porazka

25.02.04, 17:44
dzien dobry,szukam pomocy gdzie moge ,chociaz z góry licze sie z
potepieniem,znam realia.Moje małzenstwo legło w gruzach dawno temu i wtedy
powinnam znalezc w sobie odwage ,zeby to
przerwac,niestety,wychowanie,tchórzostwo ,dzieci,doprowadziło mnie to na
krawedz rozpaczy.W konsekwencji wszystkich naszych wzajemnych działan,znalazł
sie ktos kto pokazał mi ,ze mozna zyc pieknie,ze mozna byc szczesliwą.Teraz
rozwód,nie wiem gdzie ,nie wiem jak,w ogóle jestem cała ogłupiała.Maz moze mi
duzo zarzucic,nie chce prania brudów
    • ewcia34 Re: porazka 26.02.04, 08:16
      Julka
      Spokojnie przede wszytskim spokojnie. Życie sie ma jedno i trzeba żyć tak zeby
      jak najmniej rzeczy sie żałowało. Rozwód jest dużą rewolucja w zyciu każdego
      człowieka a szczególnie trudny jak sa dzieci. Im trudno zrozumiec ze rodzice
      przestali sie kochac i juz nie beda razem. To bardzo trudna decyzja i wiele
      musi przemawiac za tym zeby ja podjac. Musisz byc pewna ze ten ktos to nie
      chwilowe zauroczenie, bo za duzo jest do stracenia. A czasu pożniej nie da sie
      cofnąc. Co do prania brudów to zalezy to do Ciebie i od Twojego męża, choć jego
      rozgoryczenie z powodu wizji rozwodu może mieć rózne konsekwencje. Musicie
      porozmawiac i to szczerze bardzo szczerze, musisz mu powiedziec co czujesz,
      moze on nie był swiadomy przez te wszytskie lata, moze bedzie chcial walczyc,
      moze nalezy mu sie szansa.
      • julka858 Re: porazka 26.02.04, 10:52
        jestem pewna,decyzja została podjeta,rozmawiałam z nim przez 3 miesiesiace bo
        wim ,ze jest zamkniety w sobie ale teraz mam pewnosc,nie moge byc spokojna bo
        sie boje,ze w swojej złosliwosci skrzywdzi nie tylko mnie ale i dzieci,wstepnie
        zgodziłam sie na układ ,ze ja wniose pozew bez orzekania winy ale nie wniose o
        alimenty i wtedy obedzie sie bez prania brudów,jestem cała ogłupiała i zaczynam
        wpadac w panike,bo jestem sama
      • burza4 Re: porazka 26.02.04, 10:59
        ewcia34 napisała:

        > Julka
        > Spokojnie przede wszytskim spokojnie. Życie sie ma jedno i trzeba żyć tak
        zeby jak najmniej rzeczy sie żałowało.

        Święte słowa!!! tym bardziej, żeby się nie żałowało przegranego życia u boku
        praktycznie obcej osoby...

        Rozwód jest dużą rewolucja w zyciu każdego > człowieka a szczególnie trudny
        jak sa dzieci. Im trudno zrozumiec ze rodzice > przestali sie kochac i juz nie
        beda razem.

        Fakt, ale to nie musi oznaczać końca świata. Zależy czy będziecie na tyle
        dojrzali, żeby w tej sytuacji myśleć pod kątem dzieci, a nie wzajemnych
        pretensji.

        To bardzo trudna decyzja i wiele
        > musi przemawiac za tym zeby ja podjac. Musisz byc pewna ze ten ktos to
        nie chwilowe zauroczenie, bo za duzo jest do stracenia.

        A cóż ona takiego ma do stracenia??? niedudane małżeństwo, które trwało siłą
        bezwładu i indolencją - bo żadnemu się nie chciało do tej pory wystąpić o
        rozwód???

        Cóz - być może prania brudów nie da się uniknąć. Ale przeciez nie jesteś na
        straconej pozycji. Trudno - najwyżej wyjdziesz przed sądem na ostatnią, ale co
        z tego? przeciez i tak ty zostaniesz z dziećmi, alimentów na byłego męża raczej
        ci nie przysądzą, orzekanie o winie nie ma przełożenia na kwestie np. podziału
        majątku, nie jest to przyjemna kwestia, ale czego się boisz najbardziej?
        przecież cię nie ukamienują, nawet jeśli zostaniesz uznana za winną rozpadu
        pożycia.
        • julka858 Re: porazka 26.02.04, 11:13
          najbardziej sie boje tego,ze zabierze mi dzieci,ze zostane bez srodków do
          zycia,nie pracuje,ze beda ciagac dzieci ,jesli sad uzna mnie winna nie bede
          mogła domagac sie alimentów z tego co wiem,wydaje mi sie ze jestem na straconej
          pozycji,moze to poczucie winy,moze mi to wmówił,jestem psychicznie zrujnowana
          • mikawi Re: porazka 26.02.04, 11:56
            jeśli sąd uzna cię winną nie będziesz mogła sie domagać alimentów na siebie, na
            dzieci dostaniesz i tak i tak, a znając realia polskich sądów bardzo mało
            prawdopodobne że sąd zabierze ci dzieci, chyba że same tego będą chciały i są
            na tyle duże by mogły zeznawać

            z drugiej strony - pomyśl, że zakończy się farsa w której tkwisz, pracy zacznij
            szukać już teraz, ludzie często ją tracą z dnia na dzień i zaczynają od nowa i
            udaje im się smile tobie tez się uda; chyba nie ma sensu byc wiecznie uzależnioną
            od faceta którego nie kochasz i który nie kocha ciebie?
          • burza4 Re: porazka 26.02.04, 11:59
            Dzieci ci nie zabierze, nie jesteś alkoholiczką, narkomanką, nie nalezysz do
            sekty... co do środków do życia może być róznie - opisów korowodów sądowych na
            ten temat jest mnóstwo. Jeśli dzieci zostaną z toba (a na 99% tak będzie), to
            alimenty na dzieci ci się należą bezapelacyjnie (pytanie w jakiej wysokości),
            natomiast problem polega na tym, żę jesli zostaniesz uznana za winną, to nie
            możesz się domagać alimentów na siebie (a w skrajnych przypadkach mąz może
            wystapić o takie alimenty na siebie, jeśli w związku z rozwodem pogorszyła by
            się jego sytuacja materialne, ale w waszym przypadku to nie ma zastosowania).
            Po drugie - może nie zgodzić się na rozwód. I to tyle, co może. Orzeczenie winy
            nie ma nic wspolnego z alimentami na dzieci.

            Na straconej pozycji na pewno nie stoisz, raczej on, bo co ci może sądownie
            zrobić? Najwyżej będzie przeciągał sprawę i tyle zwojuje.

            Swoją drogą - Ewa napisała, że do rozpadu związku potrzeba dwojga - i ja się z
            tym zgadzam. Ciekawostka socjologiczna polega na tym, że w takich sytuacjach
            jeśli chodzi o faceta (małżeństwo się nie ukadało, po latach ktoś się pojawił i
            zaktywował go do odejścia) to np. faceta bezapelacyjnie się potępia, tu mamy
            przypadek odwrotny i dziewczynie się po prostu współczuje... czyżbyśmy
            instynktownie bardziej wierzyły kobietom?
            • ewcia34 Re: porazka 26.02.04, 12:53
              Ja mysle ze z tym potepianiem facetów za zostawianie to jest zalezne od tego w
              jaki sposob dochodzi do rozstania. . Czy jest to jak napisała ania_rose
              kulturalne i zwyczajne rozstanie, które powodują że kobieta staje się bardziej
              szczęśliwa, a nie mniej czy też jak wiekszosci jak najszybciej, przepychanka,
              walka, przykrosc. Jak pokazuje to forum czesciej ta druga sytuacja ma miejsce
              stad tez takie potepienie dla facetów. U kobiet zdarza sie to rzadziej, bo
              moze tkwi w nas jakis stereotyp, ze facet musi byc ze bez niego to sie nie da
              Brak odwagi, wiary we własne siły. Poza tym jak juz sie zdecyduja to
              przynajmniej ja znam takie przypadki staraja zachowac jak najbardziej
              cywilizowany charakter rozstania. A tak naprawde współczuc nalezey obojgu bo
              jest to porazka ich obojga coby nie mówic.
            • julka858 Re: porazka 26.02.04, 16:56
              dobrze,ze tu napisałam ,dziekuje za odpowiedzi na listy,jestem tym wszystkim
              przerazona i okazuje sie ,ze mam głeboka depresje aby wyjasnic,ten drugi facet
              jest ale nie mysle teraz o nim,on poprostu pokazał mi jak moze byc,ze moge byc
              szczesliwa,ze mozna o mnie dbac i troszczyc sie ale najpierw chce sie skupic na
              uporzadkowaniu swoich spraw.Byłam dzisiaj w sadzie niestety nie moge liczyc na
              jakakolwiek pomoc jesli nie mam pieniedzy,tyle sie dowiedziałam,moge spróbowac
              sama napisac pozew.Ja nie chce walczyc z mezem!jestem osoba swiadoma,mamy
              dzieci,bedziemy musieli sie jakos porozumiewac a wiem ,ze jesli sie zacznie
              wojna to pózniej trudno bedzie zapanowac nad tym wszystkim
        • ewcia34 Re: porazka 26.02.04, 11:46
          Może żle sie wyraziłam duzo do stracenia. Chodziło bardziej ze ze wzgledu na
          dzieci musi to byc bardzo przemyslana decyzja, ze naprawde kocha tego kogos i
          chce z nim byc, a nie jest to chwilowe zauroczenie. Z tego co pisze Julka to
          jest to konsekwencja powolnej agonii uczucia między nimi, a przeciez
          człowiekowi poczucie kochanym jest potrzebne.
          To ze jedna osoba podejmuje decyzje o rozwodzie nie oznacza ze ona i tylko ona
          winna jest rozpadowi. A co maz nie widzial ze jest cos nie tak, zrobil coś aby
          to zmienic. To dlaczego ciezar odpowiedzialnosci ma spadac tylko na nią
          przeciez malzenstwo to dwoje ludzi.
    • ania_rosa Re: porazka 26.02.04, 23:20
      Julka
      Miałam dośc podobną sytuację. Po pierwsze ochłoń. Wiem, że w takiej sytuacji,
      kiedy pojawia się ktoś trzeci, borykamy się z potwornym poczuciem winy. Z
      mojego doświadczenia wynika,że częściej te wyrzuty sumienia nękają kobiety.
      Spojrz jednak na sprawę wnikliwie: po pierwsze, czy pojawienie się kogoś
      trzeciego było skutkiem czy przyczyną rozpadu związku? U mnie było skutkiem. Po
      drugie: czy próbowałaś ratowac małżeństwo? Jakimi sposobami? Nie chodzi o to,
      żebyś rozliczała sie przed nami, rozlicz się ze sobą (czy czujesz się
      wewnętrznie uczciwa wobec związku, który próbowałaś ocalić, ale się nie
      udało)?. Po trzecie: obserwuj swojego męża. Często jest tak, że to co my
      oceniamy jako niesamowity dramat zdradzonej strony- zdradzonej stronie zwisa.
      Tak było u mnie. Nierzadko zdarza się tak, że mąz lub zona podświadomie (lub
      nie) spisują związek na straty, nie chcą walczyć i doprowadzają do
      sytuacji :"wóz albo przewóz" w nadziei, że to współmałżonek podejmie decyzję o
      odejściu i weźmie za nią odpowiedzialność. Nie wiem, jaki jest Twój mąż. Być
      może nie zasłużył na upokorzenie, jakim dla faceta bywa pojawienie się innego
      faceta. Być może też nie było to dla niego upokorzenie- nie wiem, jak się
      dowiedział o sprawie, bo informowac o tym można róznie.
      Skoro jednak doszło między wami do rozmowy to teraz konkrety: ja się zgodziłam
      na bardzo podobny układ- odstępuję od roszczeń alimentacyjnych i przystaję na
      jego propozycję godząc się, że w tej sprawie chce się on czuć wygrany. Powiem
      jednak z perspektywy czasu, że i on straszył mnei odebraniem praw (do czego nie
      miał podstaw) jak i telefonowaniem na Niebieską Linię. Uważam, że przetrwaliśmy
      ten okres dzieki mojej "adwokaturze diabła" jak nazwali to moi rodzice, czyli
      zachowywaniu obiektywizmu i bronieniu męża, czego on niestety nie docenił, ale
      za to rozstał się kulturalnie. Gdybym szła na noże mogłoby być gorzej. Nie
      wiem, co Ci radzić. jeśli zależy Ci na spokoju wewnętrznym- odpuśc sobie walkę
      i gódź się na jego propozycje. To był mój wariant, który ocalił przede
      wszystkim dobro naszego syna, bo w ten sposób kupiłam dobre relacje z ex męzem,
      mimo że drogo za to zapłaciłam (dosłownie i odsłownie). Tak jednak wybrałam i
      nie żałuję. Wiedz jednak, że większośc tekstów Twojego męza zalicza się
      prawdopodobnie do kategorii "pogróżki". Praw odebrać Ci nie ma szans- nie daj
      się tym zastraszyć. Co do alimentów- należą Ci się. Jesli jednak dopuścisz do
      wniesienia pozwu z orzeczeniem o Twojej winie konsekwencje moga być
      dalekosięzne. Po pierwsze Twój mąz będzie mógł jeszcze 5 lat od orzeczenia
      wyroku wystąpić o alimenty na siebie,jeśli jego sytuacja życiowa lub zdrowotna
      ulegnie pogorszeniu. Po drugie: sprawiedliwie nei znaczy równo i oznacza to, ze
      sąd może obniżyć kwotę alimentów na dziecko sugerując się Twoją winą
      (teoretycznie nie powinno miec to miejsca, ale zdarza się nadspodziewanie
      często). PO trzecie: to, że czujesz się winna nie znaczy, że Jesteś winna
      rozkładu pożycia. Te pytania, które zawarłam w pierwszej części postu być może
      pomoga Ci się uporać z odpowiedzą na wątpliwości o winie.
      • ania_rosa Re: porazka 26.02.04, 23:30
        coś wcisnęłam i mi się wysłałowink
        Zatem reasumując: spisz sobie wszystkie za i przeciw pamiętając, że czasem
        kilka miesięcy zmienia perspektywę i że skutki podjętej teraz decyzji będą
        odczuwalne bardzo długo (mówię tu o wyborze sposobu rozstania i trybie sprawy:
        z orzeczeniem o winie czy bez). Nie ma się co czarować: rozwód nie jest
        najmilszym przezyciem, ale można przez to przejśc z klasą, nawet jeśli
        wczesniej było źle. Brutalna prawda jednak brzmi, że jeśli na tej klasie Ci
        zależy,a druga strona nie ma ochoty jej wykazać, wtedy trzeba iśc na daleko
        posunięte kompromisy. jest to kwestia priorytetów.
        Za wszystko się płaci i rozstanie należy wycenić: co jest więcej warte-
        satysfakcja w sądzie, dobre stosunki z ex, walka o alimenty (jeśli Twoja
        sytuacja finansowa jest kiepska)? Zazwyczaj nie da się osiągnąc wszystkiego. Ja
        postawiłam na dobre stosunki, bo wiedzialam, że od tego będzie zależała relacja
        mojego syna z ojcem ( a bardzo mi na tym zalezało),musiałam jednak zrezygnowac
        z innych postulatów. Finał mojej historii jest znany,jestem szczęsliwa z powodu
        zakończenia małżeństwa, ale nie ukrywam, ze poniosłam tego spore koszty na
        róznych płaszczyznach.
        pozdrawiam
        Rosa
        • julka858 Re: porazka 27.02.04, 17:10
          dziekuje Ci bardzo,bardzo zalezy mi na kulturalnym rozstaniu.Własnie ze wzgledu
          na dzieci ale wiem ,ze jak odpuszcze alimenty to przepadne,nie mam pracy,szukam
          intensywnie ale wiadomo jak jest.Czuje sie bezradna i nie wiem jak postapiC.Nie
          wiem tez czy z jego strony to pogrózki czy mówi powaznie,cholernie sie boje
          • julka858 Re: porazka 28.02.04, 20:33
            no to mi sie zaczeło ,jak wyczuł ze zaczynam działac,zrobił sie chamski i
            arogancki,teraz wyszedł mówiac,ze do pracy .Wczoraj mnie uderzył przy
            dzieciach,młodsze dziecko było przerazone jak zobaczyło krew.Zapowiedziiał,ze
            nie kupuje jedzenia ,mam jeszcze 10 zł,szukam pracy ale jak mam to robic nie
            majac pieniedzy na znaczki i dostepu do telefonu?na miejscu moge pójsc ale to
            zbyt mało!pewnie sie wydaje bezradna idiotka
            • chalsia Re: porazka 28.02.04, 21:12
              Zadzwoń na błękitną linię. Facet Cię uderzył i zranił do krwi przy dziecku !!!!
              Po prostu się spakuj i udaj z dzieckiem do najbliższego ośrodka samotnej matki
              czy co jest dostępne w okolicy (na błękitnej linii powinni Ci podać namiary).

              Pozdrawiam i współczuję.
              Chalsia
    • bsl Re: porazka 28.02.04, 21:29
      wiecie co ,szuakm właściwego słowa na to że gośc uderzył matkę przy dziecku ale
      niechcac używać wulgaryzmów powstrzymam się od komentarza , niestety wylazła z
      niego bezsilnośc i strach , posłuchaj chalsi i uciekaj od drania jak najdalej
      się da bo wierz mi uderzy cie jeszcze nie raz jak mu się sprzeciwisz
      • lubstej Re: porazka 29.02.04, 08:06
        A jak nazwac matke (pedagog), ktora uderzyla tate przy dzieciach?
        facet odszedl w koncu, ale to on zostal obarczony mianem skur... ktory zostawia
        rodzine (oczywiscie zabezpieczyl finansowo dzieci i nawet ja)
        tez sie cisna wulgaryzmy na usta

        • julka858 nie pisałam dlugo 05.03.04, 22:34
          nie pisałam bo kazdego dnia cos sie dzieje i zmienia,jak dojde do jako takiej
          równowagi to jeden gest,jedno slowo mojego mez wszystko rujnuje,zna mnie zbyt
          dobrze i wie jak to wykorzystac,postanowiłam pójsc na jego warunki,rozwód bez
          orzekania winy w zamian za odstapienie od alimentów,mieszkamy razem do czasu
          spłacenia kredytu za mieszkanie wiec nie chce walki,sa dzieci i patrza i
          czuja.Dopadaja mnie jednak watpliwosci,bardzo sie staram,zeby był spokój a on
          otwarcie mówi mi ,ze robienie mi na złosc sprawia mu przyjemnosc.Łzyy
          bezsilnosci mnie dławia a on sie usmiecha.Zobowiazał sie do tego ze zapewni nam
          wikt i opierunek,zrobiłam mu dzisiaj liste zakupów i nie kupil miety ,która
          była tylko dla mnie.Skad mam miec pewnoosc,ze nie bedzie tak robił po rozwodzie?
          ze nie bedzie sobie wybierał co jest potrzebne a co nie?Doprowadza do tego,ze
          nie moge juz na niego patrzec,na jego zadowolona mine.Staram sie jak
          moge ,przeciez mamy dzieci,musimy jakos współpracowac,nie wiem co myslec
Pełna wersja