segregatorwpaski
24.11.09, 07:57
Rozprawa alimentacyjna-tzw. załamka...
Sędzina wpadła z rozwianym włosem, spóźniona - zaplanowane było 30
min na całą rozprawę, z czego 'wystartowaliśmy' 15 min później...
A potem było już coraz gorzej:
- kompletna nieznajomość akt - zero wiedzy na temat sprawy,
kompletnie, nawet pytanie na początku - to co my tu mamy? acha -
alimenty - dobiło na wstępie... 6 miesięcy miała by przeczytać, 6
MIESIĘCY! Jakbym ja podeszła tak do swojej pracy to jutro już nie
pracuję!
- w aktach kompletna analiza kosztów, wszystko rozpisane w możliwych
wariantach, podkładki, faktury, arkusze kalkulacyjne,
zaswiadczenia...a nieprzytomna kobieta spogląda tylko na kwoty: było
tyle i wniskowane jest tyle - szybko oblicza różnicę i bez
jakiejkolwiek analizy jakiegokolwiek dowodu stwierdza na wstępie -
nieee: o tyle nie może być, to jest tyle i tyle procent, to
niemożliwe!
JAK K..A NIEMOŻLIWE?
Bo co? Bo tak i już?
Kobieta stwierdza, że wnioskuję "o za dużo" bo... tak się
jej 'wydaje' - przecież mogły wystąpić różnego rodzaju okolicnzości,
które zwiększyłyby tę kwotę jeszcze bardziej - tylko trzeba by było
spojrzeć w papiery, przeczytać i już - obyłoby się bez głupich pytań
bez sensu na które zeszło pozostałe 15 minut.
No i kolejny termin...
Tym razem 4 miesiące - razem mamy już 10...
Zabezpieczenie uwalone.
Powód?
Pozwany nie dostarczył zaświadczenia o dochodach.
Dlaczego można sobie nie przynieść na rozprawę wymaganych w wezwaniu
dokumentów, prostych do zdobycia - bo "nie i już" i nie ponieśc za
to żadnej kary?
Karę poniesie dziecko - mija termin załaty za zimowisko, nie zapłacę
bo nie mam - liczyliśmy na zabezpieczenie i dupa...termin kolejnej
sprawy już po feriach zimowych, może nie będzie śniegu to nie będzie
tak żal...
Do tego na koniec Sędzia zapytała: to może chociaż dopłaci pan
stówkę?
Aż mi wstyd się za nią zrobiło, nie za siebie, za nią, za ten
proszący ton - prosić pasożyta, biednego, chorego pana dyrektora by
choć tę stóweczkę uszczknął ze swych osobistych wydatkow na
wycieczki, wypady, randki, dragi, imprezki...
I nie myślcie, że przemawia przeze mnie zazdrość o kasę - jakoś żyję
w końcu, obecnieszczęśliwie zakochana jestem, jest nam w tej naszej
trójeczce bardzo dobrze - ale dziecko nagle straciło nie tylko
tatusia, ale i np. zimowiska, wyjazdy, zajęcia dodatkowe, książki,
gry, a nawet niestety wiele innych bardziej podstawowych rzeczy...
Tatuś funduje sobie kursy, szkolenia - dziecko na angielski nie
pójdzie bo to 'zbytek i luksus', dziecko ferie spędzi w domu - tatuś
w zeszłym roku szusował w Alpach Włoskich... I jak to jest -
babsztyl tego nie widzi??? No co się dziwię - jasne, że nie widzi -
trzeba by było akta przed sprawą otworzyć!
Jeszcze dobiła mnie kobieta kompletnie na koniec - westchnęła sobie
głęboko: oj to pewnie apelacja będzie...
I dupa...
Pocieszcie mnie proszę, że jeszcze może być inaczej...
Załamana jestem...
-