aganea82
06.12.09, 18:55
w zeszlym roku poznalam jak mi sie wydawalo wspanialego faceta,
zamieszkalismy razem i tak oto w lipcu okazalo sie ze jestem w
ciazy...od
tego momentu zaczęło sie psuć..może to moje hormony..a może po prostu
nie dorośliśmy do tego by stworzyć rodzine.
tak czy inaczej ok 5 miesiaca ciązy partner nakazal mi sie
wyprowadzićz
jego mieszkania. dodam ze bylam osoba bezrobotna..wiec wlasciwie
zostawil
mnie bez niczego...nawet nie proponujac jakiejkolwiek pomocy. na
szczescie
mialam gdzie wracac bo do domu rodzinnego.
zaznacze ze kocham go ..ale sytuacja jaka zaistniala zachwiala to
uczucie..mianowicie 25 listopada swiat mi sie zawalil..okazalo sie ze
dziecko jest powaznie chore..oczywiscie pierwsza mysla bylo
poinformowanie
ojca dziecka....jak bardzo sie wtedy zawiodlam, jak bardzo czulam
bol,
rozgoryczenie i zal-tego hyba nikt nie wie. Stwierdzil ze go to nie
interesuje i to tylo i
wylacznie moja wina ..ze to ja zmarnowalam to dziecko...
nie zyczę zadnej kobiecie przezyc czegos podobnego..i tak zostalam
sama...szpitale, konsultacje w Poznaniu, strach, smutek i łzy bez
konca...
Oczywiśćie jest ze mna rodzina..ale mama przekonala mnie bym zlozyla
w
sadzie wniosek o zabezpieczenie roszczenia..przyluguje on kobieie
przed
porodem i po porodzie- 3 miesiace.
wogole jutro wlasnie ide zlozyc wniosek..i boje
sie ..
swiat mi sie zawalil czuje i milosc i nienawisc do niego, nienawidze
siebie za to ze zyje...tak bardzo chcialabym by dziecko zylo zdrowe
zamiast mnie....