telma78
27.03.10, 23:00
Maż nas zostawił, po dłuuugiej rozłące emocjonalnej, po okresach niebycia z nami (taka praca niby), po moich wizjach, że jeszcze wszystko przed nami, po moich prośbach , tłumaczeniach, że trzeba poświęcać czas rodzinie, a nie tylko swoim pasjom, w końcu po zimie uczuciowej z jego strony. I niby się załamałam, płakałam miesiąc, miesiąc żyłam nadzieją i bach. Miesiąc minął a ja szybko się otrząsnęłam, może tez już go nie kochałam, teraz na pewno już nie szanuję. dlatego jest mi łatwiej, gdyby nie syn, na pewno stwierdziłabym, że takiego d.. to mam gdzieś i już, tylko żal pozostaje, że syn stracił ojca, a akurat teraz szuka męskich wzorców (wszystko chce jak tata).
Jednak po tym miesiącu poczułam ulgę, ba nawet poczułam, że mogę jeszcze coś z życia mieć, że chcę być szczęśliwa, nie z nim.
Oczywiście mam wzloty i upadki. Pakowałam jego rzeczy i serce mi pękało bo z każdym przedmiotem wiąże się jakaś nasza historia, zwykłe wspomnienie..
Ale czuję, że nabrałam wiatru w żagle!
Czy czułyście się wreszcie wolne, mimo całego żalu z powodu odejścia męża? Czy już ze mną coś nie tak?