Bo na dodatek przyszli przez
                przypadek
                > jego znajomi i widzieli jakie ma dziecko tumana.


                a przypadkiem to natychmiast nie stała się TWOJA wina, że nie dopilnowałaś
                dziecka??? wink) Ja nic takiego nie usłyszałam od mego eks, ale w tym krótkim
                okresie, kiedy to byłam macochą jego dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, ich
                wszelkie kłopoty szkolne były w opinii mojego ówczesnego mężczyzny wyłączną,
                ewidentną i wielką winą ich matki. Podejrzewam, że matce tego nie mówił,
                chociaż do mnie na ten temat to i owszem. Z wielkim bólem w głosie.


                >Caly dalszy ciag weekendu Bartek mial kare - nie ogladal telewizji i nic nie
                dostal, nie bylo zakupow.Wreszcie.Mial kare nie tylko u potwora.

                no tak, tylko co z tego? następny weekend będzie jak zwykle, bo tatuś zapomni,
                a poza tym tak wygodniej. Wtedy i Bartek zapomni o karze z tego weekendu...
                sorry za czarnowidztwo sad(

                .Przeciez chcial zostac u nich na noc.Pewnie
                > planowali wspolnie pojscie do zoo i spanie w takich warunkach.

                widzisz, nie! mój eks nie należy do osób informujacych o swych planach (bo po
                co?). rozmawiałam z dzieckiem po powrocie i pytałam, ze skoro było tak źle, to
                po co powiedział, że chce zostać? że wystarczyło powiedzieć, że chce wracać i
                tata by go odwiózł albo ja bym po niego przyjechała, jeśli ojcu by się już nie
                chciało ruszać z domu. Rozpłakał się i powiedział, że tata do mnie zadzwonił z
                pytaniem o nocowanie wtedy, kiedy oglądali film na wideo i on,mój syn,
                strasznie chciał zobaczyć ten film do końca (skądinąd dlatego, ze był to
                Matrix, którego oglądania kategorycznie jaśkowi zabroniłam; ale to już zupełnie
                inna historia!!!) No to co, miał powiedzieć "nie" i przerwać oglądanie!?
                Okazało się, ze mimo ośmiu lat nie do końca rozumie konswekwencje zdarzeń czy
                decyzji...

            • kkokos Re: nie, to nie było pierwsze 22.01.04, 11:25
              nie, to nie było pierwsze spotkanie mojego syna z nową narzeczoną. Poznali się
              gdy jeszcze narzeczona nie była narzeczoną (przynajmniej ja znam taką wersję od
              eksa) - jest znajomą znajomych eksa, spędzali przypadkiem razem ferie (i z moim
              synem też) i tak eks ją poznał. Potem raz eks zabrał jaśka do niej na weekend.
              No a potem wybuchła sprawa wakacji i eks się obraził. Czyli było to trzecie
              widzenie.
              Najgorsze jest to, że ja sobie mogę ŻĄDAĆ. Co z tego? Przecież on mi i tak
              prawdy nie powie. Czasem, kiedy jeszcze eks brał dziecko w miarę regularnie (co
              drugi, trzeci weekend) pytałam o plany. Kiedy słyszałam, ze idą "do znajomych",
              pytałam do kogo. "I tak nie znasz" - odpowiadał mój eks. Podejrzewam, ze
              bardziej wstydzi się tych znajomych przede mną niż mnie przed tymi znajomymi -
              dlatego chamstwo tej odpowiedzi mnie aż tak nie dotyka...
              • burza4 Re: nie, to nie było pierwsze 22.01.04, 11:55
                Wiesz, wydaje mi się, że ty tą całą sytuację rozpatrujesz bardziej pod kątem
                siebie, a nie dziecka... JA mam prawo wiedzieć, ja chcę decydować... Z jednej
                strony to prawda, ale z drugiej - cóż życie tak a nie inaczej się ułożyło. Ja
                po prostu bym nie ingerowała w sposób tych kontaktów. Niech mały sam oceni i
                wypowie się na ten temat - najlepiej bezpośrednio do ojca. Myślę, że
                niepotrzebnie rozpatrujesz te kwestie. Sama mam wiele zastrzeżeń co do pobytu
                mojej córki u eksa, ale pozostawiłam te kwestie im obojgu i nie wtącam się.
                Przez te parę lat interweniowałam zaledwie kilka razy np. w sytuacjach, kiedy
                obiecał dziecku kino i jak zwykle nic z tego nie wyszło bez żadnego powodu. W
                zasadzie moja interwencja ograniczyła się do powiedzenia mu przez
                telefon "stary, jak już dzieciakowi wspominasz, że pójdziecie do kina, to nie
                wystawiaj jej rufą do wiatru, bo dzieciak jest rozczarowany". I to wszystko.
                Nie jestem już z tym facetem i nie jest moją rolą wychowywanie go do roli ojca
                jakim powinien być w moim mniemaniu. Moje dziecko jadąc do ojca od lat śpi na
                dmuchanym materacu i żywi się pasztetową i jakoś żyje. Chce tam jeżdzić i ten
                dyskomfort w ogóle jej nie przeszkadza. Dziecko samo oceni jakość tych
                kontaktów.

                Pamiętaj też o tym, że ojciec ma niestety takie samo prawa do dziecka jak ty
                (dobrze byłoby gdyby miał takie same obowiązki). Ty też mu się nie spowiadasz,
                gdzie chodzisz z synem. Dlaczego on miałby ci się tłumaczyć? Pytanie do kogo
                idą - sorry - dla mnie jest najbardziej idiotycznym pytaniem pod słońcem (sama
                mam alergię na takie pytania). Nawet jeśli ci powie, że idą do Ziutka
                Kowalskiego, to co ci daje ta wiedza? Powinien jeszcze zostawić adres i
                telefon? Spytać, czy może i o której ma być z powrotem? Dopatrujesz się w tym
                niepotrzebnie jakiejś złej woli, przesadzasz - mam wrażenie że jakoś
                podświadomie odbierasz to jako gierkę przeciwko tobie.

                Problem jest w tym, jak oni sobie układają relacje między sobą, ciebie to
                dotyczy tylko pośrednio, więc niepotrzebnie się w to angażujesz emocjonalnie.
                Dla ciebie istotna jest informacja czy się spotkają, czy mały tego chce i czy
                mu się krzywda nie dzieje, i kiedy wróci - i to wszystko. Resztę pozostaw im -
                bo na razie nie dzieje się nic szczególnie bulwersującego. Możesz co najwyżej
                wspomnieć, że mały był rozczarowany, że zbyt mało czasu miał tatę dla siebie -
                i to tyle. Tymczasem ty rozważasz jak TY się poczułaś w tym wszystkim,
                opisujesz SWOJE odczucia.
                • kkokos Re: nie, to nie było pierwsze 22.01.04, 13:05
                  burza4 napisała:

                  >nie wtącam się.
                  > Przez te parę lat interweniowałam zaledwie kilka razy


                  Podziwiam twoje nerwy. Ja do stalowych osób nie należę i nie zamierzam udawać,
                  że należę. Choć życie z pewnością byłoby prostsze.

                  >Ty też mu się nie spowiadasz,
                  > gdzie chodzisz z synem. Dlaczego on miałby ci się tłumaczyć? Pytanie do kogo
                  > idą - sorry - dla mnie jest najbardziej idiotycznym pytaniem pod słońcem
                  (sama mam alergię na takie pytania)

                  A ja wręcz przeciwnie! Ja bym chciała usłyszeć pytanie, dokąd się z dzieckiem
                  wybieram! Mogłoby ono być dowodem - no, przesadziłam, ale przesłanką z
                  pewnością - że tatuś interesuje się tym, co dzieje sie w życiu dziecka, co jego
                  dziecko poznaje, jaką nabywa wiedzę, co wspomaga jego rozwój i w jakim
                  kierunku... Ale po co pytać o takie sprawy, tatuś ma to gdzieś.


                  >Nawet jeśli ci powie, że idą do Ziutka
                  > Kowalskiego, to co ci daje ta wiedza? Powinien jeszcze zostawić adres i
                  > telefon? Spytać, czy może i o której ma być z powrotem?

                  Sarkazm niepotrzebny. Nawet jak nie znam Ziutka Kowalskiego ani Antka
                  Malinowskiego, to zwykle po którejś tam wizycie wiem, czego się spodziewać. że
                  u X nigdy nie dają nic do jedzenia, co ojciec dziecka olewa, ale mały jest
                  głodny i należałoby tego dnia dać mu obiad o 12, przed wyjściem...


                  >na razie nie dzieje się nic szczególnie bulwersującego.
                  cóż, ja się zbulwersowałam, że tak wyglądał pierwszy weekend mojego syna z
                  ojcem po POŁ ROKU niedawania znaku życia ze strony taty. nie potrafię tego
                  zrozumieć i tyle.


                  Tymczasem ty rozważasz jak TY się poczułaś w tym wszystkim,
                  > opisujesz SWOJE odczucia.
                  Oczywiście że MOJE. Wydawało mi się, że po to między innymi jest to forum...
                  • burza4 Re: nie, to nie było pierwsze 22.01.04, 15:16
                    kkokos napisała:

                    > burza4 napisała:
                    >
                    > >nie wtącam się.
                    > > Przez te parę lat interweniowałam zaledwie kilka razy
                    Podziwiam twoje nerwy. Ja do stalowych osób nie należę i nie zamierzam udawać,
                    > że należę. Choć życie z pewnością byłoby prostsze.

                    Kochana, nie ma co podziwiać - ja też raczej jestem z natury choleryczką. Ale
                    staram się podchodzić racjonalnie do rzeczy - jesli powierzam moje dziecko
                    ojcu, babci, opiekunce w przedszkolu czy na wakacjach, to nie analizuję tego,
                    co moje dziecko z nimi robiło przez każde 10 minut! Nie można oczekiwać, że
                    każda osoba będzie postępowała zgodnie z tym, co nam sie wydaje słuszne!
                    Wychodząc z założenia, że zróżnicowanie zachowań ludzkich jest w życiu
                    najnormalniejszą sprawą pod słońcem należałoby też założyć, że niekoniecznie
                    jest to traumatyczne dla dziecka. Wyluzuj!
                    >
                    > >Ty też mu się nie spowiadasz,
                    > > gdzie chodzisz z synem. Dlaczego on miałby ci się tłumaczyć? Pytanie do ko
                    > go idą - sorry - dla mnie jest najbardziej idiotycznym pytaniem pod słońcem
                    > (sama mam alergię na takie pytania)
                    >
                    > A ja wręcz przeciwnie! Ja bym chciała usłyszeć pytanie, dokąd się z dzieckiem
                    > wybieram! Mogłoby ono być dowodem - no, przesadziłam, ale przesłanką z
                    > pewnością - że tatuś interesuje się tym, co dzieje sie w życiu dziecka, co
                    jego dziecko poznaje, jaką nabywa wiedzę, co wspomaga jego rozwój i w jakim
                    > kierunku... Ale po co pytać o takie sprawy, tatuś ma to gdzieś.

                    dla mnie niekoniecznie tego typu zainteresowanie oznacza coś dobrego. Eks mojej
                    koleżanki wypytuje syna szczegółowo co robił przez tydzień, a w zasadzie
                    należałoby raczej powiedzieć - co robiła z matka, bardziej pod katem zdaje się
                    matki (coś na zasadzie "byłeś na kółku przyrodniczym? a mama wtedy gdzie?"). I
                    powiem ci, gdyby moj eks wypytywal mnie o to, gdzie bywam z córką to bym go
                    zwyczajnie opieprzyla, ze sie wtraca w nie swoje sprawy. Nie jestescie juz
                    malzenstwem, wiec nic jemu do twojego zycia, ani tobie do jego.
                    >
                    >
                    > >Nawet jeśli ci powie, że idą do Ziutka
                    > > Kowalskiego, to co ci daje ta wiedza? Powinien jeszcze zostawić adres i
                    > > telefon? Spytać, czy może i o której ma być z powrotem?
                    >
                    > Sarkazm niepotrzebny. Nawet jak nie znam Ziutka Kowalskiego ani Antka
                    > Malinowskiego, to zwykle po którejś tam wizycie wiem, czego się spodziewać.
                    że u X nigdy nie dają nic do jedzenia, co ojciec dziecka olewa, ale mały jest
                    > głodny i należałoby tego dnia dać mu obiad o 12, przed wyjściem...
                    >
                    > Toteż właśnie o tym mówię - zamiast dopytywać się z kim i po co, spytaj, czy
                    masz dać dziecku obiad przed wyjsciem? Nie wyręczaj ojca w myśleniu... nawet
                    jeśli nie zje obiadu, to też się nic wielkiego nie stanie.

                    > >na razie nie dzieje się nic szczególnie bulwersującego.
                    > cóż, ja się zbulwersowałam, że tak wyglądał pierwszy weekend mojego syna z
                    > ojcem po POŁ ROKU niedawania znaku życia ze strony taty. nie potrafię tego
                    > zrozumieć i tyle.

                    Wiesz co - ja tez miałam koncepcje, jak taki weekend u ojca powinien wyglądać.
                    Ale to NASZE koncepcje, a nie naszych dzieci. Ja na miejscu eksa wymyśliłabym
                    jakieś atrakcje, ale córce wystarczy pooglądanie z tatusiem telewizji. Po co
                    walczyć z wiatrakami - jego nie zmienię, próbowałam przez 5 lat i nie wyszło,
                    teraz nie wyjdzie tym bardziej. Róbmy swoje i nie rozliczajmy innych wg swoich
                    kryteriów. Pewnie, że byłoby fajniej, gdyby wszystko układało się po naszej
                    myśli, gdyby nasze dzieci były pewne, że choć osobno, to rodzice nadal bardzo
                    je kochają. Ale rzadko tak się zdarza. I pamiętaj o jednym - cokolwiek ty byś
                    na temat tych spotkań nie myślała, są one potrzebne twojemu dziecku. Nawet
                    jeśli o tym nie wspomina. Ba - tym bardziej, jeśli o tym nie wspomina. Więc dla
                    dobra dziecka musimy czasem zacisnąć zęby i siedzieć cicho wbrew własnym
                    przekonaniem. Bo nasze uwagi mogą tylko zaognić atmosferę - i to nasze dziecko
                    na tym straci najwięcej. I dlatego pisałam żebyś nie myślała tyle o sobie w tej
                    sytuacji. Bo ty możesz wygrać tylko wtedy, kiedy twoje dziecko będzie
                    zadowolone, ale niekoniecznie na twoich warunkach.

                    Kochana, kazdy weekend u ojca od lat z gora 7 moje dziecko spedza w ten sam
                    sposob. I tez nie rozumiem, jak mozna nie wyjsc z dzieciakiem nawet na spacer w
                    lecie, tylko przesiedziec dwa dni w domu. I choc mi sie on nie podoba, to
                    jednak mala sama chce tam jezdzic tak czesto i ja jej wybór szanuję.

                    Wiem jedno - szlag by mnie trafił, jakby ktoś mnie pouczał jak mam postępować z
                    własnym dzieckiem. Dlatego też nie garnę się z moimi uwagami do eksa, bo wiem,
                    ze on by reagował tak samo. Wiem, ze zalezy mu na dziecku i krzywdy jej nie
                    zrobi. Choc nieraz bylo tak, ze obiad jedli o 18 a nie 14 jak według mnie
                    powinni. Albo i wcale. I coz się stało? nic...

                    > Tymczasem ty rozważasz jak TY się poczułaś w tym wszystkim,
                    > > opisujesz SWOJE odczucia.
                    Oczywiście że MOJE. Wydawało mi się, że po to między innymi jest to forum...

                    Żle to odebrałaś - chodzi mi o to, ze piszesz o sobie - nie piszesz, ze DZIECKU
                    sie nie podobalo, ze byl rozczarowany, że wkurzyl sie na ojca - tylko ze TY
                    jesteś zawiedziona. To subtelna, ale znacząca różnica. Ty mozesz byc
                    zawiedziona, DZIECKO nie powinno. I o tym należalo by ewentualnie porozmawiac z
                    ojcem. Dzieci mają taką prostą, wybaczającą naturę - moze tez być tak, że teraz
                    twój mały zapomniał o niewygodzie i po prostu cieszy się że wreszcie widział
                    się z ojcem, tymczasem ty przeżywasz nadal - od kilku dni się nakręcasz. Po co?

                    Czasem bywa tak, ze my przeżywamy coś ZA nasze dzieci. Czasem zupełnie
                    niepotrzebnie, bo dzieciom niektóre takie mankamenty w ogóle nie przeszkadzają.
                    Dojrzałam do tych wniosków po dłuuugim czasie niepotrzebnej nerwówy - na
                    początku po każdej wizycie reagowalam tak jak ty - "ja na jego miejscu...". A
                    po co mam się spalać, skoro moje dziecko jest MIMO WSZYSTKO zadowolone? Wydaje
                    mi się po prostu, że robisz z igły widły, zamiast skoncentrować się na tym jak
                    ułożyć te relacje z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych. Przede wszystkim
                    dla dziecka - nawet kosztem własnych przekonań...
                    • ashan burza... 22.01.04, 17:25
                      zgadzam się z Tobą w tej kwestii w 100%. Dodam tylko, ze taka postawa mamy
                      jest możliwa w sytuacji, gdy dziecko potrafi już powiedzić co się z nim
                      działo. W jednym przypadku będzie to wiek sześciu lat, w innym ośmiu. Ja
                      też "odpuściłam" sobie nerwy i ogryzanie paznokci wink, gdy dotarło do mnie, ze
                      syn jest ze spotkań zadowolony, mimo, ze ja mam duuuuużo zastrzeżeń - i do ich
                      częstotliwości i przebiegu. I przestałam traktować eksa, jak potencjalnego
                      krzywdziciela MOJEGO syna, tylko jak ojca naszego wspólnego dziecka (chociaż
                      często wolałabym o tym nie pamiętać smile))
                      pozdrawiam smile))
                      • burza4 Re: burza... 23.01.04, 11:41
                        ashan napisała:

                        gdy dotarło do mnie, ze
                        > syn jest ze spotkań zadowolony, mimo, ze ja mam duuuuużo zastrzeżeń - i do
                        ich
                        > częstotliwości i przebiegu. I przestałam traktować eksa, jak potencjalnego
                        > krzywdziciela MOJEGO syna, tylko jak ojca naszego wspólnego dziecka (chociaż
                        > często wolałabym o tym nie pamiętać smile))
                        > pozdrawiam smile))

                        O widzisz - ja miałam dokładnie to samo!!! Ja się nakręcałam przez tydzień "co
                        za palant, wesołe miasteczko tuż obok, a on nawet z dzieckiem raz na karuzelę
                        nie poszedł" - po czym sobie z pewnym zdziwieniem uświadomiłam, że mi to 100
                        razy bardziej przeszkadza niż córce! Ona podeszła do sprawy ze stoickim
                        spokojem "szkoda, że nie poszliśmy, ale i tak było fajnie". Musimy się po
                        prostu pogodzić z tym, że to nasze dzieci a nie my ustawiamy poprzeczkę.

                        I druga sprawa - bardzo trudno jest nauczyć się rozmawiać z eksami. Na własnym
                        przykładzie widzę, że mamy tendencję do przedłużania konfliktu, który kiedyś
                        tam doprowadził do rozstania (tak, jakby była to jeszcze jedna szansa, żeby
                        sobie dokopać). Coś na zasadzie "wiesz, nikt normalny by tak nie postąpił,
                        jakbyś trochę pomyślał, to by do ciebie dotarło, JA bym zrobiła inaczej itp."
                        Tylko że takie postawienie sprawy wiąże się z natychmiastowym odwetem - bo
                        takie słowa odbiera się jako atak na siebie, a nie przejaw troski o dziecko. I
                        mimo, że działamy w imieniu i na rzecz naszych dzieci, za dużo w tym "naszych"
                        odczuć, a za mało mowy o odczuciach dziecka. Wierzcie mi - o niebo łatwiej się
                        dogadać z eksem, odkąd zaczęłam ewentualne uwagi przedstawiać przez pryzmat
                        odczuć dziecka - tzn. "wiesz, młodej było przykro..." a nie "uwazam, ze
                        mógłbyś się bardziej wysilić".

                        Kokos - nie bagatelizuj faktu, ze twój syn o ojcu przez tyle czasu nie
                        wspominał - jest to dosyć typowa reakcja, ale nie świadczy o tym, że ma ojca
                        gdzieś!!! Dzieci często nie wspominają w takiej sytuacji o tym że tęsknią -
                        boją się reakcji matki - bo widzą jej zdenerwowanie/rozżalenie na wzmiankę o
                        ojcu. Co gorsza, dzieci często podświadomie biorą winę na siebie - i to
                        pokutuje w nich przez długie lata. Więc dlatego myślę, że trzeba się
                        skoncentrować w tym wszystkim na kwestiach waznych i odpuścić sobie resztę. A
                        wazne jest dziecko. I jesli dziecko np. chce jechać na ferie z ojcem i jego
                        nową partnerką - to powinno mieć do tego prawo. Nie zakładajmy z góry, że jemu
                        automatycznie to się nie spodoba, bo MY mamy zastrzeżenia. Inna kwestia to
                        taka, że dziecko powinno nauczyć się rozmawiać z ojcem także na temat tego, co
                        go boli, co mu sprawiło przykrość. Każdą matkę trąci, kiedy widzi, że dzieciak
                        przeżywa. Tylko dlaczego to wszystko spada na nasze głowy i my mamy wychodzić
                        zawsze na prowodyrów kolejnej draki? Czy nie lepiej zasugerować małemu, że
                        powinien o tym sam porozmawiać z ojcem? W ostateczności możemy same przekazać
                        odczucia dziecka, ale wersja usłyszana od nas jest po prostu mniej
                        wiarygodna, "przesadzona" albo odebrana jako element porozwodowych gierek.

                        Wreszcie po trzecie - trzeba zdać sobie sprawę, że jesteśmy dla siebie z eksem
                        oficjalnie OBCYMI osobami i nie ma najmniejszego powodu, żeby "pod kątem
                        dzieci" domagać się prawa do wiedzy o jego poczynaniach - nie jesteśmy już z
                        tymi facetami i nic nam do tego z kim i po co się spotykają (i vice versa
                        naturalnie). Troska o dziecko według mnie przejawia się przypomnieniem, żeby
                        około 2 zjedli obiad, a nie dociekaniem dokąd i po co idą. Kokos - bez urazy
                        ale gdyby mnie ktoś maglował po co idę z dzieckiem tu i tam to bym mu życzliwie
                        powiedziała "nie twój zakichany interes", więc odpowiedź twojego eksa mnie nie
                        bulwersuje, bo ja bym wyraziła się dosadniej. Mój eks wyjechał kiedyś z małą i
                        swoją dziewczyna - oczywiście też nic o tym nie wiedziałam, ale do głowy by mi
                        nie przyszło oczekiwać, że będzie mi się tłumaczył. Nie jesteśmy już razem. nie
                        mam prawa go kontrolować - ani on mnie. W pewnym momencie trzeba też rozwieść
                        się emocjonalnie. Sama po pierwszym okresie takiego nakręcania się co i jak
                        robi eks złapałam się na myśli - zaraz - przecież ja się z nim rozwiodłam po
                        to, żeby nie mieć z nim nic wspolnego, po cholerę w ogóle zaprzątam nim sobie
                        mysli? Z czasem dojrzewa się też do tego, żeby nie przejmować się tak rzeczami,
                        na które się nie ma wpływu. I wierzcie mi - jakoś łatwiej i spokojniej się
                        wtedy żyje.

                        życzę więcej dystansu i mniej niepotrzebnych nerwów...



                        • kkokos Re: burza i ashan 23.01.04, 14:58
                          generalnie - racja, jeśliby moje dziecko było zadowolone, trudno, niech sobie
                          siedzą cały dzień przed telewizorem i oglądają krwawe filmy akcji, takie co
                          tatuś lubi, a mama skrzętnie przez ośmiolatkiem ukrywa.
                          ze spotkań z ojcem zadowolony. właśnie po ostatnim weekendzie narzekał! według
                          was być może dlatego, że uznał, że tego oczekiwałam... jasne, a płakał dlatego,
                          że inaczej nie umiał wyrazić swego konfliktu wewnętrznego między swą radością z
                          powdou weekendu z narzeczoną taty a swym poczuciem, że tą radością robi mi
                          przykrość!!
                          wcale nie lekceważę tego, że mój syn o ojcu nie mówi i nie mówi, że tęskni.
                          najgorsze w tym wszysktim jest to, że paradoksalnie właśnie gdybym uczucia mego
                          dziecka kompletnie ignorowała, moje życie było znacznie prostsze. jeździłby z
                          tatą na ferie i wakacje, spędzałby z nim weekendy, miałabym czas dla siebie i
                          czyste sumienie, ze przeciez nic tak chłopcu dobrze nie zrobi jak kontakt z
                          ojcem. a na narzekania "u taty jest zimno" mówiłabym zdroworozsądkowo "musisz
                          się synku hartować", "u taty jest brudno" - "trochę bakterii ci nie zaszkodzi,
                          a poza tym, jak ci brudno, to posprzątaj", "znowu bolał mnie brzuch, bo na
                          śniadanie była jajecznica na boczku" - "nie rozczulaj się nad sobą synu,
                          tysiące ludzi uwielbia boczek", "znów się nudziłem, bo byliśmy u tych
                          znajomych, gdzie nie ma co robić, a tata gadał i gadał" - "synu nie narzekaj,
                          inteligenty człowiek nigdy się nie nudzi". To by było zdrowe podejście - to ich
                          sprawy, między ojcem i synem, prawda, burza? nie ma to jak asertywność.

                          dziecko nie jeździ już z narzeczonymi taty na wakacje nie dlatego, że "jemu by
                          się mogło nie spodobać", tylko dlatego, że tata przy nowych narzeczonych
                          dostaje szmergla "ja samoiec" i a. pomiata dzieckiem popisując się, jak to on
                          świetnie dziecko wymusztrował (w jego pojęciu wychował), że chodzi jak w
                          zegareczku; b. naraża zdrowie dziecka popisując się, jaki to on i jego syn są
                          dzielni/wysportowani/zahartowani (już kiedyś o tym pisałam); c. poświęca
                          dziecku tak mało czasu jak to tylko możliwe, by mieć czas dla siebie i
                          narzeczonej (tak, ja też czasem swoje dziecko gonię, by sobie poszedł i dał mi
                          od siebie odpocząć. ale ja go mam na co dzień)

                          problem z rozmowami z ojcem polega na tym, że ojciec należy do milczków. a na
                          pewno nie jest to typ, który gada o problemach. a on to typ, który po prostu
                          nie odpowiada. co z tego, że ja mu powiem "mały był
                          zawiedziony/rozczarowany/zły/było mu bardzo przykro", skoro po drugiej stronie
                          słuchawki zalegnie cisza. (i nie jest to też tak, że nic nie powie, ale
                          następnym razem tak samo się nie zachowa, o nie).

                          i, wybaczcie, ale jak sie wczytuję w wasze słowa, to wychodzi na to, że to ja
                          jestem nie w porządku "maglując" swojego eks (wcale nie magluję, między
                          spytaniem a maglowaniem jest jeszcze morze możliwości), próbując go
                          kontrolować, wychowywać itp. A bardzo gładko wam umknęło to, że on urządził
                          dziecku weekend ze swoją narzeczoną po tym, jak nie kontaktował się wcześniej z
                          dzieckiem przez okrągłe pół roku. wyszło na to, że ja go do tego kontaktu cudem
                          zmusiłam (moja wina, przyznaję, nie powinnam była dzwonić), a on ten przymus
                          kontaktu scedował na narzeczoną...
                          nie chodzi mi tu o chór potępienia dla mojego eks, jak on taki podły mógł przez
                          pół roku dziecko olewać!! ale wydaje mi się, że ja na potępienie też sobie nie
                          zasłużyłam...
                          • ashan nie... 23.01.04, 15:47
                            nie zachowuj się, jakbyś była w oblężonej twierdzy smile. W moim przekonaniu
                            burza radziła trochę zdystansować się do kwestii eksa i tyle. Pod warunkiem,
                            że jego działania dziecku nie szkodzą, a syn chce na spotkania jeździć. Jeśli
                            nie chce, bo: u ojca jest brudno, zimno, dostaje na śniadanie jajecznicę na
                            boczku i nudzi się tam, to może niech to tacie sam powie. Jeśli będzie czuł
                            się niepewnie, zaproponuj, ze będziesz przy tej rozmowie obecna. Ośmioletnie
                            dziecko (a tyle lat chyba ma Twój syn) potrafi już powiedzieć, że czegoś nie
                            chce. Że źle czuje się po boczku. Że ma ochotę pójść do kina/na spacer.
                            Odnośnie wyjazdu.... Założyłaś kiedyś wątek nt. ferii i jednoznacznie
                            wypowiedziałam się przeciw postawie, jaką reprezentuje Twój eks. Ale pomiędzy
                            całkowitą rezygnacją z ingerencji (czyli, jak to ironicznie nazwałaś,
                            asertywnością, chociaż z asertywnością to za wiele nie ma wspólnego), a
                            wymaganiami typu: powiedz mi do jakich znajomych zabierasz dziecko, jest
                            naprawdę duże spektrum zachowań.
                            Napisałaś o swoim problemie na forum i dostałaś jakąś radę. W moim przypadku
                            takie działania dały dobre rezultaty. W przypadku burzy również. Każda
                            sytuacja jest inna, nie można wszystkiego wiernie kalkować, ale często można
                            znaleźć myśl wartą przemyślenia, rozwiązanie, które częściowo można zastosować
                            w swojej sytuacji. Nie rozumiem skąd poczucie, że zostałaś potępiona? Może
                            oczekiwałaś potwierdzenia, że Twoje uczucia są jak najbardziej na miejscu, a
                            dostałaś radę dotyczącą zmiany Twojego spojrzenia na sprawę. Nikt Cię nie
                            zmusza do zmiany swojej postawy.
                            Swoją drogą, to gdyby moje dziecko NIE CHCIAŁO jeździć do ojca i skarżyło się
                            na zimno, brud i ból brzucha, to by nie jeździło. ALe to chyba niewiele ma
                            wspólnego z problemem narzeczonej, prawda wink? Nie wiem, gdzie wyczytałaś to
                            wszytko o czym piszesz. Jest to raczej Twoja wolna interpretacja postu burzy.
                            Ty odebrałaś go, jako potępienie, ja jako radę typu: jak być samotną matką z
                            eksem-pseudotatusiem i nie zwariować. Bo krzywdzenie dziecka to już inna
                            sprawa, o której w poście nie pisałaś.
                            pozdrawiam i życzę więcej dystansu, do tego co czytasz smile))
                          • burza4 Re: burza i ashan 23.01.04, 16:20
                            kkokos napisała:


                            jeździłby z
                            > tatą na ferie i wakacje, spędzałby z nim weekendy, miałabym czas dla siebie i
                            > czyste sumienie, ze przeciez nic tak chłopcu dobrze nie zrobi jak kontakt z
                            > ojcem. a na narzekania "u taty jest zimno" mówiłabym zdroworozsądkowo "musisz
                            > się synku hartować", "u taty jest brudno" - "trochę bakterii ci nie
                            zaszkodzi, a poza tym, jak ci brudno, to posprzątaj", "znowu bolał mnie brzuch,
                            bo na śniadanie była jajecznica na boczku" - "nie rozczulaj się nad sobą synu,
                            > tysiące ludzi uwielbia boczek", "znów się nudziłem, bo byliśmy u tych
                            > znajomych, gdzie nie ma co robić, a tata gadał i gadał" - "synu nie narzekaj,
                            > inteligenty człowiek nigdy się nie nudzi". To by było zdrowe podejście - to
                            ich sprawy, między ojcem i synem, prawda, burza? nie ma to jak asertywność.

                            Kokos - dokładnie tak - to ich sprawy! Jeśli narzeka, to niech nie jeżdzi -
                            jeśli jeżdzi - niech nie narzeka! TAKIE JEST ŻYCIE! I niestety dzicko musi to z
                            czasem zrozumieć.
                            Ty niczego nie zmienisz w tym układzie, oprócz tego, że stracisz zdrowie
                            szarpiąc się! Mało tego - twoje interwencje
                            mogą wywrzeć odwrotny skutek. Chodzi o to, żeby twój syn sam ocenił sytuację.
                            Choćby nie była ona niestety nalfajniejsza. Niech powie o tym ojcu, nie tobie.
                            Niech sam podejmie decyzję, czy chce tych wizyt, czy nie! Bo podejrzewam, mimo
                            wszystko chce tam jeździć, prawda? Nie wypychasz go na siłę? Na twoim miejscu
                            po prostu nie wdawałabym się w żadne takie dywagacje. Porozmawiałabym z
                            dzieckiem jak z dorosłym - ze ty nie masz na to wpływu, że musi sam zdecydować
                            czy tego chce czy nie wiedząc jak to wygląda. A propos - u mojego tez jest
                            wiecznie zimno, moje dziecko nocuje na dmuchanym materacu, zdarza się
                            przypalony obiad i podejrzewam ze większość tych weekendów jest w gruncie
                            rzeczy dla niej nudna. I nadal jeździ?


                            > problem z rozmowami z ojcem polega na tym, że ojciec należy do milczków. a na
                            > pewno nie jest to typ, który gada o problemach. a on to typ, który po prostu
                            > nie odpowiada. co z tego, że ja mu powiem "mały był
                            > zawiedziony/rozczarowany/zły/było mu bardzo przykro", skoro po drugiej
                            stronie
                            > słuchawki zalegnie cisza. (i nie jest to też tak, że nic nie powie, ale
                            > następnym razem tak samo się nie zachowa, o nie).
                            >
                            > i, wybaczcie, ale jak sie wczytuję w wasze słowa, to wychodzi na to, że to ja
                            > jestem nie w porządku "maglując" swojego eks (wcale nie magluję, między
                            > spytaniem a maglowaniem jest jeszcze morze możliwości), próbując go
                            > kontrolować, wychowywać itp. A bardzo gładko wam umknęło to, że on urządził
                            > dziecku weekend ze swoją narzeczoną po tym, jak nie kontaktował się wcześniej
                            z
                            >
                            > dzieckiem przez okrągłe pół roku. wyszło na to, że ja go do tego kontaktu
                            cudem
                            >
                            > zmusiłam (moja wina, przyznaję, nie powinnam była dzwonić), a on ten przymus
                            > kontaktu scedował na narzeczoną...
                            > nie chodzi mi tu o chór potępienia dla mojego eks, jak on taki podły mógł
                            przez
                            >
                            > pół roku dziecko olewać!! ale wydaje mi się, że ja na potępienie też sobie
                            nie
                            > zasłużyłam...

                            Ależ Kokos - ja cię wcale nie potępiam!!! Żal mi dzieciaka, (celowo pomijam
                            osobę ojca, bo nie ma co się rozpisywać nad ewidentnymi kwestiami)...
                            Żal mi po prostu, że tak mocno to przeżywasz. Że nadal tak
                            się angażujesz i spalasz ! ja wiem doskonale, że serce matki boli - ale dzieci
                            muszą się nauczyć rozwiązywać same pewne sprawy, bez przybiegania pod
                            opiekuńcze skrzydła mamy. Tak wygląda życie. Nie obronimy ich przed tym. Muszą
                            wiedzieć, że czasem trzeba iść na kompromis "zimno, brudno, ale muszę przymknąc
                            na to oko, jesli chcę się widzieć z tatą". I same powinny takie decyzje
                            podejmować. Twój syn potrafi szczegółowo opisać ci swoje emocje - dlaczego nie
                            potrafi powiedzieć o tym ojcu? Jaki jest sens twojego uwikłania w środek ich
                            relacji? Nic nie pomożesz, a po łbie dostaniesz - lokujesz się sama między
                            młotem a kowadłem...
                            Tak to niestety wygląda.

                            Jeśli nie chcesz siwieć dalej - po prostu spróbuj popatrzeć na to z boku.
                            Powiedzieć jasno synowi - nie musisz tam jeżdzic, jesli nie chcesz. Co
                            się stanie jesli pozostwisz sprawy samym sobie? wiem, ze to o czym piszesz to
                            dla dziecka przykre sprawy - ale też dotyczą one wielu tzw. normalnych i
                            pełnych rodzin (mam na myśli choćby wychowywanie dzieciaka przez włączenie
                            telewizora). Napisałaś o zimowisku. Być może istotnie ojciec jest
                            nieodpowiedzialny. Ale z tego co zrozumiałam, syn jednak wrócił cały i zdrowy.
                            Być może jest "odpowiedzialny inaczej" - jak to facet. Być może po prostu jego
                            wychowanie jest inne. W ogóle wychowanie na męski sposób jest inne...

                            Mała dygresyjka - mój małżonek ostatnio wysłał moje dziecko ze śmieciami przy
                            10 stopniowym mrozie, nie bacząc że ma jeszcze wilgotne po kąpieli włosy. I co?
                            Dziecku nic, za to mnie mało apopleksja nie trafiła. A on nie rozumiał, o co mi
                            chodzi. a w zasadzie to miał pretensje, że zawsze jej bronię a śmieci miała
                            wyrzucać sama bez przypominania. I jakby ktoś posłuchał nas obojga z osobna, to
                            by usłyszał 2 rózne historie. zapewniam cię, że jest to normalny facet, któremu
                            w dodatku zależy na moim dziecku.
                            Z tym że ja na pewno byłabym lepszym ojcem/ojczymem...

                            uszy do góry! nabierz do tego troszeczkę więcej dystansu

                            • kkokos Re: posłuchawszy waszych rad 26.01.04, 11:14
                              posłuchawszy waszych rad - i mając świadomość, że niestety, zwykle moje dziecko
                              trzeba do ojca wypychać, bo wbrew temu co mówicie, nie jeździ tam tak chętnie -
                              zrobiłam co następuje:
                              kiedy syn zapytał, czy może zadzwonić do ojca, bo ojciec mu obiecał kupienie
                              jakiejś upiornej zabawki (taki potwór z lego, okropnie agresywny z wyglądu, co
                              to mój syn od razu wie, że ja mu nie kupię), wybrałam numer, oddałam słuchawkę,
                              sami się umówili.
                              widzieli się w sobotę, byli we trzech (z przyrodnim bratem) na cmentarzu (bo
                              brat musiał zrobić zdjęcia grobu babci i dziadka do szkoły, cokolwiek to
                              oznacza smile), byli na pizzy ("trzy sery", boże-ile-to-cholesterolu-kalorii-i-
                              tych-innych), kupili tego legopotworka i jasiek szczęśliwy. I mówi: mamo, tata
                              pytał, czy chcę u niego nocować, powiedziałem "zdecydowanie nie!" (takim tonem,
                              jak to tylko z całą swą ośmioletnią powagą-pełną-wyższości potrafił smile).
                              Więc tym razem przez pół dnia panowie byli razem i mniej więcej razem coś tam
                              robili. I co by szkodziło, gdyby tak wyglądało ich pierwsze spotkanie po pół
                              roku zamiast tamtego weekendu z narzeczoną, hę? I tylko o to mi chodziło....
                              • konkubinka Re: posłuchawszy waszych rad 26.01.04, 11:37
                                szczerze mowiac w slad za Ashan i Burzą dziwnie odbieram Twoje posty.Nie bierz
                                mi za zle , moze poprostu nie najlepiej ubierasz w slowa to o co ci chodzi .
                                Napisalas to tak ze ja nadal odbieram to w ten sposob , ze syn mowi i robi
                                wszystko pod katem tego co ty chcialabys uslyszec.Poza tym skoro lego potworek
                                (zapewne rakshi i bionicle)wg ciebie to nieodpowiednia zabawka to czemu nie
                                pogadasz z eksem na ten temat?Ja nie chce sie spierac , klocic ale strasznie
                                egoistyczne sa twoje wypowiedzi.Moze tak nie jest w rzeczywistosci ale z
                                wypowiedzi mozna wnosic ze wolisz sie oszukiwac niz spojrzec prawdzie oczy.
                                • kkokos Re:oj konkubinko 26.01.04, 13:39
                                  mówisz tak, jakbym nie wiedziała, że powinnam powiedzieć. O wielu rzeczach,
                                  które mi się nie podobały, mówiłam - i co z tego? Eks wie swoje.
                                  Ale w czym wolę się oszukiwać?
                              • burza4 Re: posłuchawszy waszych rad 26.01.04, 13:39
                                Kokosik - pewnie że byłoby fajniej, gdyby poświęcił małemu 100% czasu. Ale coż
                                ty mozesz z tym zrobić? pora spojrzeć prawdzie w oczy - nie jesteśmy w stanie
                                zapewnić naszym dzieciom życia w idealnym świecie. I nie możemy dla własnego i
                                ich dobra, wypalać się emocjonalnie z tego powodu. Przecież ja doskonale wiem,
                                ile to kosztuje zdrowia i nerwów - takie przeżywanie... Tylko, że w pewnym
                                momencie uświadomiłam sobie, że sama wpędzam się w nerwicę - a nie jestem w
                                stanie nic zmienić. Nie zawsze mozemy wpłynąć na jakość tych kontaktów. Jesli
                                nie - to po prostu nie pozostaje nic innego, jak pozostawić ich samym sobie.
                                Oczywiście jeśli nie dzieje się nic dramatycznego.

                                A u ciebie - wybacz szczerość - wiele jest drobiazgów, które u ciebie urastają
                                do rangi problemu. Nie piszę tego bo uważam twojego eksa za fajnego gościa -
                                broń Boże - ale ty tez niepotrzebnie szukasz dziury w całym. Gdybym sobie nie
                                odpuściła, też miałabym urwanie głowy, wierz mi. Pizza, hamburgery i tym
                                podobne świństwa - cóż, dzieci to uwielbiają, nie pytaj dlaczego. Wiem, że to
                                niezdrowe, ale dziecku sprawia taką frajdę... Legopotworki (u mnie to była
                                koszmarna Barbie) - to samo. Dzieci potrzebują tej "inności" w wychowaniu.

                                Zresztą - moja droga - z kolei ja pod wpływem lektury twojego listu zaczęłam
                                się zastanawiać nad sobą - ileż to razy spowodowałam stres u mojej córki wlokąc
                                ją ze sobą do znajomych, gdzie nudziła się jak mops? Albo kazałam zwiedzać
                                jakiś durny zamek zamiast pozwolić zostać w hotelu i oglądać "klan" załóżmy...
                                Albo w ferworze zakupów lądowałyśmy na pizzy, bo mama nie wyrobiła się z
                                obiadem? Albo kazała zjeść potrawę, za którą dziecko nie przepada, albo w danej
                                chwili po prostu nie ma na to ochoty? Albo ulegałam i kupowałam młodej np.
                                bluzkę (dla mnie koszmarną) - ona promieniała szczęściem...? Albo przeciwnie -
                                kupowałam coś wg mnie ładnego i kazałam zakładać mimo dzikich protestów na
                                imieniny cioci... Boże drogi, ze mnie to dopiero toksyczna matka, gdyby eks się
                                dowiedział...

                                Serio - nobody's perfect, kokosku - ojcu daleko do ideału, ale i ty pewnie
                                popełniasz jakieś błędy mimo ogromu miłości do syna. I każda osoba to robi -
                                choćby nie wiem jak oddana dzieciom. I my i ojcowie i najukochańsze babcie
                                również. Trzeba sobie i innym zostawić pewien margines... A twój syn nie musi
                                jeździć chętnie (doskonale to rozumiem)- ba! nie musi jeździć wcale. Grunt,
                                żeby czuł, że to jego decyzja - wraz z jej konsekwencjami...
                                • kkokos Re: kompletnie się nie rozumiemy 26.01.04, 14:28
                                  oczywiście, że nie mam pretensji o pizzę - to zupełnie tak, jakbym ja z nim
                                  nigdy nie byłą w mcdonaldzie!. Oczywiście, że też zdarza mi się wlec moje
                                  dziecko do nudnych znajomych. Śmiem jednak twierdzić, że jeśli ojciec
                                  kontaktuje się z dzieckiem tak rzadko, jak się kontaktuje, to te widzenia
                                  powinny wyglądać trochę inaczej smile) (o matko, znowu nie mam na myśli pizzy).

                                  napisałam pierwszego posta z zupełnie innego powodu i w zupełnie innym celu.
                                  Okazuje się jednak, ze zostałam opacznie zrozumiana. Robicie ze mnie - albo ja
                                  tak bardzo nie potrafię napisać tego, o co mi chodzi - upiorną, pełną pretensji
                                  czepialską babę nie widzącą nic poza czubkiem własnego nosa. Szczerze mówiąc
                                  macierzyński ton tego postu burzy mnie zajeżył maksymalnie. Niniejszym kończę
                                  ten wątek i bardzo żałuję, że w ogóle napisałam. Przepraszam Was za zabrany
                                  czas. Więcej tego błędu nie powtórzę.
                                  • chalsia Re: kompletnie się nie rozumiemy 26.01.04, 14:58
                                    Kokos,

                                    no to JA Ciebie teraz nie rozumiem.

                                    I Burza i Konkubinka ogólnie biorąc rozumieją Twoje uczucia.
                                    Ja Ciebie tez rozumiem, to wku......wia.

                                    Tyle, ze Burza, patrząc na to już z dużej perspektywy lat, nabrała juz dystansu
                                    i pogodziła się, że nic się z tym nie da zrobić, a dla własnego zdrowia
                                    psychicznego, etc, nie pozostaje nic innego niz olać.

                                    Gdzieś tu kiedyś na forum wyczytałam mądre słowa (stały się moją mantrą): obym
                                    miała odwagę by zmienić, to co mogę zmienić; wewnętrzne opanowanie, by pogodzić
                                    się z tym, czego zmienić nie mogę; i mądrość by odróżnić jedno od drugiego.

                                    A post Burzy (ten, który Cię wkurzył) jest jak dla mnie jak najbardziej OK. I
                                    właśnie miło się czyta taki przyjacielski ton.

                                    Podzieliłaś się swoimi przemyśleniami i emocjami, dostałaś (według mnie) cenne
                                    odpowiedzi, uznałaś, że coś w tym jest i zmieniłaś postępowanie wzgledem syna
                                    (i okazało się, że chłopak był bardzo zadowolony z całokształu). A emocje?
                                    Ciągle mogą być takie jakie były. I forum między innymi temu służy, by
                                    bezpiecznie "spuścic parę". A to co dziewczyny napisały to racja - trzeba dbać
                                    o siebie i nauczyć się olewać. Oczywiście, ze nie raz się nie uda, mozna co
                                    chwilę wybuchać (ja jestem bardzo impulsywna), tyle tylko, ze warto wtedy sobie
                                    powiedzieć "zaraz, zaraz, przecież i tak nie mam na to wpływu" i np. podskoczyć
                                    ze 20 razy.

                                    Pozdrawiam,
                                    Chalsia
                                    • nooleczka Re: kompletnie się nie rozumiemy 26.01.04, 15:58
                                      chalsia napisała:

                                      > powiedzieć "zaraz, zaraz, przecież i tak nie mam na to wpływu" i np.
                                      podskoczyć> ze 20 razy.
                                      >
                                      smile)) Chalsia, a Ty próbowałaś, to, ze skakaniem smile))

                                      big_grin Ania
                                      • chalsia Re: kompletnie się nie rozumiemy 26.01.04, 16:07
                                        To tylko przykład. Ja mam inne sposoby. Najważniejszy to przegadać - jak np.
                                        ze 3 razy opowiem, to 3 razy przeżywam emocje, za każdym razem coraz słabiej.
                                        Jak nie mam możliwości - wysiłek fizyczny jest OK. Można robić cokolwiek
                                        zamiast skakania, byle by trochę zmęczyło. Jak pada śnieg - odśnieżam.

                                        Pozdrawiam,
                                        Chalsia
                                  • burza4 Re: kompletnie się nie rozumiemy 26.01.04, 16:50
                                    Mi nie chodzi o to ze się czepiasz, tylko o to, ze ty się za bardzo
                                    przejmujesz. A smutna prawda jest taka, ze w swietle tego, co napisalaś o swoim
                                    eks, nic z tym nie zrobisz. Pewnie, ze szkoda, ze tak wygladaja te kontakty.
                                    Pewnie, ze dobrze byloby, gdyby bylo inaczej. Pewnie, ze dzieciaka zal. My cię
                                    naprawdę po części rozumiemy. Prawie kazda z nas przechodzila w jakims stopniu
                                    przez to samo. Tylko, ze mi chodzi o to, zeby ci uswiadomic, ze nie mozna tak
                                    strasznie szarpac sobie nerwow. Po prostu nie warto.

                                    Zamiast się jeżyć - zwróc uwagę na to, jak różnie można odebrać fakty czy
                                    intencje innej osoby... Post twoj zaczał sie od sprawy spotkania po dluzszym
                                    niewidzeniu (tu sprawa jest ewidentna i nie ma o czym pisać - bo to juz sie
                                    stalo i nasze opinie nic nie wniosą, no może poprawią ci humor). Możemy ci
                                    powiedzieć na bazie własnych doświadczeń, jak pomóc dziecku w takim układzie,
                                    jak pomóc sobie. Dziecku mozesz pomoc tylko probując rozmawiać z ojcem
                                    spokojnie. Sobie - nie biorąc wszystkiego do siebie.

                                    Ale w dalszej części szybko przeszłaś do przykładów pewnych faktów, ktore cię
                                    denerwują. Cóż - w odniesieniu do podanych DALEJ przykładów ja przynajmniej nie
                                    widzę szczególnie bulwersującego, co by tłumaczyło twoje emocje. I tam dopiero
                                    padło pytanie "czy ja się czepiam". Na pewno nie czepiasz się kwestii jakości
                                    tego spotkania po półrocznej rozłące - tylko co ci da płacz nad rozlanym
                                    mlekiem? Jesli czujesz, ze mozesz na to jakoś wplynąc na przyszłość - probuj,
                                    jeśli nie - odpuść sobie. Co do reszty - to po prostu trochę przeszadzasz.
                                    Jeśli nie chcesz wysłuchiwać opinii czy rad - nie proś o nie.

                                    I faktycznie - trochę ci nie wyszlo to, co chciałaś napisać. Mi pewnie też nie,
                                    skoro tak cię wnerwiłam. A moze to tylko kwestia odbioru?
Pełna wersja