Spotkania ojca z maluchem oczami ojca

04.03.04, 21:47
Tym razem pozwolę sobie opisać sytuację bliskiej mi osoby - mojego 27
letniego kuzyna.Mam nadzieję, że wyjaśnicie mi jakie ma szanse na to by jak
najwięcej czasu spotykac się ze swoim synem.Chłopak po klasycznej wpadce
ożenił się z moja koleżanką starszą od niego o 8 lat.To był tak zwany ostatni
dzwonek dla tej dziewczyny.Zajęta karierą nie miała czasu ani na chłopaków
ani na założenie rodziny.Oszalała na punkcie mojego kuzyna on zreszta tez sie
zakochał.Niestety niezawodna z jej punktu widzenia metoda kalendarzyka
zaoowocował rocznym w tej chwili dzieckiem.Wszystko było świetnie dopóki nie
sprowadzili się z Warszawy do rodzinnego miasta dziewczyny.Rodzina koleżanki
zdecydowała że będą mieszkać razem z nimi w trzypokojowym mieszkaniu.Kuzyn
uparł się na wynajęcie mieszkania w sąsiednim bloku co też uczynili.NIestety
teściowej nie podobała sie ta decyzja i zaczęła ingerować w związek.Krótko po
urodzeniu sie dziecka żona kuzyna pod jego nieobecność wyproweadziła się do
rodziców tłumacząc, że czuje się samotna podczas jego nieobecności (chłopak
pracował i
studiował zaocznie).Po pewnym czasie wróciła, gdyz nie wytrzymywała z matką w
domu (matka ciągle ją krytykowała) i ponownie do niej wróciła gdy brat
pojechał na zajęcia ( dla świętego spokoju opuścił juz tyle że groziło mu
wyrzucenie ze studiów).W efekcie od roku mieszkają oddzielnie w sąsiednich
blokach.Dziewczyna 3 miesiące po porodzie wróciła do pracy.Dojeżdża
codziennie do Warszawy.Mój kuzyn dzień w dzień po pracy przesiaduje u dziecka
gdzie traktowany jest jak intruz.Żona od urodzenia dziecka nie pozwala mu
nawet na dotknięcie ręki nie mówiąc o pocałunku.Chętnie chodzi na imprezy i
baluje z dawnymi znajomymi także płci męskiej.Prośby mojego brata o wspólne
wyjście lub wyjazd ignoruje.Nie pozwala małego nigdzie
zabierać.Kuzyn może go widywać tylko w obecności kogoś z jej rodziny.Wszelkie
próby
skłonienia jej do naprawy związku są bezskuteczne.Dziś zaproponowała mu
rozwód.Powiedziała że nigdy nie będzie go mógł wziąć do siebie ani do mojej
rodziny.NIe będzie też mógł go wziąć na spacer bez obecności jej albo jej
rodziców.Mały uwielbia ojca.Kuzyn kocha dzieciaka nad życie.Jest
załamany.Potraktowano go jak reproduktora,który nagle stał się zbędny.Jak ma
walczyć o syna?
    • konkubinka Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 08:23
      klasyczne naduzycie władzy rodzicielskiej.I niech nikt sie nie dziwi ze narzeka
      sie na ex.Nie miejcie mi za zle ze tak pisze , ale ja staje na glowie aby
      odbiegac od takiego wizerunku samotnej matki.Ja rozumiem ze komus w zyciu sie
      nie powiodlo ale kto daje takiej kobiecie prawo pozbawiania dziecko drugiego z
      rodzicow?
      Przede wszystkim narazie na jego miejscu poszłabym do sądu rodzinnego do
      kuratora porozmawiać.Kurator powinien wezwać tę panią na rozmowę i spróbować
      przemówić do rozsądku.Jednak ważne jest aby miał dowód na to ,że u kuratora
      był.To narazie przyszło mi do głowy lecz napewno są inne rozwiązania.Wszystko
      zależy od tego co zamierza , ile siły ma ten chłopak.Czy ma dokładne
      postanowienia kim chce być dla dziecka - czy ojcem weekendowym , czy kimś
      więcej czy np nie zrezygnuje z walki o dziecko.
      Zaproponować rozwód każdy może - Ty Amfenix wiesz to najlepiej.A zgodzić się na
      niego i sposób w jaki zostanie przeprowadzony to inna sprawa. To nie jest
      propozycja małżeństwa gdzie jest odpowiedź tak lub nie.To jest rozwód , gdzie
      rozwodzą się matka z ojcem a nie rozwodzi się rodzica z dzieckiem!!!
      • oliwija Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 13:54
        konkubinka napisała:

        > klasyczne naduzycie władzy rodzicielskiej.I niech nikt sie nie dziwi ze
        narzeka
        >
        > sie na ex.Nie miejcie mi za zle ze tak pisze , ale ja staje na glowie aby
        > odbiegac od takiego wizerunku samotnej matki.Ja rozumiem ze komus w zyciu sie
        > nie powiodlo ale kto daje takiej kobiecie prawo pozbawiania dziecko drugiego
        z
        > rodzicow?



        A co w przypadku kiedy Tatuś sam stwarza taką a nie inną sytuacje? niby to chce
        sie z dzieckiem spotkać a tak naprawdę to nie ma czasu do dziecka zadzwonić w
        tygodniu. tylkoo mówi czterolatce do ucha zadzwoń do mnie w poniedziałek po 18.
        a potem dzwoni do matki w środku nocy z bluzgami jaka to ona jest.

    • mikawi Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 09:30
      >Powiedziała że nigdy nie będzie go mógł wziąć do siebie ani do mojej
      >rodziny.NIe będzie też mógł go wziąć na spacer bez obecności jej

      zaraz zaraz, jakoś znajomo to brzmi... była tu jedna samodzielna, która też nie
      zgadzała się by ojciec mógł wiąć syna sam na spacer i nie był to jakiś osesek
      tylko ośmiolatek i jakoś żadna z samodzielnych nie mówiła że to złe
      • amfenix Do Mikawi 05.03.04, 10:38
        Ojej Mikawi co się dzieje?!Tak lubię czytać twoje zazwyczaj bardzo rzeczowe
        odpowiedzi na tematy.A dzisiaj tylko ścinasz.Gdzie podziała sie dawna surowa
        ale bezstronna i rzeczowa Mikawi której opinie zawsze pozostawały mi w głowie?
        Jeśli możesz to pomóż w tej sprawie.Bo to ta sprawa a nie inna gdzie ktoś coś
        powiedział i komuś w jakąś stronę zagrały emocje.Tobie też grają ja wiem,czytam
        twoje posty.Ale może zostaw to na chwilę za sobą.........
        • mikawi Re: Do Mikawi 05.03.04, 11:00
          a bo tak się ostatnio naczytałam jakie to macochy złe i w ogóle na stos z
          nimi smile, potem o najeżdżaniu na eks, a teraz czytam sytuację wziętą z życia
          jednej ze znanych mi macoch i eks jej męża i jakoś gromy samodzielnych nie lecą
          i nie leciały...

          ale o.k. masz rację; co można zrobić w tej sytuacji? po pierwsze rozmowa i
          dialog z żoną, jak się nie da nic ustalić ja będąc tym ojcem wystąpiłabym o
          rozwód i przejęcie opieki nad dzieckiem; aczkolwiek walka o dziecko będzie
          trudna i pewnie zakończy się klęską ojca jak większość takich spraw, bo to
          Polska właśnie, ojciec ma przesrane jeśli chodzi o bycie ojcem a nie tylko
          płatnikiem alimentów. Ale będąc ojcem który nie chce stracić dziecka wniosłabym
          o to. A matki, które zabierają dziecku ojca i ojcu dziecko bez uzasadnionych
          powodów (mam na myśli patologie) tylko dlatego bo tak im się podoba i traktuja
          dziecko jak właśność, powinno się wsadzać do pudła.

          bojowa ostatnio
          mikawi
          • chalsia Re: Do Mikawi 05.03.04, 11:59
            Powinien wnosić u sadowe ustalenie kontaktów. Uważam, ze wnoszenie o przejęcie
            opieki, jeśli matka nie jest "patologiczna" nie jest dobrym wyjsciem.
            Przynajmiej do 3-4 roku życia dziecko ma najmocniejszą wieź z matka i
            deprywacja kontaktu z matką przynosi bardzo złe skutki emocjonalne.
            Nie bez kozery mówi się, że dzieci najlepiej posłać do przedszkola jak mają
            skończone 3 lata.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
          • amfenix Re: Do Mikawi 05.03.04, 12:09
            Tak też sobie właśnie pomyślałam.Dla odprężenia przechodź na fora neutralne,
            coś o zwierzątkach sobie poczytaj albo o podróżach.Zwierzątka są mniej
            zawistne.Co ja gadam wogóle nie są.Mi pomaga.

            A propos mojego kuzyna i jego żony.Przerażające jest to że ona z nim wogóle nie
            rozmawia.Śmieje się tylko z niego i nic nie mówi.On pół wypłaty wywala na
            małego,kupuje wszystko co trzeba i nie trzeba,jego rodzice też latają jak z
            jajkiem,jadą 200 km rozklekotanym maluchem,proszą o widzenie z wnukiem a ona
            tydzień się zatanawia kiedy im go pokaże.Najgorsze jest to że to jest kobieta
            po studiach,wykształcona wszechstronnie na wysokim stanowisku w jednym z
            ministerstw.
            Kuzyn nie chce jej odbierać małego,chce się z nim tylko czasem poprzebywać bez
            nadzoru.Jest normalnym,inteligentnym chłopakiem bez nałogów,pracuje
            nieustannie,w mieszkaniu ma jak w pudełeczku,obronił się niedawno na 5,nieżle
            zarabia.Chciałby pokazać małego rodzinie, zabrać go na parę godzin do mnie
            (mieszkam w tym samym mieście),pojechać na spacer do parku a gdy podrośnie
            zabrać na mazury do rodziców na jakiś weekend.
            Gdy wchodze do jego mieszkania i widzę kompletnie urządzony pokoik dziecięcy z
            meblami poprzykrywanymi prześcieradłami żeby się nie zakurzyły i wiem że mały
            tego pokoju nawet nie może zobaczyć wyć mi się chce.
            NIe umiem pomóc kuzynowi bo nie wiem jak to jest z tymi prawami ojca.Radziłam
            mu sąd rodzinny ale on nie chce bo cały czas ma nadzieję że ona wróci, że się
            cudownie odmieni...Poza tym dziewczyna tłumaczy mu że prawo jest po jej stronie
            i on musi robić tak jak ona zechce.Ona ma taki kaprys.I już.

            Jeśli chodzi o utrzymanie dziecka, kuzyn daje jej co miesiąc 500 zł i zabiera
            ją kiedy sobie życzy na zakupy.Ogólnie wydaje około 800 do 1000 zł
            miesięcznie.Sam zarabia 1600.Ona koło 3000 - 4000 tysięcy ( nigdy mu nie
            powiedziała).Ostatnio poprosił ją żeby dała mu jakieś potwierdzenie że od
            początku łoży na dziecko.Wyśmiała go.................

            • aankaa Re: Do Mikawi 05.03.04, 12:31
              amfenix napisała:

              Ostatnio poprosił ją żeby dała mu jakieś potwierdzenie że od
              > początku łoży na dziecko.Wyśmiała go.................
              >
              może wysyłać przekazem pocztowym
              • novikaa Re: Do Mikawi 05.03.04, 12:46
                Witam!
                dokładnie, przekaz pocztowy z tytułem wpłaty ( alimenty, bądz pieniadze na
                utrzymanie dzecka ), lub comiesięczna wpłata na konto matki z takim samym
                tytułem.
                List polecony do matki z prośba o uregulowanie kontaktów ( dokładne,
                precyzyjne okazanie żadań, oczywiście bez nadzoru bez nadzoru,w liście
                zaznaczyć,że płaci od kiedy i ile, kopie zatrzymać.Dodać adnotację,że jeśli nie
                dojdą do porozumienia wejdzie na drogę sądową. Jeśli nic to nie da, złozyć
                wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów.
                • chalsia Re: Na temat kontaktów 05.03.04, 15:37
                  Jeszcze jedna rzecz - roczne dziecko jest za małe na kilkugodzinne zabieranie
                  go bez matki po za jego dom. Tak więc na tym etapie kontakty powinny odbywać
                  sie u matki (plus spacery). Jeśłi kobieta nie bedzie respektowała i nie
                  wpuszczała meża można wnosić o kuratora i wizyty pod jego okiem, ewentualnie
                  przychodzić na ustalone wizyty z wyrokiem w ręku i dzielnicowym u boku.
                  Jeszcze inna opcja - ona z dzieckiem przychodzi do niego na kilka godzin (ale
                  pewnie marzenie ścietej głowy).
                  Dopiero jak mąły bedzie miał coś pod dwa lat mozna mówic o zabieraniu dziecka
                  do ojca na kilka godzin. A o nocowaniu i ojca - jak bedzie miał ze 3 lata

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  • paradise_lost Re: Na temat kontaktów 11.03.04, 15:19
                    Wiesz chalsia czasem coś mądrego napiszesz ale takiej bzdury jak ta powyżej to
                    naprawdę aż mnie zatkało ... ojciec dziecka może je zabierać na kilka godzin
                    jak dziecko podrośnie??? Przecież wyraźnie dziewczyna pisze że on u dzieciaka
                    co dziennie przesiaduje ... brak mi słów
                    • chalsia Re: Na temat kontaktów - do Pardise Lost 21.03.04, 14:26
                      Zatkało Cię, no to trudno. Ciekawe czemu taka właśnie reakcja ????
                      A na ile według Ciebie można roczne dziecko zabierać? A dwuletnie - na ile?
                      Bo według mnie dwulatka spokojnie mozna wziąc na kilka godzin a to np. znaczy
                      pól dnia. Ja to traktuję jako minimum OK. Może tez tak być, że dane dziecko
                      może być u ojca i cały dzień co i tak sprowadza się w praktyce do maks. 10
                      godzin. A to ciągle jest kilka a nie kilkanaście godzin.
                      Warto sobie czasami poczytać coś z psychologii rozwojowej - bedzie z pożytkiem
                      dla dzieci.

                      Pozdrawiam,
                      Chalsia
    • justinka_s Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 13:00
      mikawi Twoje wypowiedzi w pierwszym zdaniu sa dla mnie beznadziejne, a
      konkubinka Ci wtóruje
      sorry, śmieszne to jest

      Amfenix, ta kobieta nie ma takiego prawa, jednak on nie wywalczy opieki nad
      dzieckiem bo ona zapewnie nim sie dobrze zajmuje poza sfera kontaktów a ojcem
      a jak było miedzy nimi zanim wyprowadzili się do warszawy? nie sadzisz , że
      mamuśka podburza wykształconą i zaborcza żonkę?
      albo rodzina ma taki wplyw na nią, moze chodzi o kase, poziom życia, pozycję
      społeczną
      z pewnością musi złożyć w sadzie rodzinnym wziosek o ustalenie wizyt
      dobrze, gdyby miał jakiegoś świadka, który potwierdzi, ze on jest dobrym ojcem,
      że stara się, ze chce zabierać dziecko i umie się nim zająć, a ona mu nie
      pozwala

      i...jeżeli ją jeszcze kocha, a podejrzewam, ze tak, moze niech poprzez dziecko
      spróbuje z nią jakoś porozmawiać, tzn, drobne gesty , prezenciki nawet
      malutkie, a może niech zafunduje całej trójce wyjazd na weekend za miasto, np
      do rabki...bo tam sa pensjonaty dla dzieci i wtedy bez obecności matki
      porozmawia z nią
      wszystko da się zrobić, moze ona ma do niego jakiś zal, trzeba by było się
      dowiedzieć i ..kurde, ratowac coś, co kiedyś było piękne
      • mikawi Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 13:07
        a jeśli wolno spytac dlaczego są beznadziejne? bo przypomniałam wam historię
        bardzo zbliżoną do opisanej przez amfenix i wam również znaną? czemu uważasz że
        odbieranie ojcu władzy rodzicielskiej ot tak dla poprawienia humoru, nie
        pozwalanie mu na kontakty z synem (dużym) bez obecności matki jest o.k. a o
        partnerce brata amfenix piszesz że nie ma takiego prawa? to się nazywa
        hipokryzja, justinko_s
        • mag_p Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 13:28
          Mikawi jest kilka aspektow dotyczace tamtej sprawy o ktorych nie wspominasz.
          Nie bylo mnie juz prawie na liscie wtedy wiec nie pamietam dokladnie , ale
          pewnei Ty tak.
          1. Ojciec nie kontaktowal sie z dzieckiem wOGOLE przez pewnien czas ktory trwal
          chyba nawet rok , lub dwa ( a moze wiecej).
          2. Tym samym nie uczestniczyl w zyckiu dziecka.

          W takich okolicznosciachh nawet przy duzym dziecku ojciec moze miec ograniczone
          prawa rodzicielski i wybacz , potrzebny jest okres przejsciowy. By dziecko ,
          jego omocje i psychika znalazy sie jakos w nowej sytuacji.
          A po pwenym czasie na pewno nastapi zmiana.
          Nie wnikam w konflikt jaki sie rozegral na forum. Ale to sa fakty dotyczace
          dziecka .
          Mag
          • mikawi Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 13:42
            tak, przez jakiś czas nie kontaktował się, ale jak zaczął to robić i dziecku
            ten kontakt bardzo odpowiadałi odnalazło się w tej sytuacji, mama dziecka
            wniosła do sądu sprawę o pozbawienie ojca władzy, to chyba tak w ramach okresu
            przejściowego, żeby się facet tatą nie poczuł broń Boże
            • mag_p Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 14:35
              To tez chyba nie tak dokonca.
              Chyba bylo tak, ze najpeirw zlozono do sadu pozew o pozbawienie praw
              rodzicielskich a potem ojciec sie zinteresowal. Albo w jakis sospob dotarla
              inforamcja do ojca ( chyba za pomoca listy) , ze matak ma takie plany.
              Mikawi z tego co wiem kontakty zaczely sie tuz przed rozpoczeciem sprawy ,
              czyli pozew musial byc zlozony wczesniej.
              A nie jak juz dziecku sie spodobaly!
              Zreszta to dzialo sie w przeciagu kilu tygoni - o ile pamietam , bo nie zgaldam
              tu czesto. Wiec nie ma mowy o stwierdzeniu , ze psychika dziecka juz to
              przyjela i w pelnui poradzila sobie ze zmian sytuacji.... Dororsly by sobie nie
              poradzil , a co dopiero dziecko. Co nie znaczy , ze dziecku kontakt sie nie
              spodobal.
              Mag
              • mikawi Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 14:54
                nie mag, ojcu ograniczono prawa na dzień dobry podczas sprawy rozwodowej z tego
                co wiem, w momencie gdy obie panie spotkały sie na forum i dołączył do tego ów
                ojciec, kontakty z dzieckiem się w wyniku tegoż spotkania wznowiły i z tego co
                pisała domali i dziecko było zadowolone i ojciec te kontakty zamierzał
                utrzymywać i rozszerzać. I w tym momencie dostali pozew o odebranie władzy.
                Ale - nie chciałabym rozwijać dalej tego wątku bo obie zainteresowane panie
                mogą sobie tego nie życzyć.

                pozdrowienia i witaj ponownie na forum
                • mag_p Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 15:01
                  Mikawi - . Ja tez nie chce rozwijac. Chcialm tylko zwrocic Ci uwage , ze
                  przypadek , na ktory sie powolujesz nie jest Ci tak naprawde znany do konca.
                  Ani tobie ani mnie...
                  Jedyny punkt , do ktorego sie odnosze to to ze nojciec dziecka nie mogl
                  zabierac dziecka na wizyty do swojego domu, mimo iz chlopiec byl starsz ( chyba
                  8 lat).
                  Mnie osobiscei nie podobalo sie tylko to , ze powolujac sie na ten przypadek,
                  nie przytoczylas informacji wg mnie bardzo istostnej.
                  Chlopiec nie widzial i nie mial kontaktu z ojcem przez bardzo dlugi okres
                  swojego zycia. Wogole nie uczestniczyl w jego zyciu itd..
                  I chyba zgodzisz sie , ze ta informacja miala duze znaczenie przy ustalaniu
                  jak te kontakyty na poczatku bede wygladac.
                  O to tylko mi chodzilo , aby przypomniec te informacje.
                  Ja nie poruszylam tej sprawy pierwsza. Ty to zrobials.
                  Pozdrawiam
                  Mag
                • mag_p Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 15:07
                  Co do powitania, to nie martw sie . Wpdalam w przelociewink))))
                  Raczej nie zagoszcze.

                  Mag
                  • mikawi Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 15:29
                    twoja obecność na forum nie jest powodem mojego zmartwienia, a powitanie było
                    naprawdę szczere smile
          • domali Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 05.03.04, 20:26
            mag_p napisała:

            > Mikawi jest kilka aspektow dotyczace tamtej sprawy o ktorych nie wspominasz.
            > Nie bylo mnie juz prawie na liscie wtedy wiec nie pamietam dokladnie , ale
            > pewnei Ty tak.
            > 1. Ojciec nie kontaktowal sie z dzieckiem wOGOLE przez pewnien czas ktory
            trwal
            >
            > chyba nawet rok , lub dwa ( a moze wiecej).
            > 2. Tym samym nie uczestniczyl w zyckiu dziecka.
            >
            > W takich okolicznosciachh nawet przy duzym dziecku ojciec moze miec
            ograniczone
            >
            > prawa rodzicielski i wybacz , potrzebny jest okres przejsciowy. By dziecko ,
            > jego omocje i psychika znalazy sie jakos w nowej sytuacji.
            > A po pwenym czasie na pewno nastapi zmiana.

            Mag, tak jak napisała Mikawi, o spotkania tylko w miejscu zamieszkania i w
            obecności matki oraz ograniczenie władzy eks mojego męża wnosiła już w pozwie
            rozwodowym. Było to około półtora miesiąca po rozstaniu, w czasie gdy kontakty
            ojca z dzieckiem były regularne i normalne. Także argument, że ograniczenie
            władzy jest spowodowane brakiem kontaktów jest nietrafione.
            • kamila77 Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 06.03.04, 01:49
              Dobry wieczor, mozna? W pozwie rozwodowym nie bylo ni slowa na temat
              ograniczenia wladzy rodzcielskiej(przeslac kopie?). Podczas 1 rozprawy (nie
              licze pojednawczej) sad zapytal mnie o zdanie na temat kontaktow mojego dziecka
              z jego ojcem. Poniewaz rozprawa miala miejsce po prawie 4 miesiacach od czasu
              ostatniego ich ze soba kontaktu, uznalam (maly mial wtedy 5 lat, obecnie ma
              osiem, dla przypomnienia, bo czesto go "postarzasz") ze zasadne bedzie zadanie,
              aby kontakty mialy miejsce w obecnosci mojej badz kuratora sadowego. Sad
              postanowil, jak w wyroku, ograniczajac wladze rodzicielska m.in. do
              cotygodniowych wizyt. Rozumiem, ze prawie 4 lata minely i pewne fakty mogly
              nieco sie w pamieci zatrzec. Nie przypominam sobie rowniez, aby niezadowolony
              (?) z wyroku tatus odwolywal sie od niego. Rownie ciezko jest mi sobie
              przypomniec, zeby tatus z wizyta pojawil sie choc raz. (Owszem, po dwoch latach
              zdecydowal sie na niezapowiadziana wizyte <ech, te maniery>), po czym zniknal
              na kolejny rok. Do nastepnej wizyty doszlo w dniu rozprawy o pozbawienie wladzy
              rodzicielskiej. Od tej pory (grudzien 2003) wizyt tych bylo 3 (slownie:trzy).

              "Także argument, że ograniczenie
              władzy jest spowodowane brakiem kontaktów jest nietrafione".

              Aha. Postronnym obserwatorom pozostaje domniemywac, ze wyrok wydawal wyjatkowo
              toporny umyslowo sedzia, ktorego przekonalam bogwiejakimi sposobami, ze facet
              po drugiej stronie sali naprawde nie powinien miec pelni wladzy rodzicielskiej.

              Pozdrawiam panie, ktorym historia zapadla w pamiec.

              • amfenix Do Kamilli i Domali 06.03.04, 13:24
                Dziewczyny a wy jeszcze nie dałyście sobie spokoju?!POtraficie swoimi
                utarczkami zdominować każdy wątek.Początkowo mnie to ciekawiło,potem nawet
                bawiło,ale teraz zaczyna mnie złościć.Wasz spór jest z gatunku
                nierozstrzygalnych ponieważ nie możemy zweryfikować prawdomówności żadnej ze
                stron.
                A z drugiej strony,bez urazy, zaczynam się zastanawiać,jak wygląda życie każdej
                z was, jak prowadzicie domy,pracujecie i opiekujecie się dziećmi skoro
                większość czasu poświęcacie na kłótnie w internecie.Nie szkoda wam życia?

                Jeśli któraś z was jest w stanie ochłonąć na chwilę i pomóc mi na zimno w
                rozwiązaniu problemu mojego brata ,zaznaczam jak najbardziej ugodowo
                rozwiązać,to bardzo bym była wdzięczna.
                • domali Re: Do Kamilli i Domali 06.03.04, 20:27
                  amfenix napisała:

                  > Dziewczyny a wy jeszcze nie dałyście sobie spokoju?!POtraficie swoimi
                  > utarczkami zdominować każdy wątek.

                  Przepraszam, ale chyba nieuważnie czytasz, nawet swój wątek.
                  Czy doszło tu do jakiejkolwiek utarczki? Ja tylko dopisałam coś, ponieważ
                  Mikawi wspomniała o naszej sprawie. I rzeczywiście, pokręciłam trochę fakty, do
                  czego się przyznałam, a na co zareagowała Kamila. Więc może nie reaguj tak
                  agresywnie, milej będzie.




                  > A z drugiej strony,bez urazy, zaczynam się zastanawiać,jak wygląda życie
                  każdej
                  >
                  > z was, jak prowadzicie domy,pracujecie i opiekujecie się dziećmi skoro
                  > większość czasu poświęcacie na kłótnie w internecie.Nie szkoda wam życia?


                  Hmmmm, ja od dawna z nikim się tutaj nie kłócę, a obowiązki swoje póki co
                  jestem w stanie wypełniać dobrze. Ale dziękuję za troskę.

                  >
                  > Jeśli któraś z was jest w stanie ochłonąć na chwilę i pomóc mi na zimno w
                  > rozwiązaniu problemu mojego brata ,zaznaczam jak najbardziej ugodowo
                  > rozwiązać,to bardzo bym była wdzięczna.

                  Moim zdaniem dla świętego spokoju powinien wszystko mieć na piśmie. Czyli jeśli
                  nie ma możliwości dogadania się z jeszcze żoną, powinien wnioskawać do sądu o
                  ustalenie zasad spotkań.
                  Jeśli dziecko ma rok i jest z ojcem związane, tzn zna go dobrze, to nie widzę
                  przeciwwskazań, żeby spędzało z nim nawet kilka godzin dziennie. Nie wchodzi tu
                  w rachubę raczej np. cały weekend, z noclegiem, bo na takie rozstanie z matką
                  dziecko nie jest gotowe. Ale z własnego, świeżego doświadczenia wiem, że kilka
                  godzin bez matki ( a z inna bliską mu osobą) rocznemu dziecko krzywdy nie
                  zrobi.
              • domali Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 06.03.04, 20:21
                Przepraszam, zwracam honor. W pozwie rozwodowym rzeczywiście nie było mowy o
                zasadach spotkań i ograczeniu władzy. Decyzje takie były dopiero w wyroku
                rozwodowym. Przyznaję się do niedopatrzenia.
                • amfenix Do domali 06.03.04, 20:44
                  Ok.Domali.Przegięłam trochę.Ale to tak jest, że jak się jest cały czas
                  atakowanym to zaczyna się gryżć wszystkich dookoła.Przeczytaj mój wątek parę
                  linijek w dół to zrozumiesz........
            • mag_p Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 08.03.04, 08:39
              Domali - jeszcze raz Ci napisze co i czym argumetnowalam - bo chyba nie
              czytasz mnie uwaznei.
              jak napisalam odnoislam sie tylko do argumetow MIkawi - ze dziecko 8 letnie
              musialo miec kontakt z ojcem trylko przy uczestnictwie matki!
              Odnislam sie do tego - bo Mikawi "zapomniala " wsponiec , ze wczesniej to
              dziecko przez pewnie okres ( dosc dlugi ) nie widzialo sie z ojcem i nojciec
              nie uczestnisczyl w jego zyciu!
              Dlatego na poczatlu te wizyty wygladaja tak. Dziecko musi poukladac sobie,
              zrzoumiec i do konca zaakceptowqc noowy uklad.
              I to chcialam podkreslic i na to sie powolywalam!

              Napisalam , ze malo wiem o sprawie i jako taka mnoie nie interesuje.
              Ale jesli ktos nazywa obraza kogos, powolujacx sie na jakies przyklady i nie
              przytacza calosci sytuacji , tylko odpowiadajacy mu fragment - to mysle , ze to
              juz nie jest dyskusja. Bo watpie by Miakwi zapomniala a jakze drobnym elemencie
              tej sytuacji.

              Zycze wiecej milosci , ciepla i szacunku do innych

              Mag
              • domali Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 08.03.04, 09:55
                Mag, czytam bardzo uważnie. Ja o nietrafionych argumentach na spotkania w
                obecności matki nie mówiłam w odpowiedzi na Twoją wypowiedź, tylko na wnioski w
                pozwie (jak mi się wydawało, a tak naprawdę w wyroku rozwodowym).
                I powtórzę, że te zasady spotkań nie zostały ustalone teraz, po przerwach w
                spotkaniach, tylko dużo wcześniej.
                A w całej tej sytuacji, powiem szczerze, dziecko znajduje się najlepiej. Ono
                już nie ma problemów z kontaktami z ojcem.
              • domali Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 10.03.04, 11:05
                mag_p napisała:
                Mikawi "zapomniala " wsponiec , ze wczesniej to
                > dziecko przez pewnie okres ( dosc dlugi ) nie widzialo sie z ojcem i nojciec
                > nie uczestnisczyl w jego zyciu!
                > Dlatego na poczatlu te wizyty wygladaja tak. Dziecko musi poukladac sobie,
                > zrzoumiec i do konca zaakceptowqc noowy uklad.
                > I to chcialam podkreslic i na to sie powolywalam!

                To powiem Ci coś ciekawego. Już się przywycziłam, że eks zależnie od sytuacji
                inaczej argumentuje swoje zachowania i decyzje, ale to, co powiedziała w
                trakcie badania w RODK, zwaliło mnie z nóg.
                Ona, na zarzut ze strony badających, że nie powinna być przy spotkaniach ojca z
                dzieckiem, powiedziała, że jest tam nie dlatego, jak pisała tutaj:
                1. bo boi się, czy dziecku nie stanie się krzywda
                2. bo dziecko musi się przyzwyczaić do taty

                tylko po to, żeby te wizyty były bardziej ... rodzinne.
                • kamila77 off topic (przepraszam) 10.03.04, 12:54
                  Jeju, skarbie, bylas tam? Ja rozumiem, ze nawet dodatkowa wczorajsza
                  konsultacja psychiatry nie pomogla Twemu malzonkowi w nabyciu zdolnosci
                  percepcji rzeczywistosci, bywa. Nikt zarzutow mi nie stawial, po prostu
                  zapytano mnie, dlaczego przy tych spotkaniach jestem. I owszem, chcialabym,
                  zeby Kubek nie czul sie oddzielnie dzieckiem mamy i oddzielnie taty.
                  Opowiedzial Ci o wszystkim? Takze o tym, jak pod wplywem niewygodnych dla
                  siebie pytan rozplakal sie? Jak podsumowaniem rozmowy bylo, ze jest
                  konsekwentnie niekonsekwentny w tym, co mowi i robi?
                  • domali Re: off topic (przepraszam) 10.03.04, 13:20
                    Taaa....
                  • domali Re: off topic (przepraszam) 10.03.04, 14:52
                    kamila77 napisała:

                    Nikt zarzutow mi nie stawial, po prostu
                    > zapytano mnie, dlaczego przy tych spotkaniach jestem. I owszem, chcialabym,
                    > zeby Kubek nie czul sie oddzielnie dzieckiem mamy i oddzielnie taty.

                    Ale tak jest. I podobno bardzo się cieszyłaś z rozwodu. A nie można rozwieść
                    się i być nadal rodziną, wiesz?

                    > Opowiedzial Ci o wszystkim?

                    O wszystkim jeszcze nie, nie miał czasu. Za to powiedział mi, że panie
                    przeprowadzające badanie stwierdziły, że źle, że Kuba nie zna brata i że
                    najwyższy czas, żeby go poznał. Powiedział mi też, że Kuba, który podobno nie
                    interesuje się faktem posiadania owego brata, zaczął o niego wypytywać.

                    Takze o tym, jak pod wplywem niewygodnych dla
                    > siebie pytan rozplakal sie? Jak podsumowaniem rozmowy bylo, ze jest
                    > konsekwentnie niekonsekwentny w tym, co mowi i robi?

                    Wybacz, ale znam mojego męża bardzo dobrze, pewnie lepiej niż Ty. I wiem, jak
                    reaguje na emocje. Nie było mnie tam, owszem, ale wierzę w to co usłyszałam, bo
                    wbrew temu, co tak usilnie próbujesz mi wmówić, jeszcze się na prawdomówności
                    męża nie przejechałam.
                    • agni_me Re: off topic (przepraszam) 14.03.04, 23:30
                      bogowie, jakąż niezwykłą zdolność mają ludzie do interpretowania FAKTÓW jak im
                      wygodnie.

                      Poza tym, można się rozwieść i nadal być rodziną, znam takie. Co prawda wymaga
                      to wysiłku w działaniu, nie w pisaniu na forach. Znam też mężczyzn, którzy mimo
                      kłopotów czynionych ze strony matek potrafili i potrafią się z dzieckiem
                      spotykać i na nie płacić. Znam też, wyobraź sobie, takie nowe żony, które mają
                      w sobie tyle godności i poczucia własnej wartości, by nie omawiać intymności na
                      forach i na siłę nie udowadniać, że są znacznie lepsze od "tamtej".
                      Świat nie jest czarno-biały. Pora to zauważyć. I zrozumieć, że słowa nie mają
                      mocy sprawczej, od tego co mówisz, nie zmieni się twój świat, przekonanie nawet
                      stu procent forumowiczów o tym, że jesteś aniołem, nie sprawi, że urosną ci
                      skrzydła.
                      Kamila ma matczyne prawo bać się o dziecko, skrzywdził je ojciec wystarczająco
                      mocno. Nikt jej nie zagwarantuje, ze znowu tego nie zrobi. Pragnienie
                      oszczędzenia dziecku cierpień jest takie oczywiste. Moze warto spojrzeć na to
                      tak, a nie doszukiwać się złośliwości i podstępów? Tylko, że świat i ludzi
                      mierzymy własną miarą ...
    • edzieckokarenina Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 07.03.04, 11:39
      hej-skoro Twój kuzyn ma utrudniony kontakt z dzieckim i nic nie wsakazuje na
      poprawę to niech wniesie sprawę o ustalenie kontaktów z dzieckeim przez sąd.To
      jego dziecko i ma prawo do przbywania z nim.Kilkugodzinne spacery bądź
      przebywanie z ojcem pod nieobecność matki(jeśli od początku dziecko miało
      częsty kontakt z ojcem) napewno źle nie wpłyną na psychikę rocznego dzieckasmile
      Ale na noclegi u ojca też bym sie nie zgodziła-bo dziecko musi wiedzieć gdzie
      jest jego dom,a nie spać raz tu-raz tam.
      ***
      wydaje mi się że dziewczyna tak sie odsunęła od Twojego kuzyna bo jak móisz:
      "Krótko po
      urodzeniu sie dziecka żona kuzyna pod jego nieobecność wyproweadziła się do
      rodziców tłumacząc, że czuje się samotna podczas jego nieobecności (chłopak
      pracował i
      studiował zaocznie).Po pewnym czasie wróciła, gdyz nie wytrzymywała z matką w
      domu (matka ciągle ją krytykowała) i ponownie do niej wróciła gdy brat
      pojechał na zajęcia"
      tu raczej nie winiłąbym tesciowej(która niewatpliwie sie wtraca...)ale kobieta
      podczas ciąży i po urodzeniu dziecka potrzebuje pomocy-przy dziecku,i
      psychicznego wsparcia,bo inaczej można oszaleć!To piękne,ze Twój kuzyn pracował
      i jednocześnie studiował(zapewne w weekendy-bo zaocznie) ale to znaczy ,ze ona
      byłą ciagle sama.W takim okresie ważne jest wsparcie-tu mogła liczyć bardziej
      na rodziców jak wynika z Twego postu.Widocznie czuje żal do niego o tamten
      okres czasu-jeżeli kuzyn chce z nia nadal być,to o ty powinien z nią pogadac,bo
      chyba tutaj tkwi przyczyna ich "rozpadu".
      • konkubinka Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 07.03.04, 12:36
        Po pierwsze do Justynki:
        Napisalas "mikawi Twoje wypowiedzi w pierwszym zdaniu sa dla mnie beznadziejne,
        a
        konkubinka Ci wtóruje
        sorry, śmieszne to jest"
        czy mozesz mi wyjasnic o co ci chodzi bo nie jarze:co jest smieszne w mojej
        wypowiedzi i w czym wtóruje Mikawi?

        Po drugie do Chalsi:
        Z tego co widze to Twoja sytuacja i tego kuzyna Amfenix rozni sie
        zasadniczo.Ojciec Twojego synka ma druga rodzine , a ten chlopak jest sam.Wiec
        nie widze powodu aby nie mogl przebywac z dzieckiem poza domem matki.To jest
        naturalne ze ojciec zajmuje sie dzieckiem pod nieobecnosc matki , tak mi sie
        wydaje.

        Po trzecie:
        wywnioskowalam ze proby rozmowy z ta dziewczyna nie przynosza skutkow , ze drwi
        ona z praw tego mezczyzny do opieki i wychowania dziecka .
        Moze dla Justynki smieszne jest pojscie do kuratora ale ja nie uwazam tego za
        dowcip.Zakladanie sprawy w sadzie bez wczesniejszej mediacji moze pogorszyc
        sytuacje chlopaka , zmienic na gorszy juz i tak zly stosunek jej i jej rodziny
        do niego.A tak zawsze bedzie mial czyste sumienie ze probowal rozmowy na
        wszelkie sposoby poza tym kurator moze byc pozniej wezwany w charakterze
        swiadka.Takie mam zdanie , sprawdzilismy ten sposob na sobie, nie przyniosl
        zlych rezultatow.
        Nie pisalam nic o staraniu sie o przejecie opieki.Bo tak wlasciwie z postu
        Amfenix nie wynika ze on tego chce czy ze ona jest zla matka (aczkolwiek bycie
        zla matka nie polega tylko na piciu czy cpaniu , zareczam ze pozbawianie
        kontaktu z ojcem ot tak tez swiadczy o tym ze JEST ZLA).
        Ja raczej polecilabym zalozenie sprawy o "sprecyzowanie kontaktow z dzieckiem
        tak aby przebiegaly one bez ograniczen" z podaniem niezbednego minimum.
        pozdrawiam
        Ania
        • chalsia Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 07.03.04, 14:59
          > Po drugie do Chalsi:
          > Z tego co widze to Twoja sytuacja i tego kuzyna Amfenix rozni sie
          > zasadniczo.Ojciec Twojego synka ma druga rodzine , a ten chlopak jest
          sam.Wiec
          > nie widze powodu aby nie mogl przebywac z dzieckiem poza domem matki.To jest
          > naturalne ze ojciec zajmuje sie dzieckiem pod nieobecnosc matki , tak mi sie
          > wydaje.


          Nie rozumiem. Co ma piernik do wiatraka (czy ten ma czy nie ma drugiej
          rodziny). Dziecko ma rok. Może sobie z ojcem pójść na spacer na 2 -3 godziny.
          Ale nie na pół dnia w obce miejsce. Owszem naturalne jest, że ojciec zajmuje
          się dzieckiem pod nieobecność matki - tyle tylko, że normalnie oznacza to dom,
          w którym dziecko mieszka. Po prostu za dużo zmian na raz szkodzi dziecku. A ono
          i tak już dużo przeżyło (jedna przeprowadzka, rozstanie z ojcem, potem powrót,
          potem znowu wyprowadzka i rozstanie z ojcem). Dla tego dziecka najważniejsze
          jest w tej chwili, by mu zapewnić poczucie bezpieczeństwa a zmiany miejsca na
          pewno temu nie służą.
          Prawa ojca prawami, ale ważniejsze jest tu samo dziecko. I sposób kontaktów
          powinien byc podporządkowany temu, co w aktualnej sytuacji jest dla dziecka
          najlepsze.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • konkubinka Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 07.03.04, 15:11
            Chalsiu , rozumiem , mysle ze o tym samym piszemy.
            Z tego co napisala Amfenix wynika ze i o spacerze nie ma mowy jesli nie spelni
            on zadan tej rodziny. twoje decyzje rozumiem jak wiesz , ale uwazam ze to
            naprawde inna sytuacja - dla mnie zdrowiej dla tego dziecka aby bylo z ojcem
            samo pare godzin niz patrzylo jak ci ludzie gardza nim i pomiataja.I zwroc
            uwage na to ze to ta kobieta odeszla z domu , rozbija rodzine.Zabrala dziecko z
            jego domu , a w tym wlasnie domu zostal ojciec.Ja to tak odbieram ....
            • chalsia Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 08.03.04, 11:00
              Nie mam czasu teraz wracać na początek by sprawdzić - moje zroumienie było
              inne - ona się wyprowadziła z nim i dzieckiem do swoich rodziców. Tak więc po
              przeprowadzce ze wspólnego mieszkania gdzieś tam, drugi dom tego dziecka to dom
              dziadków. A on potem wynajął mieszkanie - więc dla dziecka to jest nowe i obce
              miejsce.

              Pozdrawiam, Chalsia
              • amfenix Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 09.03.04, 12:08
                Trochę żle zrozumiałaś Chalsiu.ONi przeprowadzili sie do naszego miasta z
                Warszawy przed urodzeniem dziecka.Zamieszkali od razu w wynajętym
                mieszkaniu.Mieszkanie to jest w odległości 20 metrów od mieszkania rodziców
                dziewczyny!!!!Są to sąsiednie bloki.Brat specjalnie wynajął mieszkanie tak
                blisko teściów żeby żona miała cały czas pomoc i nie czuła sie osamotniona, gdy
                jest w pracy a jednocześnie ,żeby mieszkać oddzielnie ( teść jest niestety
                alkoholikiem, spokojnym ale mimo wszystko ).
                Dziecko urodziło się i mieszkało przez pierwsze trzy miesiące w wynajętym
                mieszkaniu razem z bratem i żoną.Brat urządził pokoik dziecięcy.Teściowa
                całkiem niestara kobitka,nie pracująca, miała córce pomagać przy dziecku.Sama
                zadeklarowała ta pomoc ale nie chciało jej się chodzić codziennie do
                sąsiedniej klatki.POd nieobecnośc brata skłoniła córkę że wygodniej będzie jak
                przeprowadzi się do niej zapewne użalając sie nad jej losem, że tak sama siedzi
                a mąż nie wiadomo gdzie...
                Brat po powrocie do domu ze szkoły zastał puste szafki.A w domu teściów
                rodzinę.Tam też czekał na dziecko urządzony pokój.Takie przeciąganie liny.
                Zona brata z matka kochaja się od zawsze jak dwa ogry, więc po jakimś czasie
                spakowała manatki i wróciła do męża.A potem znów się wyprowadziła jak brat
                pojechał na sesje.
                no i tak już zostało.
                Teraz chyba jaśniej?
                • amfenix Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 09.03.04, 12:27
                  A i jeszcze jedno.Brat prosił żonę wielokrotnie żeby przyszła z małym choc na
                  godzinę do teraz jego a przedtem wspólnego mieszkania, ale ona się tylko smieje
                  z niego i odpowiada - nie.
                  Prosił tez o jakiś wspólny rodzinny wyjazd, choćby na weekend, ale ona twierdzi
                  że dziecko jest za małe.Ja ze swoim synem byłam w Szwecji gdy mały miał pół
                  roku.
                  Sytuacja się zmienia, gdy jest impreza np. u mnie i żona brata wie, że gośćmi
                  będa np. Państwo X, jedni z bogatszych i bardziej wpływowych ludzi w
                  mieście.Wtedy oczywiście zjawia się z dzieckiem i bratem i udaje, że wszystko
                  jest w porządku. Jest uśmiechnięta, wesoła.Szczęśliwe małżeństwo cholera jasna.

                  Nie chcę być wredna.
                  Ale fochy żony mojego brata, jakos tak terminami pokryły się z odejściem mojego
                  męża.Kiedy się okazało, że mój brat nie jest juz tak atrakcyjna partią w
                  mieście i nie będzie juz wspólnych obiadków ze śmietanką towarzyską tej dziury
                  w której mieszkamy.
                  Że nie będzie już darmowych imprez w naszej restauracji, ani wystawnych grilli
                  na 50 osób na działce moich teściów.
                  Przykre to ale prawdziwe.
                  • edzieckokarenina Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 09.03.04, 13:11
                    Amfenix-nikt tutaj nie rozwiaże problemów Twojego kuzyna.Czy on wogóle wie,że
                    opisałaś tu na forum jego sytuację?czy czytał wypowiedzi dziewczyn?
                    Ty najwyraźniej "darzysz ja" antypatią,ale skoro kuzyn nadal chce z nią być to
                    moze nie jest taka straszna.Róże historie się zdarzaja w życiu-najlepiej niech
                    kuzyn pójdzie do psychologa -najpierw sam,a później,może namówi na to swoja
                    zonę?
                    Pozdrawiam
                    wydaje mi sie ze ten wątek nie ma sensu-to kuzyn powinien tutaj napisać-jeśliby
                    czuł taką potrzebę
                    • justinka_s do Mikawi 10.03.04, 15:26
                      odbiegając od tematu wątku
                      nigdy nie pisałam o mniejszych prawach ojca względem dziecka więc mi tego nie
                      zarzucaj, odnośnie przytaczanego przykładu kamili i domali - o ile sobie
                      przypominam nie brałam udzialu w ich problemach bo nie wiedzialam o co chodzi

                      a Twoje pierwsze zdanie :a bo tak się ostatnio naczytałam jakie to macochy złe
                      i w ogóle na stos z
                      nimi smile, potem o najeżdżaniu na eks, a teraz czytam sytuację wziętą z życia
                      jednej ze znanych mi macoch i eks jej męża i jakoś gromy samodzielnych nie lecą
                      i nie leciały...
                      to dla mnie jest śmieszne, nie będe sie z tego tłumaczyć

                      wracajac do problemu wątku, to nie żaden wstyd zgłosić się do kuratora, czy
                      założyć sprawę
                      współczuję chłopakowi, bo podejrzewam, ze ją nadal kocha, a przyczyną moga być
                      jej rodzice, wiem co bedzie czul za miesiac , dwa itd, więc moze warto ratowac
                      ten związek i się dogadywać, ale moze potrzeba czasu
                      teraz chyba najważniejsze jest jemu pomóc, bo o to poprosila Amfenix,
                      doświadczenie osób, które tu pisza wiele może pomóc
                      dlatego też tu się o problemach pisze...
                      • konkubinka Re: do Justinki 10.03.04, 20:00
                        ale ja tez Justinko pytalam o cos i nie rozumiem Twojej wypowiedzi.Czekam na
                        wyjasnienie
                      • mikawi Re: do Mikawi 11.03.04, 11:52
                        no i co w związku z tym?
                        • justinka_s re już nie wiem do kogo 15.03.04, 13:23
                          do Mikawi i konkubinki, bo nie podobają mi się wasze słowa (jak to czesto
                          słysze ) generalizujące że narzeka sie na eks bo sobie na to zasłużyły itp

                          jest tu przypadej jednej samotnej i jednego samotnego a nie Kamili czy Domali
                          ale własnie o nich chyba Mikawi pisałas, ze zapewne Kamila nie pozwalała na
                          spotkania z dzieckiem dla jej eksa
                          tylko pewne pytanie ( nie znam całego tematu) dlaczego Domali nie broniła
                          swojego męża gdy Kamila napisała, ze ojciec zapomniał o dziecku na rok ( o ile
                          dobrze pamiętam ten okres), gdyby to nie było prawdą, z pewnością by dała
                          kontrargument, i jeżeli tak było faktycznie to w pełni rozumiem Kamilę że
                          utrudniala kontakt
                          • konkubinka Re: re już nie wiem do kogo 15.03.04, 14:00
                            wlasnie dlatego spytalam gdyz nigdy z mych ust nie padlo stwierdzenie , o
                            ktorym piszesz.Napisalam tak:"uwazam i
                            potwierdzaja to statystyki ze jest bardzo duzy odsetek ex , niekoniecznie
                            samotnych, ktore naduzywaja wladzy rodzicielskiej"w watku na macochach , a
                            tego nie uwazam za generalizowanie.To ze uwazam tak jak napisalam jest oparte
                            na moich obserwacjach.Wiele razy tez mozna wyczytac na samodzielnej ze kobiety
                            w sadach maja lepiej.Tak jest i nie ma sie o co obrazac.Naprawde faceci maja
                            gorzej w naszym kraju i wiele bylych zon to wykorzystuje.W innych krajach jest
                            o wiele czesciej przyznawane dziecko ojcu a takze czesto spotyka sie model
                            opieki naprzemiennej(np moja rodzina w Belgii - ani matka ani ojciec nie sa
                            ludzmi zlymi czy gorszymi dla dziecka i wlasnie pelnia nad dzieckiem opieke
                            naprzemienna ).Choc uwazam ze jest wiele przypadkow wsrod chociazby
                            forumowiczek gdzie dobrze jest , ze kobiety te slabosc facetow w sadach
                            wykorzystuja bo faceci czesto sa podli a takze nie nadaja sie na ojcow
                            nieweekendowych.Ja naprawde staram sie nie generalizowac.
                    • amfenix Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 11.03.04, 19:09
                      Tak Kareninko, mój brat wie ,że zadałam to pytanie na forum. WYpowiedzi nie
                      czytał, bo w przeciwieństwie do mnie ma mniej czasu na takie zabawy i czeka na
                      moją "esencję " wyciągniętą z tej dyskusji.Ani ja ani on nie liczymy na to że
                      jakiekolwiek forum rozwiąże nasze problemy.Ale zawsze warto jest posłuchac
                      opinii osób które mają za sobą podobne doświadczenia, żeby samemu móc wyciągnąć
                      wnioski i coś potem z tym zrobić.
                      Nie sądzę, żeby brat namówił swą żonę na psychologa, skoro nie możę jej namówić
                      nawet na konstruktywną rozmowę we dwoje.Z tego co widze on zwyczajnie go
                      ignoruje.
                      Darzę ją antypatią, ale nie okazuję jej tego. Kiedyś była moja przyjaciółką.Tak
                      mi sie przynajmniej wydawało.Spędzała w moim domu wiele czasu.Wielokrotnie
                      odwoziłam ją z imprez do domu gdyż miała daleko.Przez 8 ostatnich lat
                      zapraszana była przeze mnie na wszystkie grille, ostatki, oblewania, otwarcia i
                      inne takie......Po odejściu mojego męża nagle przestała się kontaktować. Na
                      pytanie brata skąd to nagłe zachowanie powiedziała mu wprost, że w zasadzie to
                      nigdy nie przychodziła do mnie tylko do mojego męża!!!Czy uważasz że powinnam
                      ją za to pokochać?
                      Dziewięć lat temu urodziłam syna, mój mąż pracował i studiował,mieszkałam w
                      obcym mieście,nie mając żadnych znajomych ani rodziny w pobliżu.Teściowa wciąż
                      robiła mi "Naloty" krytykując wszystko co robię. NIe rzuciłam jakoś męża, nie
                      zwiałam do mamy na mazury i nie ograniczyłam mu kontaktów.
                      On nie pracuje 24 godziny na dobę tylko do 16 lub 18. Sugerujesz, że powinien
                      rzucić prace i siedziec z nią w domu bo czuje się samotna?
                      • zalotnica Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 14:59
                        amfenix napisała:

                        > Po odejściu mojego męża nagle przestała się kontaktować. Na
                        >pytanie brata skąd to nagłe zachowanie powiedziała mu wprost, że w zasadzie to
                        > nigdy nie przychodziła do mnie tylko do mojego męża!!!

                        Napisalas, ze Twoj maz odszedl w tym czasie, kiedy i ONA zostawila Twojego
                        brata... Moze "cos" jest pomiedzy tymi dwojga...?
    • marco2002 Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 19:21
      Witam
      Zaglądam na to forum czasem bo jestem facetem wychowyjącym dwoje dzieci.
      Co do wątku to nie moge powstrzymać się od uwagi że brat amfenix niestety nie
      jest zbyt dojrzały jako mężczyzna. Manipulacje jego partnerki i jej szantaż
      emocjonalny widać dosyć wyraźnie.
      Pytanie co robić w tej sytuacji?
      Moim zdaniem należy spróbować zmienić ten nieczytelny układ na bardziej jasny i
      nazywać rzeczy po imieniu.
      Brat amfenix powinien zacząć od próby zrozumienia dlaczego wybrał taką
      manipulacyjną kobietę i co go przy niej trzyma.
      To jest niestety podstawa.
      Inaczej minie kilkanaście lat a on będzie stać w tym samym miejscu.
      Trafna też jest uwaga co do hipotetycznej bliści męża amfenix i żony jej brata.
      Jeżeli tak to sytuacja nie do pozazdroszczenia
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • chalsia Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 21:25
        A nie możesz bywać tu częściej Marco? Spojrzenie na samotne/samodzielne
        rodzicielstwo od strony mężczyzny to bardzo interesująca rzecz.
        Nie wiemy jak się ułożyło Twoje życie - od razu nasuwa się pytanie jak dzieci
        podchodzą do temtu mamy.

        Pozdrawiam, Chalsia
        • marco2002 Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 21:47
          Witam raz jeszcze.
          Co do postu to chciałbym dodać że brat amfenix jak ja go widzę ma problem i to
          dosyć poważny:
          wybrał kobietę DDA do tego bardzo manipulacyjną
          na dodatek nie chce o tym mówić choćby na tym forum i wysyła siostrę aby
          zrobiła to za niego tzn zrobiła swoistą analizę tego zwiazku. Prosze zauważyć
          że braciszek zainteresuje się czym? dopiero streszczeniem dyskusji jak dobrze
          zrozumiałem.
          Pozdrawiam ciepło
          P.S. Co do mojej sytuacji wychowuję od 7 lat dwoje dzieci sam. Od kilku moze
          kilkunastu miesiecy do wychowania włącza się ich matka. Co do kontaktów między
          dziećmi i matką to były zawsze, ale matka mało uczestniczyła w ich wychowaniu
          jako takim. Teraz będą mieszkać na zmianę u mnie i u niej. Są to nastolatki 15
          i 16 lat.
          Pozdrawiam
          • chalsia Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 22:45
            A jest powodem takiej zmiany (tzn. miejsca mieszkania dzieci)?
            I jak się z tym czujesz?

            Pozdro
            Chalsia
      • chalsia Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 21.03.04, 21:27
        Z tego co pisała Amfenix wychodzi, ze nic nie ma między jej byłym a tą kobietą.
        Amfenix zdaje się zna next swojego byłego. A na bank zna ją jej synek, który
        również zna brata i bratową Amfenix.

        Chalsia
        • amfenix Re: Spotkania ojca z maluchem oczami ojca 23.03.04, 10:41
          Oj dzieki ci Chalsiu za tą wypowiedż ja teraz trochę zagoniona jestem i nawet
          nie miałam czasu spojrzeć gdzie ten wątek zawędrował.Może napisałam trochę
          niezrozumiale i stąd te nietrafione wnioski. Mój mąż jest z zupełnie inna
          kobietą, młodszą od siebie.Właśnie wprowadzają się do nowego domu.Ale to akurat
          nieistotne w tym wątku.
          Chciałam powiedziec tylko że zarówno ja jak i mój brat jesteśmy ludźmi trochę
          innego pokroju i trochę inne jest nasze widzenie świata i podejście do niego
          niż naszych "małżonków - małżonek"?!
          Zarówno ja jak i on zabawę, rozrywkę, imprezy i wyjazdy stawialiśmy zawsze na
          ostatnim miejscu za nauką, pracą, życiem rodzinnym i obowiązkami z tym
          związanymi. Mój mąż i jego żona wprost przeciwnie.
          Wielokrotnie słyszałam zarzut że jestem mało "imprezowa", ciągle zmęczona bądź
          zajęta swoją firmą, obowiązkami związanymi z synem, domem ...
          Teraz każde z nas jest samotne.A mój mąż i żona mojego brata, wiodą beztroskie
          życie z dawnym imprezowym gronem znajomych z którym tak na prawdę ani ja ani
          brat nigdy nie mieliśmy zbyt wiele wspólnego, z ludźmi grubo po trzydziestce,
          żyjącymi w luźnych związkach, szybko zmieniającymi partnerów, pracę. Żyjącymi
          od wyjazdu do imprezy...
          W poprzedni samotny weekend prosiłam brata zeby mnie odwiedził, powiedział że
          nie może bo siedzi z dzieckiem w domu teściów - żona poprosiła go żeby zajął
          sie małym bo ona wychodzi z koleżanką do pubu a babcia nie ma ochoty na
          zajmowanie się małym pod jej nieobecność. Przecież to jakiś obłęd.
          Mój brat nie czyta forów i nie pisze na nich bo tego po prostu nie lubi i nie
          bardzo wierzy w jakąs konstruktywna pomoc otrzymana od anonimowych osób z
          sieci.Jest zamknięty w sobie i w swoje problemy wtajemnicza niewiele osób.Taki
          jest.
          Powiedziałam mu o tym co podpowiedzieliście w tym wątku.Ale on nadal czeka i
          nic nie robi.Zamyka się tylko w sobie.I w domu.Chora sytuacja.Ma 27 lat.Jedzie
          rano do pracy potem wprost do syna siedzi tam do jego zaśnięcia i wędruje potem
          do siebie, zasypia przy telewizorze i rano znów od początku.I tak dzien za
          dniem.
          Ja podobnie.
          Dziwne to nasze życie.
          Dzieki za wszystkie opinie.
Pełna wersja