musze sie wygadac

20.07.10, 15:39
Przy mezu trzymaja mnie tylko male dzieci. Chce sie od niego odseparowac. Nie
potrafie na niego patrzec, nie chce z nim rozmawiac, brzydze sie nim. Klocimy
sie potwornie - awantury, wyzwiska najgorsze jakie moga sie trafic. Dusi mnie
ten zwiazek, podcina skrzydla. Najchętniej bym sie wyprowadzila ale mam
wrazenie, ze tylko zrobie mu tym przysluge. Dzieci beda na mojej glowie i to
ja bede musiala sie o wszystko martwic, czy zdaze tu czy zdaze tam, jak
dojechac itp Szanowny tatus bedzie mial komforcik, spokoj, porzadek, wyspi sie
ile bedzie chcial, a ja jak wol bede zapierniczac.
Nie potrafimy ze soba rozmawiac. Wiele roznych spraw sie nalozylo i w naszym
zyciu jest bardzo goraco, ciagle jeakies klopoty. Padlo juz tyle slow ze ja
juz watpie w to ze moze byc lepiej.
Gdyby zalezalo to tylko ode mnie to juz dawno bym sie wyprowadzila i zerwala
wszelkie kontakty. Dzieci sa bardzo zwiazane z ojcem i to mnie boli
najbardziej, ze dzieci bardzo bardzo beda cierpialy. Nie moge i nie chce
poswiecac siebie nooooooooo.........


przepraszam za styl ale alt dziala jak chce
    • zwiatrem Re: musze sie wygadac 22.07.10, 10:38
      Weroo
      Duzo mozna puscic w niepamiec, kiedy nadejdzie porozumienie.
      Watek akceptacji w naszym zyciu jest bardzo wazny. Niestety do takich uczuc
      dochodzi sie kilka lat po rozstaniu lub <po> cokolwiek to znaczy.
      Teraz jestes w centrum.
      Jezeli jednak gdzies wewnetrznie czujesz szanse dla was, tej szansy sie trzymaj
      i traktuj ja jak temat do przepracowania.
      Zostaw sobie duzy margines na szacunek dla siebie.
      Badz dla siebie mila, zeby sie nie okazalo, ze tylko Ty czujesz ciezar winy za
      awantury, inwektywy i to co dzieciom zabiera spokoj, bo wina rozklada sie na
      dwoje rodzicow.
      Poniewaz pisze w slepo, to powiem jak bylo u mnie.
      W pewnym momencie mialam wrazenie, ze jak nie wymysle co zrobic w moim
      malzenstwie, to bedzie moj koniec.
      Decyzja o odejsciu ugruntowala sie sama i sprawila mi ogromna ulge. Tak wyrazna,
      iz zaczelam sie usmiechac, czulam ze rokwitam. Na jej realizacje moglam juz
      czekac, zwlaszcza ze musialam zebrac sily.

      Musze przyznac, ze rozbicie rodziny na dwie komorki jest trudne. Jak nie dla nas
      to dla dzieci, a jak nie dla dzieci to dla nas.
      Jezeli zatem masz jakies warianty, nad ktorymi mozna pracowac to:
      - rozmow sie z mezem przy kolacji (zaparz herbate, zrob talerz kanapek, poloz
      dzieci spac) - slowa ktore wypowiesz musza miec znamiona konkretow (po pierwsze,
      po drugie itepe), bez emocjonalnego placzu, inwektyw - tylko racjonalnie i w
      tonacji - jestem opanowana i wiem czego chce. (i na ta opcje stawialabym
      najbardziej)
      - postaw mu warunki i poinformuj, ze brak ich spelnienia spowoduje w
      konsekwencji koniec zwiazku
      - pokaz swoja strone i popros o ukazanie jego strony
      - wyjedz na urlop
      - wyrzuc go na tydzien, dwa z domu (chwilowa separacja) lub sama sie wyprowadz z
      dziecmi

      Nie wiem, ktora propozycja bylaby Ci najblizsza, ale pewnego dnia poczujesz ja
      na pewno.
      Mnie bylo latwiej, gdyz wiezi miedzy dziecmi i ojcem nie bylo wcale i byly
      bardzo malutkie. Ty masz inna sytuacje, ale jesli zdecydujesz sie na odejscie z
      dziecmi to tak, dzieci beda na "Twojej glowie" i juz. To aspekt, ktory trzeba
      wziac na klate i tyle. Mozesz tez odejsc od nich wszystkich ale to opcja dosc
      rzadka.
      Moze wiesz co zrobic, aby cisnienie opadlo? Wspolny wyjazd?



      • rarely jestem zaskoczony 24.09.10, 20:50
        że na tym forum przeczytałem dojrzały i mądry ( w sumie post) a na pewno zdystansowany zawsze czytająć cos na tym forum miałem wrazenie że trafilem na grupę wzajemnej adoracji nieodpowiedzialnych i lekkomyślnych kobiet a tu coś takiego

    • he_xe Re: musze sie wygadac 23.07.10, 09:24
      werooo napisała:

      > Przy mezu trzymaja mnie tylko male dzieci. Klocimy
      > sie potwornie - awantury, wyzwiska najgorsze jakie moga sie
      trafic. Dusi mnie
      > ten zwiazek, Dzieci sa bardzo zwiazane z ojcem i to mnie boli
      > najbardziej, ze dzieci bardzo bardzo beda cierpialy. Nie moge i
      nie chce
      > poswiecac siebie nooooooooo.........
      >
      O tym, że nie chcesz z nim być napisałas, ale zastanów się jeszcze
      co jest lepsze dla dzieci, czy tkwienie w związku bez miłości i
      tylko na złość, żeby mu łatwiej nie było i narażanie dzieci na
      dorastanie w takim domu, bez szacunku dla drugiego człowieka. Za
      jakiś czas dzieci zrozumieją, że lepiej mieć szczęśliwych rodziców
      osobno, niż kłócących się ciągle. Pamiętaj, życie jest jedno i jak
      je przezyjesz to tylko Twoja decyzja.
      • werooo Re: musze sie wygadac 19.09.10, 08:02
        Wczoraj po kolejnej awanturze, jak juz osiadl kurz probowalam porozmawiac z mezem. Niestety "nie bede teraz o tym myslal, nie bede teraz o tym rozmawial" i tak jest zawsze...
        Nie wiem moze dlatego w tym trwam bo w glebi serca chcialabym aby bylo ok, jednak jego podejscie odbiera mi chec na wszystko...
        • zwiatrem Re: musze sie wygadac 19.09.10, 12:54
          Tym bardziej przykro.
          Jesli masz jak wykonac ruch, lub zaczac sie przygotowywac do wykonania ruchu, to zacznij. Metoda malych kroczkow bardzo skuteczna. Znajdz kogos kto Ci sprzyja, zebys miala jakies wsparcie, swiadka i powoli kieruj zycie na tor wlasny.
          Mozna tez czekac dalej. trudno decyzje podjac na pniu.
          • werooo Re: musze sie wygadac 23.09.10, 08:39
            w niedziele bylismy na lodach, bez dzieci. Troche porozmawialismy, tzn ja mowilam, na koniec maz zostawil mnie przy stoliku, bo cos mu nie spasowalo, spotkalismy sie dopiero na parkingu.
            Postanowilam sie przelamac i tez zmienic swoje zachowanie. Niestety widze ze to nic nie pomaga, on ciagle trwa w swoim, ze to ja jestem ta zla, a on jest po prostu nerwowy i dlatego tak regaguje. Jego rozwala testosteron, ubliza mi przy byle okazji, dlacczego ja z nim jestem.......
    • tully.makker Re: musze sie wygadac 23.09.10, 13:40
      Jak rozumiem, awantury i wyzwiska sa obustronne?

      nam w sytuacji takiego ciezkiego kryzysu udalo sie uratowac zwiazek, dzieki mojej wlasciwie zmianie postawy.
      Przestalam krzyczec, zaczelam stawiac granice, ale zyczliwie.
      Poki co odpukac jest dobrze. Wierze, ze wiele zwiazkow mozna uratowac, wystraczy by jedna strona zechciala.
      • werooo Re: musze sie wygadac 23.09.10, 20:39
        przyznaje jestem nerwowa, porywcza i chlapne bez zastanowienia cos. Zazwyczaj cos wykrzycze, nigdy nie rzucam wyzywiskami. Maz na to reaguje wyzwiskiem no i sie kręci...
        Ja juz staram sie opanowac do niekrzyczenia, mowienia opanowanym tonem, jednak to nie dziala, bo on twierdzi ze tak samo go denerwuje czy krzycze czy nie
        TO jakas masakra o czym pisze.......
        Dzisiaj jest w miare spokoj bo sie nie odzywam do meza, tzn tylko komunikaty dotyczace dzieci, nie mam potrzeby z nim rozmawiac, a on dzisiaj jak nigdy, zasypuje mnie monologami - co w pracy, co na miescie itp
        Problem też w tym, że ja coś ustalam, mąż to akceptuje i za chwile robi inaczej. Np dzisiaj mowie - spojrz na dzieci ide sie wykapac i zrobic sniadanie. Robie sniadanie i slysze wielki huk, corka zrzucila laptopa ze stolu. Okazalo sie ze to moja wina ze zostawilam kompa na stole, a nie jego ze smacznie spal kiedy corka lazila po mieszkaniu.
        WIele razy obiecuje sobie, ze nie bede sie denerwowac, ze on nie jest wart tego ani mojego placzu, zwykle nie wytrzumuje i wybucham.
        • rarely i tu jest pies pogrzebany 24.09.10, 20:53

          > przyznaje jestem nerwowa, porywcza i chlapne bez zastanowienia cos. Zazwyczaj c
          > os wykrzycze, nigdy nie rzucam wyzywiskami. Maz na to reaguje wyzwiskiem no i s
          > ie kręci...
          > Ja juz staram sie opanowac do niekrzyczenia, mowienia opanowanym tonem, jednak
          > to nie dziala, bo on twierdzi ze tak samo go denerwuje czy krzycze czy nie
          > TO jakas masakra o czym pisze.......

          wyzwiska kłotnie i przemoc do tego trzeba dwojga niezrównowazonych emocjonalnie ludzi jedna nie wystarczy moze zamiast rozwodu to jaks gleboka terapia rodzinna
Pełna wersja