Zarobki, a dziecko?

21.09.11, 09:59
Drogie Mamy, mam pytanie. Ile teraz trzeba mieć pieniędzy by móc wychować dziecko tak by nie brakowało mu niczego, żeby było szczęśliwe, ale nie zepsute. Jakie zarobki pozwalają na godne i szczęśliwe życie rodzinie 2+1. My wciąż boimy się podjąć tej decyzji ponieważ wydaje nam się, że nie sprostamy, że zarabiamy za mało.. a jednak pragnienie dziecka jest bardzo silne. Ile trzeba zarabiać by móc stworzyć rodzinę. Niestety teraz od finansów tak wiele jest uzależnione.
    • lilith76 Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 10:25
      I ty się o to pytasz samotnych matek? big_grin

      Nie podam ci kwoty za którą utrzymuję siebie i dziecko, gdzie uważam, że żyjemy na granicy ok i biedy, a moje dziecko jeszcze jest szczęśliwe, bo jego potrzeby określam ja, nie rówieśnicy i media. Nie podam, bo dla wielu, to ochłapy, za które nie da się normalnie żyć. Ja uważam się za szczęśliwą kobietę, bo mam mieszkanie bez kredytu i państwowy żłobek.

      Dodam tylko, że teraz moje niespełna dwuletnie dziecko kosztuje mnie miesięcznie średnio ok. 400-700 zł (razem z państwowym żłobkiem, z maksymalną zniżką opłat, ubrankami od innych matek, bez wliczania czynszu, prądu, wody, choć dziecko zużywa sporo). Ale ja żyję oszczędnie, z ołówkiem w ręku, choć może nie aż tak jak altz wink Wiem, że ta kwota będzie z roku na rok rosła.

      Zobacz, czy jesteś w stanie wykroić z budżetu minimum taką kwotę.
      • nataliaie Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 11:09
        Dzieci wychowujące się w pełnej rodzinie czy nie mają podobne potrzeby i podobne wydatki. Zapytałam na innym forum usłyszałam, że jeśli nie stać mnie to nie powinnam o tym myśleć. Tylko gdzie jest ta granica jak określić czy stać czy nie stać. Każdy widzi inne potrzeby dla swojego dziecka. Mnie właśnie chodzi o skromne życie, nie jakieś luksusy i full wszystkiego tylko najważniejsze potrzeby od czasu do czasu coś ponad. Nasza pensja to mój mąż 1500-2000zł. Z czego stałą pensją jest 1500, a reszta najczęściej jest, ale bywa rożnie, bo to praca dorywcza. A ja aktualnie jestem na stażu. Nie mam stałej pracy tak więc możliwe, że w momencie urodzenia dziecka potem mogę nie mieć gdzie wracać. Więc zarobku stałego nie mam. I macierzyńskiego i gwarancji powrotu nie będę miała, ale tym samym zaoszczędzilibyśmy na żłobku. A potem może wreszcie udałoby mi się gdzieś zatrudnić. Lata lecą i pora pomyśleć o dziecku. Również mamy mieszkanie więc opłaty sięgają max 500zł. Jednak mimo wszystko wydaje mi się, że nie sprostamy. A czekać aż dostanę pracę? może minąć rok, dwa, a po dostaniu etatu nie mogę przecież od razu zajść w ciążę. Więc najbliższe kilka lat znowu nie mogłabym pomyśleć o powiększeniu rodziny.
        • pelagaa Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 11:25
          > Dzieci wychowujące się w pełnej rodzinie czy nie mają podobne potrzeby i podobne
          > wydatki.

          To nie zalezy od pelnosci rodziny, tylko od dziecka. Dwojka moich dzieci musiala byc rehabilitowana, choc w ciazy nic na to nie wskazywalo, ze bedzie taka potrzeba, dwojka, z zupelnie innych powodow, niezaleznych, nie majacych nic wspolnego ze soba. Koszt rehabilitacji Malego wynosil 1.000 zl miesiacznie, mialam szczescie, ze bylo mnie stac, na rahabilitacje darmowa kazali mi czekac 8 miesiacy, wtedy juz byloby za pozno.
          Taki przyklad niespodziewanych wydatkow i potrzeb.
          Przynaje, ze dla mnie kwota 1500-2000 zl miesiecznie na 2-3 osoby to bardzo mala kwota, ale jak pisalam, to zalezy od dziecka, ale tez od poziomu zycia i wymagan rodzicow.
          Zrob sobie kosztorys dokladny podzial na wydatki stale i zmienne. Nie jest trudno okreslic ile moze kosztowac dziecko. Ale optymistyczne zakladanie: bede karmic piersia, a moje dziecko zrobi jedna kupe dziennie do niczego nie prowadzi, trzeba zalozyc wariant srednio optymistyczny i odniesc go do zarobkow.
        • napieralska Re: Zarobki, a dziecko? 19.10.11, 17:58
          nataliaie napisała:
          a po dostaniu etatu nie mogę prze
          > cież od razu zajść w ciążę.

          a co: lojalkę podpisalas?
      • altz Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 12:55
        > Ale ja żyję oszczędnie, z ołówkiem w ręku, choć może nie aż tak
        > jak altz wink Wiem, że ta kwota będzie z roku na rok rosła.
        Nie rób ze mnie geniusza smile
        Ja tylko napisałem, że jadłem za 320 zł miesięcznie i dobrze się miałem, a przy większej liczbie osób za 350 można spokojnie jeść, o ile ktoś nie szaleje i nie daje dzieciom codziennie po 20 zł do szkoły na pepsi, chipsy, i lody, bo takie osoby też znam.
        Co do pozostałych kosztów, trudno powiedzieć, bo dużo zależy od lokalizacji i "rozpoznanych" potrzeb.
        Ja marzę o pilotowaniu samolotu i chociaż jednym przelocie w tygodniu do Moskwy, Pragi czy Wiednia, więc mam takie drogie potrzeby. smile

        Jako ciekawostkę podam antybiotyk, który kupiliśmy z kobitą w aptece. Pani aptekarka zapytała czy koniecznie musi być ten zapisany? Ten kosztuje 35 zł, a o identycznym składzie kosztował 1 zł, wzięliśmy ten po 1 zł. Ciekawe czemu? wink
        • andrejandrzej Re: Zarobki, a dziecko? 20.10.11, 21:18
          ALTZ!!!!!
          Widzisz to i nie grzmisz????!!!!!

          Spójrz na tą demagogię i ten fałsz! Gdy jakaś kobieta pisze: ile wyrwać od chłopa po rozwodzie?, odpowiadają: bierz wszystko i jeszcze więcej!!!! Gdy pisze inna: czy stać nas na dziecko? - zgodny chór: za 2,50zł tygodniowo dasz radę. A ty chłopie się tłumaczysz, że za 350 złociszy m-cznie dasz radę się wyżywić (muszę przyznać, że jesteś dość rozrzutny).

          Przypomnij sobie wyliczenia do sądu: kurteleczka dziecięca (najtańsza) - skromne 1200 złociszy, a między kobitkami (z powyższego wątku): za 10 zł - kurtka lepsza niż nowa; przejrzyj "do (w) cipy" forumowe - (niedokładne przytoczenie) na odpowiedź byłej, że już kupuje w lumpeksach, on twierdzi, że ona kupuje w zbyt drogich. Kochany po opisach w tym wątku ta pani pomyliła lumpeks z butikiem (boutique).

          Ten wątek to istna paranoja!

          A Ty Sz.P. zarzucasz mi, że sączę jad!
          Mój drogi! Nawet nie wiesz, jak cenię prawdziwe kobiety!
          Tylko szkoda, że tak, jak prawdziwych mężczyzn (nie męszczyzn, czy mencizn), jest ich coraz mniej!
          • altz Re: Zarobki, a dziecko? 20.10.11, 21:36
            Masz rację, wyliczenia zależą od interesu.
            Ja już się pogodziłem z losem, jeszcze zapłacę dzieciom do usamodzielnienia się, a potem już tylko do piachu i nic z tego nie będę miał, nawet satysfakcji.
            • andrejandrzej Re: Zarobki, a dziecko? 21.10.11, 21:41
              Spokojnie!!!
              Z tego co udało mi się doczytać, starasz się zrobić bardzo dużo i tu na forum, i dla swoich dzieci.

              Skąd taki pesymizm?!

              Ja również dałem sobie spokój z uświadamianiem dzieci o rodzinie. Dopóki się nie usamodzielnią i będą mieszkały pod zarządami pewnej kobiety, nie ma szans na ich resocjalizację!

              Przestałem już ulegać smutkowi bijącemu z ich oczu, kiedy uświadamiają sobie, że nie dam się przerobić przez ich prawną właścicielkę na pokorne cielę (idiotę). Też skrupulatnie płacę na ich utrzymanie, ale postawiłem (przyznam - bezwzględną) granicę. Ponieważ nasz wspaniały Sąd, po stwierdzeniu przez kobietę (której zaufałem i powierzyłem do inkubacji własną spermę), że nie uczestniczę w wychowaniu dzieci, wpierdzielił mi najwyższe (przy moich zarobkach) alimenty. Zapowiedziałem córkom, że niestety, ale gdy chcą ze mną przebywać, muszą uświadomić zarządzającą ich pieniędzmi pani, że zapewnienie całorocznego wyżywienia należy wyłącznie do niej. I przyznam szczerze, jeżeli jakieś dziecko z rodziny, albo całkiem niespokrewnione przyjdzie do mnie, goszczę je z pełnymi honorami. Natomiast na własne, nie wydaję ani grosza więcej. I uważam, że to jest sprawa ich "mamuśki". Już nigdy nie będzie mnie szantażowała dziećmi!!!!!!!!!!!

              Zdaję sobie sprawę jak bardzo moje dzieci odczuwają utratę pełnej rodziny! Ta sytuacja trwa (to błędne określenie, raczej pogłębia się od...) już 7 lat. Ich ciągła indoktrynacja zaczyna dawać efekty. Ja jednak jestem niepoprawnym optymistą i uważam, że kiedyś, kiedy będą niezależne, zapragną powrotu (kontynuacji) do zerwanych relacji. Może wtedy nadejdzie czas radości. A jeżeli nie?!...

              A jeżeli nie, to został jedyny sposób na zdyscyplinowanie dzieci!! Przyznam, że okrutny! Ale to do mężczyzn należy wyznaczanie norm! Kobiety od tysiącleci słynęły ze sprzedawczykowstwa!

              Ostatnim aktem, który (moim zdaniem) powinniśmy zrobić, to zażądanie od niewdzięcznych dzieci alimentów. A jeżeli to nie pomoże - wydziedziczenie ich!!!!

              Być może, wszystko to co napisałem może wydawać się okrutne, ale patrząc na poczynania pań, które działają "w interesie dzieci", takie poglądy to - pikuś.
              • altz Re: Zarobki, a dziecko? 21.10.11, 22:44
                Romantyczni rycerze polegli w potyczkach z rzeczywistością.
                Obyś nie żałował w przyszłości!
                Metoda jest dobra, ale z mądrą kobietą, ale ludzi mądrych nie ma zbyt wielu w społeczeństwie i im takie metody nie są potrzebne, większość jest ułomna. sad
                • andrejandrzej Re: Co o tym sądzić? 22.10.11, 00:02
                  altz!
                  To nie ludzie są ułomni. To każdy z nas jest ułomny.

                  Czemu my kruszymy kopie?!! Panie z tego forum i tak mają zapewnione zwycięstwo!
                  Czy na prawdę uważasz, że chcę "nawrócić" którąś z pań?

                  Chyba zdajesz sobie sprawę, że facet (ojciec) nie ma gdzie się zwrócić z prośbą o pomoc?
                  Wiesz ilu "desperatów" trafia na to forum?
                  I co znajdują? Powiem Ci (z własnego doświadczenia sprzed 7-miu lat), że jedynie jad i pretensje. I dlaczego? Bo to nie jest forum dla rodziców, ale dla sfrustrowanych kobiet!!!

                  Niektóre z forumowiczek starają pokazać się jako bezstronne. Interesuje je "dobro dzieci".

                  Wracając do pomocy dla facetów. Nawet fora, na których doradzali sobie, uległy zatrważającej przemianie. W tej chwili trudno tam znaleźć, np. porady odnośnie alimentów.
                  Nie podoba mi się również poradnictwo. W wielkim skrócie: gdy kobieta pluje ci w twarz, powiedz, że deszczyk pada.

                  Twoja postawa też mi się nie podoba! Dlaczego się tłumaczysz?!
                  Te panie preferują postawę faktów dokonanych!

                  Przez podobne postawy musimy tłumaczyć się, że nie jesteśmy wielbłądami!

                  I Jeszcze jedno! Sączenie jadu, czy stanowcza postawa?!

                  Sam wiesz, że szklanka może być do połowy pusta, lub pełna. Nawet dogmaty mogą być różnie wartościowane!!!!!!!!!!!!
    • pelagaa Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 11:14
      Dziecko moze byc szczesliwe majac biednych, kochajacych rodzicow i bardzo nieszczesliwe majac rodzicow bogatych i wdupiemajacych. Dziecko mozna utrzymac za 400 zl i za 4.000 zl, a pewnie i za 40.000 tez sie da wink Sadze, ze mozna wychowac dobrze dziecko nawet majac wysoki dochody, madrze realizujac potrzeby dziecka i madrze narzucajac mu obowiazki.
      A ile trzeba zarabiac, to sprawa indywidualna, zalezna od obciazen, potrzeb i przyzwyczajen.
    • simimi Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 11:53
      Jeśli oboje pracujecie i nie jesteście zadłużeni po uszy to z pewnością stać Was na dziecko. Najwyżej po urodzenia dziecka będziesz sobie kupowała buty po 100, a nie po np. 400 zł, najwyżej 2 razy rzadziej gdzieś będziecie wychodzić, ale na dziecko na pewno będzie Was stać. Powtórzę, jeśli pracujecie i nie macie dużych kredytów itp to jest tylko kwestia priorytetów: dziecko czy nowszy samochód, dziecko czy drogie buty, drogie gadżety.... itd.
      • nataliaie Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 12:12
        już teraz buty kupuję max za 100 zł - nie potrzebuję droższych. Tak jak napisałam teraz mamy dochody lekko przekraczające 3 tys. złotych z moim stażowym. Jednak ja za 3 miesiące skończę staż i jeśli nie dostanę tutaj umowy myślę, że jednak postaramy się o dziecko. Jeśli zaproponują mi choćby na czas określony - wybiorę pracę. Jednak zakładam, że pracy mi nie zaproponują, bo już odbyłam w życiu 2 staże i żegnali się zawsze ze mną po 6 miesiącach.

        Jeśli chodzi o zdrowie dziecka to zawsze jest trudne kiedy w grę wchodzi rehabilitacja i leczenie, jednak nawet nie dopuszczam myśli, że mogłoby być chore. Nie chcę o tym myśleć, ale chyba żadna matka nie zakłada, że jej dziecko urodzi się chore. Jeśli będzie wymagało dodatkowego leczenia na pewno temu sprostamy można sprzedać mieszkanie. Tu na szczęście mamy własnościowe 3 pokojowe - zawsze można przenieść się do kawalerki. Kredytów nie mamy. Zawsze na wszystko z tych naszych marnych groszy oszczędzaliśmy więc nie jesteśmy zadłużeni. I mamy trochę oszczędności, bo nie żyjemy rozrzutnie. Tylko boję się, że jak przestanę mieć dochod za stazu to jednak za jego pensje bedzie ciezko. Ale z drugiej strony teraz mamy plus minus 500zl stalych opłat. Na jedzenie wraz z chemią idzie nam 500-700zł. Mogę postarać się określić wydatki, ale w sumie to mam nikłe pojęcie jak takie wydatki kształtują się na dziecko. Ja zawsze pracowałam a to w sklepie, albo markecie, trochę niaką byłam. Więc możliwości rozwoju nie miałam. Mąż pracuje w takiej firmie, że na przestrzeni lat mozliwy będzie awans. Więc może będzie lepiej w przyszlosci.
        • mag_pie Re: Zarobki, a dziecko? 21.09.11, 13:46
          Generalnie jest tak że człowieku zawsze się wydaje że go nie stać smile
          Dopóki pracujecie ( jedno z Was co najmniej), i chcecie się rozwijać to na dziecko Was stać.
          Z ubrankami jest tak że kupuje się używane albo znajomi zawsze coś podrzucą. Czynsz, rachunki itp super drastycznie też wam nie wzrosną z powodu pojawienia się malucha. Ale teraz jeszcze chyba jest becikowe wiec ten tysiaczek na zaspokojenie potrzeb ubraniowych, wyprawkowych wystarczasmile wózek można odkupić używany. Nie wiem jak macie z rodziną czy są dziadkowie, ciocie - bo to skarbnica zabawek ii ubranekwink do roku czasu mleko kaszki trochę budżet zwięszkają , a po roku ( a nawet wcześniej) generalnie gotujesz obiad dla Was i dzieciątko z tego wyłowisz marchewkę, ziemniaczka. Pieluchy to stały koszt ale też te z biedronki, tesco są sprawdzone ,tańsze i bardzo dobre. Odwiedzających możesz prosić żeby zamiast kupować kolejną zabawkę zbędną kupili paczkę pieluch albo ciuszki. A jak już sie młode pojawia to jest tak że te jednak starcza kasy i nie ma tragedii.
      • majka003 Re: Zarobki, a dziecko? 02.10.11, 10:34
        Można powiedzieć tyle,że na noworodka i wczesne lata wydaje się mniej więcej ok.400-500 zł na podstawowe rzeczy,tj.pieluchy(nie koniecznie firmy pampers),mleko,kosmetyki,słoiczki,itp. Wystarczy przejść się do sklepu i zobaczyć ceny.Później zależy od gospodarowania rodziców.
    • zjm1111 Re: Zarobki, a dziecko? 22.09.11, 17:57
      Dugie dziecko to juz troszkę mniejszy koszt, o ile ma się rzeczy po starszym.
      dla drugiego dziecka nie musiałam kupować łóżeczka, spacerówki, częsci ubranek...
      Nikt Ci nie odpowie ile trzeb zarabiac, bo każdy żyje na innej stopie, każdy ma inne potrzeby.
      • anet01 Re: Zarobki, a dziecko? 22.09.11, 20:29
        Kochana my za 2.100tys żyjemy w trójkę.Opłaty za nasze mieszkanie to 700zł.Dziecko mam potwornie alergiczne i na jego jedzenie idzie 600zł,niestety nie moze jesć tego co my.Jakoś rade dajemy.
    • petronela77 Re: Zarobki, a dziecko? 19.10.11, 12:09
      Powiem Ci ile mnie kosztuje dziecko, bo mam 5-cio miesieczne niemowle. Jestem mezatka ale sama utrzymuje dziecko i robie mu wszytskie zakupy wiec jestem na biezaco:
      -Jedzenie o
      puszka mleka 40zl/tydzien (nie karmie piersia)
      kaszki 5x 6-7,5 zl/miesiac
      owoce/warzywa ze sloiczkow 15x 2,5-3 zl /miesiac (dopiero wprowadzam wiec opieram sie na gotowych ze wzgledu na konsystencje)
      butelki,smoczki, akcesoria - ok 20 zl/miesiecznie
      herbatki 10zl/miesiac

      -pieluchy
      ok. 100 zl/ miesiac - kupuje albo z Biedronki albo pampersy jak mi sie uda znalezc jakas superpromocje w hipermarkecie. Choc pampersy sa troche drozsze to schodzi ich mniej w miesiacu (rzadziej zmieniane bo odczucie suchosci jest wieksze), wiec koszt jest podobny.
      chusteczki nawilzane 3-4 x ok. 5 zl (najlepsze z biedronki)

      - ubrania - skromnie 50-100 zl/miesiac - zawsze trzeba cos dokupic, czy to z bielizny czy np. spodenki - moje dziecko zmienia rozmiar praktycznie co mieisiac. Sporo otrzymalam po porodzie od rodziny, jednak wszystko w rozmiarach 56-68, obecnie zrobilo sie za male. W tych wiekszych rozmiarach otrzymalam juz niewiele, pewnie dzieci chodza juz w tych ciuchach dluzej i je niszcza. Im starsze dziecko tym bardziej jest sie zdanym na siebie w kwestii ubrań.
      Pozostaja zakupy na allegro - jest taniej niz w sklepach.
      na zime koszt dokupienia spiworka, czapek, cieplejszych ubran to bedzie minimum 200-300zl.

      Wyprawka poczatkowa, kupowalam przed narodzeniem:
      lozeczko+posciele - 600 zl (nowe)
      pierwsze kremy, pieluszki do szpitala, pieluszki tetrowe, flanelowe, podklady poporodowe, jednorazowówki, termoter do kapieli, podklad wannowy, inne niezbedne akcesoria itp - 400 zl (sklep internetowy)
      brakujace ciuszki (nie wszystko ostaniesz lub dostaniesz p. glownie body z krotkim rekawem, a bedzie zima) w sumie 300 zl
      taki praktyczny fotelik-kolyska do okladania dziecka 200-250 zl (ja dostalam)

      - wozek - gleboki dostalam uzywany, ale byl dla mnie zbyt ciezki, dlatego kupilam lekka spacerowke 400 zl + spiworek do wozka na zime 60 zl + 40 zabawka doczepiana. jak dziecko urodzi sie na wiosne mozna odrazu kupic spacerowke, szkoda pieniedzy na gleboki wozek.

      - zdrowie - pierwsze syropki przeciwgoraczkowe, termoter elektroniczny - 50 zl (jescze nie chorowal)
      dentimax - 24 zl
      szczepienia (1 dawka zamiast darmowych 4)x 3 razy x 200zl
      USG bioder 60 zl (w mojej przychodni robia tylko prywatnie)

      fotelik do auta - dostalam pierwszy rozmiar (w sklepie koszt 150-250 zl)
      Fotelik drugi (kupilam, za chwile bedzie potrzebny) - 800 zl

      kosmetyki:
      Oilatum do kapieli 50 zl/2miesiace
      inne kremy, sudocrem, szampon ok. 20zl/mieisiac

      - Niania - 1000 zl/miesiecznie - wrocilam do pracy. W miescie nie ma zlobka panstwowego, a w prywatnym koszt 650-700 zl/miesiecznie (bez wyzywienia). Uznalam, ze dla takiego maluszka jednak niania bezie lepsza - on jeszcze nawet nie siedzi samodzielnie, wiec w zlobku spedzalby czas w lozeczku, bez spacerow, przytualnia itd.

      No i ciaza (przebieg prawidlowy) - w naszym kraju tez niestety kosztuje. Placilam za:
      4 wizyty lekarskie z 7 (trzeba byc regularnie co mieisac, a czas oczekiwania na panstwowa wizyte bywa 2-3 mieiseczny) - 4x90 zl
      test 2 trymestru i test 3 trymestru (jestem po 30-tce ale jeszcze za mloda na refundacje) 2x250 zl (nieobowiazkowe ale uspokajajace)
      dwa testy na Toxoplazmoze (po jednym sytuacja byla niejasna) 2x60 zl
      oznaczenie grupy krwi - 60zl
      badanie bakteriologiczne 20 zl
      laktator 100 zl (choc uzylam tylko raz)
      Bylam szczepiona na zoltaczke wiec nie musialam sie szczepic.
      sam porod rodzinny w szpitalu - 0 zl - choc czekalam, az sie za cos upomna. No i ktos powinien Cie dokarmic bo racje zywieniowe w szpitalu sa glodowe nawet dla drobnych szczuplych kobiet jak ja.

      a na koniec pomoc panstwa, itp.:
      1000 becikowe (pod koniec 2-go miesiaca zycia)
      600 zasilek okolicznosciowy z pracy (tylko ja, maz juz nie)
      1000 z ubezpieczenia PZU (latami placilam skladki ubezpieczenia grupowego).

      Poza tym dziecko bardzo ogranicza mozliwosci dorobienia sobie. Zwykle pracowalam na 2 etatach + jakies dodatkowe prace zlecone. a teraz biegne po pracy do domu zeby zwolnic nianie, a popoludniami niewiele moge zrobic, bo dziecko domaga sie uwagi. Na pomoc faceta nie ma co liczyc,bo nawet jesli sie nim zajmuje to ciagla musze mu w tym asystowac, bo nie moze czegos znalezc, bo dziecko zrobi kupe, bo trzeba mu podac pieluche, bo nie moze go uspokoic, itd.
      Moja sytacja finansowa sie pogorszyla, nie kupuje sobie juz butow po 400zl, choc tak lubilam. Nie kupuje bo mnie nie stac i przy tym nie mam juz czasu na chodzenie po sklepach i ogladanie nowych kolekcji.

      Sama sobie policz, ale jakos nie widze zeby dalo sie to ogarnac z jednej pensji.




      • simimi Re: Zarobki, a dziecko? 19.10.11, 22:33
        petronela77 napisała:

        > Sama sobie policz, ale jakos nie widze zeby dalo sie to ogarnac z jednej pensji.

        Nie zgodzę się z Tobą. To co miałyby zrobić samotne mamy, które już w czasie ciąży są pozostawione same sobie? Wyobraź sobie, że radzą sobie z jednej pensji, bo muszą. Ja akurat musiałam, z jednej pensji, z kilkuletnim dzieckiem i drugim noworodkiem. A wierz mi, nie dobijam do tzw. średniej krajowej.
        Niemniej jednak zobaczyłam na Twojej liście wiele wydatków bezsensowynych bądź dużo droższych niż ja za to płacę. Ale nie o to chodzi, każdy sam decyduje, na co wydaje swoje pieniądze i ile. Prawda?
        • petronela77 Re: Zarobki, a dziecko? 20.10.11, 10:22
          Piszac "jedna pensja" - mialam na mysli pensje jej meza, o ktorej pisze wyzej. Wiemy, ze pensje sa rozne i z niejednej mozna by utrzymac wiecej niz jedno dziecko.
          Nie mozna porównywać sytuacji kobiety, która zostala sama juz w trakcie ciazy z sytuacją dziewczyny, która dopiero zastanawia się nad posiadaniem dziecka. Bedac w ciazy nie mozna sie juz wycofac i trzeba sobie poradzic, nawet za cene wegetacji finansowej przez nastepne kilka lat.
          Natomiast gdy dopiero zastanawiamy się nad "posiadaniem dziecka", nad wyborem odpowiedniego momentu to sytuacji przymusu nie ma.
          Jestem zwolennikiem przemyslenia sobie najpierw skutkow wszelkich decyzji, kalkulacji kosztów. Jesli sytuacja wyglada tak jak wyzej opisana to wcale nie znaczy, ze oni nie moga posiadac dziecka. To znaczy tylko tyle, że muszą sie lepiej przygotowac, zeby uniknac badz zminimalizowac te negatywne skutki macierzynstwa/ojcostwa (obciązenie finansowe) - i nie popasc w biede.
          Nikt mi nie powie, że wegetacja finansowa (bieda) zwieksza radosc bycia rodzicem.
          I jeszcze jedno: zwykle gdy kalkuluje sie koszty teoretycznie, to nie bierze się pod uwage strony emocjonalnej, która pojawia się w momencie gdy mamy to swoje dziecko na reku (lub pieska w domu, itd). Chcemy mu dac to co najlepsze i gdy tego zrobic nie mozemy (z powodu ograniczen np. finansowych) to pojawia się dyskomfort, poczucie winy.
          Bardzo dobrze się stalo, że dziewczyna najpierw zastanawia nad konsekwencjami.
          Radze przygotować sobie plan na 1-2-3 lata do przodu - zaplanowac i konsekwentnie realizowac dzialania, które zwieksza dochody, pozwola na uzyskanie bezpieczenstwa finansowego.
          • okruszek100 Re: Zarobki, a dziecko? 20.10.11, 10:44
            Racja- odpowiedzialność itd, ale jakby się wszystko chciało zabezpieczyć tak jak sobie człowiek WYMARZY- może nas zastać emerytura i nici z dzieckasmile
            Znam matkę 6 dzieci, która mi właśnie sprzedała ten poglądsmile
            Również należę do osób, które uważają, że jest to możliwe.Ktoś już wcześniej wspomniał, że ważna jest tu kwestia priorytetów i ja się z tym zgadzam.Chociaż....moje dziecko chodzi do 1 klasy i już się powoli zaczyna, że tego nie chce, tego nie włoży, bo koleżanki to i śmo...Wiadomo, że nad tym pracuję, ale było tak bosko jak sobie człowiek szperał w ciucholandach i wyszperał jakieś skarby- zwłaszcza dla dzieci.Niestety, w mojej szkole trendy wyznaczane są przez stragany na rynku( targu). To tak przy okazji.
            A wracając do wątku- natknęłam się kiedyś na forum oszczędzamy czy coś takiego- polecam,kopalnia pomysłów.
            PS Sama wychowuję 2 dzieci, jedno bio , drugie r.z.
            • nioma Re: Zarobki, a dziecko? 20.10.11, 15:45
              Ubranka mozna kupowac na allegro, sa sliczne i bardzo tanie.
              Ostatnio szykowalam wyprawke dla pewnej mlodej dziewczyny w ciazy, ktora przyszly tatus zostawil.
              Zestaw 40 sztuk ubranek od osoby prywatnej (nie lumpeks) kupilam za 41zł, sliczny kombinezon zimowy (gdybym nie wiedziala to bylabym pewna, ze nowy) za 10zł, zestaw body za 5zł itd itp.
              Kompletna wyprawke na 0-3 miesiace kupilam w sumie za max. 200zł
              Najdrozszy jest wozek ale tez mzona kupic uzywany.
              Lozeczko, posciel sa tanie w IKEA.
              Na poczatku jesli dziecko jest na piersi to wydaje sie wlasciwie tylko na pieluchy, oliwke i witamine D.
              Ja uzywalam taniej ale super skutecznej masci Linomag, zamiast chusteczek nawilzonych watka, woda i mydlo.
              Sprobujcie od dzisiaj zaczac odkladac, chocby 50zl miesiecznie do skarbonki, na dziecko.
              Zawsze bedzie na "czarna godzine".
              I zacznijcie działac smile Jak bedziesz sie zastanawiac, rozwazac to nigdy sie nie zdecydujesz, bo obawy beda przewazac.
              Nie jest zle: maz ma prace, nie macie kredytu na mieszkanie, jestescie mlodzi - nie ma co czekac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja