pelaga
19.05.04, 21:36
Dziewczyny potrzebuje chlodnej opinii osob stojacych z boku.
Opisze w skrocie moja sytuacje.
Odeszlam sama, bo uznalam, ze nie nadaje sie na ojca i meza, moze nie byl
dostatecznie dojrzaly... zreszta to teraz juz nieistotne, nie ukladalo nam
sie, wiecznie sie klocilismy i ja nie zaluje tej decyzji. Nie bylo zadnych
wielkich dramatow, obojgu bylo nam to na reke. Tylko, ze on od poczatku mial
straszny zal, ze to ja go skrzywdzilam, choc nie zatrzymywal mnie, jak sie
wyprowadzalam i nie zrobil nic, zebym wrocila. Trzy miesiace po mojej
wyprowadzce zwiazal sie ze swoja obecna zona, ale do mnie nadal mial zal, ze
go skrzywdzilam. Niestety zal swoj przelewal na nasze dziecko. Nie widywal
sie z dzieckiem po pol roku, czy osiem miesiecy, wpadal na chwilke do mojego
domu, z jakims prezentem i to bylo wszystko. A ja probowalam tlumaczyc, ze
powinien dziecko zabierac na jakies spacery, czy do siebie, ze dziecko go
potrzebuje, ze teskni, ze nasze stosunki powinny byc dobre ze wzgledu na
dziecko. Nie docieralo, bo przeciez ja go skrzywdzilam

(( A dziecko roslo,
szarpane przypadkowymi, nieregularnymi odwiedzinami ojca i poglebialy sie
jego problemy emocjonalne. Od psychologa uslyszalam wtedy, ze odwiedziny
powinny byc albo regularne albo nie powinno byc ich wcale, zadzwonilam,
rozmawialam, rezultatow niestety nie bylo. Ktoregos lata nie mialam opieki do
Malego zadzwonilam, czy by sie nim przez tydzien nie zajal u mnie w domu w
czasie gdy jestem w pracy, albo u siebie, chcialam mu dziecko wozic
codziennie. Uslyszalam, ze on wakacji nie bedzie marnowal na opiekowanie sie
dzieckiem, bo zaplanowal juz swoj urlop. Wscieklam sie i powiedzialam, ze
dziecko zobaczy, jak zalatwi sobie widzenia przez sad. Przestalam go
wpuszczac do domu, nie poszedl do sadu, po prostu przestal dziecko odwiedzac.
Jakis czas potem (cos kolo roku), nie wiedzialam o tym, ale ozenil sie w tym
czasie zadzwonil do mnie, ze on chce to wszystko naprawic, ze sad nie jest
dobrym miejscem na zalatwienie odwiedzin, ze on sie zmienil i chce sie
regularnie widywac z Malym. No i powiedziec nie moge, bo przez prawie dwa
lata zabieral dziecko na jeden dzien do siebie do domu (zupelnie nie
przeszkadzalo mi, ze jest tam Next, Maly ja polubil nawet) z czestotliwoscia
raz na dwa miesiace. Wiem... zadna rewelacja, ale byla to juz jakas
regularnosc. Maly szalal z zachwytu, tesknil, zaczal do niego wydzwaniac. A
ja uwierzylam, ze zrozumial. W koncowym okresie przyjezdzal prawie co miesiac
po Malego. Bylam w szoku. No i dowiedzialam sie, ze Next jest w ciazy, tylko
moj ex zapomnial powiedziec o tym naszemu dziecku, nie pomyslal nawet o tym,
ze Malego trzeba przygotowac na cos takiego, a to byl juz 7 miesiac. Wiec
znowu zchowalam dume w kieszen i zadzwonilam wytlumaczyc, ze mnie osobiscie
to zupelnie nic nie obchodzi, ale to dotyczy mojego dziecka i powinien
przeprowadzic z nim rozmowe. Przeprowadzil. Urodzilo sie dziecko i sluch po
tatusiu zaginal, a Maly zaczal szalec, tesknic, wydzwaniac. Schowalam dume w
kieszen, zadzwonilam i zapytalam, czy nie sadzi, ze czas poznac Malego z
rodzenstwem, ze teskni za ojcem. Zabral Malego na sobote, Maly wrocil
zafascynowalany siostrzyczka. Narysowal ja w ksiazce do religii jako swoja
rodzine. A zaraz potem ja dostalam wezwanie do sadu na sprawe o obnizenie
alimentow, ktorych otrzymuje ok. 570 zl, ex zarabia dosc dobrze, dwa razy
wiecej niz ja, Next tez pracuje. I skonczyly sie odwiedziny. Od pazdziernika
tamtego roku nie odwiedza dziecka. A Maly teskni, szaleje, jest nieznosny :
((( Chodzimy do psychologa, bo jego nadpobudliwosc i problemy emocjonalne
ostatnio tak sie nasilily, ze ma problemy w szkole, a i w domu sytuacja nie
wyglada najlepiej

((
Jutro mam sprawe apelacyjna, bo sad oddalil powodztwo i ex sie odwolal od
wyroku. Jutro skoncza sie moje nerwy, ale co z dzieckiem???
Nie potrafie juz dalej walczyc o kontakty ojca z moim dzieckiem. Na dzien
dzisiejszy nie ma we mnie odrobiny dobrej woli

(( Nie mam wplywu na
regularnosc odwiedzin, poza tym uwazam, ze byly one bronia do sadu, ze niby
kontakty sa utrzymywane, a moze Next chciala sie przekonac, czy nadaje sie na
ojca, nie wiem... Nie wiem co robic, jak on zechce sie teraz widziec z Malym :
((( Wiem jak Maly potem teskni, jak ojciec pojawia sie i potem znika na
dluzej

((
Czy uwazacie, ze powinnam pozwolic na kontakty, nawet nieregularne??? Choc
Maly po nich nie moze dojsc bardzo dlugo do siebie??? A teraz powoli zaczyna
sie tonowac.
I nie chodzi tu o moja zraniona dume, czy ambicje, uwazam, ze ex nie ma wiezi
emocjonalnej z dzieckiem i ze zupelnie nie poczuwa sie do swoich obowiazkow.
Czy jestem bardzo niesprawiedliwa w tej ocenie???????
Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii, osob po przejsciach, patrzacych na to z
boku.
Pozdrawiam