ma_niusia
27.10.10, 15:00
Witam,
jestem samotną mamą półtorarocznego Radka z Warszawy. Z ojcem dziecka nie mamy ślubu, wyprowadził się od nas na początku kwietnia, do sierpnia częściowo łożył na utrzymanie dziecka, ja od lipca znalazłam pracę, jednak i tak nie wystarcza mi na wszystko. Do państwowego żłobka dziecko się nie dostało, za prywatny płace 1000zł, do tego leki, Synek ciągle choruje, ma alergię i AZS, anemię, stale jest na lekach. Wogóle lekarki powiedziały, że żłobek to jak zabójstwo dla tak słabego organizmu ale nie mam co zrobić, musze pracować, moja rodzina mieszka 100km od Warszawy i nie może się na stałe zajmować dzieckiem, drudzy dziadkowie (rodzice ojca dziecka) pracują, też nie mogą się zajmować. Ja bym chętnie została z synkiem w domu, ale nie mamy za co żyć, więc muszę pracować. Odkąd ojciec przestał płacić jego matka daje mi co miesiąc 500zł co starcza na połowę opłaty za żłobek, a gdzie jedzenie, pieluchy, leki, o ubrankach i zabawkach nie wspomnę... W każdym razie złożyłam pozew o alimenty, czekam dopiero na wyznaczenie daty pierwszej rozprawy, strasznie się boję bo nie wiem czego się mam spodziewać. Wyliczyłam w tabelce koszty i ograniczając wszystko do minimum wyszło mi 2400miesięcznie z czego na wniosku wpisałam 1000 nie wiem czy dobrze zrobiłam? Nie mam żadnego adwokata bo mnie nie stać. Nie wiem czego spodziewac się po ojcu dziecka. Nie widuje się z dzieckiem, na początku jeszcze jak Syn chorował to zostawał z nim jak ja musiałam iśc do pracy (do mnie się nie odzywa, nie odbiera telefonó, mam zero kontaktu) ale teraz już wogóle nie widuje się z synkiem, jak czasami babcia (ojca mama) zaprasza nas na obiad, bo mamy w miarę poprawne stosunki i chce się widywac z dzieckiem, to ojciec zamyka się w swoim pokoju i nawet jak synek dobija się do niego to nie otwiera... szkoda gadać, nie wiem czego mam się spodziewac na rozprawie, teraz się dowiedziałam, ze stracił pracę, podobno od listopada zaczyna nową, ale nie wiem. On sam (ojciec dziecka) zawsze mówił, że nie lubi pracować, nie skończył nawet liceum, ale zna języki, ma doświadczenie, tylko nie lubi pracować i mu się nie chce, woli grać na komputerze całe dnie (to była między innymi przyczyna naszego rozstania).
No już, wyżaliłam się trochę
Strasznie się boję tej rozprawy, nigdy nie byłam w sądzie, nie wiem jak to wygląda, co nalezy mówić i wogóle, może jakieś doświadczone mamy mi podpowiedzą, dodadzą otuchy?
Co będzie jak ojciec dziecka nie będzie miał pracy? Nie dostane żadnych alimentów bo jemu się nie chce pracowac i już?
mam jeszcze pytanie co do mieszkania, w tej chwili mieszkam na 18m kwadratowych, to mieszkanie mojej mamy, ale w przyszłym roku muszę je opuścić bo wprowadza się tu moja siostra. Chciałam wziąć kredyt na mieszkanie i kupić jakiś włąsny mały kącik, nie mam dużych wymagań, ale mam jak to mówią, bardzo małą zdolnośc kredytową i raczej nic z tego. I co, wyląduję z dzieckiem na bruku? Wynajmowanie mieszkania - ok, ale samotnej matce z małym dzieckiem ciężko coś znaleźć, poza tym wynajem to rozwiązanie czasowe. A może można dostać jakies komunalne czy nie wiem jak to się nazywa? Gdzie się w takiej sprawie zwrócić?
Z góry bardzo bardzo wszystkim dziękuję za pomoc i rady!