Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie)

19.05.04, 21:36
Dziewczyny potrzebuje chlodnej opinii osob stojacych z boku.
Opisze w skrocie moja sytuacje.
Odeszlam sama, bo uznalam, ze nie nadaje sie na ojca i meza, moze nie byl
dostatecznie dojrzaly... zreszta to teraz juz nieistotne, nie ukladalo nam
sie, wiecznie sie klocilismy i ja nie zaluje tej decyzji. Nie bylo zadnych
wielkich dramatow, obojgu bylo nam to na reke. Tylko, ze on od poczatku mial
straszny zal, ze to ja go skrzywdzilam, choc nie zatrzymywal mnie, jak sie
wyprowadzalam i nie zrobil nic, zebym wrocila. Trzy miesiace po mojej
wyprowadzce zwiazal sie ze swoja obecna zona, ale do mnie nadal mial zal, ze
go skrzywdzilam. Niestety zal swoj przelewal na nasze dziecko. Nie widywal
sie z dzieckiem po pol roku, czy osiem miesiecy, wpadal na chwilke do mojego
domu, z jakims prezentem i to bylo wszystko. A ja probowalam tlumaczyc, ze
powinien dziecko zabierac na jakies spacery, czy do siebie, ze dziecko go
potrzebuje, ze teskni, ze nasze stosunki powinny byc dobre ze wzgledu na
dziecko. Nie docieralo, bo przeciez ja go skrzywdzilam sad(( A dziecko roslo,
szarpane przypadkowymi, nieregularnymi odwiedzinami ojca i poglebialy sie
jego problemy emocjonalne. Od psychologa uslyszalam wtedy, ze odwiedziny
powinny byc albo regularne albo nie powinno byc ich wcale, zadzwonilam,
rozmawialam, rezultatow niestety nie bylo. Ktoregos lata nie mialam opieki do
Malego zadzwonilam, czy by sie nim przez tydzien nie zajal u mnie w domu w
czasie gdy jestem w pracy, albo u siebie, chcialam mu dziecko wozic
codziennie. Uslyszalam, ze on wakacji nie bedzie marnowal na opiekowanie sie
dzieckiem, bo zaplanowal juz swoj urlop. Wscieklam sie i powiedzialam, ze
dziecko zobaczy, jak zalatwi sobie widzenia przez sad. Przestalam go
wpuszczac do domu, nie poszedl do sadu, po prostu przestal dziecko odwiedzac.
Jakis czas potem (cos kolo roku), nie wiedzialam o tym, ale ozenil sie w tym
czasie zadzwonil do mnie, ze on chce to wszystko naprawic, ze sad nie jest
dobrym miejscem na zalatwienie odwiedzin, ze on sie zmienil i chce sie
regularnie widywac z Malym. No i powiedziec nie moge, bo przez prawie dwa
lata zabieral dziecko na jeden dzien do siebie do domu (zupelnie nie
przeszkadzalo mi, ze jest tam Next, Maly ja polubil nawet) z czestotliwoscia
raz na dwa miesiace. Wiem... zadna rewelacja, ale byla to juz jakas
regularnosc. Maly szalal z zachwytu, tesknil, zaczal do niego wydzwaniac. A
ja uwierzylam, ze zrozumial. W koncowym okresie przyjezdzal prawie co miesiac
po Malego. Bylam w szoku. No i dowiedzialam sie, ze Next jest w ciazy, tylko
moj ex zapomnial powiedziec o tym naszemu dziecku, nie pomyslal nawet o tym,
ze Malego trzeba przygotowac na cos takiego, a to byl juz 7 miesiac. Wiec
znowu zchowalam dume w kieszen i zadzwonilam wytlumaczyc, ze mnie osobiscie
to zupelnie nic nie obchodzi, ale to dotyczy mojego dziecka i powinien
przeprowadzic z nim rozmowe. Przeprowadzil. Urodzilo sie dziecko i sluch po
tatusiu zaginal, a Maly zaczal szalec, tesknic, wydzwaniac. Schowalam dume w
kieszen, zadzwonilam i zapytalam, czy nie sadzi, ze czas poznac Malego z
rodzenstwem, ze teskni za ojcem. Zabral Malego na sobote, Maly wrocil
zafascynowalany siostrzyczka. Narysowal ja w ksiazce do religii jako swoja
rodzine. A zaraz potem ja dostalam wezwanie do sadu na sprawe o obnizenie
alimentow, ktorych otrzymuje ok. 570 zl, ex zarabia dosc dobrze, dwa razy
wiecej niz ja, Next tez pracuje. I skonczyly sie odwiedziny. Od pazdziernika
tamtego roku nie odwiedza dziecka. A Maly teskni, szaleje, jest nieznosny :
((( Chodzimy do psychologa, bo jego nadpobudliwosc i problemy emocjonalne
ostatnio tak sie nasilily, ze ma problemy w szkole, a i w domu sytuacja nie
wyglada najlepiej sad((
Jutro mam sprawe apelacyjna, bo sad oddalil powodztwo i ex sie odwolal od
wyroku. Jutro skoncza sie moje nerwy, ale co z dzieckiem???
Nie potrafie juz dalej walczyc o kontakty ojca z moim dzieckiem. Na dzien
dzisiejszy nie ma we mnie odrobiny dobrej woli sad(( Nie mam wplywu na
regularnosc odwiedzin, poza tym uwazam, ze byly one bronia do sadu, ze niby
kontakty sa utrzymywane, a moze Next chciala sie przekonac, czy nadaje sie na
ojca, nie wiem... Nie wiem co robic, jak on zechce sie teraz widziec z Malym :
((( Wiem jak Maly potem teskni, jak ojciec pojawia sie i potem znika na
dluzej sad((
Czy uwazacie, ze powinnam pozwolic na kontakty, nawet nieregularne??? Choc
Maly po nich nie moze dojsc bardzo dlugo do siebie??? A teraz powoli zaczyna
sie tonowac.
I nie chodzi tu o moja zraniona dume, czy ambicje, uwazam, ze ex nie ma wiezi
emocjonalnej z dzieckiem i ze zupelnie nie poczuwa sie do swoich obowiazkow.
Czy jestem bardzo niesprawiedliwa w tej ocenie???????
Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii, osob po przejsciach, patrzacych na to z
boku.
Pozdrawiam
    • black-jack-1 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 20.05.04, 00:27
      Ekspertem nie jestem, więc bardzo się nie sugeruj.
      Aż się we mnie zagotowało, kiedy przeczytałem, co napisałaś! Ten człowiek
      zupełnie nie szanuje uczuć dziecka! Raz na dwa miesiące - też mi częstotliwość
      spotkań! Od października nie widuje się ze swoim synem - młodsze dziecko nie
      jest żadnym wytłumaczeniem!! Ty robisz wszystko, żeby wskazać mu, co ma robić,
      żeby było dobrze, jemu wszystko wisi, dziecko się denerwuje. Niech się wypcha z
      takim podejściem. Wszyscy to powtarzają, ale w tym kontekście to pasuje
      idealnie - dziecko to nie zabawka. A ten człowiek nie raz dowiódł, że tak
      naprawdę na synu mu nie zależy, rozstając się z Tobą, rozstał się z dzieckiem.
      Nie chcę być niesprawiedliwy, nie znam dokładnie sytuacji, ale jak na mój gust
      każ mu iść do diabła i znajdź synowi jakiegoś sensownego ojczyma.
      Trzymaj się! Jacek
      • pelaga Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 20.05.04, 07:21
        black-jack-1 napisał:

        > znajdź synowi jakiegoś sensownego ojczyma.

        Staram sie smile Ale to nie jest takie proste...

        Dziekuje za meski punkt widzenia smile)))

        Pozdrawiam
    • chalsia Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 20.05.04, 00:30
      Nie, nie jesteś niesprawiedliwa w swojej ocenie.

      Niestety, nia znam dobrej odpowiedzi na Twoje pytanie. Mam tą samą zagwozdkę
      (choć zupełnie inną sytuację). Chyba mimo wszystko lepiej do takich kontaktów,
      które niosą za sobą negatywne konsekwencje, nie dopuszczać. Tyle tylko, ze
      pewnie każda z nas boi się jednego - co powie na to dziecko jak będzie starsze.
      No bo jak by na to nie patrzeć - to matka w jakiś sposób uniemożliwia kontakty
      z ojcem. Powód, jak najbardziej uzasadniony jest. Ale dziecko zawsze może
      powiedzieć, ze nie dalo się szansy, że może było by lepiej, ale my nie dałyśmy
      możliwości by się to okazało.
      To tak jak z naszą, kobiecą wiarą, że będzie lepiej w związku, że damy szansę
      itd.

      Pozdrawiam,
      strasznie zdołowana Chalsia
      • pelaga Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 20.05.04, 07:10
        chalsia napisała:

        > Tyle tylko, ze
        > pewnie każda z nas boi się jednego - co powie na to dziecko jak będzie
        starsze.
        > No bo jak by na to nie patrzeć - to matka w jakiś sposób uniemożliwia
        >kontakty z ojcem.

        Wlasnie tego sie boje, co powie dziecko, jak dorosnie, jak to bedzie odbierac :
        (((
        Z jednej strony mam nadzieje, ze skoro ex nie odwiedza od pazdziernika dziecka,
        to moze wcale nie bede musiala zabraniac kontaktow, a z drugiej strony wole
        zastanowic sie na zapas, co zrobic, jesli za jakis czas moj ex postanowi znowu -
        przypomniec sobie o dziecku.

        Pozdrawiam
        • flowers_22 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 18:51
          Ja jestem takim dzieckiem. Powiem tak. Mój ojciec bardzo żadko przypominał
          sobie o mnie. Raz na kilka ładnych miesięcy i to tylko dzięki mamie. Po każdej
          jego wizycie nie mogłam spać i o niczym innym nie myślałam. Dziecko czuje się
          wtedy okropnie. Jeśli stosunek ojca do dziecka jest olewający to lepiej, zeby
          wcale go nie było. Jednak z drugiej strony teraz nie obwinam mamy o to, ze
          zabraniała kotaktów z ojcem bo tak nie było, ale wiem, ze on mnie poprostu nie
          kochał. Dlatego nie odwiedzał. Chyba lepsza dla dziecka wersja pierwsza. Tak
          czy inaczej dziecko będzie cierpieć, ale chyba ja wolałabym go nie widywać
          wcale, przynajmniej nie pamiętałabym tych nerwów przed wizytą i nieprzespanych
          nocy.
          Najlepiej ułożyć sobie zycie od początku i znaleść faceta, który będzie dla
          dziecka dobry i w pewnym stopniu zastąpi tego bezdusznika.
          • kamila77 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 19:14
            Flowers, tak cię podczytuję i mam jedno pytanie - ile ty wtedy mialas lat?
            Pytam, bo zastanawiam sie, ile moj syn bedzie pamietal. Byl porzucany przez
            ojca 3 razy. Najpierw mial 4,5 roku, porzucony na kilka miesiecy. Pozniej mial
            5 - porzucony na dwa lata. Jako siedmiolatek - na kolejny rok. Od kilku
            miesiecy ojciec w miare regularnie sie z nim kontaktuje, widze jednak po
            mlodym, ze nadal ojciec to jest dla niego ktos, kto moze w kazdej chwili
            zniknac.
            Jakis czas temu roblismy porzadki w zabawkach. Pluszaki ladowaly do worka,
            nagle uslyszalam wrzask mlodego: "co ty robisz, zostaw to, nie wyrzucaj!".
            Zobaczylam, ze trzymam w reku pluszaka-gadzet reklamowy firmy, w ktorej jego
            ojciec kiedys pracowal. Zapytalam, dlaczego nie mozemy tego oddac. "Bo to
            pamiątka po tacie". Nie "prezent od taty", nie "dostalem to od taty",
            tylko "pamiatka po..."
            • flowers_22 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 20:16
              Niestety muszę cię zmartwić. Twój synek będzie pamiętał wszystko. Tak to jest,
              ze złe wspomnienia siedzą najdłużej. Strach, że tata odejdzie też w nim
              pozostanie. Mam nadzieję, że jego tata już nigdy nie zrobi mu takiej krzywdy i
              o nim nie zapomni. Porozmawiaj o tym z ojcem dziecka. Ja miałam 5 lat jak
              miały miejsce te wydarzenia i bardzo dobrze je pamiętam. Każdy wyraz twarzy,
              każde słowo. Postaraj się, aby więcej to się nie powtórzyło.
              Ja poduszkę pluszową od mojego taty trzymam do dzisiaj-od 10 lat jako pamiątkę
              po...
              • kamila77 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 21:10
                Tylko tak sobie mysle - co mi daja jego obietnice, zapewnienia, ze teraz to juz
                na pewno bedzie dobrze. Przedtem tez obiecywal.
                Pozdrawiam
                • pelaga Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 21:27
                  kamila77 napisała:

                  > Tylko tak sobie mysle - co mi daja jego obietnice, zapewnienia, ze teraz to
                  > juz na pewno bedzie dobrze. Przedtem tez obiecywal.

                  Oj wiem, co czujesz sad(( Ja juz w obiecanki wierzyc nie mam zamiaru. Wiez
                  emocjonalna z dzieckiem albo sie ma, albo sie jej nie ma. Jesli ktos moze nie
                  odwiedzac dziecka przez kilka miesiecy, czy lat to tej wiezi nie ma i tyle. A
                  odwiedzanie na pokaz dla nowej pani (i wyrazne starania Next) szybko staje sie
                  nieregularne sad(( Ograniczenie kontaktow przez matke tacy panowie przyjmuja
                  pewnie z ulga, tak mi sie wydaje po zachowaniu mojego exa sadzac.

                  I wiem wiem sytuacje bywaja rozne wink Pisze o ojcach ktorzy porzucili dziecka na
                  dluzszy czas, bo dla tych nie znajduje wytlumaczenia, zadnego.

                  Pozdrawiam
    • iziula1 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 25.05.04, 21:42
      Z Twego opisu widzę,że walczyłaś dla Małego.Podziwiam Cie za to. Ale chyba na
      próżno.Może warto przestać.Szkoda mi Twego synka.Każde dziecko kocha swoich
      rodziców,choćby byli najgorszymi na świecie.To taka bezinteresowna,silna miłość
      nad która nawet dorosłe dzieci nie mogą zapanować.
      Pozdrawiam.
      • cheddar Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 00:04
        Pelaga, ja mam podobne wątpliwości do Twoich, ale przy Twoim mój eks to anioł.
        Zapowiedział się w ten weekend, po 6 tygodniach nie widzenia (to dotąd
        najdłuższy okres od czasu naszego rozstania). A gdy przyjeżdża jest dla córki
        boski, po prostu nie zdaje sobie sprawy (duży dzieciak) z tego, jak działają
        jego obrażania się na mnie i okresy milczenia. Wiem, jak to boli moją córkę,
        ale wiem też że tak do końca nie jest spalony, wiem, że zwłaszcza w
        przyszłości, będzie starał się jej pomagać. A mimo to czasem mam wątpliowści,
        bo właśnie boję się huśtawki.
        Tak więc gdybym była na Twoim miejscu, na pewno bym go sobie odpuściła,
        zabroniła. Jestem tego pewna, ale to oczywiście moje zdanie. To nie jest ojciec
        i chyba nigdy nie będzie nim dla Twego syna. Chyba lepszy w tej sytuacji pies
        lub dobry kolega (syna- ale może być też Twójsmile)
    • tata_malolata Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 10:41
      Nie wiem, nie rozumiem.
      Jeśli prawdą jest, że tak facet postępuje to jest to dla mnie przedziwne.
      Nie rozumiem np. tego, że znalazł sobie nową miłość już po 3 miesiącach, skoro
      był taki "pokrzywdzony"... Szybko się pocieszył.

      Sam jestem niby w podobnej sytuacji - odrzucony przez żonę. Dalej jednak jest
      już inaczej. Ona utrudnia, a z początku nawet uniemożliwiała mi kontakty z
      dzieckiem. Poza tym trudno jest mi pogodzić się z rozwaleniem rodziny - ale
      jeśli nawet kiedyś już "machnę ręką" to na pewno nie "machnę" na swego syna. Ja
      chcę i wiem, że potrafię opiekować się dzieckiem. Nie widzę przyczyn, dla
      których miałoby być inaczej niż zawsze. A choć i tak będzie trochę inaczej -
      mam obowiązek tak się starać by małemu jakoś w miarę normalnie zapewnić dobre
      dzieciństwo, opiekę, wychowanie, edukację itd. Jemu - my oboje - jesteśmy
      potrzebni. W sposób naturalny, nieskrępowany i po prostu na codzień.


      Co powiedzieć i co poradzić: co robić w Twojej sytuacji.
      NIE MAM POJĘCIA.

      Gdy zetknąłem się ze zjawiskiem uniemożliwiania i utrudniania przez matki
      kontaktów dzieci z ojcami (a jest to bardzo powszechne)zastanawiałem się nad
      niedoskonałością prawa w tym wymiarze. Myslę, że matka, która bezzasadnie
      uniemożliwia kontakty dziecka z ojcem powinna być zagrożona sankcjami (np.
      grzywną finansową) a nawet kierowana na obowiązkowe badania/konsultacje
      psychologiczne.

      Podobnie szukam teraz - czytając o postawie Twego męża - rozwiązania prawnego.
      Nie wiem czy ojciec nie wywiązujący się z obowiązków wobec dziecka - (a nie
      alimenty są tu najważniejsze !) - nie powinien być pociągany do
      odpowiedzialności. Z drugiej strony - do licha - czy można zmuszać kogoś do
      bycia z dzieckiem, jeśli nie ma on takiej potrzeby? KWADRATURA KOŁA.
      • burza4 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 16:21
        trudno jest znaleźć złoty środek w takiej sytuacji. Z jednej strony wydaje się,
        że lepiej gdyby dziecko w ogóle się nie widywało, bo ta huśtawka emocjonalna
        (tata jest, tata znika) jest dla niego fatalna. Z drugiej jednak strony - na
        przykładzie dorosłego znajomego widzę ile zła wyrządza dziecku przekonanie, że
        w ogóle nic dla ojca nie znaczył... i dlatego skłaniałabym się raczej ku
        spotkaniom, nawet rzadkim. Ale przecież nie da się ojca zmusić?

        Jeśli ojciec twierdzi choć czasami, że zależy mu na synu, to może dałoby się
        przedstawić sprawę bez emocji, bez oskarżania? wiem z własnego doświadczenia,
        że rozmowy byłych partnerów często są napięte; jeśli ta druga strona wygłasza
        opinię, to z miejsca jest ona odrzucona, niezależnie czy słuszna czy nie - ale
        pochodzi z wrogiego obozu. Może jest ktoś, kto mógłby w tym pośredniczyć? może
        wspólny znajomy, może ktoś z rodziny? przecież ojciec nie jest samotną wyspą,
        ma jakichś bliskich, rodziców, rodzeństwo? ludzie się często na pozór odcinają,
        bo po prostu nie wiedzą jak się zachować, podejrzewają, że eks partnerka może
        sobie np. nie życzyć utrzymywania kontaktów, albo że może mieć żal że stanęli
        po stronie faceta, że go nie potępili? może warto przekazać stanowisko za
        pośrednictwem kogoś trzeciego? osobę niezaangażowaną słucha się inaczej,
        uważniej, nie poprzez pryzmat własnych pretensji.

        Tato małolata - przykro mi, że wierzysz uparcie w to, że utrudnianie kontaktów
        z dzieckiem jest tak powszechne, nie wiem, może ja obracam się wyłącznie wśród
        wyjątkowych ludzi? bo wśród moich znajomych mało jest "pierwszych i ostatnich"
        małżeństw (żeby nie powiedzieć że to wyjątki), wszyscy się porozwodzili, a
        jednak nie znam przypadku, kiedy te kontakty z dziećmi byłyby utrudniane. A
        rozwody następowały z najróżniejszych powodów - od niezgodności charakterów, po
        zdrady i alkoholizm i przemoc domową.
        • pelaga Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 27.05.04, 10:16
          burza4 napisała:

          > Jeśli ojciec twierdzi choć czasami, że zależy mu na synu, to może dałoby się
          > przedstawić sprawę bez emocji, bez oskarżania? wiem z własnego doświadczenia,
          > że rozmowy byłych partnerów często są napięte; jeśli ta druga strona wygłasza
          > opinię, to z miejsca jest ona odrzucona, niezależnie czy słuszna czy nie -
          > ale pochodzi z wrogiego obozu. Może jest ktoś, kto mógłby w tym pośredniczyć?
          > może wspólny znajomy, może ktoś z rodziny?

          Czytam Twoje posty juz jakis czas i widze, ze masz zdrowe podejscie do zycia i
          z tego co piszesz, widac, ze trafialasz do ludzi, do ktorych docierala Twoja
          argumentacja.

          Tamat regularnych odwiedzin walkuje sie miedzy mna i exem juz ladnych kilka
          lat. Rozmawialam juz z nim, jego matka, jego kolega. Tlumaczylam, prosilam,
          przytaczalam opinie psychologa. To nic nie dalo sad(( I to nie byla jedna
          rozmowa sad(( Ja juz po prostu nie mam sily sad(( Byl czas kiedy to ja zabiegalam
          o to, zeby moje ex widywal sie z dzieckiem, zebralam o te kontakty, bo Maly
          cierpial, a ja bylam przekonana, ze robie dobrze. Dzis mysle, ze popelnilam
          blad.

          Dziekuje Wam za opinie. Podjelam decyzje, ze pozwole na odwiedziny, jesli moj
          ex wystapi do sadu o ustalenie terminow odwiedzin. Jesli wystapi i bedzie
          odwiedzal Malego regularnie zgodnie z ustalonym przez sad grafikiem nie bede
          nic utrudniac. Ale nie mam zamiaru pozwolic na odwiedziny bez nakazu sadu, bo
          wiem, ze znowu beda to przypadkowe wizyty. Mam nadzieje, ze wytrwam w swoim
          postanowieniu.
          Zreszta moj problem nadal jest czysto hipotetyczny, bo on nadal sie do dziecka
          nie odezwal (od pazdziernika 2003r.), pewnie sie gniewa na dziecko, ze przegral
          sprawe o obnizenie alimentow.

          Pozdrawiam
      • nooleczka Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 16:55
        tata_malolata napisał:

        > Podobnie szukam teraz - czytając o postawie Twego męża - rozwiązania prawnego.
        > Nie wiem czy ojciec nie wywiązujący się z obowiązków wobec dziecka - (a nie
        > alimenty są tu najważniejsze !) - nie powinien być pociągany do
        > odpowiedzialności.

        Popieram Cię z całą moca! Jestem w podobnej sytuacji jak Pelaga, ojciec mojego
        synka odwiedza go bardzo rzadko i nieregularnie - raz na kilka miesięcy...
        Teraz niedługo minie pół roku odkąd go nie widział. Dodam że w tym czasie ani
        nie dzwoni ani nie robi NIC aby nawiązac JAKIKOLWIEK kontakt z dzieckiem.
        Tacy "ojcowie" powinni być karani b. wysoką grzywną finansową - może chociaż
        groźba straty finansowej przypomniałaby im o tym że mają dziecko sad

        Z drugiej strony - do licha - czy można zmuszać kogoś do
        > bycia z dzieckiem, jeśli nie ma on takiej potrzeby? KWADRATURA KOŁA.

        A potrzebę spłodzenia miał? To i niech potrzebę wychowania ma.
        • cheddar Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 21:12
          Do miłości nie zmusimy nikogo. Nawet jeżeli istnieją sankcję, to jaki pożytek z
          udziału w wychowaniu z wyroku sądu? To się robi z miłości nie z obowiązku.
          Moim zdaniem właśnie ta huśtawka może być dowodem dla dziecka (za każdym razem
          gdy musi tęsknić) że nic dla ojca nie znaczy. Być może jego całkowita
          nieobecność nie będzie tak bolesna i tak wymowana jak te kilkakrotne
          porzucenia, opuszczenia.
          • kamila77 Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 26.05.04, 21:24
            > Być może jego całkowita
            > nieobecność nie będzie tak bolesna i tak wymowana jak te kilkakrotne
            > porzucenia, opuszczenia.

            Nie inaczej. O wiele latwiej bylo mi dziecku wytlumaczyc calkowita nieobecnosc
            ojca niz odpowiadac na pytania po jakichs jednorazowych odwiedzinach. Bo jedyne
            co dziecku wtedy do glowy przychodzi, to to, ze nie spelnil ojcowskich
            oczekiwan, ze zachowal sie nie tak jak trzeba, ze powiedzial cos nie tak.
            Potem ma sie ochote walic glowa w mur, jak dziecko tesknie mowi: "Pamiatasz,
            jak tata do mnie w zeszlym roku przyjechal? Moze w tym tez przyjedzie."
            Wrrrrrrrrrrrr

            • nooleczka Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 27.05.04, 12:43
              kamila77 napisała:
              > Potem ma sie ochote walic glowa w mur, jak dziecko tesknie mowi: "Pamiatasz,
              > jak tata do mnie w zeszlym roku przyjechal? Moze w tym tez przyjedzie."
              >
              A mój synek W OGÓLE o ojca nie pyta mimo że widuje go raz na kilka miesięcy
              (niedługo będzie pól roku).
              Nie wiem, cieszyć się z tego czy smucić?
              Myślę także że ja nie potrafiłabym zakazać ojcu dziecka widywania się z
              dzieckiem.
              Sądzę że lepiej mieć ojca na odległość niż żadnego.
              • tata_malolata Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 27.05.04, 20:03
                nooleczka napisała:
                > mój synek W OGÓLE o ojca nie pyta mimo że widuje go raz na kilka miesięcy ..
                -------------------------

                Niestety tak dzieci często reagują na zjawiska - nazwijmy to - przykre.
                Opowiem Ci to na zupełnie innym przykładzie ale chyba tak to działa.
                Zaobserwowałem, że mój syn po śmierci pieska (u babci), z którym często
                spacerowaliśmy, bawiliśmy się - zapytał tylko raz. Odpowiedziałem, że piesek
                był bardzo zmęczony i "aniołki" wzięły go na spacer i na wakacje by mógł
                odpocząc. Potem już dziecko nigdy nie spytało o psa - mimo, że widział
                fotografie, mimo, że czasem zainteresuje się jakimś pieskiem na spacerze
                (wcześniej chwalił się innym właścicielom, że też ma pieska - u babci).



                nooleczka napisała:
                > Sądzę że lepiej mieć ojca na odległość niż żadnego.
                ------------------------------

                Chyba lepiej. Bo ma się poczucie tożsamości. Jeśli matka nie obrzydzi ojca (a
                dziecko przecież bezkrytycznie przyjmuje to co mówią dorośli - a już na pewno
                najważniejsza istota na świecie czyli matka), zachowa nazwijmy to neutralność a
                nawet przychylność - to może jest szansa by relacje dziecka z tatą, choćby
                rzadkie i na odległość sprawiły, że nie będzie się ono czuło "odstawione na
                bok".

                • nooleczka Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 28.05.04, 11:40
                  tata_malolata napisał:
                  >
                  > Niestety tak dzieci często reagują na zjawiska - nazwijmy to - przykre.

                  Dzięki tato małolata. Chyba rozumiem o co Ci chodzi. Dziecko pewnych tematów
                  nie dotyka bo wie, że wtedy wszystkim będzie smutno.
                  Tak, rzeczywiście tak to chyba działa też i u mojego dziecka. Aczkolwiek wiem,
                  że pamięta o nim, czasami gdzieś napisze słowo "tata". sad((((


                  > Chyba lepiej. Bo ma się poczucie tożsamości.

                  Tu się zgadzamy.
      • pelaga Re: Odwiedziny ojca - prosze o opinie (b. dlugie) 27.05.04, 10:23
        tata_malolata napisał:


        > Gdy zetknąłem się ze zjawiskiem uniemożliwiania i utrudniania przez matki
        > kontaktów dzieci z ojcami (a jest to bardzo powszechne)zastanawiałem się nad
        > niedoskonałością prawa w tym wymiarze. Myslę, że matka, która bezzasadnie
        > uniemożliwia kontakty dziecka z ojcem powinna być zagrożona sankcjami (np.
        > grzywną finansową) a nawet kierowana na obowiązkowe badania/konsultacje
        > psychologiczne.

        Popieram.


        > Podobnie szukam teraz - czytając o postawie Twego męża - rozwiązania prawnego.
        > Nie wiem czy ojciec nie wywiązujący się z obowiązków wobec dziecka - (a nie
        > alimenty są tu najważniejsze !) - nie powinien być pociągany do
        > odpowiedzialności. Z drugiej strony - do licha - czy można zmuszać kogoś do
        > bycia z dzieckiem, jeśli nie ma on takiej potrzeby?

        Nie mozna nikogo zmusic do milosci do dziecka. Dlatego nieutrzymywanie z
        dzieckiem kontaktow powinno byc karane pozbawieniem wladzy rodzicielskiej. I
        nie mozna mowic tu o probach naprawy swoich bledow (proby kontakow po latach
        milczenia mam miedzy innymi na mysli), bo w psychice dziecka nie da sie pewnych
        spraw ponaprawaiac, wykorektorowac. Po protu sie nie da.
        Gdybym to ja ustalala przepisy tacy ojcowie placiliby alimenty, zeby poniesc
        konsekwencje swoich czynow, ale nie mieliby zadnych praw do dziecka, lacznie z
        tym, ze skoro dziecko wychowuje sie z matka, w jej rodzinie powinno nosic
        nazwisko otaczajacej go rodziny, a nie nieznanego ojca, ktory je zwyczajnie
        olal.
        I zadne grzywny nie bylyby potrzebne, bo i po co? Skoro i tak z wiekszosci
        ojcow by sie ich nie sciagnelo sad(
Pełna wersja