annybe
14.07.10, 16:59
Kurcze, bardzo rzadko tu piszę, ale ta sytuacja mnie przerasta. Mam 3,5
letniego synka, ojciec widuje się z nim średnio raz na pół roku, ostatni raz w
Boże Narodzenie. Nie pamięta o urodzinach małego, dniu dziecka itp. Od tamtej
pory nie odzywał się. Gdy spotyka się z małym, traktuje go jak żywą zabawkę,
nie interesuje go, czy mu zimno, ciepło, czy nie chce siusiu.. Ogólnie
dzieckiem zająć się nie potrafi. Alkoholik obecnie podobno nie pije, ale w
przeszłości były liczne detoksy, jazdy po pijaku, zabranie prawka itp. Ma
pełnię praw rodzicielskich, alimenty płaci - całe 250 zł. No ale do rzeczy:
kilka dni temu zażądał, bym mu "dała" dziecko na tydzień na wakacje (jest
nauczycielem, akurat ma wolne, więc o dziecku sobie przypomniał). Mały go
pamięta, ale nigdy nie chciał z nim sam zostać. Tatuś mieszka 300 km od nas.
Co robić? Czy jeśli się nie zgodzę, może to jakoś prawnie wyegzekwować? Nie
jestem złośliwą mamusią utrudniającą kontakty, po prostu obawiam się o
bezpieczeństwo synka. Nigdy nie robiłam problemu, by w mojej obecności tatuś
spotykał się z dzieckiem. Wiem, że będzie mnie zastraszał, próbował wykończyć
emocjonalnie, ale nie oddam dziecka na tak długo komuś, kto nic o nim nie wie:
nie ma pojęcia, co lubi jeść, w co się bawić, o której chodzi spać, jaka jest
jego ulubiona zabawka itp. Ech, po prostu nie wiem, co robić, dopadł mnie
paniczny lęk i przestaję racjonalnie myśleć.