każdy dzien bez niego to mój sukces...

22.02.04, 10:30
juz co prawda mam dosyc rozmów o nim i o tym dlaczego stało się tak a nie
inaczej( lepiej). długo próbowałam po prostu przyjaźnić sie z nim, dla dobra
naszego Maluszka, ale pewnego dnia stwierdziałm, że jesli nie uwolnię sie
całkowiecie to nigdy nie bedzie dobrze. bardzo wiele mnie kosztowało
oddzielenie relacji ja- on, on- synek, ale powolutku idziemy do
przodu...osobno. teraz każdego wieczoru kiedy ide spać to czuje jakbym
dokonała sukcesu. nie zadzwoniłam do niego, nie prosiłam o kolejna nic nie
wnoszącą rozmowę, nie myslałam duzo, byłam usmiechnieta...mam nadzieję, ze są
takie wśród Was, które mnie rozumieją. jeśli tak to jak wy dawałyscie sobie
rade w tych najgorszych chwilach. wiem, ze to raczej problem nie samotnej
mamy, ale złamanego serduszka...ale może ktoś wie, o czym piszę.
iwona.
    • maminka_wiktorynki Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 22.02.04, 14:04
      ja wiem o czym piszeszsmile I trzymam kciuki za Twoją wytrwałość. Ja wniosłam pozew
      do sądu jak moja Niunia miała 3 tyg. Całą ciążę myślałam, że każda kłótnia
      wynikała z mojej prowokacji, ale po porodzie powiedziałam,że czas z tym
      skończyć! i oto jestem... spokojna, pewna jutra, łagodniejsza... Moje SPOKOJNE
      dziecko mnie codziennie wspiera w tej decyzji i widzę, że była słuszna!!!
      Pozdrawiam Was wszystkie Same!!!
    • majakaja Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 23.02.04, 08:33
      witam, ja równiez jestem potakim samym doswiadczeniu i wiem ze jest to cięzkie
      do przejścia ale dasz radę. musisz w kazdy dzień powtarzać sobie ze jestes
      lepsza od niego. masz przeciez dla kogo zyc.
      Mój były mąz wogóle sie ie interesuje nami dlatego postanowiłam wziaść sprawy w
      swoje ręce. Nie powiem było ciezko. Przepłakałam niejeden wieczór, ale teraz
      jest juz ok. Mineło parę lat i wyszłam na swoje, pracuję, skończyłam studia
      córka jest juz duza. Jestesmy zadowolone. pozdrawiam
      • andzelina1 Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 23.02.04, 10:00
        Na początku było strasznie.Nie mogłam normalnie funkcjonować.Także dla dobra
        dziecka starałam się żyć z nim w zgodzie.Pozwalałam mu na przebywanie z nami.To
        było dla mnie bardzo bolesne, ponieważ tak naprawdę ciągle miałam nadzieje, że
        zdarzy się jakiś cud i znowu będziemy razem.Teraz staram się unikać
        jakichkolwiek kontaktów z nim i jest mi o wiele lepiej.Zaczynam żyć własnym
        życiem a nie przeszłością.Trzymajcie się dziewczynki.
        • czarna.porzeczka Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 25.02.04, 21:44
          Nie mam jeszcze dzieci, za to mam za soba rozwod.
          Kiedy byl ten najgorszy czas moja przyjaciolka powiedziala mi : stara, za 5 lat
          nie bedzie Cie tak bolalo, za 5 lat bedziesz miala go gdzies, wraz z jego
          poziomem klapy od sedesu, z jego wymaganiami i parszaywym charakterem. Minelo
          juz 5 lat z gorka. Przyjaciolka miala racje. Co wiecej - rany sie zagoily,
          poczucie wlasnej wartosci odbudowalo, samopoczucie poprawilo w stopniu
          zdumiewajacym, zyje w szczesliwym zwiazku, z perspektywa na rodzine.
          Nie mozna sie poddawac - zycie jest zbyt piekne zeby z niego dobrowolnie nawet
          w czesci rezygnowac.
          Nos do gory, skup sie na Malenstwie i - dasz rade. Trzymam kciuki, pozdrawiam
          PS> Nie mysl ze ja nie przeszlam dramatow - optymizm ktory prezentuje wynika z
          tego ze wiem JAK BARDZO zle moze byc i ciesze sie z tego co mam obecnie ( choc
          pewnie nie jest to nic nadzwyczajnego).

    • eyna Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 28.02.04, 21:36
      ... jakbym czytała o sobie samej a nie o tobie Baby. Jednak mnie wciąż trudno
      się uwolnić od niego. Chociaż po przeczytaniu twego postu i pozostałych
      dziewczyn wiem, że jest to możliwe. Czekam z utęsknieniem na dzień, gdy będę
      mogła powiedzieć: "nie zadzwoniłam do niego, nie prosiłam o kolejna nic nie
      wnoszącą rozmowę, nie myslałam duzo". Czasem udaje mi się nie kontaktować przez
      kilka dni, ale potem coś we mnie pęka i ... od nowa zaczynam budować
      swój "sukces".
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości zarówno tobie jak i sobie smile
    • baby111 Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 29.02.04, 10:53
      witajcie! chciałabym powiedzieć, ze cieszę sie, ze mnie ktos rozumie, al o
      ironio!! współczuje i Wam i sobie,ze musimy przez to przechodzic. z Waszych
      listów wnioskuje, ze jeszcze długa droga przede mna i czuje to. mam nadzieje,
      ze bedzie tylko lepiej. chciałam jeszcze zapytac, czy mozliwe jest związanie
      sie z kiims innym skoro zdarza mi się tęsknic i myślec o byłym?? pozdrawiam Was
      i Wasze pociechy nasłodszesmilesmilesmile
      • bsl Re: każdy dzien bez niego to mój sukces... 29.02.04, 11:27
        pewnie można kogos pokochać , i ułozyć sobie życie , ale najpierw musisz się
        wyzwolić od tego co było i naczej nie da rady tak mi się wydaje , ja jestem sam
        pół roku i w dalszym ciągu nie wyobrażam sobie innego faceta przy moim boku sad,
        żyję jednak nadzieja że kiedyś taki dzień nastąpi i będę szczęśliwa ja i moje
        dzieciaczki
        trzymaj się mocno i do przodu smile)
Pełna wersja