hmmm-is-me
19.08.11, 21:01
Cześć dziewczyny.
W kwietniu urodziłam córeczkę. Mój mąż: 1 raz ją przewinął (jeszcze w szpitalu), 1 raz nakarmił (też w szpitalu) a niestety Mała jest na butli więc piersi do tego nie potrzebował. Raz poszedł z nią sam na spacer (tydzień temu, po 10min wrócił i wręczył mi płaczące dziecko mówić "sama idź sobie z nią na spacer"). Nie wstał do niej ani razu w nocy, ba, nawet potrafił mnie budzić żebym ja do niej wstała gdy kwiliła a mnie wcześniej zmorzył sen.Gdy proszę go o pomoc zawsze jest oburzony bo "coś robię nie widzisz?". Kiedyś korzystając z okazji, że Maleńka zasnęła położyłam się przy niej i usnęłam w dzień. Nic nadzwyczajnego chyba u zmęczonej mamy? Zrobił mi awanturę, że śpię, a nie idę z nim do łóżka!!!
Serce mi pęka, jak widzę, jak córcia, taka maleńka jeszcze przecież, na jego widok tak się uśmiecha. Chce do niego na ręce. Płakać mi się chce, jak widzę na spacerze tatusiów z dziećmi w wózkach.
Moja córka nie ma ojca, mimo, iż mój mąż mieszka pod tym samym dachem.
Mam tego powoli dosyć. Myślę o rozwodzie. Z jednej strony szkoda mi dziecka, ale z drugiej - może jeszcze kiedyś uda mi się znaleźć kogoś, kto będzie chciał być dla niej ojcem?
A może jestem przewrażliwiona? Może wszyscy ojcowie tak mają, a ja już ze zmęczenia przesadzam? Poradźcie, proszę.