jak znosicie milosc dzieci do ich ojca?

01.06.04, 21:47
czesc,
mam taki problem, z ktorym za nic nie moge sobie sama poradzic. mam 7letniego
synka, od 3 lat jestem rozwodka. obowiazkami podzielilismy sie na poczatku po
rowno: ojciec mial dziecko co drugi dzien, co drugi weekend, co drugie swieta
itd. przez te trzy lata ojciec jednak stopniowo rezygnuje z opieki nad
dzieckiem, tlumaczac sie, ze w ten sposob on nie ulozy sobie zycia no i nie
ma kiedy pracowac. ja jakos i pracuje i zycie sobie na nowo ulozylam, no ale
to inna sprawa. moj problem polega na tym, ze robi mi sie przykro, kiedy
widze jak dziecko traktuje ojca 'swiatecznie' a mnie jak codziennosc.
zwlaszcza, ze ojciec swiety nie jest bo i placic nie chce i po dziecko nie
przychodzi bez uprzedzenia. ja rozumiem dzieciaka, ze to dla niego chwile
wyjatkowe, ze ma ojca rzadko i dlatego sie cieszy. wiem, ze moj dom i
rodzina, ktora stworzylam daje mu poczucie bezpieczenstwa i milosci. ale dla
niego to codziennosc, cos co jest i zawsze bedzie. a tata nie. to wszystko
potrafie sobie ladnie wytlumaczyc, ale jak dziecko wraca od ojca i ekscytuje
sie tym, czego u nas nawet nie zauwaza to musze mocno trzymac jezyk za
zebami, zeby czegos nie powiedziec. kiedys zreszta nie udalo mi sie tego
jezyka utrzymac no i powiedzialam, co mysle o tym wszystkim. zaraz potem
dodalam, ze rozumiem syna, ze on ma do tego prawo ale mi jest przykro. teraz
juz staram sie nic nie mowic, ale maly i tak widzi moja rekacje, nad ktora
nie jestem w stanie zapanowac (zlosc, lzy). mam wiec pytanie: czy juz tylko
specjalista mi pomoze?? jak zapanowac nad tymi emocjami? wiem, ze one nie
maja sensu, ze tylko psuja moja wiez z synem, ale czuje co czuje i powiedzcie
mi jak tego nie czucsmile??????

k.
    • pelaga Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 01.06.04, 22:54
      kubowa napisała:

      > ale czuje co czuje i powiedzcie
      > mi jak tego nie czucsmile??????

      Chcialabym znac te recepte sad(( Ale nie znam sad(( Odczuwam podobnie, tylko, ze
      nauczylam sie nad tym panowac przy dziecku. Wsciekam sie w samotnosci...
      Moze to przychodzi z czasem... Mam nadzieje...
      Jak to sie mowi sa konie do orki i konie paradne, batem wiecej dostaja te
      pracujace ciezej sad(( Takie zycie podle bywa sad((
      Zycze wiele cierpliwosci... smile

      Pozdrawiam
    • chalsia Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 01.06.04, 23:51
      To może w jakiś sposób sprawić by te rzeczy zaczął zauważać równiez w domu????
      NIe wiem, tak mi przyszło do głowy.
      Bo rzeczywiście nie mozna dziecka wpędzac w konflikt lojalności okazując, że
      jest Ci przykro, że tego samego/podobnego we własnym domu nie zauważa.
      Tylko co można zrobić, by zaczął to zauważać "pozytywnie" ??????????

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 08:16
        ale jak to sprawic? przeciez nie bede jak jego ojciec dawala mu wszystkiego ze
        slowami: masz, mamusia ci kupila czy zrobila. mam to daje i nie oczekuje
        wzmianki w prasie na ten temat. jego ojciec ma taki charakter, ze cokolwiek
        zrobi zaraz pisze 'ode do roboty' i spiewa. jak sie zmeczy to sie uzala a syn
        razem z nim, jaki tatus biedny. u mnie w domu robi sie co trzeba zrobic, a nie
        mowi o robieniu. co nie znaczy, ze nie dostrzegam kiedy syn cos zrobi. wrecz
        przeciwnie, zawsze go chwale za wykonana prace i ciesze sie, ze cos zrobil,
        zwlaszcza, jesli bez namawiania. ma wiec wzorzec wychwalania, tylko uzywa go
        tam, gdzie mnie bolismile ostatnio mu powiedzialam, ze ciesze sie, ze sie tak
        martwi o tate i troszczy i ze mi tez byloby milo, gdyby zatroszczyl sie o mnie.
        ale zaraz potem pozalowalam, ze to powiedzialam, bo wolalabym, zeby sam do tego
        doszedl. pozostaje mi, jak pisala pelaga, zagryzac zeby w odosobnieniusad i
        czekac, ze jak dziecko dorosnie to samo cos tam wykombinuje i pouklada te cala
        ukladanke! brrrr

        k.
        • polka_idolka Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 08:43
          Znoszenie milosci do ich ojca mozna zniesc tylko miloscia do wlasnego dziecka.
          Tak mi sie wydaje kiedy patrze na siebie. Dokladnie 2 tygodnie temu mialam taka
          sytuacje z 11 corka. Tatus kupil Jej plecak i dal na bluzeczke z reserved a ja
          na codzien (no, bez przesady smile) kupuje Jej ciuchy i zapewniam rozne rozrywki
          o wiele drozsze niz owa bluzeczka. I Ona go bronila kiedy powiedzialam ze to
          troche malo. Oczywiscie od razu to skomentowalam i oczywiscie tego pozalowalam
          ze to powiedzialam. I sprobalam poczuc co czuje ONA, moja corka. Tatus odszedl
          3 miesiace temu nagle tak po prostu do panienki a Jej jedynym marzeniem jest
          zeby cofnac czas zeby bylo tak jak wtedy kiedy bylismy "razem".
          Pomysl, poczuj sie jakbys Ty za kims bardzo tesknila kogos kochala a nie byla z
          tym kims. Czy nie traktowalabys spotkan z ta osoba i prezentow od niej jak
          swietosc? Wiesz kiedy powiedzialam pewnej madrej osobie o moich odczuciach
          powiedziala: "Twoja corka tego nie doceni co robisz teraz tak jakbys ty
          chciala, ona to doceni kiedy sama stanie sie kobieta i bedzie miala rodzine".
          I to jest fakt nie wymagaj od malego czlowieka zeby myslal jak dorosly. A z ta
          cholerna niesprawiedliwoscia po prostu trzeba sie pogodzic. A Malemu daj prawo
          cieszyc sie tym co dostaje od ojca On od Ciebie i tak dostaje wiecej.
          Pozdrawiam.
          • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 08:58
            wiesz, ja to wszystko rozumiem i zupelnie sie z toba zgadzam. ja tylko chcialam
            wiedziec jak ze swoimi uczuciami walczycsmile bo ja moge sobie to tlumaczyc na
            tysiac slusznych sposobow, mam poza tym wsparcie ze strony swojej rodziny,
            ktora docenia to, co ja robie. ale jak przychodzi do takich momentow euforii i
            to w moim mniemaniu przesadzonej, to jest mi przykro i sie zloszcze a nie chce
            wyzywac sie na dziecku, bo wiem nadto dobrze, ze to nie jego wina i ze robi to
            wszystko zupelnie nieswiadomie. najbardziej to bym chciala, zeby dziecko w
            ogole przy mnie o tatusiu nie wspominalo, ale to tez nierealne... jak sluchac o
            tatusiu superlatyw majac w pamieci jego negatywy??? bo ja mam pierwszy odruch
            nie sluchac tego, co ojciec nagadal synkowi, bo wiem, ze to co dziecko mi
            przekazuje to nie sa jego spostrzezenia tylko slowa taty. tak naprawde to
            szczerze nienawidze tego faceta, no i musze tak grac, zeby dziecko sie nie
            spostrzeglo, i to jest wlasnie trudne i z tym za cholere sobie nie moge
            poradzic.
            k.
            • tata_malolata Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 10:58
              kubowa napisała:
              > tak naprawde to szczerze nienawidze tego faceta..
              ---------------------

              Czy nie tu jest "pies pogrzebany"?
              Czy nienawiść, żal, rozczarowanie i niestety zazdrość o uczucia dziecka nie są
              tym co sprawia, że tak się czujesz...

              Tyle, że tym wszystkim dołujesz sama siebie i najbardziej przegrana osobą
              możesz być Ty sama. A nie warto.

              Może trzeba poszukać pozytywów:
              1) dziecko ma oboje rodziców, mimo całej sytuacji ma swoich ukochanych: mamę i
              tatę
              2) ojciec - w odróżnieniu od wielu innych - się stara, lepiej lub gorzej ale
              chyba chce dobrze (jeśli mu nie wychodzi to można mu pomóc - bo chyba ma dobrą
              wolę - można porozmawiać jak to lepiej ułożyć)
              3) jeśli dziś czujesz się niedoceniona - pamiętaj, że dziecko doceni Cię kiedyś
              a Twoją nagrodą będzie jeśli ułoży sobie dobrze życie, będzie szczęśliwy.

              Co do negatywnych uczuć. Powiedz sobie: nie mogę nienawidzić osoby, która jest
              najukochańszą dla istoty dla mnie najukochańszej. Może pomoże?

              Powodzenia



              • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 21:35
                tata_malolata napisał:

                > Czy nie tu jest "pies pogrzebany"?
                > Czy nienawiść, żal, rozczarowanie i niestety zazdrość o uczucia dziecka nie

                > tym co sprawia, że tak się czujesz...


                no oczywiscie, ze tak jest. i jeszcze swiadomosc tego, ze ten czlowiek nie
                zasluguje na taka milosc, nie jest w ogole odpowiedzialny za dziecko, nie
                interesuje sie jego zyciem, nawet nie wie do jakiej teraz maly pojdzie szkoly.
                nic go to nie obchodzi. jak maly musial isc do szpitala to jak myslisz, kto
                latal z nim po lekarzach? nie on. kto siedzial i spal z malym na oddziale? nie
                on. tylko moj obecny maz! a ojciec zrezygnowal ze spedzenia z dzieckiem swiat,
                bo choremu dziecku to on warunkow nie ma jak zapewnic. bez komentarza.
                >
                > Tyle, że tym wszystkim dołujesz sama siebie i najbardziej przegrana osobą
                > możesz być Ty sama. A nie warto.

                tego niestety jestem swiadoma, i to tez jest powodem, dla ktorego chce szukac
                pomocy.
                >
                > Może trzeba poszukać pozytywów:
                > 1) dziecko ma oboje rodziców, mimo całej sytuacji ma swoich ukochanych: mamę
                i
                > tatę

                ma, i tego nie chce mu odbierac - to ojciec rezygnuje stopniowo z dziecka

                > 2) ojciec - w odróżnieniu od wielu innych - się stara, lepiej lub gorzej ale
                > chyba chce dobrze (jeśli mu nie wychodzi to można mu pomóc - bo chyba ma
                dobrą
                > wolę - można porozmawiać jak to lepiej ułożyć)

                nie moge rozmawiac z tym czlowiekiem (zalecenie lekarza)a jak sie stara czytaj
                powyzej
                > 3) jeśli dziś czujesz się niedoceniona - pamiętaj, że dziecko doceni Cię
                kiedyś
                >
                > a Twoją nagrodą będzie jeśli ułoży sobie dobrze życie, będzie szczęśliwy.

                300% racji

                >
                > Co do negatywnych uczuć. Powiedz sobie: nie mogę nienawidzić osoby, która
                jest
                > najukochańszą dla istoty dla mnie najukochańszej. Może pomoże?

                a dlaczego to on wlasnie jest najukochanszy?? czym sobie na to zasluzyl? tym,
                ze nie wychowuje dziecka, tak?? to mnie wlasnie wkurza, ze to on jest cacy, a
                ja be.
                >
                > Powodzenia


                bardzo dziekujesmile
                k.
            • polka_idolka Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 11:29
              Ja wiem ze Ty to wszystko rozumiesz, ja wiem, ale cholerka ja sama mam to samo
              co Ty i dlatego tez sobie codziennie szukam odpowiedzi na pytanie jak sie z tym
              pogodzic ze ja momentami nienawidze ojca dzieci (tez) a corka (starsza) mimo ze
              wie ze ojciec postapil podle to go kocha. Dla Niej jest ok. A najgorsze jest to
              ze drazni mnie jego pseudo-wielkodusznosc. Bo ja wiem jaki jest - jak jest
              egoistyczny i jak manipuluje psychicznie ludzmi. Wczoraj pokazal znow jaka ma
              klase. Corke (starsza) 4 razy pytal co chce na dzien dziecka a do mnie nawet 1
              slowa nie powiedzial czy cos moze trzeba na dzien dziecka kupic malej - jego
              malej ktora ma 9 tygodni. Ale to byl odwet za to ze kiedy ochodzil jak ja bylam
              w ciazy powiedzialam Ona jest tylko moja. Wiec skoro tak teraz ponosze
              konsekwencje.
              Ja mysle ze jedyna rozsadna rada - pogodzic sie. Pogodzic sie z tym jak jest.
              Ze ty nie lubisz ojca syna a on go kocha i dla niego jest guru. A jak o nim
              mowi powtarzaj slowka angielskie i przytakuj. Nie zlosc sie na Malego.
              Spotkania z Jego ojcem to namiastka normalnej rodziny.
              I wiesz co Ci powiem mysle ze wizyta u psychologa nie bylaby zla. Ja w kazdym
              badz razie sie wybieram bo tez nie wiem co z takim samym problemem jak Twoj
              zrobic. Bo tez wiem ze trzeba sie pogodzic ale jak - nie wiem. Jedyne tak jak
              napisalam co mi przychodzi do glowy - pogodzic sie dla dobra dziecka, kierowac
              sie miloscia do synka i jego potrzebami.Pozdrawiam.
              • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 21:27
                oj dokladnie mnie rozumiesz, widze to wyraznie po tym co piszeszsmile ja juz
                myslalam o pomocy u psychologa, ale musze znalezc takiego od rodziny. masz
                racje z tym przytakiwaniem, to chyba najlepsze lekarstwo. tylko, ze gromadzone
                w ten sposob nerwy gdzies mi w koncu uleca i boje sie, ze rykoszetem dostanie
                nie tylko syn, ale i moj maz i nasze jeszcze nienarodzone dziecko. cholera wie,
                co z tym robic, moze faktycznie specjalista pomoze...
                k.
        • chalsia Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 23:10
          Uważam, że w takim układzie robisz błąd. Rozumiem, ze trudno zmienić swoje
          przyzwyczajenia, ale to chyba jedyna droga - zacząć tak jak ojciec.
          Po prostu dlaczego nie masz chwalić się tym, co dla dziecka zrobiłaś czy, że o
          nim pamiętałaś kupując coś. Jeśli dziecku się nie wyjasni, ze to jest przejaw
          dbałości, uczucia, to przy tym jak Ty to robisz (czyli dajesz i juz), dziecko
          może to traktowac zupełnie inaczej.
          Nie mam dziś czasu na rozpisywanie dlaczego, sorki

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • aps Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 12:42
      kubowa napisała:

      > czesc,
      > mam taki problem, z ktorym za nic nie moge sobie sama poradzic. mam 7letniego
      > synka, od 3 lat jestem rozwodka. obowiazkami podzielilismy sie na poczatku po
      > rowno: ojciec mial dziecko co drugi dzien, co drugi weekend, co drugie swieta
      > itd. przez te trzy lata ojciec jednak stopniowo rezygnuje z opieki nad
      > dzieckiem, tlumaczac sie, ze w ten sposob on nie ulozy sobie zycia no i nie
      > ma kiedy pracowac. ja jakos i pracuje i zycie sobie na nowo ulozylam, no ale
      > to inna sprawa. moj problem polega na tym, ze robi mi sie przykro, kiedy
      > widze jak dziecko traktuje ojca 'swiatecznie' a mnie jak codziennosc.

      Wydaje mi sie, ze taki podzial "po rowno" zaraz po rozwodzie jest fikcja, i
      predzej
      czy pozniej musi dojsc do zmiany tego stanu rzeczy. To chyba w ogole nie jest
      dobre rozwiazanie: niech dziecko wie gdzie jest przypisane, gdzie jego dom
      (no a jak maja byc wszyscy razem, to najlepiej w ogole sie nie rozwodzic).
      Tez bylem w takiej sytuacji i nazywalo sie to, ze ojciec "sie wyprowadza",
      i automatycznie wiazalo sie z tym znaczne zmniejszenie intensywnosci
      kontaktow- no trudno. I jest ryzyko, ze ojciec stanie sie niedzielny,
      swiateczny, atrakcyjny, a matka zaanektuje jedynie szara codziennosc.
      Co wtedy jest dobre, to oczywiscie kontakt i porozumienie na linii matka-
      dziecko, matka powinna np. pytac o spotkania z ojcem i dowcipnie komentowac,
      zeby odbrazowic jego wizerunek i subtelnie budowac poczucie lojalnosci
      w stosunku wlasnie do matki. A takze nie bac sie oddawac dziecka na dluzej,
      np. na wakacje, zeby weszlo ono jakos do nowej rodziny ojca i zobaczylo
      tamta codziennosc, ze wcale nie tak znowu och i ach. Tak to mniej wiecej
      pamietam z wlasnych doswiadczen. No i nalezy powstrzymywac sie od
      wypominania dziecku objawow milosci do ojca, poniewaz reakcja na cos
      takiego moze byc odwrotna. Na mnie dzialala grozba: "bo pojdziesz do
      niego na stale". Tego wiedzialem ze nie chce.

      smile

      Aps

      PS Z tym ze u mnie to bylo odwrotnie chyba: ojciec z nowa rodzina, mama bez.
      Jesli
      mama ma kogos nowego, nowe dzieci, itp., to wtedy nadmierne przywiazanie dziecka
      do ojca moze byc sygnalem, ze w rodzinie matki dzieje sie cos nie tak. Trudniej
      tez wtedy o zbudowanie dystansu na linii dziecko- ojciec, na zasadzie "odszedl
      do innej, nie jest w porzadku". Dziecku moze byc nawet zal osamotnionego
      ojca. Chyba nalezaloby zaryzykowac ich dluzszy wspolny pobyt- albo uzna ze
      juz ma dosc i jednak zawsze lepiej z mama i tam jest dom, albo sie swietnie
      dogadaja, no i wtedy sytuacja skomplikuje sie bardziej, ale zawsze nalezy
      myslec o dobru dziecka.

      • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 02.06.04, 21:52
        bardzo dziekuje za te rady!! naprawde.

        dziecko moze byc z ojcem dluzej tak jak zostalo to ustalone. mimo mojej
        nienawisci do tego faceta nigdy nie zabronilam dziecku tam isc jak to zostalo
        ustalone. tylko co z tego, jak tatus co i rusz sie miga? na noc go nie chce ( i
        dobrze) bo nie ma warunkow. zawsze ma jakas wymowke. ale czasem zabiera syna na
        tydzien do swoich rodzicow, a w wakacje siedza tam caly miesiac. syn wie, ze tu
        jest jego dom, ma swoj pokoj, swoje meble, zabawki (rowniez od taty). z moim
        mezem ma wspanialy kontakt i sam mu zaproponowal, ze bedzie mowil do
        niego 'tato', nadchodzacym rodzenstwem sie cieszy a ja i maz robimy wszystko,
        zeby nie czul sie pominiety przy mlodszym. ma tez wspanialy kontakt z rodzina
        mojego meza, ktora przyjela nas i ogarnela wielka miloscia. takze ja nie widze,
        co mogloby mu w domu przeszkadzac (chyba, ze te moje nastroje kiedy mowi o
        ojcu).
        to, ze ja mam rodzine, a ojciec nie o niczym nie swiadczy. to ojciec odszedl i
        zostawil nas bez niczego. ja znalazlam wsparcie dla mnie i syna, a ojciec
        ciagle sie miota od panienki do panienki. to chyba nie daje synowi poczucia
        bezpieczenstwa?

        a ze synowi ojca zal to sie zgadza, bo tata sie nad soba przy synu uzala i syn
        mi wszystko powtarza i wtedy sie krew we mnie gotuje i wlasnie jak w takich
        chwilach nie buchnac????
        k.
        • aps Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 03.06.04, 11:48
          kubowa napisała:

          > bardzo dziekuje za te rady!! naprawde.
          >
          > dziecko moze byc z ojcem dluzej tak jak zostalo to ustalone. mimo mojej
          > nienawisci do tego faceta

          No wlasnie, i tu jest problem. Bo rzeczywiscie pojawia sie konflikt: ze strony
          matki
          poczucie zawodu, niechec, nawet nienawisc, a ze strony dziecka powinna byc
          milosc do obojga rodzicow, ba nawet matka powinna dbac o to, czy ten typ wyzszej
          uczuciowosci rozwija sie prawidlowo- takze w stosunku do ojca. A jest to zadanie
          nielatwe.

          > nigdy nie zabronilam dziecku tam isc jak to zostalo
          > ustalone. tylko co z tego, jak tatus co i rusz sie miga? na noc go nie chce (
          i
          >
          > dobrze) bo nie ma warunkow. zawsze ma jakas wymowke. ale czasem zabiera syna
          na
          >
          > tydzien do swoich rodzicow, a w wakacje siedza tam caly miesiac.

          No to jest troche odwrocenie rol, bo na ogol to ojciec chcialby dziecko
          przenocowac
          raz czy drugi, a matka podchodzi do tego stanu rzeczy z rezerwa, ze stanowiskiem
          iz wszelkie watpliwosci swiadcza na niekorzysc nocowania u ojca. Wlasciwie skoro
          ojciec sie wymawia, to jaki problem: przeciez dziecko ma dom, i ma gdzie
          spac. Ojciec nie musi przenocowywac, najwazniejsze zeby placil- moze to
          brzmi cynicznie, ale takie jest zycie.


          >syn wie, ze tu jest jego dom, ma swoj pokoj, swoje meble, zabawki (rowniez od
          taty). z moim
          > mezem ma wspanialy kontakt i sam mu zaproponowal, ze bedzie mowil do
          > niego 'tato',

          On mogl to zaproponowac, myslac ze tego sie oden oczekuje, ale to wszystko nie
          znaczy, ze nie
          moze miec tu wewnetrznych dzieciecych rozterek, bo przeciez podobnie jak "matka
          jest tylko
          jedna", tak i tato. Zwlaszcza ze w ciaglym kontakcie, moze nawet czestszym niz
          srednia
          w takich sytuacjach. Ale, oczywiscie, wcale to nie musi byc problem, choc
          psychologowie
          chyba nie zalecaja.

          >nadchodzacym rodzenstwem sie cieszy a ja i maz robimy wszystko,
          > zeby nie czul sie pominiety przy mlodszym. ma tez wspanialy kontakt z rodzina
          > mojego meza, ktora przyjela nas i ogarnela wielka miloscia. takze ja nie
          widze,
          > co mogloby mu w domu przeszkadzac (chyba, ze te moje nastroje kiedy mowi o
          > ojcu).

          No to chyba lepiej zacisnac zeby. Spojrzenie syna nigdy nie bedzie spojrzeniem
          matki, a moze nawet nie powinno takie byc. Z czasem dziecko bedzie wiecej
          widziec i lepiej rozumiec, a poki co nie nalezy wytwarzac w nim przekonania,
          ze jego fascynacje ojcem to cos zlego, bo w gruncie rzeczy to paskudny typ.
          Pokazanie, ze "mama tez sie cieszy tym czym ty sie cieszysz" doprowadzi do
          tego, ze dziecko bedzie moglo kochac ojca zwyczajnie, bez poczucia winy,
          i z czasem ta milosc stanie sie bardziej krytyczna, znormalnieje, pojawia sie
          tez
          cienie.

          > to, ze ja mam rodzine, a ojciec nie o niczym nie swiadczy. to ojciec odszedl i
          > zostawil nas bez niczego. ja znalazlam wsparcie dla mnie i syna, a ojciec
          > ciagle sie miota od panienki do panienki. to chyba nie daje synowi poczucia
          > bezpieczenstwa?

          Wlasciwie w tym ukladzie ojciec nie ma dawac poczucia bezpieczenstwa,
          bo to najsilniej zwiazane jest z domem, i dlatego wlasnie jak juz pisalem,
          wydaje
          mi sie ze lepiej gdy dziecko jest w domu 6 dni w tygodniu a 1 z ojcem niz
          powiedzmy 4-3. Ojciec ma dawac poczucie zyczliwej obecnosci
          z dystansu, zreszta takze w rodzinach nie po rozwodzie zwykle
          dystans dzieci (zwlaszcza malych) do ojca jest wiekszy niz do matki.

          > a ze synowi ojca zal to sie zgadza, bo tata sie nad soba przy synu uzala i syn
          > mi wszystko powtarza i wtedy sie krew we mnie gotuje i wlasnie jak w takich
          > chwilach nie buchnac????
          > k.

          Kazdy musi znalezc sposob na wlasny uzytek...moze po prostu mniej emocjonalnie
          podejsc, tak jakby to nie dotyczylo Ciebie tak bardzo? Np. gdy dziecko mowi, ze
          tato
          jest biedny, bo rzucila go kolejna dziewczyna, zasugerowac, ze moze po prostu
          byl
          dla niej nie do konca dobry? Budzic watpliwosci, a dzieci bardzo zapamietuja
          takie rzeczy.

          aps
          • kubowa Re: jak znosicie milosc dzieci do ich ojca? 03.06.04, 14:38
            slusznie prawiszsmile
            ja wiem, ze powinnam pielegnowac dziecka milosc do ojca, ale poki co nie musze
            tego robic, bo dziecko ma jej tyle, ze spokojnie starcza. czasami zdarza sie,
            ze dziecko samo pyta o moj komentarz w sprawie taty, opowiada mi co sie stalo i
            mowi, ze mu sie to nie podobalo. wtedy najczesciej odsylam go z problemem do
            ojca, niech z nim to wyjasnia. chyba, ze maly nalega albo opowiada, ze
            zareagowal na cos placzem, wtedy mu tlumacze po swojemu. nie mowie mu tez: tato
            cie kocha. bo tego nie wiem i szczerze powiem w moim rozumieniu tak sie dziecka
            nie kocha. ale zawsze jak jest mi przykro na tyle, ze juz musze cos powiedziec
            zaczynam od slow: ciesze sie, ze tak troszczysz sie o tate, ze tak go kochasz,
            ze taki jest dla ciebie wazny. to wszystko na co mnie stac. jak dziecko pyta,
            czy ja kocham tate, to odpowiadam, ze nie, ale ze to nie znaczy, ze dziecko ma
            go nie kochac. chce swiadomie poczekac, az syn sam zacznie wyciagac wnioski. i
            jestem swiadoma, ze to moze potrwac jeszcze kilkanascie lat nawet. i jesli nie
            naucze sie jakos panowac nad ta zloscia na uczucia syna do ojca to rozwale
            wszystko w dym.
            z moim mezem to bylo tak, ze syn zaproponowal mowienie per tato zupelnie
            nieoczekiwanie i my sie do tego nie stosujemy. tzn ja mowie: idz do kuby (nie
            do taty), a syn czasem powie tato, czasem kuba. mysle, ze jak sie pojawi nasze
            dziecko, ktore bedzie mowilo do kuby tato, to syn sie przestawi chcac nie
            chcac. ale zmuszany do niczego nie jest.
            z tym, ze ojciec odmawia wziecia dziecka do siebie nie ma zadnego problemu, ja
            wole jak syn jest ze mna wiec jest mi na reke, ze ojciec go nie chce. syn
            zreszta w ogole sie tego nie domaga i nie zostal do tego przyzwyczajony, aby
            nocowac u taty. w sadzie mial przyznane wizyty do 21-ej co drugi dzien, a juz
            widuje sie z nim tylko raz w tygodniu i przyprowadza o 20tej, a co drugi
            weekend dziecko odbiera juz po sniadaniu i przyprowadza na kolacje. gdyby teraz
            chcial to odwracac i zmieniac to narobilby wiecej szkod moim zdaniem, bo
            zmienilby wszystkie przyzwyczajenia dziecka. ale na to sie nie zapowiadasmile
            a z placeniem to juz nawet nie bede pisala.. temat rzeka i to mocno zatruta..

            no i masz racje, ze to moje emocje sa zgubne w tym wszystkim, bo to one mna
            kierujasad w wiekszosci przypadkow jakos sobie radze z zaciskaniem zebow i
            powtarzaniem slowek (jak radzila jedna z tutejszych kolezaneksmile ale czasem, jak
            dziecko zachwyca sie czyms czym u nas sie nie zachwyca, to sie gubie i trafia
            mnie cholerasad(
            no nic tosad ide zobaczyc jak moje dziecko zegna sie dzisiaj z przedszkolem w
            przebraniu krasnolodkasmile)
            k.
Pełna wersja