Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko?

23.03.04, 10:19
Dziewczyny juz nie wiem co mam zrobic
jestesmy po slubie 1,5 roku - mamy 10 miesiecznego synka
przez caly okres malzenstwa dwa razy sie wyprowadzalam (raz juz z 2
miesiecznym dzieckiem) i kilkanascie razy dawalam ponowna szanse naszemu
malzenstwu.
juz na samym poczatku malzenstwa moj maz stracil prace i tak jej bardzo
szukal ze znalazl ja dopiero po roku czasu.
przez caly okres mojej ciazy spotykal sie z kolegami, wracal podpity, pijany -
lub nawet nie wracal na noc - moja ciaza byla zagrozona - nie raz nie czulam
sie dobrze prosilam zeby zostal w domu, ale on pod pretekstem szukania pracy
wyjezdzal z domu - i oczywiscie wracal po kilku dobrych godzinach zionacy
alkoholem.

jak dziecko sie urodzilo sytuacja nieznacznie na jakis czas sie poprawila -
zapewnial ze dziecko wszystko zmienilo i teraz bedzie wszytsko wpozradku - ma
juz prace etc. tylko pewnego wieczoru znowu nie wrocil do domu i itd itd.

po drugiej moje wyprowadzce juz z maluszkiem - kiedy dalam mu szanse jeszcze
jedna i ponoc ostatnia przyzekl ze wszystko bedzie ok. ze jemu na nas
najbardziej zalezy - i bylo dobrze przez ale tylko przez 2 miesiace -

od tamtego momentu mimo ze ma prace wraca dosc pozno - czasami wiem ze ma
nadgodziny ale w wiekszosci przychodzi 2 godziny pozniej - prawdopodobnie
spotyka sie z kumplami - wraca po piwie, po piwach - wtedy zaprzecza - zawsze
zaprzecza! a ja sie zachowuje jak zandarm, denerwuje mnie to ze w zywe oczy
klamie.

moje nerwy wczoraj juz poscily - wracam do domu z pracy - jego jeszce nie ma -
dzwonie na komorke "gdzie jestes" - "w pracy, a pozniej jade z bratem cos
zalatwic" - dzwonie do brata "gdzie jest moj maz" - "zostawilem go pod waszym
domem" - dzwoenie do meza "chyba nie jestes juz w pracy, gdzie jests?" - "cos
zalatwiam, nie dlugo wracam" a w tle smiechy! strasznie sie zdenerwowalam -
kilkumiesieczne powstrzymywanie nerwow poscilo - zrobilam straszna awanture
przy dziecko o zgrozo, zawsze sobie obiecywalam ze tego nigdy nie zrobie!)
wysatwilam jego rzeczy przed dom w worku na smieci, nie wpuscilam go do domu!
sytuacja z kolegami i tzw. nadgodzinami w pracy powtarza sie 1-2 razy w
tygodniu - zawsze klamie, zaprzecza.
w naszym malzenstwie to ja glownie utzrymuje rodzine, mam dobrze platna
prace, ale i tak mamy braki, opiekunka duzo kosztuje a on nigny nie wraca do
domu zeby ja zmienic. zawsze mazylam o pelnej rodzinie - moi rodzice sie
rozwiedli - ale z drugiej strony nie chce zeby moj syn wysluchiwal tych
awantur. mam tego dosc. ale rozwod to wielka porazka dla mnie, chyba
najwieksza! bede musiala wrocic do mamy, a tego tez sobie nie wyobrazam! i
cale zycie samotna! gdyby nie moj syn to chyba bym sie wykonczyla z nerwow!

dziewczyny moze przesadzam, moze zachowuje sie jak straszny zandarm? moze to
jest normalne, moze facet potrzebuje tego luzu? - tylk poco klamie?
tyle pytan, tyle pytan, a ja nie potrafie na zadne odpowiedziec sobie sama!

mlodamama
    • chalsia Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 23.03.04, 12:48
      Nie mam teraz czasu się rozpisywać.

      Nie, on nie zachowuje się "normalnie". Jak dla mnie masz męża na początku
      choroby alkoholowej. I nic się nie zmieni, będzie gorzej i gorzej póki nie
      sięgnie jakiegoś dna i nie uzna sam, że ma problem. Ale nie czekaj na to, bo to
      może trwać lata albo nigdy sie nie przydażyć. Szkoda Twojego życia i dziecka.
      Uciekaj z tego związku i domu.

      Tak, trzeba prawdzie, gorzkiej i bolesnej, spojrzeć w oczy. To jest porażka.
      Ale to nie znaczy, że będziesz miała zmarnowane życie. A tym bardziej nie
      znaczy, ze będziesz w zyciu sama. Po pierwsze masz synka. Po drugie, rozstając
      się ze swoim mężem dajesz sobie szansę na spotkanie innego (lepszego) mężczyzny
      i ułożenie sobie życia.
      A powrót do rodziców - no cóż, nie jest to łatwe i miłe, ale za to ważne, bo
      rodzice, jacy by nie byli (tacy "normalni") będą Ci służyli pomocą i to jest
      teraz najważniejsze. Bo pomogą Ci opiekując się dzieckiem w dużo większym
      stopniu niż mąż. A skoro dobrze zarabiasz, to z rodzicami pobędziesz tylko
      przez jakiś czas, aż nie staniesz na nogi i nie wynajmiesz/kupisz mieszkanka.

      Uszy do góry.
      Chalsia
    • aleksandra2004 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 24.03.04, 14:13
      cześć, wywal go z domu !!!!!!!!! i to juz dzisiaj, uwierz w siebie, zadbaj o
      siebie, bo jak nie zapewnisz sama sobie normalnego życia to będziesz cierpieć i
      TWOJE DZIECKO też, trzy dni temu po 7 latach i już jednej wcześniejszej
      wyprowadzce rozstalam się z miom mężem, nie pił, nie bił, ale robił uniki,
      świetnie się czuł wszędzie, jednak rzadko w domu, inteligentny, zamożny facet,
      ale nie potrafi kochać, nie lubi, i niech spada, po co wychowywać dzieci w
      obłudzie?, i samemu cierpiec, żyje się przeciętnie 70 lat, to bardzo krótko,
      więc po co tracić życie ja jakiś chory układ

      trzymaj się
      • tata_malolata Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 26.03.04, 11:00
        Droga Mlodamamo 2 !

        To co pisze aleksandra2004 to typowy przykład "ucieczki na skróty".

        Po pierwsze: to nie jest TWOJE DZIECKO, to jest WASZE DZIECKO a tak naprawdę to
        nie ONO "należy" do WAS ale wręcz przeciwnie WY istniejecie teraz dla NIEGO.
        Nie powinno być tak - zabieram dziecko, wywalam intruza, jestem teraz nowym
        człowiekiem. Nie da się odciąć i wymazać przeszłości - to byłoby zbyt łatwe. A
        poza tym to pozbawianie toższamości dziecka.

        Po drugie: ani mąż aleksandry2004 ani Twój nie bije, nie pije - bo jeśli wypije
        piwo z kolegami to jeszcze nie alkoholizm (jeśli stanie się to "obyczajem"
        codziennym to może rzeczywiście być niefajnie). Jakie są więc Wasze zarzuty?
        Nie potrafi kochać ? Jest nudny, nie jest już tak romantycznie jak wtedy na
        randkach? Do Cholery! To nie są powody by "pieprzyć" życie sobie i dziecku. Z
        tego DA SIĘ WYJŚĆ, tylko trzeba dobrej woli. Jak w pracy - trzeba pracować,
        trochę się pomęczyć bo nic samo nie przychodzi, nic się samo nie zrobi.

        Po trzecie: wiedz, a ja to potwierdzę Ci z własnego doświadczenia, że mężczyzna
        choć nigdy do tego się nie przyzna przechodzi coś w rodzaju "depresji" po
        ciążowej i po porodowej. To brzmi śmiesznie ale nie jest łatwe znieść kaprysy
        żony, wszelkie ograniczenia, potem nieprzespane noce itd itp. Co ja Ci bedę
        pisać o trudach ciąży, porodu i opieki nad noworodkiem, każda z Was też wie ile
        to pracy, czasu, stresu i wysiłku. A do tego dochodzi coś czego Wy nie
        zauważacie: syndrom "bocznego toru" na którym mniej lub bardziej lądują
        ojcowie. Wiesz - myślę, że gdy zdasz sobie sprawę z tego, będziesz mu potrafić
        wytłumaczyć jak wyjśc z kryzysu - jeśli nie Ty to może namówisz męża na wizytę
        u psychologa. Może zdacie sobie sprawę, że wszystko może byc OK.




        --------------------------


        > cześć, wywal go z domu !!!!!!!!! i to juz dzisiaj, uwierz w siebie, zadbaj o
        > siebie, bo jak nie zapewnisz sama sobie normalnego życia to będziesz cierpieć
        i TWOJE DZIECKO też, trzy dni temu po 7 latach i już jednej wcześniejszej
        > wyprowadzce rozstalam się z miom mężem, nie pił, nie bił, ale robił uniki,
        > świetnie się czuł wszędzie, jednak rzadko w domu, inteligentny, zamożny
        facet,
        > ale nie potrafi kochać, nie lubi, i niech spada, po co wychowywać dzieci w
        > obłudzie?, i samemu cierpiec, żyje się przeciętnie 70 lat, to bardzo krótko,
        > więc po co tracić życie ja jakiś chory układ
        >
        > trzymaj się
      • e-milia44 Nie daj sie wpedzic w poczucie winy 27.03.04, 01:18
        Jego zachowanie nie jest normalne. Nie obwiniaj się, nie jesteś tyranem, facet
        nie dbał o ciebie w ciązy, zamiast cie wspierać przysparza tylko stresów.
        NIE DAJ SIĘ WCIAGNĄĆ W POCZUCIE WINY, ŻE ROZBIJASZ RODZINĘ - TO ON JĄ ZNISZCZYŁ
        SWOIM POSTEPOWANIEM
        Piszesz, ze dobrze zarabiasz - to świetnie, nie "musisz" więc z nim być. Weź
        się w garść, stań na nogi i zostaw go - im później sie na to zdobedziesz tym
        bedzie ci trudniej.
        Nie poświęcaj sie dla nikogo - nieszczęśliwa matka nie zapewni szczęścia
        swojemu dziecku.
        Wiem, ze będąc w srodku, trudno na to spojrzec, wszystko wydaje sie czarne i
        czlowiek sie zalamuje, brak sil. Ale kiedy zdobedziesz sie na ten krok i
        odejdziesz z dystansu spojrzysz na to inaczej i bedzie ci latwiej sie
        pozbierac - wiem, bo tez "tam" bylam...
        Trzymaj sie!
    • kkokos Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 24.03.04, 15:31
      moim zdaniem chalsia ma rację - to początek choroby alkoholowej i jest duża
      szansa, że z tym będzie gorzej, a nie lepiej. Rozumiem cię doskonale - to
      potworne uczucie, że zachowujesz się jak żandarm, a z drugiej strony jesteś na
      okrągło okłamywana i to jeszcze z tak trywialnego, idiotycznego powodu jak piwo
      z kumplami. Czy facet potrzebuje trochę luzu? Każdy potrzebuje luzu, czasu dla
      siebie, dla kumpli i kumpelek, dla nicnierobienia, dla posnucia się po mieście
      i pooglądania wystaw sklepowych i dla wypicia piwa/wódki/wina/co kto lubi. Ale
      są priorytety. I na pewno nie zalicza sie do nich piwko z kolegami. Nie da się
      chodzić na piwo po pracy codziennie, bo tego nie wytrzyma ani żona, ani budżet
      domowy, ani wątroba. Tyle że ty go teraz nie przekonasz. On wychodząc z pracy
      widzi taką alternatywę: dom ze wściekającą się babą (bo pewnie być jeszcze
      naiwnie chciała, by coś zrobił w domu, a nie żeby wszystko było na twojej
      głowie) i męczącym dzieckiem (też co chwila czegoś chce i buzia mu się nie
      zamyka) albo piwo w gronie beztroskich kumpli... Dopóki coś nim mocno nie
      wstrząśnie, będzie coraz gorzej. To coś to może być wypadek kolegi po pijaku,
      wyrzucenie z pracy za pijaństwo albo rozstanie z tobą, takie na serio.
      Na pewno znajdzie się tu ktoś, kto ci zaraz napisze, ze twój mąż nie chodzi na
      piwo bez przyczyny. Nie słuchaj takich głosów. Dawałaś już facetowi szansę
      kilkanaście - jak piszesz - razy, rozumiem, że brałaś pod uwagę jego frustrację
      wywołaną brakiem pracy, kompleksy wobec ciebie (bo ty utrzymujesz dom),
      zmęczenie małym dzieckiem (tak, tak, on w przeciwieństwie do ciebie jako matki
      ma do tego prawo wink))) itd. Nie daj się wpakować w takie myślenie, że to twoja
      wina. Nie, nie twoja.
      Zaniepokoiło mnie jeszcze inne twoje zdanie: że rozwód to porażka. Pewnie że
      tak, ale co z tego? Porażka, bo nie udało ci sie stworzyć trwałego związku. Ale
      starałaś się, prawda? Masz nawet wrażenie, że ty jedna, prawda? No to sumienie
      masz czyste.
      Porażka w oczach znajomych? Bądźmy poważne! Porażka w oczach mamy? Co ja jej
      powiem? I, co gorsza, co ona powie? Będzie załamywać ręce i jeszcze mnie tym
      dobijać albo powie "a nie mówiłam"? Prawdopodobnie tak będzie. I co z tego?
      Jeśli to jest najgorsze, co mogłoby cię spotkać, to życzę ci, żeby tak było smile)
      Wyobraź sobie swój związek za 15 lat. Czy to nie będzie porażka? Czy jeśli
      będziesz patrzeć na swoje życie z perspektywy czasu, nie poczujesz, że jest
      zmarnowane? Co powiesz 10-13-letniemu dziecku, gdy tatuś znów wtoczy się pijany
      w środku nocy do domu? Jak ono na ciebie będzie patrzeć? Czy brak szacunku w
      jego oczach nie będzie dla ciebie większą porażką niż gadanie mamy? A
      ewentualne szkolne kłopoty znerwicowanego dziecka? Czy to nie większa (bo może
      mieć długofalowe konsekwencje) porażka?
      Powrót do mamy bywa koszmarem, ale ma i dobre strony. Uwierz mi, też przez to
      przeszłam. Też biadoliłam, ale z perspektywy czasu okazuje się, że to naprawdę
      nienajgorsza rzecz. Uszy do góry smile
      • mlodamama2 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 24.03.04, 16:54
        dziękuje dziwczyny za odpowiedzi.
        jestem w strasznym dolku - nie wiem co mam robic - opadly mi calkiem rece - nic
        mi sie nie chce.

        wczoraj moj maz kajal sie jak mogl - twierdzil ze nie powinnam niszczyc naszej
        rodziny, ze jemu bardzo na nas zalezy i ze on nawet pojdzie sie zaszyc i ze
        mozemy isc do poradni malzenskiej.
        nie sadze zeby dotrzymal slowa co do poradni no i nie wiem czy esperal moze w
        czyms tu pomoc.

        mam juz dosc ale jestem juz strasznie zmeczona.
        wiem ze musze sie wziasc w garsc! dla syna! dla siebie!
        boze zeby tylko wytrzymac i przebrnac przez to wszystko, i zeby podjac ta
        wlasciwa decyzje!
    • as.ca.nio Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 24.03.04, 23:11
      Uwierz mi,że esperal nie pomoże.Pracowałam w klinice odwykowej,co się
      napatrzyłam,nasłuchałam?!Jedynie co może pomóc to ŚWIADOMA terapia,nie
      wymuszona odejsciem żony a wewnętrzną potrzebą.Radze odejście.Nie rozumiem
      tylko dlaczego to my kobiety mamy opuszczać nasze domy rodzinne i tułać się po
      rodzinie,obcych.Twoje zachowanie żandarma jest usprawiedliwione,poszukaj w
      swoim mieście klubu AA.Są tam wspaniali ludzie dotknięci
      współuzależnieniem,kobiety takie jak ty.Pomoga Ci zrozumiec na czym to polega a
      jednoczesnie okaża wsparcie i zrozumienie a tego potrzebujesz.Wiem jak straszna
      jest choroba alkoholowa,jakie czyni spustoszenie,jak niszczy całą
      rodzine,wypala i odbiera wszystko co najcenniejsze.
      On się nie zmieni.Nie wierz w jego zapewnienia.Decyzja należy do Ciebie,jeśli
      mu uwierzysz będzie chwila spokoju a potem znów to samo i tak w kółko.Ale nie
      potepiaj sie za to.To NIE TWOJA WINA.Tak to już z nami,kobietami jest.Potrafimy
      wybaczyc.I jesteśmy naiwne.

      Zycze pogody ducha i powodzenia!
    • as.ca.nio Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 24.03.04, 23:11
      Uwierz mi,że esperal nie pomoże.Pracowałam w klinice odwykowej,co się
      napatrzyłam,nasłuchałam?!Jedynie co może pomóc to ŚWIADOMA terapia,nie
      wymuszona odejsciem żony a wewnętrzną potrzebą.Radze odejście.Nie rozumiem
      tylko dlaczego to my kobiety mamy opuszczać nasze domy rodzinne i tułać się po
      rodzinie,obcych.Twoje zachowanie żandarma jest usprawiedliwione,poszukaj w
      swoim mieście klubu AA.Są tam wspaniali ludzie dotknięci
      współuzależnieniem,kobiety takie jak ty.Pomoga Ci zrozumiec na czym to polega a
      jednoczesnie okaża wsparcie i zrozumienie a tego potrzebujesz.Wiem jak straszna
      jest choroba alkoholowa,jakie czyni spustoszenie,jak niszczy całą
      rodzine,wypala i odbiera wszystko co najcenniejsze.
      On się nie zmieni.Nie wierz w jego zapewnienia.Decyzja należy do Ciebie,jeśli
      mu uwierzysz będzie chwila spokoju a potem znów to samo i tak w kółko.Ale nie
      potepiaj sie za to.To NIE TWOJA WINA.Tak to już z nami,kobietami jest.Potrafimy
      wybaczyc.I jesteśmy naiwne.

      Zycze pogody ducha i powodzenia!
    • e-milia44 Nie daj sie wpedzic w poczucie winy! 27.03.04, 01:19
      Jego zachowanie nie jest normalne. Nie obwiniaj się, nie jesteś tyranem, facet
      nie dbał o ciebie w ciązy, zamiast cie wspierać przysparza tylko stresów.
      NIE DAJ SIĘ WCIAGNĄĆ W POCZUCIE WINY, ŻE ROZBIJASZ RODZINĘ - TO ON JĄ ZNISZCZYŁ
      SWOIM POSTEPOWANIEM
      Piszesz, ze dobrze zarabiasz - to świetnie, nie "musisz" więc z nim być. Weź
      się w garść, stań na nogi i zostaw go - im później sie na to zdobedziesz tym
      bedzie ci trudniej.
      Nie poświęcaj sie dla nikogo - nieszczęśliwa matka nie zapewni szczęścia
      swojemu dziecku.
      Wiem, ze będąc w srodku, trudno na to spojrzec, wszystko wydaje sie czarne i
      czlowiek sie zalamuje, brak sil. Ale kiedy zdobedziesz sie na ten krok i
      odejdziesz z dystansu spojrzysz na to inaczej i bedzie ci latwiej sie
      pozbierac - wiem, bo tez "tam" bylam...
      Trzymaj sie!
    • nata76 Re: Rozwód?! czy to rozwiąże wszystko? 07.04.04, 13:28
      Witaj,czytając Twoją historię przypominam sobie sceny z dzieciństwa. Mój ojciec
      też tak "zaczynał",kilka piwek z kolegami,nadgodziny....Póżniej kajanie się
      przed mamą i "wzięcie dziecka na lody". Moja mama nie miała siły odjejsc,bo
      ojciec jej wmówił wine,że chce rozbić rodzinę,mama też bała się "co ludzie
      powiedzą",no i głosy reprezentowane w tym wątku przez "tatę małolaty"....
      JA ,jako dziecko,przeżyłam taką historię na własnej skórze.Długo miałam mamie
      za złe,że nie odeszła od ojca.
      Ona chciała pewnie,żeby było dobrze,ale...MOJEMU OJCU NIE CHCIAŁO SIE CHCIEĆ.
      Do tej pory pije,coraz więcej,choć pewnie nie powiedziłaybyscie,widząc go,że ma
      problem alkoholowy....
      Piszę to,ponieważ chcę cię przestrzec przed byciem na siłę z kims,lub przed
      wpędzeniem siebie samej w poczucie winy.Jednak tylko ty sama wiesz,czy twojemu
      meżwoi chce się spróbowac siebie samego zmienić,ale tak naprawdę,od srodka,nie
      kwiatki itp.bzdety.jeśli nie,to moim zdaniem,lepiej szybko skończyć ten
      związek.Tym bardziej,że jestes niezależna finansowo.Bardzo serdecznie Cię
      pozdrawiam,daj znac,co postanowiłas,nata
Pełna wersja