rozwód, separacja, alimenty - i...dziecko

07.04.04, 10:07
wyprowadził się raz, potem wrócił, rozkochał dziecko i naiwną żone, lubi
robić to, na co ma ochotę, żyć wygodnie, wydawało mi się, że można się do
tego przyzwyczaić, zaakceptować, każdy ma jakieś wady...a tu się okazało, że
po wyprowadzce chce się pozbyć wszelkij odpowiedzialności , także
materialnej,ma własną firmę i super zarobki, a Oli - córce proponuje 700 pln
alimentów, ja mam 10 -letni kredyt po 1200 pln miesięcznie i na głowie pracę
i utrzymanie wszystkiego, ktoś powie - to wielkie kwoty, ludzie martwią się
o 200 pln, ale my żyliśmy na wysokim poziomie, on tak żyje dalej i nie widzę
powodu, dla którego jego dziecko miałby żyć inaczej
no dobrze - teraz moję pytanie: smile
czy ostatnie pieniądze jakie mi zostały wydać na adwokata i rozwieść się z
orzekaniem o winie( czy jest taka szansa bez świadków - jego przyjaciółki
przecież nie przyjdą do sądu), czy samej się bujać w pozwy, sprawy o
alimenty, a może są jakieś inne sposoby, znajomi tak różnie radza , że sama
już nie wiem
dzięki wszystkim, którzy coś mi poradzą
    • szymon1975 Re: rozwód, separacja, alimenty - i...dziecko 15.04.04, 15:01
      rozówd z orzeczeniem o winie małżonka jest trudny do wygzekfowania to raz, dwa
      przedłuża procedurę sądową oraz muszą być niezbite dowody na rozkład pożycia
      małzeńskiego wyłącznie z jego winy np. zdrada, alkoholizm, znęcanie się, rażące
      niedbalstwo. Jeśli chodzi o same pytania: to przede wszytskim możesz złożyć
      pozew o jego winie nikt tego Ci nie zabrania, w pozwie wnieś o alimenty dla
      siebie na dziecko, podział majątku wspólnego (gdyż może w jakiś sposób pomoże
      powstać Ci na nogi przez jakiś czas). Tak czy tak na rozwód bez orzekania czy z
      orzekaniem będziesz musiała powołać jakiś świadków na pewne okoliczności. A
      świadkowie, to nie musisz ich się pytać o zgodę czy przyjdą, wypisujesz je w
      pozwie a sąd je wzywa, na sprawie je zaprzysiężasz z art. 233 KK i bedą
      przesłuchiwani.


      Czy adwokat Ci będzie potrzebny, jeśli nie masz praktyki na sali sądowej to
      raczej go weź, bo zapewne małżonek bedzie nim dysponował, a adwokat na sali Cię
      poprostu "zje". A dwa adokat formołuje może sformułować pytania w taki sposób
      żeby były pomocne. Ale najlepiej jak się zdecydujesz weź adwokata poleconego
      przez znajomych i miarę możliwości taniego.

      Na pytania w tytule rozwód czy separacja? - tu musisz wybrać sama, jesli jest
      jakaś przesłanka na ratunek małżeństwa to separacja, jeśli nie to rozwód.
      Separacja a rozwód róznią sie tym, że w separacji małżonek alimentuję Cię
      dopóki jesteście w tej separacji, ale nie możesz zawrzeć ponownie związku
      małżeńskiego. A rozwód (sądze, ży byłby bez orzeczenia o winie) - 5 lat, w
      uzasadnionych wypadkach i dłużej. W pozostałych sprawach rozwód i separacja nie
      różnią sie niczym

      pozdrawiam
    • mamaniuni Re: rozwód, separacja, alimenty - i...dziecko 15.04.04, 17:47
      Z mojego przykrego doświadczenia wynika, że prawo i sądy bardzo dbają o
      kieszenie tatusiów.
      Mój mąż najpierw napisał do sądu wniosek o oddalenie pozwu o alimenty,
      twierdząc w nim, że skoro go wystawiłam za drzwi to muszę się liczyć z
      konsekwencjami tzn, że nie będzie płacił na dziecko tyle ili trzeba tylko tyle
      ile on chce tzn. 250 zł. Twierdzi, że to kwota wystarczająca na utrzymanie
      dziecka (!). Pani sędzina pouczyła mnie na rozprawie, że alimenty to nie
      pensja, tylko rodzaj zasiłku. Jeżeli ja dołożę też 300 zł to 600 zł jest
      mnóstwem kasy... i podobno niektórzy ludzie tylko marzą o takim dochodzie.
      Ja uważam, że mąż nie musi kupować butów za 600 zł z ECCO i najdroższych wód
      toaletowych. Ale to było tylko moje zdanie. Nawet fakt pomocy rodziców i wymiar
      tej pomocy był argumentem za zmniejszeniem wymiaru alimentów.
      Generalnie mój wniosek po rozprawie był następujący: jak się decydujesz na
      luksus życia bez faceta to sobie radź sama.
      Pan prokurator, który prowadził moją sprawę twierdził co prawda, że jest
      zaskoczony wyrokiem, ale teraz sądy nie orzekają wyższych kwot. Taka tendencja
      w sądownictwie.
      Mam nadzieję, że Ci się uda wywalczyć więcej. Życzę Ci powodzenia.
      • e-milia44 Re: rozwód, separacja, alimenty - i...dziecko 16.04.04, 01:01
        Ja też nie widzę powodu dla którego miałabys rezygnować z poziomu zycia do
        którego jestes przyzwyczajona. Alimenty to nie zasiłek tylko uczestniczenie w
        utrzymaniu dziecka. A tatuś mści się na dziecku - uswiadom mu to, że nie chodzi
        o Ciebie tylko o nią! Poza tym alimenty sa uzależnione od dochodów ojca -
        postaraj się, żeby przelewał Ci na konto, będziesz miała dowód jaka kwote
        płacił. Przygotuj sobie też rozpiskę ile kosztuje utrzymanie córki. Podobno
        jako wkład matki w utrzymanie dziecka liczy sie tez opieka codzienna. A sady
        przyznaja różnie. I nie myśl że to ostatnie piniadze, które posiadasz! smile
        • mamaoli1 Re: rozwód, separacja, alimenty - i...dziecko 25.04.04, 12:54
          Kochane
          Wiem co to znaczy kiedy tatuś uważa, że nie trzeba płacić lub płacić
          sporadycznie. Jakiś czas temu myślałam, że tez będę samodzielną mamą, ale teraz
          ogólne kontakty z mężem się poprawiły. nie powiem żebym była bardzo szczęśliwa,
          ale biorąc pod uwagę poprzednią sytuację - teraz jest nawet OK.
          Ale wracając do tego o czym chciałam napisać - mój mąż dalej uważa że
          utrzymanie naszej córki należy do mnie bo on spłaca nasz kredyt mieszkaniowy(
          jakieś 300 zł miesięcznie) i resztę pieniędzy ma dla siebie. Na moje
          wielokrotne prośby o pieniądze odpowiada zawsze: nie podoba ci się to sobie
          zmień. Jak powiiedziałam , że podam go o alimenty to odpowiedział, że owszem,
          alimenty będą ale na pewno nie dla mnie gotówka (no jasne przecież to ja
          zdecyduję co kupie córce), on bedzie za ta kwote kupował dziecku wszystko. Nie
          ma sprawy powiedziałam, ok., ale do tej pory jakoś nasza córeczka tego nie
          odczuła.

          Powiedzcie dziewczyny - co w takiej sytuacji ma zrobić kobieta? Nie myślcie że
          ja ciągle wołam o te pieniądze, ale chciałam wreszcie przestać martwić się ze
          nie będę miała z czego zapłacić np. za przedszkole.
          Ja tylko przez chwile nie pracowałam - wróciłam po macierzyńskim do pracy ale
          niestety pracodawca z przyczyn ekonomicznych musiał mnie zwolnić. Pare
          mmiesięcy zajęło mi znalezienie nowej pracy. W tym czasie miałam zasiłek , no i
          przez cały czas pomagali mi finansowo moi rodzice. W tej chwili moje dochody to
          ok. 850 zł. z tego dojeżdżam i na same bilety wydaję ok. 200 zł.

          A mój mąż zarabia ok. 1800 zł netto.

          Pozdrawiam
          mamaoli1
          PS. Przepraszam że zawracam wam głowę, ale jakoś tak mnie naszło po tych
          przeczytanych postach.
Pełna wersja