wina facete...też nie mogę zrozumieć

12.02.04, 14:41
moja historia jest podobna do wszystkich, porzucenie z małym dzieckiem przez
ukochanego męża, zdrada, kłamstwa, świństwa, chamstwo itp a bylam taka
szczęśliwa...złudzenie
i teraz wyjaśnijcie mi bo moze ktoraś się dowiedziala, jak facet mógl tak
robić?
jak mógł przyjeżdżąc od kochanki i przytulać się ze mną, kłasć się mi do
łóżka po tym jak 2 godz, temu zdradzal mnie?
jak mógl mówic, gdzie miałbym lepiej z niż z toba, kocham was, tęsknie, chce
być z wami i chcę żebyś była szczęśliwa?
a potem robi najgorszą rzecz w moim zyciu?
i jeszcze słyszę po 10 mies. słowa, nie jest mi dobrze, bo slyszę, ze ty
jesteś zadwolona, to co ja do cholery mam płakać i załobe po nim nosić? czy
po niej?
z może powinnam jej podziękowac i jemu, że jeszcze gorzej mnie nie urządził
bo mógł bić, pić, itp??
jak mama przezyć teraz jak mam przed oczyma jego i słowa "wiesz, że nie
móglbym tego zrobić" a w jgo myslach "zrobilem, jak się wywinąc i skłamać
kolejny raz?"
    • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 14:55
      no to teraz połowa dziewczyn z wątku iciska "nie moge zrozumieć" powinna
      odpowiedzieć: "To tamtej wina! zmanipulowała go! Pokazała biuścik i nóżkę! Dała
      położyć skołataną głowę na piersi! Zachęcała pościelonym łożeczkiem!" wink

      A facet był przecież taki biedny, miał dół, bo zaznał totalnej zmiany w życiu w
      związku z pojawieniem się dzidziusia i musial poszukać ukojenia.

      Ania
      P.S. Przepraszam za ironię i sarkazm. Dla mnie wina faceta jest bezsporna.
      • justinka_s Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 15:25
        hahhaa
        tylko tyle
        im dłużej czytam listy na forum tym bardziej widze granice i śmiech mnie
        ogarnia czasami, a dziś szczególnie
        właściwie to po przeczytaniu na macochach odpowiedzi na pytanie " czy znacie
        swoje eks" i ...cholera ładne te zdjęcia ślubne gdzie eks taki smutny...jaki on
        skrzywdzony, ale siekiera nad nim nie wsiała w momencie przysięgi

        ja też przepraszam za ironię wszystkich , którzy się wyrazili, ale zaczynam
        mieć cięty język
        haha, naprawdę humor mi się polepszył, a może to już chorobasmile)

        • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 16:11
          No widzisz Justinko jak to dobrze czytać różne fora smile))
          Tak byś siedziała i myślała jaki to kawał sk.... i użalała się nad sobą. A tak -
          masz dobry humorek, uśmiech od ucha do ucha i mozesz się pośmiać wink


          Pozdrawiam, Ania
      • agnieszka.salach Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 16:21
        Wina zawsze leży po środku ;o)
        • cruella-devil Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 22:19
          Taa..., pośrodku. Zwłaszcza w pozycji 69 wink
      • omama Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 16:13
        Oj, nooleczka... Tamtej to wina TEŻ. Bo jakby tak schowała ten biuścik to może
        i historia by się inaczej potoczyła. Co nie zmienia, że pierwszoplanowa wina
        będzie zawsze zdradzającego. Ale "kochanka", "kochanek" też winę niosą. Nawet
        jeżeli się do tego nie przyznają.
        Ale jedną rzecz zauważę. O ile większy żal będzie do faceta, to jednak zawsze
        jest to uczucie złożone: bo i gniew, i furia, i poczucie oszukania, krzywdy,
        ale także żal, i tęsknota, i dobre wspomnienia, i ta noc na plaży, i wspólne
        malowanie strychu.... Podczas gdy współzdradzaczki można po prostu nienawidzić
        czystym, prostym, pierowtnym uczuciem domagającym się wzięcia młota w garść i
        pójścia na rzeczową rozmowę.
        • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 17:17
          Omamo, popełniasz ten sam błąd co 90% licznie tu zgromadzonych. Generalizujesz.

          Ta trzecia czasem ponosi winę na równi z mężem, a czasami w ogóle jej nie
          ponosi.
          Wszystko zależy od konkretnej sytuacji.

          Pozdrawiam, Ania
          • omama Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 21:59
            Nooleczko, mówię o sytuacji zdrady. Nie gwałtu, nie dorosłego odejścia, nie
            nieświadomości. Zdrady.
      • icisek Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 14.02.04, 16:48
        smile)) Ale jakby tamta powiedziala :" Spadaj do zony, koles" , to dostalby po
        dupie i wiedzial na przyszlosc, ze to nie tak latwo zabawiac sie z kobietkami,
        jesli chce sie zdradzac. I albo by odszedl, bo nie moglby zyc z Justinka, albo
        by przemyslal sprawe i doszedl do wniosku, ze jest bydle i wynagrodzi Justince
        swoja glupote. A tak ... pomyslal jedynie : Jakie te baby glupie...
        • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 15.02.04, 18:21
          icisek napisała:
          > smile)) Ale jakby tamta powiedziala :" Spadaj do zony, koles" , to dostalby po

          Jaaasne... A jakby go wykastrować tuż po poczęciu, to w ogóle by się innymi
          kobietami nie zainteresował...
          A jakby babcia miała wąsy, toby była dziadkiem...
    • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 12.02.04, 17:10
      Józio i Marycha są małżeństwem od 60 lat. Józio (90 lat), poczuł, że niedługo
      umrze. Od wczesnych lat młodości trzymał na strychu trumnę, którą sam sobie
      zbudował, ale zawsze trzymał ją zamkniętą na kłódkę. Marycha, jego jędzowata
      żona, od lat pytała Józia, co on w tej trumnie trzyma i dlaczego jest
      zamknięta. Ale Józio nigdy jej nie powiedział. Aż tu nagle, czując że jego dni
      na ziemi dobiegają końca, mówi do żony:
      - Masz tu klucz od trumny i idź zobacz.
      Marycha myk, myk na strych, otworzyła trumnę: patrzy, a tam cała kupa szmalu,
      monety, stare i nowe, banknoty stare i nowe, było tego chyba z 20000 zł oraz...
      2 jajka!
      Żona zbiegła na dół i mówi:
      - Stary, ale kasy! Teraz poszalejemy! Ale po co leżą tam dwa jajka?
      Józiu na to:
      - Wiesz Marycha, za każdym razem jak cię zdradzałem, kładłem do trumny jedno
      jajko... przepraszam...
      Marycha, ze łzami w oczach:
      - Nic nie szkodzi Józiu, tyle lat razem ze mną... - i myśli: że 2 razy to w
      końcu nic, sama od kilku lat romansowała po cichu z
      sąsiadem - Ale powiedz, proszę, skąd te pieniądze?
      Józiu ze skruchą:
      - A wiesz, czasem kilka jajek sprzedałem i tak się jakoś nazbierało...

      smile))
      Ania
      • justinka_s Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 09:41
        haha
        Nooleczko, mam nadziję, ze ta Marycha to nie Tysmile))
        ale kawał dobry
        a ja...cóż, użalać to się nie użalalam nad sobą za bardzo, bo twarde ze mnie
        babsko , ale wczoraj naprawdę się pośmiałam, echhh super

        a co do pozycji 69 to niestety kochaniutka się myliszsmile)
        bo wtedy prawda jest hm...tak gdzieś w 1/3 od głowy kobiety i 1/3 od głowy
        facetasmile)
    • delfina6 Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 10:08
      dziekuję Justynko za ten wątek
      mój głos w tej dyskusji: też nie mogę zrozuymieć jak ci dranie tak potrafią,
      najbardziej nie mogę pojąć tych, którzy zostawiają swoje kobiety w ciąży, czy z
      malusieńkim dzieckiem
    • omama Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 13.02.04, 16:04
      To ja wam coś powiem w kwestii winy facetów.
      Zauważyłam to jeszcze na studiach, więc mowa nie tylko o układach mężowsko-
      żoninych, ale i prostszych dziewczęco-chłopięcych.
      Otóż w paru przypadkach chłopak zostawiał dziewczynę w wyjątkowo parszywy
      sposób: na dzień przed egzaminem, w środku sesji, z pogrzebem rodzica w planach
      dni najbliższych.... Nie mam oczywiście żadnych danych, ale moja -
      niekoniecznie słuszna - obserwacja jest taka, że w sytuacji decyzji o końcu
      związku facet częściej niż kobieta leci tratując i kopiąc bez cienia empatii.
      Bo ja bym poczekała te dwa dni do końca egazminów....I parę dziewczyn, które
      znam, też zawieszło "kroki rozwodowe" w sytuacji ostrego kryzysu swojego faceta.
      • baby111 Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 15.02.04, 19:51
        zawsze odejście kogos bliskieo boli. a jesli na koniec okaże się niewrażliwym,
        samolubnym kłamcą i zdrajcą to w ogóle tragedia, bo zastanawiamy się, jak mozna
        było kogos takiego pokochać i żyć z nim. ale dopiero po jakims czasie patrzymy
        na to inaczej. mysle, ze nawazniejsze, by nie pozwolic, by ktos taki krzywdził
        nas nawet po swoim odejściu( niezaleznie jak ono wyglądało). jesli zamkneły się
        jakies drzwi to nie próbujmy sami ich ponownie otwierać skoro wiemy, ze sprawi
        nam to tylko ból i cierpienie. szkoda czasu i naszych łez. cały czas sobie
        powtarzam,ze trzeba iść do przodu. jeśli on odszedł to na pewno nie płacze za
        nami, nie rozpamietuje....ale rzeczywiście czasem mogliby dłużej pomysleć zanim
        bezmyslnie skrzywdzą. choc z drugiej strony dotyczy to także kobiet.
    • magania Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 17.02.04, 01:02
      Jezeli karmil cie takimi pieknymi slowami,a robil co innego,to faktycznie
      holerny dran.Dlaczego Cie zdradzil?trudno powiedziec,albo za malo kochal i
      odszedl,albo popelnil blad i bedzie chcial jeszcze wrocic.
      • justinka_s Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 17.02.04, 11:30
        pewnie drań, ale co z tego jak ja z nim szcześliwa była i kochałam i byl dobrym
        facetem, odbiło mu i tyle
        chyba mu się znudziło mieć obowiązki ( do czsu mojej ciązy było super) potem
        chyba sytuacja go przerosła, brak sexu po porodzie też
        a wrócić czy chce? nie wiem, pytałam go kiedyś o to, i w złości i po
        zastanowieniu się powiedzial, ze nie

        Icisek, a Tobie dziękuję za słowa, a Nooleczko, niestety ona ma rację, że gdyby
        powiedziała spadaj sytacja bylaby inna
        nie można mówić, ze gdyby babcia wąsy miała, to samo możesz powiedzieć mi, np.
        było go pilnować ale od czego do cholery jest zaufanie, moralność, szacunek?
        oni oboje go nie mieli i prosze nie broń więcej ani jego ani jego kochanki
        bo twoje słowa wyglądają mi na obronę ich
        • nooleczka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 17.02.04, 15:13
          Ja go nie bronię, ani jej, bo to jest jedna z tych sytuacji, kiedy im obojgu
          należy się tylko dziwić, że stać ich było na takie draństwo.

          Natomiast głupie wydaje mi się rozpamiętywanie pt."co by było gdyby". Np. Co by
          było gdyby ona go odepchneła. Pewno znalazłby sobie inną. A co by było gdyby
          złamał nogę. Pewno by żadnej innej nie szukał tylko siedzial w domu. A co by
          było gdyby... itd itp. Od gdybania się świata nie zmieni.
          Innych ludzi też nie.

          Pozdrawiam, Ania
          • mikawi Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 17.02.04, 15:38
            ja też uważam że główną, podstawową winę ponosi facet, bo to ON PRZYSIĘGAŁ, ON
            KŁAMAŁ ŻONIE, ON ZDRADZAŁ

            a kochanka? dlaczego ma nie chodzić z "biustem na wierzchu"? jest kobietą, chce
            się podobać, jeśli podoba jej się jakiś facet ma prawo o niego zabiegać, a
            małżeństwo to nie licencja na wieczne użytkowanie tylko związek dwojga ludzi
            którzy mają wolną wolę i cheć bycia ze sobą a nie przymus. Jeśli u faceta tej
            woli i chęci zabrakło i znalazł inną- trudno, ale to on podjął decyzję o
            rozpadzie SWOJEGO MAŁŻEŃSTWA a nie kochanka.

            Z drugiej strony - czy gdyby taka kobieta przegnała go bo żonaty, czy fajnie by
            było mieć świadomość że facet jest ze mną TYLKO dlatego, że inna go nie chce?
            więc z braku laku zostaje ze mną? jednak wolałabym, aby mój facet spotkawszy
            taką co biustem nęci dokonał świadomego wyboru, że mimo tego biustu i innych
            przymiotów on kocha mnie i ze mną chce być.
            • ankanka Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 21.02.04, 10:54
              Wiecie co,a ja nie rozumiem,tych prób wykazania,że kochanka/ek nie są winni.
              Przecież,gdy dochodzi do takiej sytuacji,to nawet nie chodzi o określenie
              stopnia winy tylko o to,że można był zapobiec.
              Oczywiście,że facet winny.Bo ma rodzinę,ciąży odpowiedzialność,przysięga, etc.
              Ale kochanka jest wspólnikiem tej zbrodni.Czy narzędziem,jak kto woli.
              Nieważne definicje.
              Jeśli wie,że ma do czynienia z żonatym,ojcem dzieci,to chodzi o zwykłą
              przyzwoitość,uczciwość.
              To troszkę tak,jakby zwalniać pasera z odpowiedzialnosci-bo to nie on ukradł.
              Albo kupującego od pasera.Bo to nie on jest paserem.
              Postawa pt:To nie moja sprawa,facet jest winny,jest wybitnie cyniczna i podła.
              A stwierdzenia pt:Bo,żona była zła z kolei bardzo głupie i naiwne.


              Obecnie obserwuję dwa podobne przypadki dramatu.
              Małżeństwa ze stażem,dorobili się wspólnie majątku.(to jest ważne,jak
              bardzo ,wystarczy spojrzeć na forum macochy-tam głównie jest o pieniądzach wink
              Panom zaczęło odbijać.To znaczy znalazły się amatorki na te majątki.(bo na nic
              innego w tym przypadkach wink
              Bez skrupułów,bezwzględnie dążą do celu.Obie słodko ćwierkają tym durniom
              oszołomionym.A w domach tragedie.Żony (nie,nie potwory,normalne,dobre,ładne
              żony tylko już się troszkę znudziły,a ten typ tak ma,że lubi sobie zmienić-jest
              łajdakiem,czego żona nie wiedziała,stając sie żoną)I do tego dramat dzieci-
              dorastających,widzących co się rozgrywa,nienawiść połączona z miłością (nie
              buntowane przez matkę,nie,dorasatją i mają świadomośc)
              I trzeba ratować majątek-bo harpie ostrzą pazury.
              Kim są te kobiety?
              W sms-ach mówią,że kochają,pragną dzieci, hehehe.
              Chętnie przyjmują drogie prezenty.
              tylko dlatego,że są te 10 czy więcej lat młodsze od żon.


              i jeszcze coś.
              Jeśli ktoś-dorosły,odpowiedzialny decyduje się na przyjęcie sakramentu
              (udzielenie go małożonce/owi) to raczej nie powinno się tego nazywać licencją
              na użytkowanie.To do czegoś zobowiązuje i ma swoją wagę.
              Chyba,że ślub w kosciele traktuje się jak pokaz mody ślubnej i kolejna impreze
              rodzinną.
              "nie cudzołóż"-czy to już nic nie znaczy?nawet dla osób deklarujących swoją
              wiarę?





              • ikaikaj Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 21.02.04, 11:19
                do tej pory tylko czytalam wasze posty na tym forum, ale dzis zabiore glossmile
                ja takze uwazam,ze winy nie ponosi sam facet...kochanki tez swoje 5 groszy
                zawsze wtrynia w te chore sytuacje...
                moja historia rozegrala sie juz prawie 5 lat temu i moze byla troche inna bo to
                nie byl moj slubny,ale bolala rownie mocno...
                mianowicie bylam sobie z panem jakis rok juz i nagle okazalo sie,ze jestem w
                ciazy...no coz,zdarza siesmile
                on sie nawet ucieszyl,byl przestraszony,ale chyba tez szczesliwy...no i nastal
                piaty miesiac mojej ciazy a on przyszedl i powiedzial,ze to koniec...nie da rady
                bla bla bla...oczywiscie rozpacz,lzy...ale trza bylo sie pozbierac do kupy bo
                przeciez malenstwo na swiat ma przyjsc.przelknelam to w koncu i powiedzialam
                sobie ja to dziecko wychowam sama jak trzeba!(notabene dlugo go sama nie
                chowalam bo roksmileteraz juz ma tatusia i bratasmile
                do czego zmierzam w tej historii?
                ano do tego,ze nie dalej jak miesiac temu dowiedzialam sie,ze bilogiczny ojciec
                mojego syna ma...coreczke....4 miesiace mlodsza od mojego dziecka!!!
                okazalo sie,ze mial inna na boku i biedaczek zaplodnil nas niemal rownoczesnie...
                dlaczego wybral ja?nie wiem....moze ladniejsza...moze
                madrzejsza...moze,moze,moze....
                nie powiem,ze mnie to nie zabolalo....i ciagle mysle o tej drugiej...i nie chce
                myslec o niej jako o tej nie winnej...nie potrafie!
                pozdrawiam
                ikaikaj
                • apriv Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 21.02.04, 20:50
                  • apriv Re: wina facete...też nie mogę zrozumieć 21.02.04, 21:09
                    postanowilam sie troche wtracic -biale jest biale ,a czarne-jest czarne,w tym
                    wypadku niestety tak to jest-zalezy to niestety od sumienia-czyli od
                    postrzegania co dobre,a co zle-gdyby wszystkie nastepne wiedzialy ze
                    facet,ktory jest poprostu w porzadku,najpierw uklada sobie zycie(skoro mu tak
                    zle),a potem szuka nastepnej pertnerki-nie szukaly by rozgrzeszenia dla
                    siebie,kazdy popelnia bledy-ale wazne sa zasady,i nie mowcie o wielkiej milosci-
                    bo to troche dla nastolatek-troche wiecej rozumu,naprawde zyccie byloby
                    piekniejsze gdyby odpowiedzalnosc doroslych osob bylaby na porzadku dziennym,to
                    tak w skrocie-wina faceta na pierwszym miejscu to oczywiste(kiedy oni
                    zrozumieja ze troche bylo juz od australopitka)to tak dla nas kobitek-calusy
                    Pozdrowienia
                    Alicja
Inne wątki na temat:
Pełna wersja