kubowa
01.06.04, 21:47
czesc,
mam taki problem, z ktorym za nic nie moge sobie sama poradzic. mam 7letniego
synka, od 3 lat jestem rozwodka. obowiazkami podzielilismy sie na poczatku po
rowno: ojciec mial dziecko co drugi dzien, co drugi weekend, co drugie swieta
itd. przez te trzy lata ojciec jednak stopniowo rezygnuje z opieki nad
dzieckiem, tlumaczac sie, ze w ten sposob on nie ulozy sobie zycia no i nie
ma kiedy pracowac. ja jakos i pracuje i zycie sobie na nowo ulozylam, no ale
to inna sprawa. moj problem polega na tym, ze robi mi sie przykro, kiedy
widze jak dziecko traktuje ojca 'swiatecznie' a mnie jak codziennosc.
zwlaszcza, ze ojciec swiety nie jest bo i placic nie chce i po dziecko nie
przychodzi bez uprzedzenia. ja rozumiem dzieciaka, ze to dla niego chwile
wyjatkowe, ze ma ojca rzadko i dlatego sie cieszy. wiem, ze moj dom i
rodzina, ktora stworzylam daje mu poczucie bezpieczenstwa i milosci. ale dla
niego to codziennosc, cos co jest i zawsze bedzie. a tata nie. to wszystko
potrafie sobie ladnie wytlumaczyc, ale jak dziecko wraca od ojca i ekscytuje
sie tym, czego u nas nawet nie zauwaza to musze mocno trzymac jezyk za
zebami, zeby czegos nie powiedziec. kiedys zreszta nie udalo mi sie tego
jezyka utrzymac no i powiedzialam, co mysle o tym wszystkim. zaraz potem
dodalam, ze rozumiem syna, ze on ma do tego prawo ale mi jest przykro. teraz
juz staram sie nic nie mowic, ale maly i tak widzi moja rekacje, nad ktora
nie jestem w stanie zapanowac (zlosc, lzy). mam wiec pytanie: czy juz tylko
specjalista mi pomoze?? jak zapanowac nad tymi emocjami? wiem, ze one nie
maja sensu, ze tylko psuja moja wiez z synem, ale czuje co czuje i powiedzcie
mi jak tego nie czuc

??????
k.