Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej sytuacji...

08.06.04, 16:55
Nowłaśnie nawet nie wiem od czego zacząć. W głowie mam mętlik totalny. Mam
wrażenie, że od zawsze chciałam ucieć z mojego małżeństwa ale brakowało mi
odwagi ( po ciąży i wyniku nieporozumień między nami miałam stany lękowe, do
dziś bioręleki psychotropowe) Mój mąż przyjął propozycję pracy we
Frankfurcie. Sama go zresztą do tego namawiałam. mam wrażenie, że poświadomie
szukałam jakiegos wyjścia z tej sytuacji. I wten sposób zostaje sama.
Nie wiem co się dzieje w mojej głowie. Czuję, że jakaś wewnętrzna siła pcha
mnie ku takiemu rozwiązaniu. Czuję, że wiem, że będzie mi cięzko, ale czuję
też, że będzie SPOKOJNIEJ.
Bardzo chciałabym pózniej, kiedyś, za jakiś czas, poznac kogoś, kogoś kto da
mi czułość, zaufanie, bezpieczeństwo... Ale nie wiem czy mając malutkie
dziecko mam prawo do skupienia sie na czyms poza nim i pracą.
Dziewczyny proszę pomóżcie mi napiszcie jak się czułyście u progu tak
ogromnie ważnej decyzji.
Ja czuję się przede wszystkim niewyobrażalnie samotna i co najgorsze - nie w
100% pewna swojej decyzji.
Ktoś napisze - ale właścieiwe dlaczego to robisz?
otóz nie wydarzyło się nic szczególnie traumatycznego nie pobił mnie ani nie
zdradził tylko po prostu czuję się bardzo samotna, niezrozumiała, nie
kochana.
pozdrawiam
Maja
    • dobrydzien Re: Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej sytuacji.. 08.06.04, 19:21

      to mądra decyzja, jesli nic nie czujesz do niego odejdz,

      jesteś odważna
      i mądra

      powodzenia
    • asiulka.l Re: Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej sytuacji.. 11.06.04, 14:30
      jeżeli się tak podle czujesz to odejdz. Prawdopodobnie będzie cięzko ale
      napewno będzie spokojniej. I masz prawo nie skupiac się tylko na Twojej
      kruszynce i pracy. Dziecku nie ubędzie Twojej miłości a jeśli będziesz
      szczęśliwa i radosna to jeszcze obydwoje zyskacie. Bądż dobrej myśli że kiedyś
      spełnią się Twoje pragnienia o czułości, zaufaniu i bezpieczeństwie. Ja też na
      to czekam.
      Powodzenia
    • kasbie1 Re: Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej sytuacji.. 17.06.04, 12:49
      Witam
      Jestem tu nowa - w tym sensie, że gdzieś tydzień temu trafiłam na to forum. Tak
      sobie czytam wszystkie wątki i natrafiłam na Twój. I też chcę Ci trochę
      powiedzieć o sobie.
      Mieszkam od 3-ech mies. sama z Olą (ma 2,5 roku).
      Odeszłam od mego męża po 8 latach małżeństwa. I też nie było zdrad ani bicia. A
      odeszłam, bo zdałam sobie sprawę, że go nienawidzę. Nienawiść rosła mniej
      więcej od urodzenia dziecka. I właśnie wtedy poczułam, że jestem sama. On kocha
      dziecko, ale nie kocha i nie szanuje mnie. I pewnie żyłby w takim związku - nie
      związku jeszcze długo - na zasadzie -kocham dziecko, gardzę jego matką, w ogóle
      się z nią nie liczę. I nie chodzi mi o to, żeby powiedzieć, że to jego wina
      (pewnie wina leży po obu stronach)- odpowiedzią na wzgardę jest też wzgarda.
      I tak z dawnej miłości (choć coraz trudniej mi ją sobie przypomnieć) powstała
      nienawiść.
      Nie chciałam, aby dziecko żyło w takiej rodzinie, nie chciałam powoli tracić
      szacunku sama dla siebie, nie chciałam zgnuśnieć - i w końcu podjęłam tę
      decyzję o rozstaniu. Fakt, że jestem wymięta psychicznie całą tą sytuacją, ale
      przebywanie w takicm związku właśnie niszczy psychicznie.
      Jest mi teraz lżej, bo nikt mnie nie poniża, nie tracę nerwów na byle co, ale
      fakt też myślę, co będzie dalej. Czy zostanę na zawsze sama? A ja nie chcę być
      sama. Bardzo tęsknię za kimś bliskim.
      Ale jedno wiem - zrobiłam dobrze. To małżeństwo już się skończyło - nie warto
      umierać za życia.
      Trzymaj się
    • rivers Re: Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej sytuacji.. 17.06.04, 20:01
      Maja,

      Jesli cos jeszcze czujesz do meza, jesli jest w nim cos co Cie pociaga, to
      bardzo doradzam terapie malzenska. Twoje stany lekowe wynikaja z tego, ze nie
      potrafisz rozmawiac z mezem o swoich problemach, ze prawdopodobnie obawiasz sie
      jego reakcji, ze nie masz odwagi pojsc na konfrontacje (ktora jest konieczna).
      W ten sposob zamykasz sie w wiezieniu. Zadne leki psychotropowe nie rozwiaza
      tego problemu. Samotnosc nie jest dobrym rozwiazaniem. Liczyc na to, ze inny
      okaze sie lepszy moze byc pulapka. Poniewaz duza czesc problemu tkwi w Tobie.
      W tym, ze nie potrafisz w zwiazku zawalczyc o swoje, sprzciwic sie mezowi, tak
      aby wyznaczyc swoje terytorium. Obawiasz sie zapewne postawic granice, tak aby
      chronic swoje prawa. Rozumiem, ze w jakims sensie boisz sie meza (n.p. jego
      gniewu), ale tez Ty mu pozwolilas
Pełna wersja