trishka79
12.07.11, 17:53
Jestem matką 12 letniego chłopca (12 lat w październiku)
Mam od 5 lat ograniczoną władzę rodzicielską, a dziecko mieszka z ojcem i jego nową rodziną - żoną i ich 6 letnim synem. Przyczyna ograniczenia mi władzy rodzicielskiej była jak dla mnie naciągnięta i nie do końca uzasadniona. Byłam wtedy osobą bezrobotną do tego nie mającą meldunku. Ponad to zostawiłam dziecko pod opieką matki (na kilka godzin), która jak się okazało jest osobą niepoczytalną . Zadzwoniła w tym czasie pod wpływem alkoholu na policję, aby ta odwiozła dziecko do ojca. Po powrocie dziecka już nie zastałam w domu. Psycholog rodzinny po 3 konsultacjach miał trzy różne opinie. Jedna dyskwalifikowała mnie jako niby jestem osobą pijącą , a dziecko będzie lepiej czuło się z ojcem i rodzeństwem, choć wspomniane było, że wyraża wole widzenia mnie i utrzymywania ze mną kontaktu. Do tego wszystkiego jest jeszcze kolejna osoba - babcia dziecka czyli matka ojca, która zajmowała się dzieckiem i w brutalny sposób buntowała go opowiadając mu o mnie niestworzone historie, które wywoływały w nim strach.
Sprawę o dziecko wniosłam ja. Toczyła się około 2 lat i kiedy mój syn miał 6 lat zapadł wyrok o ograniczeniu mi władzy rodzicielskiej z możliwością ingerowania w sprawy szkoły leczenia i istotne sprawy dziecka przy czym ustanowił miejsce pobytu i zamieszkania przy ojcu. Odwoływałam się , ale bezskutecznie. Było dość wyraźne podejrzenie korupcyjne i ogromnej intrygi w tymże małym miasteczku. Pisałam do Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich , a także chciałam wnieść sprawę do Sądu Europejskiego, ale chyba brakło mi już sił . Sąd zarzucił mi na mocy prawa przy użyciu przez mojego ex konkubenta świadków, którzy zeznawali fikcyjne historie, nie znając mnie prawie w ogóle, że jestem osobą lubiącą rozrywkę i alkohol. Po Wyroku Sądu Apelacyjnego zabrano mi dziecko przy użyciu siły z policją i osoby socjalną.
Dziś mija około pięciu lat od rozprawy i wyroku. Właśnie mój syn spędza ze mną całe wakacje. Utrzymuję z nim bardzo duży kontakt. Wakacje i ferie zimowe spędza ze mną także Boże Narodzenie i Wielkanoc, a także wszystkie dłuższe wolne dni od szkoły .. Staram się spędzać z nim też wybiórczo weekendy. Mieszkam od niego 120km i staram się robić wszystko , aby w moim czasie wolnym poświecić mu uwagę. Dzwonię do niego i piszę sms-y. Kupiłam mu komputer , aby z nim rozmawiać na skype , a także telefon aby do niego systematycznie dzwonić. Mam z nim bardzo dobry kontakt. Na bieżąco wiem o jego sprawach rozwojowych i emocjonalnych, a także szkolnych.
Ponad to całkowity koszt utrzymywania spadł na mnie. Kupuję mu wszystkie ciuchy, buty itp. Sprzęt tj. telefony, komputery, hulajnogę, rower, psp, aparat fotograficzny, rolki, łyżwy, gry komputerowe, książki itp. Zaopatruję go co rok do szkoły od A do Z. Płacę alimenty, a ponad to dodatkowo za obiady szkolne i korepetycję z angielskiego na które sama go nakłoniłam. Płacę za wycieczki szkolne . Daję ok 80 zł kieszonkowego na miesiąc i kupuję karty telefoniczne. Leczę mu prywatnie zęby. Obecnie też okulista. Interesuje się jego zdrowiem.
Czas kiedy spędzam z nim jest poświęcony w większości dla niego. Chodzimy na basen, jeździmy na rolkach rowerze, łyżwach, chodzimy na spacery, wyjeżdżamy na wakacje i wycieczki, dużo rozmawiamy, gramy w różne gry i wiele wiele więcej.
Moja sytuacja finansową jest dość dobra stać mnie na to aby moje dziecko miało wszystkie te rzeczy.
Mam 2 mieszkania . W tym jedno na Pomorzu gdzie zamierzam się osiedlić. Dysponuję autem. Jestem nie karana. Nie piję (nigdy nie piłam -tylko okazjonalnie lampkę wina ) i staram się nie palić w domu.
Pracuję w hotelu jako recepcjonista-menedżer i jako fotograf freelancer .
Obecnie jestem w związku małżeńskim, który jest związkiem na odległość od 2 lat . Mój mąż mieszka w Niemczech i tam chce zostać, a ja tutaj. Widzimy się raz na kwartał. Ja mam swoje życie , a on swoje. Wspiera mnie czasami finansowo choć nie musi. Jestem osoba samowystarczalną i niezależną.
POWSTAŁ WIELKI PROBLEM BUDOWANY LATAMI.
Mój syn ostatnio rozpłakał się (maj) i powiedział, że ojciec nie poświęca mu uwagi, że go nie słucha, że go nie motywuje tylko wyzywa od głupców i niedorajdów. Bije go i ciągle na niego krzyczy przy czym faworyzuje młodsze dziecko. Poza tym mój syn nie ma zbudowanej więzi z bratem, wręcz przeciwnie!
Mój syn po spędzeniu ze mną czasu nie chce wracać do ojca . Najczęściej płacze, albo boli go z tego powodu brzuch.
Ostatnio zaczął zachowywać się bardzo agresywnie. Zaczął używać słów nie pasujących do jego wieku, a także nie wyrażających szacunku. Przeprowadziłam z nim wczoraj rozmowę i definitywnie powiedział, że nie chce wracać więcej do ojca. Powiedział mi, że ojciec regularnie go bije, aż ma siniaki na nogach . Pytałam czym? odpowiedział, że ręką! Powiedział mi , że nie interesuje się nim tylko wymusza w zamkniętym pokoju odrabianie lekcji. Dostaje regularnie kary, a nawet powiedział, że wyrzuci mu wszystkie rzeczy, które mu kupiłam jak nie zacznie się lepiej uczyć.( głownie jest to spowodowane zazdrością żony ojca o to, że jej dziecko nie ma tego wszystkiego) Mój syn miał średnią 3:7. Nie jest to najlepszy wynik, ale nie świadczy to o tym aby dziecko tak brutalnie bić. Dodatkowo mój syn nie chce mieszkać z żoną ojca. Opowiadał mi wczoraj, że pod nie obecność ojca ona wyrzuca go z domu ( słownie ), aby przeprowadził się do mnie. Ponad to patrzy na niego ukradkiem jak coś lepszego bierze z lodówki .. cytuje " jak biorę samą wodę do picia to nie patrzy na mnie tym złym wzrokiem, a jak sok czy coś lepszego to tak jakby miała mnie zabić" . Babcia dziecka ciągle robi jakieś sztuczne przykrywki mówiąc - " będzie lepiej" Syn mi wczoraj powiedział, że już nie jest taki mały aby wierzyć babci. Zadzwoniłam wczoraj do ojca . Po czym nie chciał rozmawiać z synem. Powiedział mi tylko abym go zbiła i zamknęła w pokoju. Ja nigdy nie biłam mojego syna. Odpowiedziałam mu, że agresja rodzi agresje i to nie jest rozwiązanie. On mi powiedział że jestem głupia. Kilkakrotnie powiedział mi w ostatnim czasie, ze dziecko odda do ośrodka wychowawczego, albo " poprawczaka " Mówiąc to oficjalnie dziecku, a także mi! Mówi , że nie ma do niego siły i , że nie wie co z nim zrobić. Rozmawiałam z nim, że ja chętnie zajmę się synem, a on na to że nie. Wynika z tego , że woli go oddać do ośrodka niż ze złości pozwolić aby ze mną zamieszkał.
Nie mogę tak zostawić tej sprawy. Syn jest zaniedbany i niechciany w tym domu, a także bity i nie rozumiany. Chcę o niego walczyć ponownie tylko boje się, że znowu przegram, że ograniczy mi kontakt złośliwie, albo znowu w tym sadzie zapadnie jakaś dziwna decyzja.
Myślałam, aby nagrać ojca wypowiedzi przez telefon , a także syna, który nie chce do niego wracać, ale nie wiem jaką to ma moc prawną. Jedynym Świadkiem, który to słyszał była moja siostra, która bardzo mocno uczestniczy w utrzymywaniu kontaktu z moim synem. Z matką po tym incydencie nie mam kontaktu i nie chce mieć!!!!
POMOCY - co ja mam robić !!?