baby111
22.02.04, 10:30
juz co prawda mam dosyc rozmów o nim i o tym dlaczego stało się tak a nie
inaczej( lepiej). długo próbowałam po prostu przyjaźnić sie z nim, dla dobra
naszego Maluszka, ale pewnego dnia stwierdziałm, że jesli nie uwolnię sie
całkowiecie to nigdy nie bedzie dobrze. bardzo wiele mnie kosztowało
oddzielenie relacji ja- on, on- synek, ale powolutku idziemy do
przodu...osobno. teraz każdego wieczoru kiedy ide spać to czuje jakbym
dokonała sukcesu. nie zadzwoniłam do niego, nie prosiłam o kolejna nic nie
wnoszącą rozmowę, nie myslałam duzo, byłam usmiechnieta...mam nadzieję, ze są
takie wśród Was, które mnie rozumieją. jeśli tak to jak wy dawałyscie sobie
rade w tych najgorszych chwilach. wiem, ze to raczej problem nie samotnej
mamy, ale złamanego serduszka...ale może ktoś wie, o czym piszę.
iwona.