nobliwa
21.07.10, 06:58
W naszą 3 rocznicę dowiedziałam się, że ma kogoś na boku. Mamy 2 letniego synka. Miesza się we mnie poczucie ulgi i straszny żal. Powiedziałam mu, żeby się wyprowadził, chociaż sama też wyniosłam się do rodziców, nie wiem czy umiem mieszkać w naszym mieszkaniu. Kiedy się pakował ja wyrzucałam do kosza wspólne pamiątki. Nie płakałam, gadałam z nim normalnie dopuki nie zaczęliśmy się zastanawiać jak to powiedzieć Małemu. "Tatuś już u nas nie mieszka" mnie rozpie.... Mam 23 lata, studia i małe dziecko, a szanse na normalną rodzinę minimalne.
Czuje się winny i zgodził się na wszystkie warunki. Powiedział że nie chce szansy ode mnie, bo to bez sensu, że nie nadaje się do związku. Że ta dziewczyna była tylko narzędziem by się w końcu ze mną rozstać.
Byłam już wściekła na niego, teraz jest mi tylko strasznie smutno - ja byłam szczęśliwa w tym związku, ale on nie odnajduje się jeszcze w dorosłym życiu, które nie jest jedną wielką imprezą. Nie dorósł. A poczucie ulgi stąd, że przeczuwałam, że on nie daje rady.
Mam plan na najbliższe dni - zrobić coś z mieszkaniem, żeby wyglądało inaczej, spotykać się z przyjaciółkami. Nie wiem czy uda mi się zachować swoją godność i nie błagać go by nie odchodził. Jest ze mną źle.