o nawróceniach raz jeszcze

24.06.10, 16:58
Prawie dziewięć lat temu poznałam 25-letniego faceta. Zakochałam się
bez pamięci z wzajemnością, zamieszkaliśmy razem, po sześciu latach
wzięliśmy ślub, mamy teraz 14-miesięczną córkę. Jest nam dobrzesmile

Dziewięć lat temu z małym ogonkiem mojemu mężowi urodziła się córka.
Klasyczny przypadek - krótki związek oparty w zasadzie nie wiadomo o
co, ciąża, szybki ślub, dwa miesiące wspólnego mieszkania z
teściową, wyprowadzka. Jak go poznałam był jeszcze formalnie żonaty,
rozwiódł się po pół roku, unieważnienie ślubu kościelnego dostał po
kilku latach. Zuza ma teraz 9 lat, w maju miała komunię.

Z perspektywy mojego męża - była żona od początku nie mogła mu
wybaczyć rozstania i rozwodu, utrudniała mu spotkania z dzieckiem
nie odbierając telefonów, wychodząc z domu mimo, że byli umówieni,
była złośliwa w stosunku do niego, unikała go jak mogła. Nie było
takiej możliwości, żeby spotkał się z dzieckiem bez niej - zabrał na
spacer na przykład. Po roku szarpania poddał się. Przez kolejne lata
co jakiś czas próbował nawiązywać kontakt, cały czas odbijając się
od ściany. W między czasie stracił pracę, nie mógł płacić alimentów,
wniósł do sądu wniosek o ich obniżenie, zanim doszło do rozprawy
pracę dostał, więc nic nie udało się anulować, przy okazji
ograniczono mu prawa rodzicielskie ze względu na brak kontaktów.
Efekt jest tego wszystkiego taki, że z Zuzą kontakt jest żaden, eks
nie odbiera telefonów, z wielką łaską zgodziła się, żeby M przyszedł
na mszę komunijną, a jak go zobaczyła pod kościołem podczas białego
tygodnia to czekała w kościele z dzieckiem tak długo, aż sobie nie
pójdzie. Nie wiadomo jakie jest nastawienie małej, bo nie ma szansy
na rozmowę, ale w zasadzie nie trudno się domyśleć.

Z drugiej strony M też nie jest święty. Nie poradził sobie z tematem
jak się mała urodziła, parę razy dał ciała z wizytami, chodzącym
wzorem odpowiedzialności też nie był, chociaż niejednokrotnie mu
głowę suszyłam o niefajne zachowania w stosunku do eks. Jasne, że
powinien był bardziej walczyć i być uparty jak osioł. Ale nie
potrafił, przerosła go ta sytuacja. I mogę sobie wyobrazić
pretensje, jakie eks ma do niego i o co je ma i nie mówię, że
zupełnie nie ma racji.

Ale wiecie, co mnie wkurza i zasmuca jednocześnie najbardziej? Po
pierwsze, że w całej tej historii cały czas chodzi o nią i o niego.
O ich problemy, ich relacje, ich złość, frustrację i ich
niedojrzałość. W ogóle nie ma w tym dziecka. Nie istnieje. I to
zarzucam głównie eks, bo ona będąc z Zuzą na codzień ma na nią wpływ
(M nie ma żadnego) i powinna myśleć przede wszystkim o dziecku
wsadzając sobie głęboko swoje problemy i frustracje związane z osobą
M, do których ma prawo. Teraz M choćby się wściekł to już niewiele
może pomóc. A po drugie wkurza mnie to, że eks nie bierze zupełnie
pod uwagę tego, że ludzie się zmieniają. Naprawdę! Z beztroskiego
25latka z popieprzonym życiorysem mam świetnego męża, naprawdę
fantastycznego ojca, oddanego rodzinie w całości (no, kawałkiem się
dzielę z rybami i piłką nożną), odpowiedzialnego wystarczająco żeby
normalnie funkcjonować. I nawet, jeżeli przez te wszystkie lata
zrobił za mało albo nie do końca dobrze, to nie przekreśla to
przecież bycia fajnym ojcem przez kolejne dziesiąt lat. Zuza
naprawdę może mieć fajnego ojca!!! I zasługuje na niego i ma do
niego prawo!!!

Napisałam tego posta pod wpływem wątku o nawróceniu ojca po 9
latach. Ja nie mówię, że ten konretny przypadek się naprawdę
nawrócił, bo na pewno są przypadki niereformowalne. Ale może warto
wziąć taką opcję pod uwagę? Może czasami warto dać szansę i dziecku
i ojcu? Postarać się oddzielić własną frustrację związaną z facetem
od niego jako ojca?

Bardzo bym chciała, żeby eks była w stanie to zrobić. Za parę dni
urodziny Zuzy, oby nie było jak zwykle - przekazanie prezentu przez
próg i trzaśnięcie drzwiami. Bo po dwóch stronach drzwi zostają
córka i ojciec i pewnie oboje ze ściśniętymi sercami.
    • majka003 Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 17:05
      Hmm...a dlaczego sam nie walczył sądownie o kontakty??Albo choćby teraz o
      przywrócenie praw?Stara się jak mówisz,przynosi prezenty na ur i ma
      świadków-ciebie że chce ich.
      • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 18:25
        a dlatego, że jak raz poszedł do sądu z prośbą o czasowe obniżenie
        alimentów, to pomijając fakt, że sąd mu ich nie obniżył, bo już miał
        pracę i przy okazji ograniczyli mu prawa, bo się nie widuje, to
        jeszcze relacje z eks znacznie się pogorszyły. M boi się, że pójście
        do sądu, to pójście "na noże" i nic dobrego nie wniesie. I chyba ma
        rację niestety...
        • majka003 Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 19:10
          Mógł się odwołać od wyroku powołać świadków,że się stara.Gdyby mu zależało to by
          walczył a co go obchodzi jego była??Niech idzie na noże może zrozumie ex że
          chodzi o DZIECKO!!A jak szedł na rozprawę to się starał o kontakt??
          • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 20:39
            naprawdę uważasz, że pójście na noże jest dobrym rozwiązaniem?
            Przecież jeżeli eks nie będzie chciała żeby się spotykał z małą to i
            tak mu to uniemożliwi, nawet mimo wyroku sądu. Byłam świadkiem
            rozmowy telefonicznej ostatnio - M dzwonił do eks żeby umówić się na
            spotkanie z dzieckiem, został zaatakowany tekstami "czego ty w ogóle
            chcesz", "daj nam święty spokój", "my już mamy życie poukładane, nie
            chcę, żebyś mieszał", a na końcu jak M poprosił żeby spytała małej,
            czy chce się z nim zobaczyć, to dziecko, które najwyraźniej stało za
            jej plecami na pytanie "chcesz się zobaczyć z ojcem"
            powiedziało "nie". Ale co ona miała powiedzieć? Przecież musi być
            wobec mamy lojalna.

            Ja mam wrażenie, że eks traktuje małą jak swoją własność, czuje, że
            ma przewagę nad M i bardzo jej się to podoba. Nie rozumiem tej
            kobiety, a już szczególnie nie rozumiem jej jako matka. Nie wiem,
            może jest nieszczęśliwa, nie wyszła drugi raz za mąż, mieszka z
            matką i ta frustracja się z niej po prostu wylewa wiadrami. Tylko
            dziecka mi bardzo szkoda. Mam nadzieję, że jeszcze trochę podrośnie,
            zacznie zadawać pytania i może będzie chciała tego kontaktu. Mam
            nadzieję... oboje mamy nadzieję...
            • maxholdwoman Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 21:31
              Ale co ona miała powiedzieć? Przecież musi być
              > wobec mamy lojalna.


              Zwróć uwagę, ze bardzo oburzasz się traktowaniem dziecka jak
              przedmiot ale sama tak samo je traktujesz. Wyobrax sobie, że dziecko
              ktore nie zna ojca, może zupełnie spontanicznie i odpowiedzilanie
              nie chcieć kontaktów z nim. Dlaczego postko wymagasz, aby matka
              wykonywała pracę za ojca? Przecież to on powinien sie starać o
              dziecko, a nie ona mówić dziecku, że tata jest super kiedy tak nie
              jest.
              • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 21:54
                Mogę sobie wyobrazić jak najbardziej, że dziecko może nie chcieć
                kontaktów z ojcem, którego nie widuje. Ale jednocześnie wiem z
                relacji M, że zawsze jak mu się udawało z nią spotkać, nawet
                ostatnio na dzień dziecka czy podczas komunii, uśmiechała się od
                ucha do ucha. Myślę też, że dziewięcioletnie dziecko nie ma jeszcze
                zdolności pełnej oceny sytuacji i łatwo mu pomylić swoje odczucia z
                tym, co powinno czuć zdaniem mamy. Nie mówię, że tak jest, ale chyba
                można dać szansę dziecku na wyrażenie swojego zdania w mniej
                podbramkowej sytuacji?

                Oczywiście, że to on powinien starać się o dziecko i jak pisałam
                wcześniej, mógł zrobić więcej i lepiej mimo okoliczności, doskonale
                to wiem i niejednokrotnie o tym rozmawialiśmy. Dużo czasu zajęło mu
                stanie się na tyle odpowiedzialnym i dojrzałym facetem, żeby umieć
                poradzić sobie z tą sytuacją. Nie oczekuję, żeby eks opowiadała
                dziecku bajki o tym, jaki to ojciec jest fantastyczny, bo to
                nieprawda. Ale dla dobra dziecka powinna dać mu szansę. Tym
                bardziej, że próbował z nią rozmawiać i wytłumaczyć jak wiele się
                zmieniło zanim po raz kolejny próbował nawiązać kontakt z dzieckiem.

                Ja wiem, że powinno być inaczej, że powinien stanąć na wysokości
                zadania od początku, puszczać fochy eks mimo uszu, jakoś to wszystko
                ogarnąć mimo wielu złych emocji. Ale nie potrafił. Czy to go
                przekreśla jako ojca na zawsze?
    • maxholdwoman Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 21:25
      Co Ci pozwala sądzić, ze facet, który tyle razy zawiódł, mógłby być
      fajnym ojcem? Bo jeśli mógłby, to byłby. Gościowi jest i było
      wygodniej nie zajmować się dzieckiem, bo to kłopotliwa sprawa, a że
      moralnie wątpliwe jest tego typu postępowanie, do dorobił teorię o
      złej ex broniącej kontaktów. Obiektywnie facet wcale do kontaktów i
      wychowania dziecka nie garnął się, więc po co dzielić włos na 4?
      • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 21:57
        Czarne jest czarne, a białe jest białe, co?

        Sądzę, że mógłby być fajnym ojcem dla swojej pierwszej córki, bo
        jest super fajnym ojcem dla drugiej.

        Bardzo upraszczasz, bardzo. Każdy facet to lekkoduch, któremu "jest
        wygodniej" i unika kłopotów i tylko dlatego nie widuje się z
        dzieckiem? To nieprawda...
        • maxholdwoman Re: o nawróceniach raz jeszcze 25.06.10, 11:25
          Postka, nie sądzę, że upraszczam. Mam wrażenie, ze piszesz z
          pryzmatu zakochanej kobiety, która ma wyrzuty sumienia, że zabrała
          ojca innemu dziecku.
          • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 25.06.10, 12:08
            Nikomu nikogo nie zabrałam. Zanim go poznałam od paru miesięcy nie
            byli już razem. Także nie mam powodów mieć żadnych wyrzutów
            sumienia.

            Podobnym uproszczeniem z mojej strony byłoby powiedzieć, że matki
            samotnie wychowujące dzieci są złośliwe i zależy im tylko na
            alimentach a nie na kontaktach dziecka z ojcem. A to przecież
            nieprawda.
      • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:47
        >Co Ci pozwala sądzić, ze facet, który tyle razy zawiódł, mógłby być
        fajnym ojcem?

        Ani szczęścia w kontaktach z pierwszym dzieckiem ani stała praca się go nie chce trzymać:

        "a z praca faceta - tak juz szuka dwa lata - znajduje na dwa - trzy miesiace,
        cos sie psuje, szuka cztery, pracuje dwa i tak w kolko.W zasadzie przestalam
        liczyc jego ewentualna pensje w planach zyciowych, traktuje ja raczej jak bonus "



    • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 21:57
      >Jak go poznałam był jeszcze formalnie żonaty...

      Czyli byłaś klasyczną kochanką żonatego i dzieciatego mężczyzny.
      Nie ma się czym specjalnie chwalić wink

      >> rozwiódł się po pół roku...

      Czyli byłaś przyczynkiem do rozbicia cudzego małżeństwa z małym dzieckiem...

      >unieważnienie ślubu kościelnego dostał po
      > kilku latach...

      Ile zapłaciliście za możliwość odstawienia szopki pod tytułem ślub kościelny?

      >była żona od początku nie mogła mu
      > wybaczyć rozstania i rozwodu..

      Nie dziwię się skoro odszedł do kochanki gdy ona miała malutkie dziecko i potrzebowała wsparcia....
      Pewnie przedwczesne macierzyństwo dla niej było trudne i tym bardziej potrzebowała wsparcia i ODPOWIEDZIALNEGO męża,nie szlajającego się z kochankami...

      >Po roku szarpania poddał się.

      Szybciutko...
      Niedawno oglądałam film (na podstawie faktów) gdzie matka przez 16 lat szukała zaginionego dziecka,ale cóż...
      Chyba tylko matki mają tyle konsekwencji odnośnie własnych dzieci...

      >W między czasie stracił pracę, nie mógł płacić alimentów,
      > wniósł do sądu wniosek o ich obniżenie.

      Sąd powinien się zgodzić na obniżenie.W końcu dzieciak przez kilka miesięcy może żyć samym powietrzem..

      >. Ale nie
      > potrafił, przerosła go ta sytuacja.

      Biedulek sad
      Ty naprawdę masz takiego mięczaka za męża?


















      • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:10
        Tak, czytanie ze zrozumieniem to trudna sztuka. Dla niektórych nie
        do opanowania niestety...

        Ale co tam, odpiszęsmile

        > Czyli byłaś klasyczną kochanką żonatego i dzieciatego mężczyzny.
        > Nie ma się czym specjalnie chwalić wink

        no formalnie i na papierze byłam kochanką jak nic...

        > Czyli byłaś przyczynkiem do rozbicia cudzego małżeństwa z małym
        dzieckiem...

        tak... co to ja pisałam o czytaniu ze zrozumieniem?

        > Ile zapłaciliście za możliwość odstawienia szopki pod tytułem ślub
        kościelny?

        nie wiem gdzie mieszkasz, ale tam, gdzie my mieszkamy się za ślub
        kościelny nie płacitongue_out

        > Nie dziwię się skoro odszedł do kochanki gdy ona miała malutkie
        dziecko i potrz
        > ebowała wsparcia....
        > Pewnie przedwczesne macierzyństwo dla niej było trudne i tym
        bardziej potrzebow
        > ała wsparcia i ODPOWIEDZIALNEGO męża,nie szlajającego się z
        kochankami...

        jeszcze raz, jak to było z tym czytaniem??? przedwczesne
        macierzyństwo przydarzyło jej się jak miała 27 lat...

        Szybciutko...
        > Niedawno oglądałam film (na podstawie faktów) gdzie matka przez 16
        lat szukała
        > zaginionego dziecka,ale cóż...
        > Chyba tylko matki mają tyle konsekwencji odnośnie własnych
        dzieci...

        ...dziecko nie jest zaginione... znowu czytanie szwankuje?

        Sąd powinien się zgodzić na obniżenie.W końcu dzieciak przez kilka
        miesięcy moż
        > e żyć samym powietrzem..

        Dziecko ma matkę i ojca. W pełnej i normalnej rodzinie jak ojciec
        traci pracę, to matka go nie wykopuje za drzwi każąc płacić kasę na
        dziecko nie wiadomo skąd, tylko przejmuje ciężar utrzymania domu na
        siebie dopóki ojciec dziecka pracy nie będzie miał. No chyba, że u
        Ciebie w rodzinie jest inaczej.

        > Biedulek sad
        > Ty naprawdę masz takiego mięczaka za męża?

        No jak rozumiem Ty masz za męża supermana, którego nic nie
        przerasta. Biega po domu w rajtuzach?
        • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:14
          >nie wiem gdzie mieszkasz, ale tam, gdzie my mieszkamy się za ślub
          kościelny nie płaci.

          A na forum Ślub i Wesele żaliłaś się,że musisz dać zaliczkę 100zł dla księdza.
          Słaba pamięć?

          tongue_out

          >> no formalnie i na papierze byłam kochanką jak nic...

          Osobę współżyjącą (chyba że z seksem czekaliście do oficjalnego rozwodu) z
          żonatym mężczyzną tak się właśnie określa.

          >> No jak rozumiem Ty masz za męża supermana, którego nic nie
          > przerasta.

          Hmmm..
          Na pewno umie walczyć o swoje (w różnych kwestiach),ale rozumiem,że nie każdy
          mężczyzna jest taki jak on...



          • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:21
            > A na forum Ślub i Wesele żaliłaś się,że musisz dać zaliczkę 100zł
            dla księdza.
            > Słaba pamięć?
            >

            Pamięć świetna. Zaliczkę ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ksiądz
            chciał nam oddać przy podpisywaniu protokołu.

            Hmmm..
            > Na pewno umie walczyć o swoje (w różnych kwestiach),ale
            rozumiem,że nie każdy
            > mężczyzna jest taki jak on...

            Dziwne. O normalną żonę nie umiał zawalczyć.
      • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:10
        Śmiesznie brzmią te słowa z ust byłej kochanki,której obecny mąż zdradzał swoją
        żonę za czasów jeszcze trwania małżeństwa:

        "Ufam mu i juz, wiem, ze bardzo mnie kocha i
        nigdy by czegos takiego nie zrobil. A jakby zrobil to by znaczylo ze sie
        okrutnie pomylilam i nastepnego dnia bysmy sie pozegnali. Mamy do tematu
        wiernosci tak samo bezkompromisowe podejscie. "


        He he....
        Zwłaszcza było widać tę wierność w przypadku pierwszego małżeństwa...
        • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:15
          o rany... no różne fraki chodzą po świecie... myślisz, że cytowanie
          mi moich własnych postów z przeszłości robi na mnie jakiekolwiek
          wrażenie? Nie robitongue_out

          W przeciwieństwie do Ciebie nie mam problemów ze zdrowiem
          psychicznym.
          • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:17
            Ale pamięć lekko szwankuje...
    • virtual_moth Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:25
      postka napisała:

      > A po drugie wkurza mnie to, że eks nie bierze zupełnie
      > pod uwagę tego, że ludzie się zmieniają. Naprawdę! Z beztroskiego
      > 25latka z popieprzonym życiorysem mam świetnego męża, naprawdę
      > fantastycznego ojca, oddanego rodzinie w całości (no, kawałkiem się
      > dzielę z rybami i piłką nożną), odpowiedzialnego wystarczająco żeby
      > normalnie funkcjonować. I nawet, jeżeli przez te wszystkie lata
      > zrobił za mało albo nie do końca dobrze, to nie przekreśla to
      > przecież bycia fajnym ojcem przez kolejne dziesiąt lat. Zuza
      > naprawdę może mieć fajnego ojca!!! I zasługuje na niego i ma do
      > niego prawo!!!


      Proste - matka uznała, że dziecko nie jest poligonem doświaczalnym dla kompetencji tatusia.
      Dla Waszego dziecka moze byc dobrym ojcem, ale pewnosci nie masz jak zachowałby się po ewentualnym rozstaniu. Moze się zmienił, a moze nie. Niektórzy faceci kochają swoje dzieci dopóki kochają ich matkę i mam nadzieję, że nigdy nie będziesz zmuszona się o tym przekonac.

      Był juz tu na forum przypadek powracajacego tatusia z kochanką w tle, stara historia ale jarasmile Nie wdając się w szczegóły, było podobnie jak u Ciebie. Kontakt po latach został odnowiony. Był dobry grunt, bo exowie juz nieco "ochłonęli", byli starsi, wiec odpadał problem robienia sobie na złosc itd. Kontakt z dzieckiem zakonczył się jednak bardzo szybko, tatus ponownie olał sprawę, choc dla wspólnego dziecka z drugą żoną jest oczywiście doskonałym ojcemsmile Nie muszę chyba pisac, jak przezyło to dziecko.

      Inna sprawa - zastanów się egoistycznie czy ty naprawdę chcesz tego kontaktu męża ze "starym" dzieckiem. Poczytaj foru macochy - 90% z nich ma problemy z tego powodu.
      • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:40
        OK, rozumiem jej obawy, też jestem matką. Ale ciężko mi się pogodzić
        z tym, że mała z powodu tych obaw ma nie mieć kontaktu z ojcem. Tak
        czy inaczej, M jeszcze będzie próbował, jak mu się nie uda dojść z
        eks do porozumienia, pewnie spróbuje w sądzie jeszcze raz.

        A o siebie się nie martwię. Co by z tych kontaktów nie wyniknęło dam
        sobie radęsmile
        • virtual_moth Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:55
          postka napisała:

          > ciężko mi się pogodzić
          > z tym, że mała z powodu tych obaw ma nie mieć kontaktu z ojcem.

          To są bardzo trudne wybory, w tej sytuacji mozna wybrac tylko mniejsze zło. Jesli matka podjęła decyzję to ojcu bedzie bardzo trudno się wdrozyć, no ale z drugiej strony taka walka moze byc testem na jego gotowosc do ojcostwa wobec "starego" dziecka. Byc moze znowu po 4 telefonach się biedaczek zniechęci, nie będzie miał mocy na sprawy sądowe itd.
          • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 25.06.10, 12:10
            >Byc moze znowu po 4 telefonach się biedaczek zniechęci, nie będzi
            > e miał mocy na sprawy sądowe itd.

            Nie wymagajmy od mężczyzn zbyt wiele wink
    • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 22:56
      Fajnie,że w końcu Wam się ułożyło bo na początku nie było za różowo:

      "Mam 26 lat jestem od 4 lat w zwiazku ktory
      pierwsze dwa lata wydawal mi sie spelnieniem marzen, ale im dluzej, tym
      trudniej. Moj facet jest kochajacy i czuly, ale rownoczesnie nieodpowiedzialny,
      nieambitny, niekonsekwentny i niedojrzaly (chociaz ma juz 30 na karku...).
      Wszystkie przyziemne sprawy (od zarabiania na rachunki po placenie ich), plany
      na przyszlosc sa na mojej glowie. Totalnie jestem tym zmeczona, zrobilam sie
      zrzedliwa i marudna, probuje od dwoch lat z nim rozmawiac, ale na obietnicach
      zmiany sie konczy. I tak sie szarpie - raz mysle sobie, przeciez go kocham, nie
      moge tak po prostu zrezygnowac, bo byc moze juz nigdy takie uczucie mi sie nie
      przydarzy, a dwa dni pozniej mysle sobie - i co, i tak juz do konca zycia mam
      byc kierowniczka, maszynka od pieniedzy, motywatorem i wychowawca..."
      • postka Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 23:03
        fajne! masz tego więcej? Nie będę musiała przegrzebywać się przez
        wyszukiwarkę jak mi się zbierze kiedyś na wspomnienia...
        • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 25.06.10, 12:13
          Oj chyba sama najlepiej wiesz wink
    • maretina Re: o nawróceniach raz jeszcze 24.06.10, 23:43
      postka...wszystkiego dobrego. szkoda,że Twój normalny post wywołał falę chorych
      komentarzy.
      • gazeta_mi_placi Re: o nawróceniach raz jeszcze 25.06.10, 15:37
        Czemu chorych?
        25-latek to nie 17-latek,może spokojnie wziąć odpowiedzialność za swoje czyny,już zakończył edukację,zdążył się wyszaleć itp.
        Osobiście znam parę małżeńską,gdzie była wpadka 17-latki z 19-latkiem.
        W dodatku niestety dziecko okazało się niepełnosprawne sad
        Jakoś ten 19-latek potrafił podejść dojrzale do tej kwestii i nie opuścił żony,mimo że miał o wiele bardziej ciężką sytuację (dziecko niepełnosprawne).
        A tutaj lekko się usprawiedliwia 25-latka,ojca zdrowego zapewne dziecka,nad którym musi pracować obecna partnerka...
Pełna wersja