solidarność kobieca

08.02.04, 17:14
drogie samodzielne mamy, czy chcialybyście, by ojcowie Waszych dzieci,
zostali z wami tylko z poczucia obowiązku?
piszę to w nawiazaniu do postu iciska, o solidarności kobiecej, ktora dla
mnie samej jest jakas potworną bzdura, ciekawe, ze faceci nie maja takich
pomyslow, i ogolnie sa mniej skaplikowanią czescią ludzkosci.
nie chce tutaj powiedziec, ze dobre jest wchodzenie w zwiazek z żonatym, ale
nie dlatego, że jak kobieta kobiecie moze coś takiego zrobić, bo bardziej
adekwatne wydaje mi sie tu pytanie jak mąż żonie moze coś takiego zrobić.
    • fikusia Re: solidarność kobieca 08.02.04, 18:13
      nigdy nie będzie takiej solidarność , bo każdy z nas w tej sprawie jest egoistą
      i myśli przede wszystkim o sobie, zawsze będzie to rywalizacja samic o faceta.
      Chodzi o dwie sprawy: charakter, sumienie, zaangażowanie faceta i jego zdolność
      do porzucenia rodziny i wybór kobiety, która decyduje się zaczynać znajomośc z
      zonatym ( w związku, związanym z kobietą w ciąży) mężczyzną.
      Dla mnie osobiście opcja nie do przyjęcia, żonaci, tak samo jak faceci
      koleżanek lub "podejrzani" wypadaja z kręgu moich zainteresowań automatycznie.
      Tylko szkoda, że takie hieny bez skrupułów i dumy jakie ja posiadam często
      wygrywają i jakoś zycie im cierpienia oszczędza...
      • domali Re: solidarność kobieca 08.02.04, 20:14
        fikusia napisała:

        wybór kobiety, która decyduje się zaczynać znajomośc z
        > zonatym ( w związku, związanym z kobietą w ciąży) mężczyzną.

        > Tylko szkoda, że takie hieny bez skrupułów i dumy jakie ja posiadam często
        > wygrywają i jakoś zycie im cierpienia oszczędza...

        Czytając wątek icisek, nasuwa mi się ta sama refleksja co delfinie i nooleczce.
        Życie nie jest czarno - białe. Więc ja tylko zapytam - czy też jestem tą hieną,
        pozbawioną skrupółów, bo mężczyzna z którym się związałam był jeszcze FORMALNIE
        żonaty. Co by zmieniło powstrzymanie się od spotakań do czasu aż zostanie
        orzeczony rozwód?
        • omama Re: solidarność kobieca 09.02.04, 22:23
          > Co by zmieniło powstrzymanie się od spotakań do czasu aż zostanie
          > orzeczony rozwód?

          Cóż, moim zdaniem nie zostałaby popełniona nieprzyzwoitość pewnego rodzaju. Nie
          władowałabyś się w sytuację wątpliwą moralnie. Być może efekt końcowy (Twoje
          nawiązanie związku z konkretnym facetem) byłby taki sam. A może nie, tego
          wiedzieć nie można. Ja osobiście nie tykam cudzego. Lubię klarowne sytuacje i
          nie chciałabym być kamykiem ruszającym lawinę.
          • domali Re: solidarność kobieca 09.02.04, 22:34
            omama napisała:


            > Cóż, moim zdaniem nie zostałaby popełniona nieprzyzwoitość pewnego rodzaju.

            Nieprzyzwoitość???

            Nie
            >
            > władowałabyś się w sytuację wątpliwą moralnie.

            Sytuazja była jasna i klarowna.

            Być może efekt końcowy (Twoje
            > nawiązanie związku z konkretnym facetem) byłby taki sam. A może nie, tego
            > wiedzieć nie można.

            Myślę, że to już w żadnym stopniu nie zależałoby od jego poprzedniego związku.

            Ja osobiście nie tykam cudzego.

            Ja też nie. Akt ślubu to nie akt własności. A sam papier to nie jest
            małżeństwo. Mojego męża z eks łączył już wtedy TYLKO PAPIER.


            Lubię klarowne sytuacje i
            > nie chciałabym być kamykiem ruszającym lawinę.

            Ja z całą świadomością mogę powiedzieć, że tym kamykiem nie byłam.
            • omama Re: solidarność kobieca 10.02.04, 15:52
              Ja ci, Domali, zarzutów nie stawiam. Sama wiesz najlepiej, jak było. Ale ja
              czułabym się w takiej sytuacji źle i podle. Wątpliwie moralnie właśnie. Dlatego
              ja odesłałabym faceta - po rodzwodzie możesz zadzwonić. Wtedy moja sprawa
              byłaby czysta a ja miałabym, bardzo przeze mnie pożądany, komfort moralny.
            • omama Re: solidarność kobieca 10.02.04, 15:56
              A, jeszcze jedno. Piszesz, że akt ślubu to nie akt własności. Pewnie, że nie:
              akt ślubu jest dowodem zawartej przez dwie strony dobrowolnej umowy. Nie można
              jej zerwać tylko wypowiedzieć w określony sposób i na przewidywanych przez
              prawo warunkach. Póki tak się nie stanie facet jest dla mnie nie do wzięcia. Bo
              jest cudzy właśnie, bo swoim podpisem, honorem i słowem zagwarantował to
              jakiejś dziewczynie. I póki - z honorem - z tego nie wyjdzie, ja go nie chcę.
    • delfina6 Re: solidarność kobieca 08.02.04, 20:10
      mój post jest próbą zwrócenia uwagi na idiotyzm powszechnie panującego schematu
      myślenia, że zwykle wini się tylko kobietę, że wchodzi w zwiazek z żonatym,
      zapominając, o udziale w tym wszytskim faceta.
      Pisze o tym, bo jestem ofiara takiego stereotypu
      • fikusia Re: solidarność kobieca 08.02.04, 20:28
        ja nikogo nigdy nie winię, nie mamy prawa nikogo oceniać. Każdy "przypadek"
        jest innym scenariuszem ludzkich losów, zycie NIESTETY nie jest czarno - białe,
        a stereotypy są głupotą. Hieny to przypadki skrajne i negatywne, ale niestety
        są. A związek jeśli ma sie rozpaść to i tak sie rozpadnie...



        pozdrawiam
      • kruszynka301 Re: solidarność kobieca 08.02.04, 20:43
        Delfino, drugi idiotyzm panujący to taki, że jak w związku jest dobrze, to
        facet nie odchodzi. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.

        Niestety, ze stereotypem nie wygrasz - pierwsze wrażenie zwykle opiera się na
        stereotypach, ale potem przecież swoim postępowaniem możesz to zmienić. Też
        byłam ofiarą stereotypu jako rozwódka z dzieckiem (pewnie szuka na siłę faceta)
        ale z biegiem czasu przekonałam do siebie osoby, na których mi zależało, czyli
        rodzinę i znajomych obecnego męża.

        Pozdrawiam
        Gosia

    • kruszynka301 Re: solidarność kobieca 08.02.04, 20:51
      delfina6 napisała:

      > drogie samodzielne mamy, czy chcialybyście, by ojcowie Waszych dzieci,
      > zostali z wami tylko z poczucia obowiązku?
      >
      Delfino, oczywiście, że nie chciałabym. Tylko do cholery, dlaczego, skoro miał
      już miał kochankę (czyli zdaniem innych musiało być w naszym związku źle), to
      starał się o dziecko???? Jeździł ze mną do specjalistów? Nie mógł po prostu od
      razu odejść??? Ja mam o to największe pretensje i dlatego uważam go za kretyna.

      Zresztą każdy przypadek, jak już się tu dziewczyny wypowiadały, jest inny.

      Pozdrawiam
      Gosia
      • delfina6 Re: solidarność kobieca 09.02.04, 22:34
        nie wiem dlaczego i nie rozumiem Tqwojego byłego,
        jestem ciekawa czy Ty sama go o to zapytałaś i co odpowiedził?
        • kruszynka301 Re: solidarność kobieca 10.02.04, 16:06
          Zapytałam go o to. Odpowiedział "bo chciał mieć dziecko". Bez komentarza.

          Pozdrawiam
          Gosia
      • lubstej Re: solidarność kobieca 10.02.04, 16:02
        czy dobrze rozumiem, ze decyzja o dziecku byla wspolna, czy jak w przypadku
        ktory opisalam w innym watku - byla to decyzja jednostronna?
        • kruszynka301 Re: solidarność kobieca 10.02.04, 16:21
          Decyzja o dziecku była wspóna, przez rok staraliśmy się o nie. Brat eksa do
          dzisiaj nie może mu zapomnieć, jak siedzieli przed gabinetem u ginekologa i eks
          mu mówił (mając już kochankę), jak bardzo chciałby dziecka.
          Jedynym argumentem eksa była to, że "miłość była silniejsza od niego".

          Co prawda, próbowali później ze sobą zerwać, ale zawsze coś się wydarzyło:
          uciekł jej ostatni autobus, przeprowadza się do mieszkania, szuka pracy -
          przecież sama biedna sobie nie poradzi. Coś w tym stylu, jaki czasami urządzają
          eksiewink.

          Pozdrawiam
          Gosia
    • stynka Re: solidarność kobieca 09.02.04, 06:31
      Dopisuję się do pierwszego postu Delfiny, reszty nawet nie czytam.

      Solidarność kobieca potworną bzdurą. Jasne. Właśnie dlatego, że kobiety tak
      uważają...

      W poście icisek mowa o sytuacji, gdy kobieta wie, że facet jest zajęty, a mimo
      to włazi mu do łóżka. A nieskomplikowany facet radośnie uchyla kołderki. Ale
      przecież nie roztrząsamy tutaj męskiej moralności!

      Bardziej adekwatne jak mąż żonie tak może?! Czyżby forma rozgrzeszenia?
      Pakujemy się do łóżka i myślimy, że przecież to wina tego pana, bo to on
      zdradza żonę, której przysięgał to i owo?!

      Każdy rozgrzesza się zgodnie z własnym sumieniem.

      stynka
      • delfina6 Re: solidarność kobieca 09.02.04, 09:01
        droga stynko
        > W poście icisek mowa o sytuacji, gdy kobieta wie, że facet jest zajęty, a
        mimo
        > to włazi mu do łóżka. A nieskomplikowany facet radośnie uchyla kołderki. Ale
        > przecież nie roztrząsamy tutaj męskiej moralności!
        tutaj nie roztrząsamy męskiej moralności, ale tak naprawdę to nigdy jej nie
        rozstrząsamy, bo kobieta, która mąż zostawił, i odszedł do nowego zwiazku,
        zwykle sobie wszytsko tłumaczy tym, że między tamtymi chodziło tylko o seks, bo
        jakby mu d... nie dała, to by za nią nie polazł, a to jest kompletna bzdura,
        taka na pocieszenie.
        > Bardziej adekwatne jak mąż żonie tak może?! Czyżby forma rozgrzeszenia?
        > Pakujemy się do łóżka i myślimy, że przecież to wina tego pana, bo to on
        > zdradza żonę, której przysięgał to i owo?!
        to nie jest próba rozgrzeszenia, ale próba zwrócenia uwagi, że oskarzenia nie
        powinny padac tylko w jedną stronę, a czesto tak jest, ze oskarza się tylko ją,
        nawet Wy drogie samodzielne na tym forum często ulegacie takiemu myśleniu (bo
        ile jest postów typu, jak tamta kobieta mogła mi to zrobić, a jaki mały
        procent, o facetach i tym jak on mógł złamać przysięgę).
        poza tym opisując daną sytuację, zwykle ona jest utrzymana w barwach czarno -
        białych.
        pozdrawiam
        i jeszcze raz utrzymuje, ze mój post to nie próba rozgrzeszenia samej siebie,
        takie tylko dywagacje
    • justinka_s Re: solidarność kobieca 09.02.04, 12:55
      a ja myslę, ze na tych forach zbyt często zbacza się z tematu
      wątek Iciska jest o kobietach "pakujących" się w życie innych kobiet, bo nam
      jako kobietom nazwijmy skrzywdzonym cięzko jest zrozumieć inna kobietę, ktora
      czynila źle i w taki sposób, że my same byśmy tego nie zrozumialy
      jak ktoś założy watek o facetach to rozmawiajmy o facetach

      ja przeżywam odejście męża, jego wina jest większa, ale ona też nie jest bez
      winy, nie oszukujmy się
      a jak ktoś mi powie, ze nie rozbił związku, bo on chciał rozwodu wczesnije...to
      pytanie, czy jego żona chciała i wiedziała o tym
      nie można wniknąć w zwiążek znając tylko sytuację z opowiadań mężów

      poza tym jest wiele zwiążków, które na sprawach pojednaczych przy normalnym
      skłądzie sędziowskim dochodzą do porozumienia, albo gdy się wyprowadza od
      siebie i wtedy stwierdza, ze źle zrobili, więc nie ma reguly
      jednak jestem zdania, ze ta druga jest zawsze jak to któraś ładnie
      nazwalą "katalizatorem"

      wydaje mi się że Icisek pisała post o stosowaniu zasady "nie rób drugiemu co
      tobie nie miłe"
Pełna wersja