annybe
26.06.11, 20:22
Ostatnio miałam przeboje na sprawie o podwyższenie alimentów, uważał, że dziecko nie jego i żądał badań DNA, dopóki nie dowiedział się, ile kosztują

cudowny tatus, widujący się z małym raz w roku.
Synek ma obecnie 4 lata, zero kontaktu z ojcem, widują się sporadycznie. I kochany tatuś napisał dziś, że zabiera dziecko w piątek i odda w niedzielę i "nie pytam cie o zdanie ani o pozwolenie, tylko masz go spakować i go dać". Poziom agresji sięgnął u mnie szczytu. Nie mamy sądownie uregulowanych kontaktów. Jest nieobliczalny, agresywny, rozchwiany emocjonalnie. Dziecko go nie zna, nie pamięta, nigdy nie spało poza domem. Oczywiście mały do ojca, przynajmniej w obecnej sytuacji nie pojedzie. Wtedy on złoży pozew o utrudnianie kontaktów. I wyjde na podłą sukę, która mści się na facecie, uniemożliwiając mu spotykanie się z dzieckiem. Czy jest jakieś rozsądne wyjście z tej sytuacji?