a1ma
11.12.09, 16:18
Przypadkiem trafiłam na Wasze forum. Czytam o Waszych problemach, o życiowych
tragediach, o zwykłych sprawach, których samodzielna mama ma do załatwienia
nie dwa, ale trzy razy więcej niż rodzice wychowujący dzieci razem - czytam i
podziwiam.
I chciałam Wam coś napisać z innego punktu widzenia - z punktu widzenia dziecka.
Moja mama była taką właśnie jak Wy, samodzielną mamą. Ojca właściwie nigdy z
nami nie było, moi rodzice pobrali się z mojego powodu i rozwiedli chwilę
później. On pojawiał się i znikał, jak mu było wygodnie. Bywało, że zabrał
mnie na wakacje, a bywało, że nie odzywał się tygodniami, miesiącami, w końcu
latami. Żadna patologia, normalny facet, który później ożenił się (i to nie
raz), ale nie miał innych dzieci poza mną. A mimo to - jakoś mu nie zależało.
Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie dała mi do
zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie usłyszałam nic złego na
jego temat. Nigdy nie utrudniała kontaktów. Wręcz przeciwnie, często
tłumaczyła go, zapewniała mnie o jego miłości, choć dziś, po latach widzę, jak
bardzo musiało jej być ciężko - kiedy przeczyła oczywistym faktom, dla mojego
dobra. A on powoli znikał z naszego życia na własne życzenie.
Co ciekawe - teraz znów się pojawia, po latach, kiedy jestem już dorosłą
kobietą, mam męża, niczego od niego nie potrzebuję. Może właśnie dlatego? Cóż,
krew nie woda, nie umiem odmówić ojcu, mimo wszystko go kocham (chyba dzięki
postawie mamy głównie), ale jednak to moja mama jest moim rodzicem, on nigdy
nie dorośnie do tej pozycji.
I chciałabym tylko życzyć Wam, żebyście były w stanie wznieść się ponad nawet
najbardziej słuszny gniew i urazę do ojców Waszych dzieci i wychować je tak,
żeby kochały też ojca, którego nie mają. Bo bez tego po prostu czegoś w życiu
brakuje, zostaje puste miejsce. I nie bójcie się, bo czasem czytam o takich
obawach w Waszych postach, że tworzenie pozytywnego wizerunku ojca w oczach
dziecka jakkolwiek umniejsza Waszą pozycję. Bo jest dokładnie odwrotnie. Choć
czasem trzeba do tego dorosnąć, oczywiste jest, że dziecko kilku czy
kilkunastoletnie nie rozumie wszystkiego, ale kiedy dorośnie - zrozumie i doceni.
I jeszcze jedno - jeśli możecie, to nie odcinajcie dziecka od rodziny ojca,
nawet jeśli on sam jest nieobecny. Ja zawsze miałam bardzo dobry kontakt z
rodzicami taty, nawet przez te lata, kiedy jego nie widywałam. Mama bardzo
dbała o regularne kontakty, kiedy byłam jeszcze za mała, żeby sama jeździć do
dziadków - to ona podtrzymywała kontakt z ex-teściami właśnie dla mnie. Bo
dzięki temu czułam, że mam pełniejszą rodzinę, że mimo, że mam tylko jednego
rodzica, to dziadków już "normalnie", jak wszystkie dzieci, czworo. Im więcej
takiej normalności, tym lepiej dla dziecka.
Pozdrawiam Was wszystkie i życzę samych sukcesów w niełatwym zadaniu
samodzielnego wychowania - jestem pewna, że uda się wychować Wasze dzieci na
wspaniałych ludzi. Trzymajcie się