miedzysnemaajawa
29.09.11, 11:57
Hej dziewczyny, jestem tu nowa... ale potrzebuje rady, albo choć tego by ktoś mnie wysłuchał i wsparł dobrym słowem.
Mam synka (niestety jak się urodził przeszedł poważną chorobę, przez co jest teraz dość opóźniony ruchowo, na szczęście psychicznie wszystko ok), Jego ojciec bardzo szybko wycofał się z naszego życia, próbowałam sobie wiele razy wytłumaczyć dlaczego to zrobił. Czy przeraziła Go myśl chorego dziecka (chodzę z synkiem 3 razy w tygodniu na rehabilitacje, co jakiś czas jeździmy do lekarzy, jeździmy na turnusy rehabilitacyjne itp.), czy po prostu nie nadaje się na ojca. Nie płaci nawet alimentów (dostaję je z funduszu), no ale wiadomo że taka rehabilitacja to naprawdę dużo pieniędzy.
Po tej całej sytuacji jak zostaliśmy sami nie było nap łatwo, na szczęście moja rodzina Nam niezmiernie pomogła i nadal pomaga. No ale wiadomo, brakowało mi tej bliskiej osoby... miłości. I wtedy na mojej drodze pojawił się mój dawny przyjaciel, w sumie to kiedyś coś między nami było, jednak nie byłam gotowa wtedy na związek. Zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się, zakochaliśmy się w sobie na nowo, a On pokochał mojego synka Zawsze mogłam na Niego liczyć, chodził z Nami do lekarzy, spędzał najważniejsze dni (jak urodziny mojego syna gdy Jego własny ojciec nie raczył nawet zadzwonić z życzeniami). Byłam pewna, że to ten jedyny. Zaczęliśmy planować przyszłość razem. Mówił mi, że bardzo żałuje że mój syn nie jest również Jego synem, ale postara się być dla Niego jak ojciec. Mieszkanie razem... wspólne życie się zaczęło i było pięknie. Podobno chciał mi się oświadczyć niedługo. Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Ogromnie się ucieszyliśmy. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Dostał super pracę w Trójmieście, grzechem było nie skorzystać. Tam mieliśmy zamiar kupić mieszkanie.
Obecnie jestem w 8 miesiącu ciąży i mieszkam tymczasowo u rodziców bo ciężko było by mi teraz na te ostatnie miesiące przebywać całe dnie sama, z dzieckiem w mieszkaniu w sumie w obcym mieście. Chciałam tu urodzić i na nowy rok wszyscy mieliśmy zamieszkać razem już na stałe.
Jedak niedawno dowiedziałam się że On ma inną. Że cały czas gdy wieczorami jak dzwoniłam wymigiwał się, że ma dużo pracy tak na początku, to On był z Nią. Nawet z Nim zamieszkała w tym wynajmowanym mieszkaniu. Ona nic o mnie nie wiedziała. Na początku powiedziała mi, że odpuści Go sobie bo w końcu będziemy mieli dziecko. Jedak to były tylko słowa.
Ona była tą "dobrą" bo byłą przy Nim, nic od Niego nie wymagała, żadnych deklaracji. Za to ja byłam ta "zła" bo potrzebowałam odpowiedzi, których On nie chciał mi dać.
Powiedziałam Mu, żeby wybrał z którą chce być. Nie potrafił wybrać.
Wiem, że to chore... starałam się na sile zatrzymać przy sobie kogoś kto chyba nie chce przy mnie być. Byłam naiwna. Szczerze mówiąc wyniszcza mnie ta cała sytuacja. Z jednej strony zrobię wszystko by dziecko miało ojca (On też mi napisał że nie chce by Jego dziecko wychowywało się bez ojca), a z drugiej nie potrafię już tego ciągnąć, wiedząc że zawsze gdzieś będzie ta druga. Stwierdził, że kocha nas obie ;/
Nie wiem co robić. Poczekać aż urodzi się maleństwo bo możne akurat przejrzy na oczy?
Czy odpuścić, bo szczerze mówiąc ja już nie mam sił prosić Go o to by ze mną choćby porozmawiał. Rozmawia ze mną wtedy gdy o nic nie pytam i nic nie wypominam.
Musiał by się ogromnie zmienić bym mu zaufała ponownie. Wiem, że moja rodzina zawsze mnie wesprze. I wiem, że jak się w końcu wyplatam z tych chorych związków stanę się o wiele silniejsza i sobie poradzę. Ale nigdy nie chciałam, aby moje dzieci wychowywały się bez ojca... i to mnie boli najbardziej.